• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[28/09/1972] the descent of the faithful || sebastian & mistrz gry

[28/09/1972] the descent of the faithful || sebastian & mistrz gry
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#1
21.02.2026, 18:53  ✶  

—28/09/1972—
Polana Ognisk, Knieja Godryka
Sebastian Macmillan & Mistrz Gry



Po opuszczeniu Błędnego Rycerza, który dowiózł go aż na same obrzeża Doliny Godryka, Sebastian kontynuował dalszą drogę w stronę lokalnych lasów na piechotę. Akurat dzisiaj cieszył się, że nigdy nie opanował sztuki teleportacji. Dłuższa pozwoliła mu przygotować się psychicznie do tego, co miało nastąpić. Nie żebym nie spędził nad tym całego poranka, pomyślał, schodząc z wiejskiej drogi na mniej uczęszczaną ścieżkę.

Od wspólnego śniadania w refektarzu aż do południa nikt w kowenie go nie widział, bo siedział samotnie w jednej z salek medytacyjnych w głównej siedzibie kowenu. Wznosił modły skierowane do Matki, pozwalał litaniom błagalnym tańczyć na jego języku, a nawet modlił się własnymi, nieco ułomnymi słowami. Nie dbał o to, która z form wielbienia przypadała obecnie Pani Księżyca do gustu; potrzebował jej wsparcia. Od kilku dni nie mógł wyzbyć się wrażenia, że kolejna wyprawa do Kniei Godryka okaże się bardzo ważną i trudną próbą. Bał się tego, co może z niej wyniknąć.

Mimo to musiał się w nią zaangażować. Nie mógł siedzieć z założonymi rękami i po prostu czekać na rozwój wydarzeń. I tak targały nim już wyrzuty sumienia wywołane problemami Zimnych. Sierpniowa rozmowa z Brenną pozwoliła mu poukładać sobie parę rzeczy w głowie, ale dalej brakowało mu wiele informacji. Liczył, że kowenowe archiwa odkryją przed nim wszystkie potrzebne odpowiedzi. Och, jakże się mylił. Zbiory kapłańskie okazały się nadzwyczaj obszerne, więc nie natrafił jeszcze na ostateczny przełom w tej sprawie. Nie mógł więc teraz zbyć ostrzeżeń Caroline Aberoth, skoro sama z nimi do niego przyszła.

Sam fakt, że postanowiła złamać zasady Departamentu Tajemnic, świadczył o tym, jak poważna była sytuacja. Zbuntowana Niewymowna. O ile można było tak ją określić. A może raczej była ''pozbawiona złudzeń'' Tak, to dużo bardziej do niej pasuje, stwierdził Macmillan, pocierając dłonią okładkę swego ulubionego modlitewnika. Wziął go ze sobą raczej z przyzwyczajenia niż z myślą o skorzystaniu z niego w roli narzędzia. Wątpił, aby przyszło mu dziś dokonywać egzorcyzmów; problemy Kniei kręciły się wokół krainy duchów, ale to nie znaczyło, że duchy miały stanowić trzon tych kłopotów. Samo Limbo to była zupełnie inna para kaloszy. Na szczęście taka, z którą miał już do czynienia przez dziedzictwo Trelawneyów.

~~*~~

Jeśli Niewymowni nanieśli na okolice Kniei i Polany Ognisk jakiekolwiek zaklęcia informujące o nadejściu obcych, to zapewne na tym etapie wychwyciły już one Sebastiana w okolicy. Mężczyzna nie miał też za bardzo powodu, aby się chować. W końcu Caroline miała wprowadzić go tutaj jako członka grupy badawczej. Kogo konkretnie tym razem najęło do tego Ministerstwo Magii? Nie miał bladego pojęcia. Podejrzewał, że nie będzie to nikt mu znany; pewnie jakieś szychy z Departamentu Tajemnic. Może ściągnięci z innych komórek organizacyjnych, żeby wesprzeć działania grupy przydzielonej do Polany Ognisk?

Pokręcił powoli głową, zatrzymując się, aby poprawić poły ciemnego płaszcza i pasek torby zwisającej mu na ramieniu. Czy spojrzenie świeżym okiem na miejsce ataku na sabat mogło przynieść jakiekolwiek rezultaty po całym czasie? Ponoć nowa para oczu potrafiła przynieść ze sobą nową perspektywę, ale czy przy tak szeroko zakrojonych działaniach, w które wprowadzono co najmniej trzy departamenty, naprawdę miało to jakiś sens?

