• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[18.10.1972] Come talk to me

[18.10.1972] Come talk to me
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
04.04.2026, 12:28  ✶  

Neutralny grunt. Potrzebowali neutralnego gruntu do rozmowy, która ich czekała. Christopher faktycznie do niej napisał wieczorem i w ten sposób umówili się na następny dzień. Bez świadków w postaci pracowników, rodziny czy jakichś bliższych znajomych, którzy mogliby się natknąć na środek sceny i przysłuchiwać wymianie zdań. Bez herbatki w saloniku z matką jednego z nich, gdy usłyszała, że te spotkania to takie nie do końca przyjacielskie i chyba zaczynało jej coś kiełkować w głowie. Coś, co nawet nie zostało wyjaśnione pomiędzy samymi zainteresowanymi.

Wybrali więc neutralny grunt – nie dom któregoś z nich, tylko publiczne miejsce, gdzie mogli pójść, a jeśli coś pójdzie nie tak, to skąd mogliby się gładko wyrwać, bez większych niezręczności. Pokątna, ten ponad miesiąc po tragedii, była już dawno ładnie uprzątnięta, a prace remontowo-budowlane w wielu lokalach trwały. Nie wszystko jednak zostało zniszczone… I takim miejscem była jedna z lepszych restauracji znajdująca się na skrzyżowaniu Pokątnej i Horyzontalnej – Chimera. Victoria była tu kilka razy, ostatnio na lekko rodzinnym spotkaniu z Rodolphusem (to zresztą był jego pomysł). Spotkanie w restauracji miało to do siebie, że w razie czego mogli sięgnąć po lampkę wina, by kupić czas, albo wymówić się chwilą milczenia w inny sposób i zająć czymś ręce, a jeśli będą chcieli, to zawsze mogli później pójść na spacer…

Victoria się nie spóźniała, a gdyby to nastąpiło, to niechybnie dlatego, że wydarzyło się coś niezwykle pilnego, albo kończyłby się świat, ale to nie był ten dzień – bo nie pojawiła się spóźniona. Mieli umówiony stolik i była całkiem niezła szansa, że Chris już na nią czekał – na wejściu poinformowała kelnera o rezerwacji i na jakie nazwisko i chwilę później już siedziała przy stoliku na uboczu.

– Dzień dobry, panie Rosier – przywitała się z lekką zaczepką, niezależnie, czy to ona czekała na niego, czy to on na nią. – I jak? Udało się tego całkiem pozbyć? – to było raczej zagajenie rozmowy, gdyby było nadal coś nie tak, to by się przecież nie umówili na spotkanie, ale i tak chciała wiedzieć, czy nie miał jakichś nawrotów i… co się właściwie stało. – Udało ci się uniknąć matki, czy jednak dopięła swego? – to była druga z kwestii… czy matka go dorwała i kazała się spowiadać, czy jednak jakimś cudem udało się jej przez cały ten czas uciec.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#2
04.04.2026, 17:04  ✶  
Christopher nie był do końca pewny, co o tym wszystkim myśli, a już na pewno nie wiedział, co o tym powie. Może przez ułamek sekundy kusiło go, żeby po prostu zamknąć się w pracowni na kolejny miesiąc, ale po pierwsze matka zaraz by go stamtąd wyciągnęła, po drugie sam powiedział nie tak dawno Bulstrodowi, że Victoria nie jest typem dziewczyny, którym powinno się bawić.
Ostatecznie do niej napisał. Zaproponował, by wybrała miejsce, uprzejmie prosząc jedynie, by nie była to Zorza, bo wiedział, jak Cressida lubi tam chodzić i gdyby wpadli na nią kolejny raz, tak szybko po poprzednim, to chyba faktycznie wypchnąłby ją w końcu z okna. Ewentualnie sam się z niego rzucił. Postanowił zwyczajnie nie zastanawiać się zbyt wiele i po prostu na miejscu przekonać, jak się to wszystko ułoży. Pojawił się mniej więcej pięć minut przed czasem, dość, aby nie ryzykować spóźnienia i być już przy stoliku o godzinie spotkania, nie dość, aby sterczeć tam i wyczekiwać.
– Witam pannę Lestrange – przywitał się, wstając z miejsca, gdy się pojawiła, i może to i brzmiało lekko, chociaż Christopher zdecydowanie nie był w jakoś szczególnie pogodnym nastroju. – Uzdrowiciel stwierdził, że to klątwa i już minęła – odparł, zmuszając się do zachowana neutralnego wyrazu twarzy, zanim znów opadł na krzesło. – Najwyraźniej poltergeist rzucił na mnie jakiś urok. Chcę zapewnić, że zazwyczaj nie krzyczę publicznie, że jakaś kobieta jest wariatką. Chociaż muszę też przyznać, że nie jestem pewny, czy by mi się to nie wyrwało, gdy już rzuciła się zrywać te ubrania z wieszaków… – westchnął, odchylając się nieco na swoim miejscu. Miał z jednej strony nieodparte wrażenie, że powinien przeprosić, z drugiej nie należał do ludzi, którym takie rzeczy przychodziły szczególnie łatwo, a tu trochę buntował się w duchu, że ma brać na siebie winę za złośliwe wybryki widma oraz za wariactwo jakieś kobiety.
– Nie chciałem, żebyś znalazła się w takiej sytuacji – wybrnął w końcu. – A jeżeli chodzi o moją matkę, postanowiłem bardzo, bardzo szybko się wyprowadzić. Sądzisz, że zakup domu w Szkocji to dobry pomysł? – spytał i przy tych słowach uśmiechnął się lekko, przez co można było mieć wątpliwości, czy mówi akurat w tej sprawie poważnie, a przynajmniej czy faktycznie planował natychmiastowy zakup jakiegoś lokalu gdzieś poza granicami Anglii, by umknąć przed matką.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
04.04.2026, 19:33  ✶  

Zniknięcie na miesiąc byłoby do wybaczenia tylko wtedy, jeśli przydarzyłby mu się wypadek losowy uniemożliwiający kontakt ze światem zewnętrznym – to były jedyne okoliczności, w których puściłaby w niepamięć ciszę w sytuacji, w której się znaleźli, można więc było powiedzieć, że Christopher miał całkiem niezły instynkt samozachowawczy. Nie zrobiłaby mu takiej sceny jak Cressida, skądże, po prostu sama by zamilkła i wycofała się całkowicie.

Nawet gdyby Chris nie poprosił, by „nie była to Zorza”, to po wczorajszym sama by go tam nie zabrała. Na szczęście były alternatywy i co prawda wahała się pomiędzy kawiarnią a restauracją, to ostatecznie wybrała to drugie. Do kawiarni zawsze mogli jeszcze pójść.

Victoria sama nie była pewna, czego się po tym spotkaniu spodziewać. A co sobie myśleć…? Nie myślała wcale tak źle, na pewno nie o Christopherze, któremu Cressida wyraźnie mocno działała na nerwy. Nie była obrażona ani zła, a to już coś. Jasne, w głowie Rosiera cała ta sytuacja mogła urosnąć do rozmiarów kolosa, nie zdziwiłaby się, gdyby tak było, ale z jej perspektywy nie było wcale tak źle. Być może naprawdę poprzeczka była zawieszona zajebiście nisko, ale prawda była taka, że nie miała szczęścia w swoich poprzednich związkach,  o ile związkami można było to nazwać. Ale raczej można było.

– Tak myślałam, że rzucił na ciebie klątwę. One to lubią, poltergeisty. Zazwyczaj mijają samoistnie po dniu… albo dwóch, ale różnie bywa – jej poltergeist na przykład chyba nie rzucał na nią klątwy, po prostu sukcesywnie, codziennie bawił się z jej percepcją, z jej głową, pokonując oklumecję niezauważony. Uśmiechnęła się do niego lekko przy jego zapewnieniu, że zazwyczaj nie krzyczy publicznie o wariatkach i tak dalej. To by jej się zgadzało, znali się już trochę, a jakoś nie dotarły do niej plotki o skandalicznym zachowaniu Rosiera, a takie z pewnością by były, gdyby to było nagminne. Ludzie lubili plotkować. I była pewna, ze o wczorajszej sytuacji również plotka pójdzie w świat i zapewne zostanie trzy razy przekręcona.

– Nie szkodzi, nie twoja wina – stwierdziła i lekko machnęła ręką, jakby odsuwając od siebie, od nich, tę sprawę. Faktycznie nie była na Chrisa zła i nie uważała, że miał ją za co przepraszać. Cressida miała, ale nie spodziewała się przeprosin od niej. – Jeśli chcesz unikać swojej matki, to obawiam się, że musiałbyś zmienić miejsce pracy – skoro w Domu Mody mogła go łatwo dorwać, a mogła, jak było widać wczoraj. – Ale Szkocja brzmi dobrze. Chociaż nie wiem, czy tam uda ci się skryć przed matką – dodała i uśmiechnęła się lekko. – Swoją droga nie uważam, że Cressida jest wariatką. Ona doskonale wiedziała co robi i co mówi, i dostała dokładnie to, czego chciała. To znaczy chciała wyprowadzić cię z równowagi, ale nie sądzę, że wszystko poszło po jej myśli – nie, Cressidzie daleko było do wariatki. Była sprytna i ewidentnie zamierzała iść po trupach do celu. Problem w tym, że tak się nie znosili z Chrisem, że oboje działali na siebie tak samo: oboje tracili nad sobą panowanie.

Kelner pojawił się po chwili i Victoria poprosiła na razie o wino, mówiąc, że musi się jeszcze zastanowić nad tym, co jeszcze chce.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#4
04.04.2026, 21:03  ✶  
Christopher mógł się domyśleć, że właśnie tak by postąpiła i między innymi dlatego tu siedział. Wychodził już powoli z tego gówniarskiego wieku i przynajmniej próbował nie zachowywać się jak kompletny palant, zwłaszcza że zwyczajnie Victorię lubił, abstrahując od tego, że ostatnio w dość oczywisty sposób z nią flirtował.
– Chyba dam ogłoszenie do gazet, że chętnie zatrudnię egzorcystę – mruknął Rosier. No cóż, czasem zdarzały się mu wybryki, ale zwykle drobne: tutaj jakaś nie do końca odpowiednia randka, tam danie sobie po nosie z kolegą, może rzucenie czymś w pracowni albo wyrzekanie na Cressidę do kogoś znajomego. Ale choć przemoc nie była dla niego ostatnią ścieżką rozwiązywania problemów, nigdy nie bywała właściwie też pierwszą, rzadko drugą, starał się nie robić scen publicznie i mimo wszystko jakoś głupio byłoby mu oświadczać całemu światu, że spotykał się z absolutną wariatką.
– Nie, nie moja – przyznał, bo nie miał natury kogoś, kto by się kajał, a trzeba było przyznać, że ledwo chwilę temu myślał, że to nie do końca jego grzechy. – Ale być może mogłem zareagować spokojniej i wciąż nie chciałem, żebyś znalazła się w takiej sytuacji… W każdym razie dziś rano wszyscy pracownicy dostali zdjęcie Cressidy Avery ze stanowczym przykazem, że nie wolno jej przestąpić progu Domu Mody Rosier.
Miała nie mieć tam wstępu już po kradzieży sukni ślubnej, ale być może polecenia wydano za mało kategorycznie, a w dodatku zmiany pracowników w ciągu ostatniego roku mogły doprowadzić do pewnego poluzowania rygoru pod tym względem.
– Może założę w takim wypadku własną pracownię? – stwierdził, chociaż to akurat był zdecydowanie żart. Christopher nie miał cierpliwości do spraw takich jak księgowość, listy wypłat i szukanie pracowników, a poza tym był zwyczajnie dumny z pracy pod symbolem róży Rosierów. Nawet jeżeli własne projekty zawsze dodatkowo oznaczał inicjałami. – Poradzę sobie z moją matką, w każdym razie.
Jakoś. Nie żeby uśmiechały się mu jej pytania, ale nie zamierzał unikać jej przez resztę dekady.
– Sądzę, że… czasem nią bywa. Wątpię, żeby naprawdę niszczyła rzeczy z wyrachowania. To nie poprawia jej reputacji. Ale tak, jak czasem nad sobą traci panowanie, potrafi też doskonale manipulować i udawać – mruknął, a potem umilkł, gdy podszedł kelner. Nie zaglądał nawet do karty: poprosił po prostu o to samo wino, które zamówiła Victoria. – Klątwa klątwą, mówiłem poważnie. Nie chcę się spotykać z Cressidą, zapraszałem na wyjście ciebie – oświadczył, kiedy pracownik się oddalił.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
04.04.2026, 23:29  ✶  

Być może nie była klątwołamaczem, natomiast była to dziedzina, która bardzo mocno opierała się o tą, którą posługiwała się na co dzień i którą miała wystudiowaną bardzo mocno – nie tylko teoretycznie, ale również praktycznie, więc to i owo wiedziała. Potrafiła rozpoznawać niektóre, zwłaszcza prostsze, klątwy, w tym choćby tę, jaką poltergeist z Pokątnej (albo Magicznych Dzielnic…) rzucał na ludzi, zmieniając ich ciała. Na mruknięcie i niezadowolenie Chrisa uśmiechnęła się więc, bo może to był i dobry pomysł: zaadresować w końcu problem jaki mieli z poltergeistem… z drugiej strony myślała,  że złapanie go może nie być takie proste, bo chyba nikt nie wiedział, gdzie on do końca się krył, a jeśli miał dla siebie całe podwórko jakim były Magiczne Dzielnice, to ooo matko… Brzmiało jak ból głowy i jeden egzorcysta to mogłoby być za mało.

– Naprawdę nie jestem o to zła i niezależnie jak zareagowałeś, jest tylko jedna osoba, która powinna mnie przepraszać, a oboje wiemy, że to nie nastąpi – może i mógł zareagować spokojniej, ale przecież to nie leżało w jego naturze: ten spokój, więc Lestrange nawet tego nie oczekiwała. – Nie wiem nawet czy gdybym ja była na twoim miejscu, to czy byłabym super spokojna w tamtej chwili – a ona z kolei zdecydowanie należała właśnie do tej kategorii ludzi: u których emocje nie wybuchały jasnym żarem… zazwyczaj. Bo potrafiła się zdenerwować, tak jak potrafiła czuć wszechogarniającą radość. – Hmm, to dobrze, może w końcu będziesz mieć od niej spokój – trzeba mieć tupet, by nadal próbować, tak jak to robiła Cressida. Bo że chodziło o jakąs formę zemsty, to wydawało się jasne… Na zasadzie „jeśli ja cię nie mam, to nikt nie będzie miał”, co jednak wpadało w pewne barwy szaleństwa.

Nie wątpiła, że Chris poradzi sobie z Analise; ostatecznie znał ją całe życie i do tej pory sobie jakoś radził, a jakoś wątpiła, by to był pierwszy przypadek, w którym matka miała do niego pytania o dziewczyny, czy kobiety, z którymi był widywany. Prawdę mówiąc, to zdziwiłaby się bardzo, gdyby to było pierwszy raz. Kiwnęła więc do niego głową i lekko się uśmiechnęła, nie ciągnąc ani żartu, ani rozmowy o matce, bo wszystko już wiedziała.

– Obserwowałam ją bardzo uważnie, wiesz… Jak na moje, to ona się nie spodziewała twojej reakcji. Wydaje mi się, że myślała, że po prostu napsuje ci krwi, a nie że i ty ją wyprowadzisz z równowagi – nie chciała mówić, że oboje wyciągali swoje najgorsze cechy, to nie był odpowiedni moment na tego typu stwierdzenie, więc zachowała tę obserwację dla siebie. – Ale to prawda, że niezła z niej aktorka. Marnuje się w tym malarstwie, czy co ona tam robi – mało to zresztą Victorię obchodziło. Do tej pory Cressida Avery była jej tak bardzo obojętna, jak zeszłoroczny śnieg. A później nastąpiło… stwierdzenie. Wyznanie. Zupełnie inaczej było to usłyszeć pośród krzyków i kłótni, a inaczej, gdy siedzieli naprzeciwko siebie i najwyraźniej Christopher stracił cierpliwość przy tej wymianie zdań i po prostu przeszedł do sedna. Fakt, któreś słowa Cressidy zasiały w niej ziarno wątpliwości, ale ono nie padło na podatny grunt i teraz miast kiełkować – po prostu sobie tak leżało i czekało aż rozdziobie go jakiś ptak. – A ja, gdybym nie chciała, to nigdzie bym z tobą nie wyszła – odparła po chwili ciszy, w której zastanawiała się, jak ten temat w ogóle ugryźć. – Nie mam powodu ci nie wierzyć – dodała do tego, żeby mieli tutaj jasność. – Ale nie boisz się, że spławię cię tak jak resztę? – Lestrange piła do słów, jakie rzuciła przy nich Cressida, do plotki, jaką sama słyszała na balu swojej rodziny, ale skoro słyszała ją ona… i Cressida… to całkiem możliwe, że usłyszał to również Chris. Było w tym jeszcze coś o tym, że jest strasznie wybredna i skończy z dwudziestoma kotami, ale koty już miała…

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#6
06.04.2026, 08:36  ✶  
– Gdyby Cressida postanowiła cię przeprosić, uznałbym to za cud Matki i musiał zacząć częściej uczęszczać do kaplicy.
Rosier nie lubił przepraszać. Nie lubił uznawać swoich błędów. Kiedyś bardziej niż teraz, bo mimo wszystko ludzie dorastali i zdarzało się to nawet rozpieszczonym chłopcom z bogatych rodzin, zwłaszcza że matka Christophera choć pobłażliwa wobec dzieci, nie puszczała płazem absolutnie wszystkiego. Ale Cressida Avery? Pod tym względem biła go na głowę. Przynajmniej zdaniem Christophera, który chyba zbyt jej nie lubił, aby dostrzec, że na jej zachowania duży wpływ miał ojciec.
Z pewną premedytacją też zbywał wspomnienia o matce krótkimi odpowiedziami. Na swój sposób Rosier bywał sprytny, a pamiętał i jaki był jego kuzyn i te dwa czy trzy zdania rzucone przez Victorię, niby niewiele, ale już swoje pokazywały. Miał dziwne wrażenie, że rozgadywanie się na temat matki mogłoby ją skłonić do dokonania strategicznego odwrotu znacznie szybciej niż kolejne natarcie Cressidy.
– Bardzo chciałbym mieć na to nadzieję, zwłaszcza, że nie spotykała się tylko ze mną. Przez jakiś czas widywano ją z jednym z Nottów i była w związku przynajmniej przez dwa czy trzy miesiące z Atreusem. Ale obawiam się, Victorio, że dopóki nie znajdzie kolejnej o… kolejnego adoratora, może próbować sprawiać problemy. Mnie, a po tym wypadku w Domu Mody, także tobie – przyznał, bo aż za dobrze pamiętał, jak napadła jego ciotkę, nie wspominając już o tym, że gdy jeszcze się spotykali, Cressida była śmiertelnie zazdrosna o jego ówczesną asystentkę. I była jednym z powodów, dla których Christopher też asystentkę musiał zmienić.
Victoria miała rację. Przy Avery Rosier stawał się najgorszą wersją siebie, a ona stawała się najgorszą wersją siebie przy nim. Jedyne, co mógłby mieć na swoje usprawiedliwienie, to fakt, że Cressida stawała się taką też przy najmniej kilku innych mężczyznach.
– Bez wątpienia mogłaby stać się gwiazdą sceny Selwynów – mruknął, nieco ciszej, bo kelner pojawił się z ich winem i Rosier po prostu upił łyk, tak żeby zmazać niesmak z ust, rodzący się na samą rozmowę o tej kobiecie. Malowała i z tego, co pamiętał, była w tym dobra. Można było nawet powiedzieć, że to go przyciągnęło, bo Cressida, co go wtedy zadziwiło, mimo pewnych niedostatków techniki – bo ojciec chyba nie chciał, by została znaną malarką – malowała bardzo intrygujące rzeczy. Nie żeby planował się tym dzielić z Victorią. Opowiadanie o zaletach twojej byłej ot tak przy winie powiewałoby na czerwono równie mocno jak nadmierne zachwyty matką.
– Doskonale. W takim razie powinniśmy wyjść gdzieś jeszcze – stwierdził jedynie, posyłając jej lekki uśmiech znad kieliszka. Nie widział powodu, by umierać z zakłopotania, ale też na pewno nie do wielkich deklaracji, biorąc pod uwagę, że na razie dosłownie poszli na bal i wybrali się do restauracji… nawet jeżeli restauracja leżała przypadkiem w Wenecji. – Wtedy będę musiał znieść rozczarowanie.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
06.04.2026, 12:19  ✶  

Słowa Christophera sprawiły, że Victoria mocniej wygięła usta w uśmiechu. Cóż, wiara przychodziła do ludzi w różnych momentach. Dla niej do niedawna też była to po prostu tradycja, którą trzeba było uszanować, ale były w życiu takie chwile, które mocno zmieniały ogląd na sprawę i teraz… Choćby na Mabon poszła na nabożeństwo z zupełnie innym nastawieniem. I do świętowania Lammas również podchodziła już zupełnie inaczej. Śmiało można było powiedzieć, że jest osobą wierzącą, bo doświadczenie Limbo ją odmieniło.

Kuzyn Christophera był zadrą na sercu, to prawda, ale tak poza tym, co wyniósł na nowy poziom w stosunku do swojej matki, to Victoria raczej z dystansem podchodziła do relacji rodzice-dzieci. Choćby taki Sauriel… Victoria całkiem lubiła jego matkę, a Anna Rookwood nawet pomagała jej po Beltane z ogrodem, który został zniszczony przez wichurę (teraz nie zostało już po tym nic… ogień wypalił wszystkie rośliny, jakie tam kiedykolwiek rosły) – ale relacja Sauriela z matką była napięta i mało ze sobą rozmawiali. Nie miała więc problemu, by posłuchać o rodzicach, nawet jeśli sama o swoich nie mówiła za dużo (a zwłaszcza o matce), do momentu, gdy nie okazywało się, że słowo mamusi czy tatusia to największa świętość.

Uniosła wyżej brwi. Nott, Bulstrode, Rosier. Pamiętała, że Chris mówił jej, że spotykał się z Cressidą jakieś dwa miesiące, teraz wspomniał o Atreusie i jeszcze kimś i Lestrange rysował się przed oczami pewien obraz. O znajdywaniu kolejnej okazji – jak dokończyła sobie w myślach.

– Może próbować – gdyby się tym przejęła bardziej, to musiałaby przyznać, że ta kobieta ma większy wpływ na nią i ogólnie na otoczenie, niż w rzeczywistości mogła trzymać w rękach. A nie była przecież żadną znaczącą postacią, nikim istotnym… I Lestrange na pewno nie zamierzała pozwolić, by kimś takim się stała. – Poradzę sobie z nią – stwierdziła, mając nadzieję, że Chris nie będzie się tym bardzo martwić. Tym, co Cressida może jeszcze odwalić. – Temu Nottowi i Atreusowi też robi takie sceny zazdrości… zemsty… czymkolwiek to jest? Wiesz coś na ten temat? – zapytała za to, ciekawa do jakich granic sięga złość tej kobiety. I ilość wolnego czasu, którym dysponowała.

– Właśnie wyszliśmy – zauważyła i odpowiedziała mu uśmiechem na uśmiech, sięgając po swój kieliszek z winem. Fakt, to wyjście miało nieco inne podłoże, ale skoro nie byli na siebie źli czy obrażeni, to czemu nie zmienić tego w coś miłego? Nawet jeśli mieli tu kilka poważnych tematów po drodze. Victoria sama nie oczekiwała żadnych wielkich deklaracji, tym bardziej że sama nie była na nie gotowa, chociaż czas mijał, a ona mimowolnie coraz rzadziej myślała o Rookwoodzie. Nigdy o nim zresztą nie porozmawiali. Victoria wiedziała o Cressidzie (jak widać), ale nie bardzo o innych partnerkach Chrisa, on z kolei wiedział o swoim kuzynie (oczywiście), zaś o ostatnim narzeczeństwie Victorii nie powiedzieli sobie ani słowa. – Okej, czyli nie przejmujesz się za bardzo tymi plotkami, to dobrze.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#8
07.04.2026, 16:57  ✶  
Christopher pod względem wiary grzeszył hipokryzją, właściwą wielu ludziom, obojętnie czy mugolom, czy czarodziejom. Wierzył w to, w co było mu wygodnie wierzyć i wtedy, kiedy wierzyć było mu wygodnie. Łatwo było pewne rzeczy wyjaśniać wiarą czy w jej imię je krytykować, zwracać do bogini, kiedy było trudno, a zapominać o nabożeństwach w kaplicy, gdy akurat miało się gorący okres w pracy albo po prostu kaca. I pewnie nawet sobie z tej pewnej hipokryzji nie zdawał sprawy.
– Bywa sprytna. Opowiadałem ci chyba o tej całej kradzieży sukni? – westchnęła Christopher, bo nie żeby uważał, że Victoria przejmie się jakimiś insynuacjami albo krzykami. Ale Cressida mogła komuś coś wmówić, realnie utrudnić życie, coś knuć. Przynajmniej póki właśnie nie znajdzie kolejnego naiwnego. Myślał o tym trochę jak Victoria, chociaż i chyba tutaj był skłonny przyznać, że to nie tak, że podejście Avery go zaskakiwało… i to nie tak, że sam fakt, że spotykała się z paroma mężczyznami jakoś go mocno raził. To nie tak w końcu, że on sam spotykał się przez całe życie jeno z Cressidą… – W to nie wątpię, chociaż wolałbym, żeby nie robiła ci kłopotów – skwitował, a potem skrzywił się, gdy spytała o sceny zazdrości i upił kolejny kieliszek wina. – Nie mam pojęcia, jak wyglądała jej relacja z Nottem. To było parę wspólnych wyjść, nie da się chyba nazwać tego związkiem i nie wiem, na jakiej stopie są teraz. Jeżeli chodzi o Atreusa, powiedzmy, że mnie ostrzegał, więc pewnie mu bruździła, ale nie wiem, na ile robi to teraz. Nie byłbym bardzo zaskoczony, gdyby nie pamiętał już o jej istnieniu.
W jego oczach Bulstrode należał do osób żyjących bardzo mocno „tu i teraz”, i miał raczej lekkie podejście do wielu sprawach, no i Cressidzie pewnie ciężej było przekupić osoby z jego otoczenia, by odstawić taki numer, jak Chrisowi z tą całą kradzieżą sukni.
Uśmiechnął się do niej, tym razem weselej: wprawdzie ciężko było mu uznać to za miłe wyjście, skoro rozmawiali o Cressidzie Avery, ale zawsze można było podejść do tego w ten sposób.
– W takim razie chcesz zamówić coś poza winem? – spytał. – Plotki. Wierzą w nie tylko głupcy. Ludzie kochają opowiadać bzdury, a jeszcze inni celowo manipulować słowem.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
07.04.2026, 22:45  ✶  

– Opowiadałeś. Między innymi dlatego przyglądałam jej się bardzo uważnie – opowiadał jej jeszcze o scenie zazdrości za rozmowę z własną ciotką oraz o wmówieniu jakiejś innej dziewczynie, że to ona jest narzeczoną Chrisa. Być może to bardzo dobrze, że sprawa Cressidy wyszła im przypadkowo na balu, bo dzięki temu, gdy już stanęły twarzą w twarz, to Victoria miała jakieś pojęcie, czego mogłaby się po Avery spodziewać. To, że ta przerosła jej oczekiwania to zupełnie inna sprawa.

Nie myślała tutaj jakoś o tym, że Cressida spotykała się z paroma mężczyznami (Victoria też przecież święta nie była, po prostu dbała o swoją prywatność i nie była materiałem skandalotwórczym), raczej o tym, że tych wymieniała (albo ona była porzucana, co zważywszy na to, jak się prezentowała, nie było specjalnie dziwne) i ciągle szukała, robiąc przy okazji na złość tym byłym, z którymi jej nie wyszło. A może chodziło o tych, którzy się na niej poznali i zakończyli relację? Czy to w tym tkwił problem?

– Nie przejmuj się, raczej ja i ona mamy sobie bardzo nie po drodze – więc nie sądziła, że miałaby zacząć wpadać na Cressidę jakoś częściej, tym bardziej, że przecież wyniosła się z Pokątnej i teraz bywała tutaj już tylko w sprawach towarzyskich, ewentualnie służbowych, i nie tak łatwo było nadążyć za grafikiem. – Ostrzegał…? – uniosła wyżej jedną brew. Cóż… Faceci potrafili plotkować znacznie bardziej od dziewczyn, czy więc Atreus spotykał się z nią najpierw, a potem Christopher uznał, że wejście z nią w związek jest całkiem dobrym pomysłem? Postanowiła tego nie komentować. – Zastanawiałam się po prostu czy powinnam ostrzec dziewczynę, z którą obecnie spotyka się Atreus – to nie było żadne przesłuchanie w gruncie rzeczy, nie to miała na myśli. I uśmiechnęła się do Chrisa, by to podkreślić.

– Chcę –  stwierdziła po prostu, ale nim zerknęła do karty, jeszcze przez moment utrzymywała kontakt wzrokowy z Rosierem. – To fakt, ale czasami jest w nich jakieś ziarno prawdy. Nie byłabym zła, gdybyś w jakieś akurat uwierzył – Chris mógł po prostu zapytać, tak jak pytała Victoria. A skoro już powiedzieli sobie, że są zainteresowani, to mogła mu co nieco opowiedzieć, jeśli tylko był ciekawy.

W końcu zajrzała do karty; nie bywała tu na tyle często, by wiedzieć, co dokładnie podają. Wzrok prześlizgnął się po napisach po jednej stronie, potem po drugiej, chciała obrócić stronę i uniosła wtedy spojrzenie na Chrisa, dość mimowolnie, gotowa się zresztą do niego uśmiechnąć, gdy ciemne oczy lekko zboczyły. Zamiast na Chrisa, patrzyła na coś, co znajdowało się za nim. Na kogoś odwróconego teraz tyłem, na kobietę o ciemnych, niemal czarnych włosach, w drogiej, charakterystycznej, nieco starodawnej nawet na gusta czarodziejów sukni. Lestrange nie mogła, nie potrafiła odwrócić wzroku, a uśmiech, który miała zarezerwowany dla Chrisa spełzł. Kobieta odwróciła się, pokazując teraz swój profil i Victoria poczuła, że chyba kręci jej się w głowie. Oddech miała płytszy, a dłonie, trzymające kartę, lekko drżały.

Czy to naprawdę znowu się działo? Teraz zamiast w swoich wspomnieniach, czy swoim odbiciu (chociaż Laurence widział wtedy to samo co ona…), widziała babcię w innych miejscach?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#10
08.04.2026, 21:11  ✶  
– I bogini niech będą za to dzięki – stwierdził Christopher, gdy Victoria wspomniała, że ona i Cressida nie mają po drodze. Chodziło mu tu po równo o to, że lepiej, aby Lestrange nie miała z nią styczności i nie musiała przejmować się szaleństwami panny Avery, jak i o to, że zwyczajnie bardzo nie chciałby mieć czegokolwiek wspólnego znów z kimś takim jak Cressida. Sądził może przez chwilę, że jej gorący temperament i artystyczne zacięcie dobrze będą do niego pasowały, mylił się jednak niemożebnie, i zdecydowanie nie przeszkadzało mu, że ona i Victoria nie mogłyby po prostu bardziej się od siebie różnić. Poza tym naprawdę nauczył się, że lepiej nie spotykać się z osobami, które są zbyt blisko kręgów, w których obracają się twoi byli…
Gdyby nie jego odrobinę narcystyczne skłonności, na to pytanie o ostrzeganie, być może zapragnąłby zapaść się pod ziemię. Ale że jednak był niesłychanie pewny siebie, westchnął tylko i barbarzyńsko potraktował świetne wino, dopijając je od razu do końca.
– Nie jestem z tego dumny. – Powiedziałby, że był młody i głupi, ale minął dopiero trochę ponad rok. Chociaż zaiste, był wtedy dość młody, powinien być pewnie mądrzejszy. – Wiedziałem, że się z nią spotykał, ale miał mnóstwo dziewczyn, a przecież nie będę pytał każdej osoby, którą zapraszam na randkę, czy przypadkiem nie wyszła gdzieś z Atreusem, Louvainem czy Reginaldem, prawda? – wyliczył dawnych kolegów z dormitorium. Jasne, raczej nie pobiegłby uganiać się za kimś, z kim któryś z nich był w poważnym związku, i to nie tak, że miewał nową dziewczynę, co tydzień, ale Christoper nie wpadł jakoś na robienie ankiet, kto, z kim, gdzie i dlaczego… Być może powinien. – Wspominał, że jest wariatką, ale ma skłonności do wyolbrzymiania, więc nie uwierzyłem. I nie mam pojęcia, mówiąc szczerze. Nie wiem nawet, z kim teraz się spotyka.
Może jakaś tam plotka krążyła, ale puścił tę pomimo uszu, bo nie próbował nadążać za pannami dawnych kumpli ze szkoły, póki ci nie spędzali z nimi więcej czasu, a na balu na siebie wpadli, i owszem, ale Atreus akurat był zainteresowany koreczkami, nie jakimiś tam dziewczynami.
– Nie uwierzyłem – oświadczył stanowczo. Wiedział zresztą, że niektóre wynikały z jakiejś tam dziwnej przesyłki od Aidana, bo o tym opowiadali, i wiedział co nieco o związku Victorii ze swoim kuzynem. – Jeśli chcesz porozmawiać o Rookwoodzie, chętnie wysłucham twojej wersji, ale nie… – zaczął, a potem urwał, gdy Victoria utkwił spojrzenie nie w nim, a kimś za jego ramieniem i jakoś dziwnie pobladła. Obrócił się, przez ułamek sekundy niemal pewny, że oto wywołał wilka z lasu i stoi za nim Sauriel Rookwood, ewentualnie że pojawiła się Cressida (ale na tę pewnie Victoria by tak nie panikowała), ale nie zobaczył niczego podejrzanego.
Zwrócił spojrzenie z powrotem ku Lestrange i przechylił się ku niej nad stolikiem, sięgając ku jej zimnej dłoni.
– Victorio? Chcesz wyjść na powietrze?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (4328), Pan Losu (56), Victoria Lestrange (6189)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa