28.02.2026, 20:56 ✶
Jessie i Hannibal przy jednym siedzieli stoliku. Jessie na krześle i Hannibal na krześle. Między nimi, na stoliku, porozkładane książki, pergaminy i wszystko inne, co potrzebne było do wykonania przydzielonego im zadania.
Esej.
Esej z Historii Magii.
Zazwyczaj, kiedy te trzy słowa pojawiały się w jakiejś rozmowie, którą Jessie słyszał, dyskusja zmieniała się w sesję żalenia się na nudnego profesora, który podobno nawet nie zauważył, kiedy sam zmarł, na bezużyteczność tych zajęć, które pewnie przydadzą się tylko tym osobom, które planują w przyszłości samemu zostać nauczycielem Historii Magii, oraz na powtarzający się w kółko temat buntu goblinów. Nikogo nie obchodziła liczba guzików na uniformach poległych - nieważne, czy były to gobliny, czy czarodzieje. Profesor najwidoczniej uważał tę informację za niezwykle interesującą i potrzebną młodszym pokoleniom, bo podobno powtarzał tę liczbę na każdych zajęciach, nieważne, ile razy już to powtarzał temu samemu rocznikowi.
Jessie i Hannie nie byli jeszcze na to skazani. To dopiero na następnym roku. Teraz przerabiali Palenie Czarownic i może napisanie eseju na temat Wendeliny Dziwożonej nie było zadaniem prawie niemożliwym do wykonania, ale Jessie z prawie nieprzytomną miną patrzył na materiały, które wokół siebie zebrali, by napisać esej. Nie miał problemu z pisaniem - po prostu mu się nie chciało. Co prawda mieli jeszcze trochę czasu na oddanie pracy, ale wiadomym było, jak kończyło się takie zwlekanie, a Jessie wolał nie ryzykować, że w którymś momencie musiałby poprosić Ritę o pomoc.
-Wspominałem kiedykolwiek, jak bardzo nie lubię pisać esei z Historii Magii? - jęknął, wyciągając ręce na blat i zaciskając oczy i usta, przeciągając się, aż coś mu strzeliło w ramieniu.
Był kwiecień, było ładnie i mogli ten czas wykorzystać produktywniej na błoniach, ale siedzieli w bibliotece. Z jakiegoś powodu Jessie nie mógł sobie przypomnieć, czy to on zaproponował Hanniemu odwiedzenie biblioteki, czy był na odwrót.
-Jak ci idzie? - spytał, zaglądając do pracy Hannibala. -Myślisz, że psorek się zorientuje, jak napiszemy, że czarownicą, którą palili w średniowieczu, była Marta? Nie ma to sensu, ale mam trochę dość czytania o Wendelinie. Wszyscy pewnie i tak napiszą to samo.
Esej.
Esej z Historii Magii.
Zazwyczaj, kiedy te trzy słowa pojawiały się w jakiejś rozmowie, którą Jessie słyszał, dyskusja zmieniała się w sesję żalenia się na nudnego profesora, który podobno nawet nie zauważył, kiedy sam zmarł, na bezużyteczność tych zajęć, które pewnie przydadzą się tylko tym osobom, które planują w przyszłości samemu zostać nauczycielem Historii Magii, oraz na powtarzający się w kółko temat buntu goblinów. Nikogo nie obchodziła liczba guzików na uniformach poległych - nieważne, czy były to gobliny, czy czarodzieje. Profesor najwidoczniej uważał tę informację za niezwykle interesującą i potrzebną młodszym pokoleniom, bo podobno powtarzał tę liczbę na każdych zajęciach, nieważne, ile razy już to powtarzał temu samemu rocznikowi.
Jessie i Hannie nie byli jeszcze na to skazani. To dopiero na następnym roku. Teraz przerabiali Palenie Czarownic i może napisanie eseju na temat Wendeliny Dziwożonej nie było zadaniem prawie niemożliwym do wykonania, ale Jessie z prawie nieprzytomną miną patrzył na materiały, które wokół siebie zebrali, by napisać esej. Nie miał problemu z pisaniem - po prostu mu się nie chciało. Co prawda mieli jeszcze trochę czasu na oddanie pracy, ale wiadomym było, jak kończyło się takie zwlekanie, a Jessie wolał nie ryzykować, że w którymś momencie musiałby poprosić Ritę o pomoc.
-Wspominałem kiedykolwiek, jak bardzo nie lubię pisać esei z Historii Magii? - jęknął, wyciągając ręce na blat i zaciskając oczy i usta, przeciągając się, aż coś mu strzeliło w ramieniu.
Był kwiecień, było ładnie i mogli ten czas wykorzystać produktywniej na błoniach, ale siedzieli w bibliotece. Z jakiegoś powodu Jessie nie mógł sobie przypomnieć, czy to on zaproponował Hanniemu odwiedzenie biblioteki, czy był na odwrót.
-Jak ci idzie? - spytał, zaglądając do pracy Hannibala. -Myślisz, że psorek się zorientuje, jak napiszemy, że czarownicą, którą palili w średniowieczu, była Marta? Nie ma to sensu, ale mam trochę dość czytania o Wendelinie. Wszyscy pewnie i tak napiszą to samo.