Gdyby tylko..., zaczął, jednak zanim na dobre zdołał uformować ten strumień myśli, między drzewami mignęła mu damska sylwetka. Cofnął się o pół kroku, jednak po chwili zdał sobie sprawę, że miał do czynienia ze swoim ''kontaktem'', czyli panną Aberoth. Wyprostowana, odziana w szaty służbowe i z różdżką w ręku. Sebastian mimowolnie zerknął przez ramię; czy reszta zaproszonych była już na miejscu? Przybył jako pierwszy? A może każdy ekspert miał mieć okazję do zbadania terenu samodzielnie?

— Witam, panią — odezwał się, gdy kobieta znalazła się wystarczająco blisko. Skinął jej powoli głową na powitanie. — Oby Pani Księżyca pobłogosławiła z góry nasze dzisiejsze działania, a jej łaska przyniosła nam same sukcesy.

@Eutierria
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#2
28.03.2026, 14:35  ✶  
Caroline już w sierpniu wydawała się być niespokojna, ale tym razem dostrzegłeś w jej oczach o wiele więcej strachu niż wcześniej. Osiadł na jej twarzy permanentnie. Pochował się w zmarszczkach od notorycznego marszczenia brwi i wykrzywiania warg w sposób daleki uśmiechowi. Cokolwiek działo się na Polanie Ognisk, wyrwało cząstkę duszy tej młodej dziewczyny i wstawiło tam coś nieokreślonego, coś... Oh, ciężko ci było to zrozumieć, ale też to czułeś – wkroczenie do Kniei wiązało się z zimnym dreszczem przeszywającym plecy, ze strużką potu spływającą po plecach mimo coraz chłodniejszych dni. To nie było przerażenie, ale było przerażeniu bliskie – strach jeszcze nie wszedł do środka, tylko pukał. Zaraz wyjrzy zza drzwi.

– Pan Macmillan! – Powiedziała zmachana, podbiegając do ciebie i mierząc przywdziane odzienie badawczym spojrzeniem. – M-myślałam, że spotkamy się na początku ścieżki. N-niech będzie pozdrowiona! – Ułożona dziewczyna, którą poznałeś nie zniknęła. Zmieniła się, ale to wciąż była panna Aberoth, nie miałeś żadnej wątpliwości – jej twarz wydawała się jedynym elementem twojego otoczenia, na którym potrafiłeś się skupić, bo za każdym razem kiedy spoglądałeś w kierunku drzew i krzewów, coś kazało ci odwracać wzrok. Ten detal jej nie umknął. – To zaklęcia – wyjaśniła szybko, gestem nakazując ci ruszyć do przodu i pospieszyć się – aurorzy rzucili je, żeby nikt nie zatrzymywał się na tym terenie. Proszę, niech wielmożny pan idzie ze mną, możliwym jest, że ciężko będzie poznać dalszą drogę na Polanę... – W istocie – kiedy utrzymywałeś skupienie na roślinności i ścieżce na tak krótki czas, na niewiele zdawały ci się wspomnienia tutejszej roślinności. Do przodu niosły cię bardziej wyczucie i pamięć mięśniowa (bo ileż razy szedłeś tu od strony Doliny?) niż wzrok. Mógłbyś jednak przysiąc, że coś w tej okolicy się zmieniło.

Najbardziej zmieniła się jednak sama Polana.

Nie byłeś głupi, dobrze wiedziałeś, że gadka jaką raczyła cię po drodze Niewymowna nie miała większego znaczenia dla tego, czego prawdziwie od ciebie oczekiwała. Dostrzegłeś bowiem pomiędzy enigmatycznymi liśćmi figury odziane w ciemne płaszcze. Gdyby to były te Widma, to byście pewnie oboje byli trupami – musiały to więc być osoby powiązane z bezpieczeństwem okolicy. Jej tłumaczenie o wartości twojej ekspertyzy i jak wiele miałeś wnieść w tę sprawę było zapewne prawdziwe (i to na tyle, aby nie zagrażało jej przebadanie eliksirem prawdy), nie wspominała jednak ani trochę o głębokiej, wewnętrznej potrzebie wprowadzenia tutaj kogoś z zewnątrz. Wprowadziła cię tutaj nie nauka, lecz religia. A panna Aberoth nie do końca wierzyła w owoce pracy masy ludzi, których dostrzegłeś stawiając pierwszy krok na miejscu powiązanym z niemal każdym sabatem, jaki zorganizowała twoja rodzina.

Jeżeli w czymś cię ten widok utwierdził to w tym, że twoi przodkowie wybrali to miejsce nie bez przypadku.

