Nie pamiętałem, kiedy ostatnio było tak… Spokojnie. Bez planu, bez czyjejś obecności nad głową, bez tej ciągłej gotowości, żeby coś udowodnić, coś odkręcić albo kogoś wyprowadzić z równowagi. Tutaj niczego nie musiałem, nawet myśleć, tu nie było zimnych murów, nie było spojrzeń, nie było zasad, które trzeba było naginać tylko po to, żeby nie zwariować.
Przymknąłem oczy tylko na chwilę, bardziej z przyzwyczajenia niż zmęczenia, i przeciągnąłem się leniwie, czując materiał cienkiej, bawełnianej koszuli przyklejający mi się do rozgrzanej skóry. Jedną nogę miałem niedbale zgiętą w kolanie, drugą wyciągniętą, buty porzucone gdzieś obok, bo uznałem, że nie są mi do niczego potrzebne - i tak nigdzie mi się nie spieszyło - było przyjemnie, zbyt przyjemnie, pewnie, za sielsko, ale nie na tyle, żeby zawracać sobie tym myśli. Kapelusz zsunął mi się lekko na oczy, więc poprawiłem go dwoma palcami, nie podnosząc nawet głowy o cal. Cień od ronda przeciął mi twarz na pół, a świat zrobił się przyjemnie przytłumiony, ale nie całkowicie zasłonięty, nadal widziałem jasność pod powiekami. Przesunąłem językiem po źdźble trawy, które wetknąłem sobie między zęby, smakowało świeżo, lekko gorzko, zupełnie jak powinno, nie było w tym miejscu nic szczególnego, gdyby ktoś zapytał - ot, kawałek łąki, kilka drzew, słońce i cisza, a jednak wszystko było dokładnie takie, jak powinno…
Gdzieś daleko coś zaszeleściło, może wiatr, może jakieś zwierzę, ale nie otworzyłem oczu, nie było powodu, nic tu nie wymagało mojej uwagi. Gdybym się uparł, pewnie znalazłbym w tym coś podejrzanego, zawsze znajdowałem, ale jeśli coś działało, nie widziałem potrzeby, żeby to analizować - to była jedna z niewielu zasad, których postanowiłem się trzymać bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Przez chwilę, jedną z tych rzadkich, cholernie rzadkich chwil, nie zastanawiałem się nad niczym.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)