W centrum polany, otoczone kręgiem kamieni stało drzewo. Wielki, potężny dąb leżał do góry nogami. Jego konary wbijały się w ziemię, a korzenie wiły się w górę, jakby szukały wody na niebie lub księżycu. Rośliny wokół wyglądały tak, jak w lato – pomiędzy konarami drzew kryło się wiele kwiatów i roślin, wcześniej wypaloną ziemię porastała gęsta trawa, po której ostrożnie stąpali badacze. Za daleko, żebyś mógł się im teraz przyjrzeć, a i tak brakowało ci wiedzy aby powiedzieć na ich temat cokolwiek głębszego.

W miejscach, gdzie Macmillanowie rozstawiali zwykle swoje stragany, teraz stały namioty naukowców.

– Niedługo rozpocznie się spotkanie – powiedziała, skinąwszy głową w kierunku jednego z namiotów. – Nie wiem... Nie wiem czy to końca dobra rada, ale spróbowałabym się na początku nie wychylać – dodała, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. – Jest jeszcze tyle czasu, żeby się rozejrzeć.

Mogłeś więc przyjrzeć się drzewu, roślinom lub zagadać któregoś z uczonych zapatrzonych w obliczenia, mapy i próbki.

Rzut do sesji.
@Sebastian Macmillan
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#3
28.03.2026, 23:21  ✶  
Niezłe zabezpieczenie, pomyślał Sebastian, słuchając tłumaczeń Caroline podczas ich wspólnej podróży przez leśny labirynt. Czar działał podobnie do tradycyjnych zaklęć zwodzących, które odpychały mugoli od miejsc opanowanych przez czarodziejów. Tutaj jednak zastosowano te zaklęcia na znacznie mniejszą skalę. Kto wie, może efekty tych czarów nie tylko kazały pozostać tutejszym badaczom w ciągłym ruchu, ale też odpędzały Widma? To by było... pocieszające.

Kapłan mimowolnie zwolnił, gdy w zasięgu jego wzroku znalazł się ogromny dąb. Nigdy wcześniej nie widział go tak bliska. Podczas tragicznych majowych obchodów odprawiał egzorcyzmy w Londynie, a gdy później skierowano go do tych lasów na ekspedycję Laurenta, miał zbyt wiele na głowie, by spróbować poświęcić drzewu należytą uwagę. Wtedy musiał myśleć o swoich towarzyszach, o wizjach Limbo przeciekających przez lokalną wyrwę w rzeczywistości, a także o Niewymownych, których głównym celem zdawało się wówczas przepędzenie ich z tej okolicy. Teraz nic nie przeszkadzało mu w podziwianiu drzewa jego pełnej okazałości, a widok ten...

...napawał go jeszcze większym niepokojem niż świadomość, że między drzewami mogły właśnie przemykać całe stada Widm. Odwrócony dąb nie pasował do tej scenerii. Nawet gdyby panna Aberoth nie podzieliła się z nim swoimi opowieściami, to i tak pokusiłby się o stwierdzenie, że jest z nim coś nie tak. W obecnej formie drzewo samo w sobie było symbolem odwróconego porządku świata. Tak samo wywróconego, jak codzienność czarodziejów i czarownic w Wielkiej Brytanii od wielu miesięcy.

Korzenie powinny wrastać w ziemię, a nie sięgać ku niebu, skomentował bezgłośnie. Miejsce korzeni było pod powierzchnią, a koron drzew wysoko nad ich głowami. Tak samo, jak miejsce znaczącej większości duchów było w Limbo, a żyjących ludzi po tej stronie Zasłony. A jednak nawet to sacrum zostało zaburzone. Energia Limbo została wyciągnięta ze swojego naturalnego środowiska i pozostawała zamknięta w ciałach Zimnych. Sebastian wypuścił głośno powietrze przez usta. To nie był czas, aby po raz kolejny lamentować nad brakiem odpowiedzialności ze strony obrońców Polany Ognisk.

— Nie zazdroszczę wam warunków, w jakich pracujecie — przyznał w końcu Macmillan, poprawiając tobołek zwisający mu na ramieniu i stawiając ostrożny krok w stronę wielkiego drzewa. — To drzewo wydaje się być... Jedyne słowo, jakie ciśnie mi się na usta, to ''bezbożne''.

Nie wiedział, jak interpretować obecność dębu w takiej formie w centrum polany. Czy była to wiadomość od Matki? A może jedynie dowód na to, jak bardzo działania Śmierciożerców i Czarnego Pana wypaczyły to miejsce? Sebastian nie miał wątpliwości, że wykorzystano potencjał magiczny tego miejsca w nikczemny sposób. Kowen nie wybierał miejsc swoich obrzędów na chybił trafił. Jeśli zjawiali się w jakimś miejscu, to mieli ku temu cel. A czarnoksiężnicy to wykorzystali.

— Czy powinienem unikać kogoś konkretnego? — zapytał, również zniżając ton głosu, rozglądając się na prawo i lewo, wodząc wzrokiem po namiotach badawczych. — Jakiegoś badacza lub... ochroniarza?

Inni Niewymowni na pewno mieli na nich oko, a Sebastian niezbyt im ufał. Skoro ich działania doprowadziły do tego, że kobieta z ich własnych szeregów zdecydowała się szukać wsparcia poza strukturami Departamentu Tajemnic, to ewidentnie świadczyło to o tym, że robią coś nie tak. Czy była to jedynie kwestia braku wiedzy i Niewymowni w obliczu spraw Zaświatów byli niczym dzieci bawiące się zapałkami? Niewykluczone. Były to jednak dzieci, którym mimo wszystko dalej pozwalano się nimi bawić, toteż Macmillan nie chciał zwrócić na siebie przedwcześnie ich uwagi.

— Rozejrzę się i spotkamy się w środku.

Instynkt podpowiadał mu, by udać się prosto pod drzewo. To wydawało się najprostszym rozwiązaniem. Z drugiej strony, dąb był dla niego jedną wielką zagadką, a obecni na miejscu badacze mieli okazję zapoznać się już wcześniej z tym terenem. Lepiej było mieć, jak najdokładniejszy obraz całej sytuacji, nim zdecyduje się na konfrontację. Z tym drzewem. Jak egzorcysta pomyślał, tak też zrobił i po znalezieniu się między badaczami spróbował rozpytać ich o kwestie zebranych próbek: czy udało im się pobrać materiał bezpośrednio z dębu, jak reagował na magię, magiczne mikstury i inne przetestowany formy oddziaływań zewnętrznych.

@Eutierria
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#4
06.04.2026, 13:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 13:23 przez Eutierria.)  
– Jest wielmożny pierwszą osobą, która użyła przy mnie tego określenia, opisując jego oblicze – przyznała kobieta, wpatrując się przez moment w oplatające niebo korzenie, a zaraz potem przenosząc wzrok na ciebie. Próbowała się uśmiechać, ale widać było, że nie należy do tej kategorii osób, którym przychodziło to z łatwością. – Wygląda to tak, jakby chciało opleść korzeniami niebo. Jakby czerpało z niego moc. Moja wiara nie pozwala mi myśleć o tym, że coś płynącego z nieba miałoby być złe… – i na końcu nie padło żadne ale, a jednak mógłbyś przysiąc, że tam było – a może to ton i to, jak bardzo ściszyła głos sprawiało, że umysł płatał ci figle? Tym, co dopowiedziało jej zawahanie była twoja własna intuicja. – Nie ma tu nikogo, komu nie można zadawać pytań, ale wstrzymałabym się z wygłaszaniem twardych opinii. Jak się pan zapewne za chwilę przekona, badacze Polany Ognisk są bardzo… podzieleni. I sama nie wiem jeszcze, czy powinnam opowiedzieć się po którejś ze stron. – Następnie kiwnęła głową i weszła do środka namiotu, w którym (jak zauważyłeś przy okazji odchylenia przez nią płachty materiału blokującej wejście) znajdowały się już cztery osoby. Troje z nich odstawało od innych zebranych – dopiero kiedy widziałeś pannę Aberoth, tę trójkę i kobietę z czarnymi puklami krótkich włosów i lekko wytrzeszczonymi oczami, dotarło do ciebie, że tutejsi badacze ubierali się w bardzo luźny sposób. Nie wydawali się przygotowywać na żadne małe katastrofy – mieli na sobie obuwie, w którym spokojnie chodziłbyś po mieście. Brak siatek na owady, a owadów również było tu sporo. Miałeś doświadczenia z osobami pracującymi na wykopaliskach – badacze z Polany ich nie przypominali. Natomiast na trójka – zapewne tak samo jak ty nie wiedziała czego się spodziewać i założyli wysokie buty, wzięli ze sobą kurtki na wypadek deszczu, kapelusze z szerokimi rondami… w ten sposób mogłeś łatwo wykluczyć ich z grona osób wiedzących o tym, co dzieje się tu od miesięcy.

Ruszyłeś więc przed siebie.

Wśród zebranych znajdowali się:

- Auror (poznałeś to bez problemu po mundurze) z sięgającymi ramion, rudawymi włosami (ale miałeś wrażenie, że to nie był ich naturalny kolor – prawdopodobnie farbował je ziołami) i spojrzeniem skrytym za okularami z czarnymi szkłami. Stał przy jednej ze ścieżek i obserwował cię od jakiegoś czasu.

- Kobieta z włosami splecionymi w sposób, który przypominał ci o tradycyjnych fryzurach spoza Wielkiej Brytanii. Na nosie posiadała wielkie, grube okulary grube jak denka od słoika. Nie szczędziła w ozdobach i biżuterii. Notowała coś przy wystawionym na zewnątrz stole.

- Mężczyzna, który wyglądał… dziko. Miał włosy gęste, rozwiane. Twarz zarośniętą i spojrzenie jakieś takie… zimne. Zgarniał z liści jakiejś rośliny opasłe robactwo i ładował je do szklanych słoików z pieczęcią, której z takiej odległości nie mogłeś dostrzec i nie zwracał na ciebie uwagi.

- Kobieta w dojrzałym wieku, wykonująca szkic jakiejś rośliny. Ubrana na biało (warto zauważyć – śnieżna szata nie była ani trochę zabrudzona ani od otoczenia, ani od pigmentu akwarelowych kredek rozmazywanych wodą), z delikatnym makijażem, nie wydawała się zainteresowana nikim wokół.

- Mężczyzna dostojny, z włosami zaczesanymi za ucho. Miałeś nieodparte wrażenie, że gdzieś go już widziałeś, ale nie osobiście – to było nazwisko z prasy. Rozmawiał z kimś, kogo również mógłbyś kojarzyć z plotek i byłaby to persona o wiele mniej bezimienna, gdyby tylko przesunąć sesję o kilkanaście dni – bo był to przyszły rektor londyńskiego uniwersytetu.

Rozpisałam ci konkretniej kogo widzisz. Założyłam, że Sebastian tych osób nie zna (bo to z wyjątkiem Aurora i Rektora sami Niewymowni). Gdybyś jednak potrzebował więcej informacji, to mogę ich udzielić – żebyś mógł ustalić z nimi relacje. Możemy się umówić, że każdej z tych osób możesz zadać jakieś pytanie (może być to, które chciałeś na dole poprzedniego posta lub inne, bardziej indywidualne). Możesz to zrobić w jednym poście lub kilku. Za ewentualne błędy przepraszam, ale jak zapewne wiesz odpisuję ci z urlopu. @Sebastian Macmillan
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#5
30.05.2026, 19:01  ✶  
— Interpretacja może być dwojaka — odparł Sebastian, zerkając z troską na Niewmowną. — Czerpanie z nieba, z boskiego źródła, można interpretować jako coś dobrego, ale z drugiej strony… Próba uzurpacji boskiej domeny też jawi się jako prawdopodobna opcja. I to mnie martwi.

Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co próbowali tutaj zrobić Śmierciożercy wraz z Czarnym Panem, pomyślał Macmillan. Czyż nie próbowali włamać się do Limbo, świata duchów, który jednak powinien pozostać poza zasięgiem wpływów zwykłych śmiertelników? Mężczyzna prawie prychnął na tę myśl. Co jak co, ale Czarny Pan raczej nie chciał się kreować jako ”jednego z ludu, jednego z wielu”. Jego działania wskazywały na to, że był dużo bardziej ambitną jednostką. I sukcesywnie dążył do przodu, sądząc po pożarach, które rozlały się po całym kraju na początku miesiąca.

— Cóż, miejmy nadzieję, że uda mi się czegoś od nich dowiedzieć — kontynuował, powoli obracając się w stronę rozrzuconych po całym obszarze badaczy. — Niech Matka ma nas dziś w swojej opiece, panno Aberoth. Do zobaczenia w namiocie.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Dla ułatwienia rozpisałem po prostu główne interakcje z poszczególnymi badaczami, darowałem sobie opisywanie przechodzenie od jednej osoby do drugiej Serduszko

~~*~~
Auror
— Niech będzie pozdrowione imię Matki — przywitał się z funkcjonariuszem Biura Aurorów. Przez chwilę wodził wzrokiem po jego mundurze, aby koniec końców utkwić spojrzenie w jego twarzy. — Sebastian Macmillan. Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.

Czy był mu znajomy? Na pewno nie był w stanie dopasować do facjaty konkretnego nazwiska, jednak nie mógł wykluczyć tego, że w ostatnich latach ich drogi nie przecięły się na korytarzach Ministerstwa Magii lub kafeterii dla pracowników. Wprawdzie Macmillan preferował raczej spożywać posiłki samotnie lub w gronie bardzo bliskich mu współpracowników, jednak kto wie, może kiedyś zdarzyło im się dzielić jakiś wieloosobowy stolik lub stać obok siebie w kolejce?

— Miło w końcu zobaczyć tutaj kogoś z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zdaje się, że ostatnimi czasy urzędowali tutaj głównie Niewymowni — kontynuował, stając obok aurora i rozglądając się bacznie po polanie, jakby pomagał teraz pracownikowi Ministerstwa Magii w prowadzeniu obserwacji. — Obyście zostali tutaj na dłużej. Matka jedna wie, jakie niegodziwości sprowadzili na nas Śmierciożercy. Wasza ekspertyza może okazać się kluczowa. Bądź co bądź, razem z BUM jesteście naszą pierwszą linią obrony.

Funkcjonariusze. Klątwołamacze. Egzorcyści. Magimedycy. Każdy specjalista na pewnym etapie swojej kariery spotykał się z czarną magią. A przynajmniej mrocznymi jej odmianami. Nie dało się jednak ukryć, że brygadziści i aurorzy byli najprawdopodobniej jedną z najbardziej narażonych na niebezpieczeństwo grup zawodowych. Bądź co bądź, byli grupą zawodową, która musiała być dość elastyczna w swojej pracy. Rano mogli wlepiać mandaty, a wieczorem ścigać przestępców. Jeśli już to należało ich cenić za to, jak bardzo uniwersalny zestaw umiejętności mieli.

— Zauważyliście tutaj coś szczególnego? — zapytał, nie ukrywając zbytnio swojego zaciekawienia. — Trzeba przyznać, że to dość unikalne miejsce przestępstwa… Czy też badań. Zależy jak na to spojrzeć.

Wzruszył sztywno ramionami. Tutejsze lasy w ostatnim czasie były różnie nazywane: najpierw były terenem poszukiwań rannych i zaginionych. Potem były miejscem przestępstwa, jakim był atak Śmierciożerców i Czarnego Pana, aż w końcu, kiedy kurz opadł, lasy zostały poddane skrzętnym badaniom w wykonaniu między innymi pracowników Departamentu Tajemnic.




~~*~~
Kobieta pisząca przy stole
— Podziwiam, że potrafi się Pani skupić w takich warunkach — zagaił Sebastian, posyłając kobiecie kreślącej coś przy stole, gdy znalazł się bliżej stołu. — Z jednej strony to okropne drzewo, z drugiej przeklęte Widma… To jakiś raport terenowy? Musi mieć Pani roboty po łokcie przy tym, ile się tutaj dzieje.




~~*~~
Facet od robaków
— Muszę przyznać, że wyglądają dość obrzydliwie — skomentował Sebastian, gdy znalazł się w okolicy mężczyzny, który zajmował się zabezpieczaniem tutejszego robactwa. — Ich wygląd to jedyne, co je wyróżnia na tle normalnych okazów? Powinienem się odsunąć? Zaraża czymś?

Zmrużył oczy, przyglądając się z lekkim wstrętem jednemu z wyjątkowo okazałych egzemplarzy. Nie uszło jego uwadze, że Niewymowny nie tylko chował ”zwierzątka” do słojów, ale także dodatkowo je zabezpieczał. Standardowe badanie fauny, która potencjalnie mogła zostać skażona przez jakiś magiczny efekt lub obecność Widm w okolicy? A może to obrzydlistwo już kogoś ukatrupiło?, skomentował bezgłośnie Macmillan, aby zaraz odsunąć się nieco w bok dla własnego bezpieczeństwa.



~~*~~
Kobieta szkicująca rośliny
Czarownica od razu zwróciła uwagę Sebastiana. Głównie ze względu na to, że zdawała się nie wchodzić zbytnio w interakcję z innymi członkami zespołu badawczego. Powodów ku temu mogło być w gruncie rzeczy wiele. Jej praca wcale nie musiała wymagać, aby porozumiewała się na bieżąco z innymi osobami przebywającymi obecnie na polanie. A może po prostu stroniła od towarzystwa innych ludzi.

W normalnych okolicznościach Macmillan zostawiłby ją w spokoju. Bądź co bądź, aż nazbyt dobrze rozumiał, jakim skarbem potrafiła być samotność i że nie każdy potrzebował stałego towarzystwa innych ludzi. Nie mógł jednak przegapić szansy, jaką podarował mu los. Skoro już miał możliwość wyciągnięcia z zespołu Niewymownych jakichś informacji, to musiał z tego skorzystać.

— Ekhm — chrząknął cicho, próbując zaznaczyć swoją obecność. — Witam. Sebastian Macmillan. Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Proszę mi wybaczyć, ale zauważyłem Pani rysunki… Zauważyliście w tych roślinach coś szczególnego? To drzewo… Muszę przyznać, że nie wywołuje we mnie zbyt pozytywnych odczuć. Jest nieco… przerażające.

Bezbożne, powtórzył w myślach, gryząc się w porę w język. Wolał jednak nie używać tego określenia, kiedy nie był w towarzystwie Aberoth. Nie miał bladego pojęcia, jak Departament Tajemnic podszedł do całej afery związanej ze Stonehenge i Isobell, a lepiej, żeby któremuś z Niewymownych nie ubzdurało się, że Sebastian mógł chcieć pójść tutaj w ślady ostatniej arcykapłanki…

— To w ogóle bezpieczny teren, kiedy tyle tutaj tych roślinek? — rozejrzał się na prawo i lewo. — Mam nadzieję, że nie są jakieś trujące. Już i tak miewam uczulenia…

Westchnął cicho. Bądź co bądź, była to prawda; napary z takiego serdecznika pospolitego były obecnie poza jego zasięgiem.



~~*~~
Rektor
Na końcu Sebastian rozważał, czy powinien podejść do dwójki żywo dyskutujących ze sobą mężczyzn. Miał dziwne wrażenie, że jednego z nich kojarzył, jednak za nic w świecie nie mógł sobie przypomnieć skąd. A przecież możliwości było tak wiele… Uroczystość w kowenie. Ministerstwo Magii. Ba, nawet prasa. Koniec końców Macmillan postanowił odpuścić sobie dołączenie do dyskusji.

Raz, że miał wrażenie, że i tak udało mu się zagadać do całkiem sporej ilości osób, a dwa… I tak miał jeszcze przed sobą główne spotkanie w namiocie. Nawet jeśli teraz nie zdobędzie zbyt użytecznych informacji, to kto wie, może któryś z badaczy i tak podzieli się swoimi spostrzeżeniami poprzez wygłoszony na głos raport?


@Eutierria
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#6
26.09.2026, 12:30  ✶  
Treść wiadomości jest dostępna wyłącznie dla osób, które zostały zaproszone do udziału i odpowiedziały w tym wątku.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#7
26.09.2026, 20:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2026, 20:07 przez Sebastian Macmillan.)  
Treść wiadomości jest dostępna wyłącznie dla osób, które zostały zaproszone do udziału i odpowiedziały w tym wątku.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#8
02.10.2026, 09:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2026, 09:34 przez Eutierria.)  
Byłeś pewien dwóch rzeczy. Po pierwsze, miałeś absolutną uwagę wszystkich zgromadzonych w namiocie i nikt nie śmiał ci przerwać. Nawet Weasley, który potraktował cię wcześniej szorstkimi słowami, wysłuchał twojej wypowiedzi od początku do końca, nie tracąc przy tym zainteresowania. Po drugie – panna Aberoth wyraźnie przejęła twoją wolę jako własną. Chociaż spomiędzy jej warg nie wydobyło się żadne słowo, sprawnie wyniosłeś z jej zachowania, że zarówno sposób, w jaki nimi poruszyła, jak i skinięcie głową, oznaczały pełną zgodę. Jutro prawdopodobnie nikt cię tu już nie wpuści. Miałeś jednak w Departamencie Tajemnic sojuszniczkę, która nie zapomni twoich słów. Tylko czy to oznaczało, że zgodnie z twoją wolą drzewo zostanie spalone?

– Gadane to pan ma – przyznał ci Weasley. – Jeszcze gdyby to wszystko było takie proste. – Machnął ręką, po czym uśmiechnął się dziwnie i kręcąc głową, opuścił namiot. Opryskliwy był, to z pewnością. Nie sprawiał jednak, mimo wszystko, wrażenia kogoś chcącego wyrządzić komukolwiek jakąś szkodę. Właściwie, to wydawał się permanentnie rozczarowany wszystkim, nawet mimo dumy z własnych osiągnięć. No i co najważniejsze – wysłuchał cię, ale nie kłopotał się pozostawaniem obecnym w namiocie do końca, czyli opinia innych nieszczególnie go obchodziła.

Tuileflaith mruknęła coś tylko, a jej towarzyszka splotła palce za swoimi plecami i nie potrafiłeś odczytać tego, co mogła myśleć na temat twojej wypowiedzi.

– Cóż, panie Macmillan – rzuciła zarządczyni, po dłuższej ciszy, podczas której zarówno ona, jak i inni badacze wymieniali pomiędzy sobą niewiele mówiące spojrzenia. – Niech się pan czuje wysłuchany, lecz oczywiście – te słowa zdawały się ją uwierać – ostateczna decyzja należy wciąż do mnie.

Nim spotkanie dobiegło końca, wymieniono pomiędzy sobą jeszcze kilka spostrzeżeń. O migracji robali, o dziwnym ich zachowaniu. Niewiele z tego zrozumiałeś oprócz tego, że wszyscy tutaj zajmowali się odnotowywaniem i analizowaniem odstępstw od normy. Ale jak duże one były, o co w tym wszystkim chodziło? Nie znałeś norm, a więc nie mogłeś pojąć znaczenia tego, co tak bardzo ujmowało zgromadzonych.

– Chce wielebny jeszcze coś obejrzeć? – Zapytała Caroline, dopijając napar przekazany jej przez panią Palmer. – Odprowadzę pana na skraj lasu. Tutaj nie można się bezpiecznie teleportować.

@Sebastian Macmillan
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#9
08.10.2026, 16:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2026, 16:38 przez Sebastian Macmillan.)  
Sebastian wiedział, że jego propozycja nie zostanie przyjęta szczególnie ciepło przez członków ekspedycji Ministerstwa Magii. Widział to w ich oczach. Każda z obecnych tu osób wydawała się mieć w zanadrzu jakiś ambitny plan względem Polany Ognisk i stacjonującego obecnie w jej centrum przeklętego dębu. I gdyby tylko zyskali wystarczająco głośny poklask, z radością wprowadziliby go w życie.

Być może najbardziej zaskakujące w tym wszystko było to, że w ogóle byli skłonni go wysłuchać. Biorąc pod uwagę pasję z jaką wypowiadali się na temat tego, co też mogliby osiągnąć, gdyby odpowiednio wykorzystali magię drzewa, to mogli przecież kompletnie go zignorować. Z jakiegoś powodu kazało to Macmillanowi myśleć, że na jakimś poziomie podświadomości nawet oni czuli obawy względem teorii, jakie chcieli wdrożyć w życie na tych ziemiach.

Wysłuchali go, ale czy posłuchali? Czy powstrzymał ich plany? Być może udało mu się zasiać w ich głowach nowe wątpliwości, co opóźni wydanie ostatecznej decyzji. Odsunie wyrok w czasie. Nie było to rozwiązanie idealne, ale chyba nie mógł prosić o więcej. W końcu był tylko jednym kapłanem. Miał posłuch, dzięki renomie pełnionego zawodu i powiązaniom z kowenem, ale daleko mu było do polityka czy znanej osobistości, która mogła sobie owinąć ich wszystkich wokół małego palca.

— Bramy kowenu są otwarte dla każdego, pani Palmer — odparł Sebastian, nim oddał głos reszcie mówców. — Nawet najtęższe umysły naszych czasów mają prawo szukać pociechy płynącej z nauk Matki. Mogę mieć tylko nadzieję, że płynąca z nich przestroga nie zostanie przez was zapomniana.

Jedna osoba na pewno o niej nie zapomni, pomyślał przelotnie. Jeśli była w tym towarzystwie jedna osoba, której motywacjom ufał to była to właśnie panna Aberoth. Może ze względu na jej uduchowione usposobienie? Przez to, że to właśnie ona sprowadziła go do obozu badaczy? A może ze względu na to, że jak dotąd zachowywała się najrozsądniej z całego zespołu i po prostu słuchała, gdy ludzie przerzucali się swoimi opiniami i śmiałymi planami? Głęboko jednak wierzył, że świadczyło to o jej rzeczowym podejściu do sprawy.

Kapłan wrócił na swoje miejsce. Przez resztę spotkania nikt już nie próbował wywołać go do tablicy. Być może przez to, że dość dobrze odgadli, że nie ma zbyt wiele wspólnego z magicznymi naukami przyrodniczymi, toteż nie mógł wnieść zbyt wiele do dyskusji. Sebastian ograniczył się więc do słuchania kolejnych mówców, chociaż żaden z podniesionych tematów nie wydał mu się aż tak istotny jak kwestia losu przeklętego dębu.

— Chyba już widziałem wystarczająco, panno Aberoth — stwierdził, pozwalając się wyprowadzić na zewnątrz i następnie poprowadzić w stronę granicy polany z otaczającym ją lasem. — Mam nadzieję, że Matka dopomoże nam wszystkim w nadchodzących tygodniach. Tegoroczne Samhain może okazać się dużo bardziej nerwowe niż zakładałem.

Do tej pory wydawało mu się, że jedynie kwestia Zimnych może wypłynąć ponownie na wierzch z uwagi na bliźniacze powiązanie między Beltane a Świętem Duchów, jednak teraz… Teraz okazywało się, że doszła do tego banda aroganckich badaczy z Ministerstwa Magii i bezbożny dąb, który pasował do Polany Ognisk jak pięść do nosa. Mężczyzna westchnął ciężko, a kiedy przyszła pora na pożegnanie się z Caroline, życzył jej cierpliwości i wytrwałości, nim udał się w kierunku Doliny Godryka.

@Eutierria

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (3998), Sebastian Macmillan (3682)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa