• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [17/10/72] Transylvania is so cliché | Benjy, Prue

[17/10/72] Transylvania is so cliché | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
27.04.2026, 10:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2026, 18:47 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Uliczka na styku dwóch zupełnie różnych części stolicy wyglądała, jakby ktoś, kto wyznaczał oficjalną granicę pomiędzy światem czarodziejskim a mugolskim nie był w stanie do końca dogadać się z kilkorgiem bardziej ekscentrycznych biznesmenów, do której rzeczywistości miała należeć, ponieważ - nie chcąc do końca uznać twardej linii granicznej - uparcie postanowili oni wmieszać się w niemagiczny krajobraz. Budynki znajdujące się po naszych bokach tkwiły więc zawieszone na pograniczu - spoglądając na nie, dostrzegało się kontrast między jedną witryną pełną krzykliwych kolorów, gadżetów oświetlonych poświatą jaskrawych neonów i drugą, gdzie złocone litery same układały się w nieco inne czcionki za każdym razem, gdy tylko przestawało się na nie patrzeć. W przeciwieństwie do przejścia przez ścianę za Dziurawym Kotłem, które znacznie bardziej rozgraniczało obie przestrzenie, granica między magicznym a mugolskim Londynem istniała tu w sposób szczególny, nieoznaczony, wyodrębniony tylko subtelnym przesunięciem w szczegółach, w spojrzeniach ludzi, w tym, co dla niewprawnego oka było dostrzegalne wyłącznie na peryferiach świadomości i znikało, kiedy próbowało się to uchwycić wprost. „Obcość” czy też niezwykłość, co brzmiało zdecydowanie lepiej, była wyczuwalna pod skórą, objawiała się głównie w małych szczegółach, również u ludzi, w rytmie ich kroków, w sposobie, w jaki niektórzy omijali pewne drzwi bez zastanowienia, choć spytani pewnie nie potrafiliby powiedzieć dlaczego.
Wracając już w kierunku domu mieszczącego się w dalszej części przedmieść, starałem się nie za bardzo okazywać zmęczenie dłuższym spacerem, nawet jeśli stopniowo wkradało się już ono w moje ruchy - chociaż przedtem wdawaliśmy się w dość zażarte rozmowy, nie mówiłem nic już od dłuższej chwili, pozwalając, żeby nasze kroki zsynchronizowały się same. Ramię Prudence ocierało się o moje w rytmie, który znałem już na pamięć, i w którym było więcej treści niż w większości rozmów, jakie zdarzało mi się prowadzić. Wiedziałem, iż nadal bacznie na mnie patrzyła, lecz nie usiłowałem zbywać tego żadnymi słowami, dopiero kiedy kątem oka wychwyciłem witrynę, która nie powinna była przyciągnąć mojej uwagi, a jednak zrobiła to natychmiast i bezapelacyjnie, zwolniłem, z tym znajomym błyskiem w oczach, który oznaczał, że decyzja zapadła zanim zdążyłem ją ubrać w konkretną, ustną zapowiedź.
Nie szukałem niczego konkretnego, przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem przez większą część drogi, pozwalając, żeby prowadzona przez nas rozmowa toczyła się własnym torem - czasami cichnąc, jak właśnie teraz, czasami rozbrzmiewając na nowo na jakiś konkretny widok - a moje spojrzenie błądziło bez wyraźnego celu, aż… Nagle zatrzymało się na czymś, co wydało mi się absurdalnie zwyczajne w całej tej mieszance dziwności, jednak miało w sobie coś aż zbyt mugolskiego - na witrynie biura podróży, za którą wyblakłe plakaty przedstawiały miejsca tak odległe, że dla niektórych ludzi niemal nierzeczywiste, palmy wygięte nad turkusową wodą, białe budynki oślepiające fasadami w słońcu, góry przykryte śniegiem, który nie miał nic wspólnego z londyńską wilgocią i szarością - uśmiechnąłem się pod nosem, czując, jak coś niecierpliwego i głupio radosnego rozpycha mi się w klatce piersiowej, i zanim moja żona zdążyła zapytać, dlaczego prawie stanąłem, ścisnąłem ją za rękę, pewniej niż było trzeba, bardziej zdecydowanie niż sugerowałaby sytuacja, po czym pociągnąłem ją na drugą stronę ulicy.
- Chodź. - Rzuciłem tylko, bez wyjaśnień, bo wyjaśnienia zawsze psuły najlepsze pomysły, natomiast ten zdecydowanie należał do tych, które działały wyłącznie wtedy, kiedy brało się je z marszu, bez rozkładania na czynniki pierwsze, bez analizowania konsekwencji, których i tak nikt rozsądny nie powinien brać pod uwagę, ale… Przecież my nie byliśmy dziś rozsądni, mieliśmy za to umowę, którą należało wykonać.

Odkryj wiadomość pozafabularną
1. Hiszpania


2. Hiszpania


3. Hiszpania


4. Hiszpania


5. Hiszpania


6. Francja


7. Francja


8. Francja


9. Francja


10. Włochy


11. Włochy


12. Włochy


13. Włochy


14. Grecja


15. Grecja


16. Grecja


17. Grecja


18. Portugalia


19. Portugalia


20. Portugalia


21. Jugosławia


22. Jugosławia


23. Jugosławia


24. Austria


25. Austria


26. Szwajcaria


27. Szwajcaria


28. RFN (Niemcy Zachodnie)


29. RFN (Niemcy Zachodnie)


30. Holandia


31. Holandia


32. Belgia


33. Belgia


34. Dania


35. Dania


36. Norwegia


37. Szwecja


38. Finlandia


39. Irlandia


40. Irlandia


41. Turcja


42. Turcja


43. Cypr


44. Cypr


45. Malta


46. Malta


47. Maroko


48. Maroko


49. Tunezja


50. Tunezja


51. Egipt


52. Egipt


53. Izrael


54. Izrael


55. Bułgaria


56. Bułgaria


57. Rumunia


58. Węgry


59. Węgry


60. Czechosłowacja


61. Czechosłowacja


62. Islandia


63. Islandia


64. Hiszpania


65. Hiszpania


66. Francja


67. Francja


68. Włochy


69. Włochy


70. Grecja


71. Grecja


72. Portugalia


73. Portugalia


74. Jugosławia


75. Jugosławia


76. Malta


77. Cypr


78. Turcja


79. Maroko


80. Tunezja


81. Austria


82. Szwajcaria


83. RFN (Niemcy Zachodnie)


84. Holandia


85. Belgia


86. Dania


87. Norwegia


88. Szwecja


89. Finlandia


90. Irlandia


91. Bułgaria


92. Rumunia


93. Węgry


94. Czechosłowacja


95. Hiszpania


96. Francja


97. Włochy


98. Grecja


99. Portugalia


100. Jugosławia


101. Malta


102. Cypr


103. Turcja


104. Maroko


105. Tunezja


106. Egipt


107. Izrael


108. Austria


109. Szwajcaria


110. RFN (Niemcy Zachodnie)


111. Holandia


112. Belgia


113. Dania


114. Norwegia


115. Szwecja


116. Finlandia


117. Irlandia


118. Bułgaria


119. Rumunia


120. Węgry


121. Polska


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
27.04.2026, 11:44  ✶  

Był to całkiem intensywny dzień. Zastanawiała się, czy nie za bardzo. Dyskretnie przyglądała się temu, w jaki sposób poruszał się jej mąż. Dyskretnie... chociaż wiedziała, że bez względu na to, jakby się starała to i tak prędzej, czy później ją na tym przyłapie. Niczego nie dało się przed nim ukryć, nawet tych spojrzeń, które wynikały tylko i wyłącznie z jej troski o jego stan zdrowia. Miała nadzieję, iż wybaczy jej tę nadgorliwość, naprawdę robiła to dla jego dobra.

Przekroczyli granicę magicznego świata, z tym mugolskim. Szli przed siebie, kierowali się już w stronę domu. Spacer miał jeszcze zająć im trochę czasu, wieczór był jednak całkiem przyjemny, jak na takie wędrówki. Martwiło ją jednak to, czy nie obciąży to za bardzo organizmu męża. Nie przestawała się mu więc przyglądać, te spojrzenia wraz z upływem czasu robiły się coraz mniej dyskretne, już nawet nie ukrywała, że mu się przygląda. Musiał jej to wybaczyć, tak już miała. Szli w milczeniu, jednak to milczenie w ich przypadku nigdy nie było ciężarem, nie musieli wyrzucać z siebie kolejnych słów, wystarczała ta obecność, świadomość, że był tuż obok niej.

Słońce chowało się za horyzontem, co świadczyło o tym, że spędzili dzisiaj sporo czasu na zewnątrz, był to całkiem owocny dzień. Spacerowali, robili sobie prezenty, zachowywali się zupełnie zwyczajnie, jakby nie nieśli na sobie żadnego ciężaru i było to całkiem przyjemne. Nie spodziewała się nawet, że taka wspólna codzienność może jej się, aż tak podobać. Nie skupiała się jakoś szczególnie na mijanych uliczkach, doskonale wiedziała dokąd się kierują, gdzie zmierzali. Wypadałoby w końcu znaleźć się w domu po tym całkiem intensywnym dniu.

Oczywiście, że powinna założyć, iż nie wrócą do siebie z tą niedokończoną sprawą, o której rozmawiali wcześniej. Nawinęło się miejsce, w którym mogli ją załatwić, a Benjy'emu ono nie umknęło - jak zawsze był czujny wtedy, kiedy wymagała tego sytuacja. - Idę. - Zresztą chyba nie miała już innego wyboru, poczuła jego dłoń zaciskającą się na swojej, więc musiała znaleźć się w środku. Rzuciła okiem na witrynę, na której dostrzegła najróżniejsze foldery ze zdjęciami. Doskonale wiedziała, gdzie się znaleźli. Nie mogła mu odmówić wizyty w tym miejscu, rozmawiali o tym dzisiaj i wypadało dotrzymać słowa. Oby nie żałowała tej spontaniczności. Tak właściwie, to zaczynała jej się ona podobać, chociaż nie miała w zwyczaju podejmować nieprzemyślanych decyzji. Wiedziała jednak, że bez względu na to, gdzie się znajdą, to na pewno przy nim będzie bezpieczna, więc w sumie, czy to było, aż takie nierozsądne? No nie do końca.

Przekroczyli próg biura podróży, rozejrzała się dyskretnie po jego wnętrzu. Wyglądało nie najgorzej, zresztą nie mieli jakichś wielkich oczekiwań, nie zamierzali też spędzić tu wiele czasu, bo decyzja, którą chcieli podjąć miała być całkiem spontaniczna. Kobieta siedząca za biurkiem nie powinna więc narzekać, że znaleźli się tu kwadrans przed zamknięciem. Uniosła głowę i na nich spojrzała z neutralnym wyrazem twarzy, jakby obawiała się tego iż będzie musiała tutaj zostać dłużej.

Szukała wzrokiem jakichś broszurek, w których mogliby znaleźć wszystkie możliwe destynacje, mieli przecież po prostu wylosować miejsce ich podróży poślubnej, pokręciła jeszcze głową, właściwie sama do siebie co miało być komentarzem na te głośne myśli w jej głowie. Nie spodziewała się, że kiedyś pozwoli losowi decydować o swojej przyszłości, jak widać wszystko mogło się zmienić w momencie w którym u jej boku znajdowała się odpowiednia osoba.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
27.04.2026, 21:16  ✶  
Zauważyłem te spojrzenia wcześniej, niż pewnie by sobie tego życzyła, bo nawet jeśli próbowała je chować, rzucać przelotnie gdzieś między jednym krokiem a drugim, między poprawieniem płaszcza a odgarnianiem włosów, to znałem już ten rytm wystarczająco dobrze, żeby wyłapać każdy jego niuans, minimalne zawahanie, które zdradzało, że obserwowała mnie uważniej, niż wymagała tego zwykła obecność obok siebie. Zamiast jednak spróbować ją na tym przyłapać wprost, pozwoliłem temu trwać, z jakąś cichą zgodą, która pojawiła się we mnie dziwnie naturalnie, bo troska w jej wydaniu nie była ciężarem, nawet jeśli miała w sobie coś uporczywego. Pozwoliłem jej na to, nie komentowałem, nie rozbrajałem tego żartem, chociaż zwykle byłby to mój pierwszy odruch, tylko szedłem dalej równym krokiem, pilnując własnego oddechu i tego, żeby nie zdradzić, ile kosztowało mnie utrzymanie tego tempa po całym dniu, który rozciągnął się bardziej, niż planowałem, ale którego wcale nie chciałem skracać. Trzymałem się tej zwyczajności, którą sobie dzisiaj wybraliśmy, tej wersji dnia, gdzie mogliśmy być tylko ludźmi wracającymi do domu, bez całej reszty, która zwykle siedziała nam na karku. Organizm wciąż przypominał mi o sobie w tych krótkich, pulsujących sygnałach, które ignorowałem z przyzwyczajenia, i tylko raz przesunąłem ciężar ciała nieco wolniej, bardziej świadomie, zanim znów złapałem właściwe tempo, wystarczająco stabilne, by nie dać jej pretekstu do zatrzymania mnie siłą.
Słysząc odpowiedź, uśmiechnąłem się tylko pod nosem, krótkim, zadowolonym uniesieniem kącików ust, które nie potrzebowało dodatkowego komentarza, i pociągnąłem ją za sobą jeszcze kawałek, nie dodając już nic więcej, zanim drzwi zamknęły się za nami z cichym kliknięciem, odcinając dźwięki płynące z ulicy ulicę i pogrążając nas w praktycznie niczym niezmąconym spokoju wnętrza. Mimo wiatru wiejącego na zewnątrz, powietrze wewnątrz praktycznie stało w miejscu, przesiąknięte papierem, kurzem i czymś słodkawym, co próbowało udawać zapach egzotyki zamkniętej w katalogach. Stanąłem obok Prudence, przesuwając spojrzeniem po jednym, niezbyt dużym pomieszczeniu, z tą automatyczną czujnością, która włączała się u mnie niezależnie od miejsca, oceniając wyjścia, ludzi, układ przestrzeni, zanim pozwoliłem sobie skupić się na tym, po co właściwie tu weszliśmy. Spojrzałem na kobietę za biurkiem tylko przelotnie, bez słowa kiwając do niej głową na powitanie, bo i ona nie kwapiła się, by coś powiedzieć. Zaraz potem wróciłem do powodu naszej wizyty.
- Nie kombinuj… - Mruknąłem półgębkiem, nachylając się odrobinę w stronę Pruey, tak żeby wypowiedziane słowa zostały między nami, a nie rozeszły się po pomieszczeniu, i puściłem jej dłoń tylko na tyle, żeby sięgnąć po garść pierwszych lepszych broszur, nie patrząc nawet dokładnie na okładki, tylko czując pod palcami różne faktury papieru… Ta… Tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Odwróciłem się do niej z tym samym półuśmiechem, który nosiłem od ulicy, może trochę bardziej zdecydowanym teraz, gdy decyzja już zapadła.
Wyprostowałem się teatralnie, kładąc broszury na kawałek blatu między nami, nie kłopocząc się podchodzeniem do lady i pytaniem o najlepsze kierunki, tylko rozkładając je wachlarzem w sposób daleki od staranności, bardziej prowokujący niż praktyczny, i opierając dłoń obok nich.
- Wybiesz. - Powiedziałem ciszej, patrząc już tylko na żonę, nie na papier, nie na układ, który sam przed chwilą stworzyłem. - Jedna plóba. Szczęśliwy tlaf. - Zrobiłem pauzę - krótką, kontrolowaną, wystarczającą, żeby zabrzmiało to poważniej, niż sugerował sam pomysł - urwałem na moment, przesuwając spojrzeniem po ścianach pełnych plakatów, na których morza były zawsze spokojniejsze niż w rzeczywistości, ulice bez tłumów, a słońce świeciło z podejrzaną konsekwencją - wszystko dopięte, wygładzone, gotowe, aż zbyt łatwe, by mogło być prawdziwe - i chyba właśnie dlatego ten pomysł podobał mi się jeszcze bardziej, bo wiedziałem, że cokolwiek wybierzemy, rzeczywistość i tak zrobi z tym, co zechce.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
28.04.2026, 08:20  ✶  

Nie chciała być natarczywa, dlatego nic nie mówiła, wiedziała, że to mogło irytować. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuwała i obserwowała, tego nie potrafiła sobie odmówić. Zwłaszcza, że był to jego pierwszy spacer po tym jak niemal wyzionął ducha. Uważała więc, że ma prawo do tego, aby co jakiś czas sprawdzać, czy wszystko było w miarę w porządku. Wiedziała, że nie jest jeszcze w stuprocentowej formie, taka rekonwalescencja potrzebowała czasu, jednak było lepiej niż zakładała, albo całkiem nieźle się maskował - obie opcje były prawdopodobne. Miała świadomość, że Benjy nie należał do tych, którzy okazywali słabość, raczej zaciskał zęby i parł przed siebie. Nie w jego zwyczaju było narzekanie.

Oczywiście, że zgodziła się na wejście do tego niewielkiego biura podróży. Odmowa nie wchodziła w grę, dyskutowali o tym wcześniej, a to pojawiło się zupełnie znienacka w momencie, w którym wracali do domu, jakby ktoś specjalnie postawił je na tej trasie. Skoro okoliczności same to sugerowały, to musiała wejść do środka i spełnić swoją obietnicę. Nie widziała innej opcji, nie była też w tym przypadku szczególnie asertywna - ba, pewnie by się do tego nie przyznała, ale spodobał jej się ten pomysł. Zaczęła doceniać te drobne elementy spontaniczności w swoim do tej pory nudnym życiu.

Znaleźli się w środku, Prue zaczęła rozglądać się po wnętrzu. Gdyby ona planowała jakiś wyjazd, najpewniej wcześniej przeanalizowałaby miejsca, które oferowały swoje usługi, sprawdziła, które z nich są najlepiej oceniane. Nieszczególnie ufała tej znudzonej kobiecie, która siedziała za biurkiem, jednak dzisiaj to wszystko miało działać inaczej, czuła drobny dyskomfort, ale wcale nie było tak źle, jak mogło jej się wydawać. Przy Benjy'm całkiem nieźle przychodziła jej walka ze starymi nawykami, które wiązały się z kontrolowaniem tego, co miało się wydarzyć.

Kobieta póki co nie wydawała się być zainteresowana ich obecnością, może to i lepiej, mieli przecież swój własny plan na to, co za chwilę miało się wydarzyć. Prudence rozglądała się, szukając jakichś wskazówek, chociaż jednak i tak one nie miały niczego zmienić. Mieli zdać się na los, tak ustalili. Jej mąż dość szybko dostrzegł, że próbuje zrobić coś, szybciej niż sama wiedziała, co miałoby to być.

- Staram się, ale to silniejsze ode mnie. - Powiedziała cicho, walka z naleciałościami wcale nie była taka prosta, jakby się mogło wydawać, ale starała się być dzielna, bo przecież obiecała mu, że to zrobi, a skoro słowo się rzekło, to nie było już odwrotu.

Obserwowała go uważnie, gdy puścił jej dłoń, zaczął układać broszury na blacie, nie miała pojęcia, co się w nich znajdowało, ale przecież tak był plan. Odetchnęła głęboko, powtarzała sobie w głowie, że przecież to nic wielkiego, mieli tylko wybrać miejsce destynacji, wszędzie będą się wyśmienicie bawić, prawda? Najważniejsze, że spędzą ten czas razem, daleko stąd, nikt nie będzie im przeszkadzał, odpoczną. To było całkiem przyjemną myślą.

Zbliżyła się ostrożnie do blatu, jakby to, co się na nim znajdowało mogło ją ugryźć, czy zrobić krzywdę w jakiś inny sposób. Nie patrzyła jednak an broszury, nie zamierzała oszukiwać, nie kiedy obiecała, że będzie to spontaniczne. - Czy będzie szczęśliwy to się dopiero okaże. - Tak właściwie nie miała jakiegoś wymarzonego miejsca do którego mogliby się udać, więc w sumie raczej nie powinna się rozczarować.

Przymknęła oczy, kiedy znalazła się tuż przy blacie, zależało jej na tym, aby faktycznie wszystko przebiegło losowo. Ostrożnie dotykała broszury, które miały różne faktury, robiła to pewnie nieco dłużej niż powinna, ale przecież była to dość ważna dla nich decyzja, w końcu jej dłoń zatrzymała się na jednej z nich. Uniosła ją do góry i pokazała swojemu mężowi. Sama jeszcze nie otworzyła oczu.


Rzut 1d121 - 108


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
28.04.2026, 11:38  ✶  
Stałem naprzeciwko niej, obserwując ją bez większego skrępowania, oparty o blat z tą pozorną swobodą, która w rzeczywistości była starannie utrzymaną równowagą między tym, co ciało chciało mi przypomnieć, a tym, co byłem gotów przyznać na głos. Choć mój organizm miał swoje zdanie na temat tego dnia i tej całej wycieczki, a napięcie związane z niedawno odniesionymi obrażeniami nadal siedziało w mięśniach głęboko, uparte, przypominające o sobie przy każdym dłuższym bezruchu, nie zamierzałem się cofać ani zwalniać tylko dlatego, że coś jeszcze nie działało idealnie, bo jeśli miałem wracać do życia, to nie po to, żeby robić to ostrożnie.
Nie odzywałem się już więcej, przynajmniej po tym pierwszym komentarzu, bo nie było sensu przyspieszać czegoś, co i tak zmierzało w jednym kierunku. Zamilkłem, kiedy zamknęła oczy, i przez krótką chwilę całe to quasi-rajskie otoczenie pełne jaskrawych plakatów i zbyt słodkich zapachów, ta znudzona kobieta za biurkiem, tykanie zegara docierające do nas gdzieś z tyłu z zaplecza - wszystko to zeszło na dalszy plan, zostawiając tylko to, co najważniejsze… Dłoń zawieszoną nad broszurami i ekscytujące napięcie, które zbierało się w powietrzu, niczym moment przed nadchodzącą burzą, niewidoczne, ale wyczuwalne. Nie poganiałem Prue, choć trwało to dłużej, niż przewidywałem, pozwoliłem jej przejechać palcami po kolejnych kartkach, słuchając cichego szelestu papieru, który brzmiał niemal ostentacyjnie w tej ciszy, i dopiero kiedy jej ruch się zatrzymał, a jedna z broszur została uniesiona, oderwałem się od tej pozycji i wyciągnąłem rękę, żeby ją od niej przejąć. Spojrzałem na nią krótko, upewniając się, że nadal ma zamknięte oczy, a potem otworzyłem cienką książeczkę jednym, zdecydowanym ruchem. Papier rozchylił się bez ceregieli, bez żadnej ceremonii, która mogłaby nadać temu więcej powagi, niż byłem skłonny w to włożyć. Przebiegłem wzrokiem pierwsze linijki, zdjęcie, nazwę, łapiąc sens w całość w ułamku sekundy, i poczułem, jak kącik ust unosi mi się sam, bez konsultacji.
- Austlia. - Rzuciłem od razu, bez budowania napięcia, z półuśmiechem, który pojawiał się na moich ustach zawsze wtedy, kiedy rzeczywistość okazywała się odrobinę bardziej ironiczna, niż zakładałem. Moja żona postanowiła dobić zarówno mnie, jak i siebie, z tymi swoimi bucikami. - Moszesz otwoszyś oczy. - Dodałem, nie siląc się na powagę, która i tak by się nie utrzymała. - Właśnie zdecydowałaś, sze będziemy się wspinaś.
Austria… Góry, zimno i zero rozsądnych powodów, żeby tam jechać w październiku - idealnie w stylu wszystkiego, co ostatnio robiliśmy. Złożyłem broszurę niedbale i odłożyłem ją na blat, bliżej żony niż mnie, w końcu to była jej „odpowiedzialność”, nie moja, czyż nie - to ona wylosowała nam ten wyjątkowy kierunek i zapewne ona miała zaraz zacząć czytać wszystko o tym, co mógł nam zaoferować organizator wycieczki, wiedząc aż za dobrze, że ja mógłbym iść w to zupełnie w ciemno, bez sprawdzania szczegółów oferty - po czym przesunąłem dłonią po krawędzi blatu, zatrzymując się tylko na moment, kiedy w moim ciele odezwało się to znajome, tępe przypomnienie o ostatnich dniach, które zignorowałem z przyzwyczajenia, nawet nie zmieniając wyrazu twarzy.
- A więc mamy to. - Rzuciłem już normalnie, bez ściszania głosu, chociaż w dalszym ciągu bardziej do Prue niż do pracownicy, nawet jeśli spojrzenie skierowałem gdzie indziej, tym razem przenosząc je bezpośrednio na kobietę za ladą. Skoro mieliśmy już za sobą moment wyboru, teraz musieliśmy jeszcze tylko dopilnować, żeby wszystko poszło sprawnie, konkretnie, bez zbędnego rozwlekania, ale to akurat była jedna z niewielu rzeczy, nad którymi wciąż sprawowaliśmy pełną kontrolę. W przeciwieństwie do kierunku, który był… Można by rzec… Oryginalny.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
28.04.2026, 12:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2026, 12:03 przez Prudence Fenwick.)  

Nawet u Prudence pojawiła się dziwna ekscytacja. Raczej nie towarzyszyło jej to uczucie, kiedy nie miała pojęcia, co dokładnie się wydarzy, jednak tym razem było inaczej. Mieli wybrać się w podróż poślubną, co mogło pójść nie tak? Na pewno każde miejsce, które mogli wylosować miało do zaoferowania coś interesującego. Raczej nie było szansy na to, by destynacja okazała się nietrafiona. Najważniejsze, że mieli spędzić razem nieco czasu, naprawdę była nastawiona bardzo optymistycznie, no, jak na siebie.

Nawet nie drgnęła jej ręka, kiedy wybierała broszurę, zrobiła to jednym, pewnym ruchem, nie zamierzała okazywać wahania, wmawiała sobie, że na pewno będzie dobrze. W oczach wyobraźni widziała ich już razem na jakiejś mało uczęszczanej plaży, gdzie słońce przyjemnie prażyło z kolorowymi drinkami w rękach.

Wybrała jedną z broszur, uniosła ją przed siebie, nie otwierała jeszcze oczu, aby to Benjy przekazał im tę wspaniałą nowinę, nie mogła się doczekać, aż się tym z nią podzieli. Kiedy jednak padły te słowa nieco zbladła. Mrugnęła dwa razy, dosyć szybko. Austria? - Jesteś pewien, że to nie Australia? - Zapytała jeszcze bardzo cicho. Na pewno się nie pomylił, przecież umiał czytać. Musiała się jednak upewnić, iż faktycznie chodziło o Austrię. Najwyraźniej nie było im pisane plażowanie, nie tym razem.

Starała się uśmiechać, chociaż zdecydowanie nie było to jej wymarzone miejsce. Nie była jakoś szczególnie zadowolona z tego, co naszykował dla nich los, ale już nie było odwrotu. Prue była słowna, więc w najbliższym czasie faktycznie mieli odwiedzić Austrię. Kto w ogóle organizował tam wycieczki, jesienią? Rozejrzała się jeszcze szybko po wnętrzu tego biura, nie do końca zadowolona, że akurat tutaj trafili.

Dopiero po chwili zaczęła czytać tę broszurę. Wspinaczka, góry... nie, żeby zaskoczyła ją to oferta, kiedy poznała miejsce destynacji mogła wiedzieć już, czego powinni się spodziewać. Oczywiście, że była pasjonatką wspinaczki, z jej lękiem wysokości, to mogło być naprawdę bardzo rozwijające doświadczenie. Przełknęła głośno ślinę, nie powinna panikować, musiała się z tym jakoś pogodzić, bo przecież zgodziła się na to, że to los o tym zadecyduje.

Tyle było z jej doceniania spontaniczności. Zaczęła w głowie układać listę rzeczy, które powinni kupić przed wyruszeniem w podróż, robiła się ona coraz dłuższa, góry były dużo bardziej wymagające od plaży. Będzie musiała to bardzo dokładnie przeanalizować, do tego Benjy był raczej w średniej kondycji fizycznej, to znaczy ta jego średnia kondycja fizyczna to i tak było więcej od jej maksimum...

- Tak, mamy to. - Musiała się pogodzić z tym, że to miała być Austria, najwyżej będą oglądać kozice hasające po górach, mogło być gorzej, na pewno mogła wylosować jeszcze gorsze miejsce. Co by nie mówić to ona była za to odpowiedzialna, to ona wybrała broszurę. Starała się uśmiechać, chociaż wewnątrz odrobinę panikowała, co też właściwie skłoniło ją do tego, aby sięgnąć po tę ulotkę? Nie miała pojęcia, ale musiała się z tym pogodzić, tyle. - Chyba już się zdecydowaliśmy. - Spojrzała w stronę kobiety siedzącej za ladą, ton jej głosu był aż za bardzo radosny, dało się wyczuć, że nieco gra, musiała się bowiem oswoić z myślą, że spędzą podróż poślubną w Austrii i potrzebowała na to odrobiny czasu. Na pewno do momentu wyruszenia w podróż będzie lepiej.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
29.04.2026, 10:55  ✶  
Jej reakcja była bezcenna, zbladła tak gwałtownie, jakby właśnie usłyszała wyrok, a nie cel podróży poślubnej, to szybkie mruganie powiekami, ten wyraz czystego niedowierzania... To był moment, dla którego warto było zgodzić się na tę całą zabawę w spontaniczność. Zresztą teraz, gdy już padła nazwa kraju słynącego głównie z górskich szczytów, zdecydowanie chciałem zobaczyć, jak Prue wyglądała w stroju taternika - to miała być niezapomniana podróż - byłem heroldem dobrej nowiny, który właśnie zdał sobie sprawę, że przynosi list z wypowiedzeniem wojny zamiast zaproszenia na bal, lecz w żadnym wypadku nie czułem się z tego powodu winny.
- Austlia. - Wykrztusiłem, starając się, by mój głos brzmiał neutralnie, choć w środku aż się we mnie gotowało od tłumionego śmiechu. - Jestem absolutnie pewien, kochanie. Wylaśnie widzę litelki  „a”, „u”, a potem „s”, „t” i „lia”, zamiast „a”, „u” i „s”, „t”, „lia” z dodatkowym „la” w środku. - Odparłem, starając się zachować powagę godną tej „wspaniałej” nowiny. Merlinie, ironia była bezlitosną kochanką…
Spojrzałem na nagłówek, moje oczy dwukrotnie przeskanowały litery, by upewnić się, że nie cierpię na nagłą dysleksję, następnie sięgnąłem po drugą, identyczną broszurę i otworzyłem ofertę, przerzucając pierwszą stronę z tą samą nonszalancją, którą utrzymywałem przez cały ten czas, chociaż moja uwaga była już bardziej skupiona, a spojrzenie szybko wbiło się w treści układające się w jeden, konkretny wniosek - AUSTRIA - jechaliśmy do Austrii. Austrii. Nie Australii, choć ta druga byłaby równie, jeśli nie bardziej ironiczna, w końcu przesiedlenie na drugi koniec świata w oczach dawnych znajomych było dla mnie kiedyś idealną przykrywką. Oficjalnie to właśnie tam, wśród kangurów i czerwonego piachu, rezydował człowiek, którego nazwisko dawno wykreśliłem z pamięci, a którego cień wciąż czasem deptał mi po piętach. Australia była moim cmentarzem dla starej tożsamości, wybranie jej na podróż poślubną byłoby zaś trochę jak taniec na własnym, co prawda sfingowanym, grobie.
Parsknąłem pod nosem, krótko, zduszając to natychmiast, bo siedząca za biurkiem kobieta już i tak patrzyła na nas ze znudzonym zainteresowaniem kogoś, kto wolałby być gdziekolwiek indziej, a ja nie zamierzałem dokładać jej powodów do zapamiętania nas na dłużej - ostatnie, czego potrzebowaliśmy, to przyciąganie uwagi czymś więcej niż kupowaniem wycieczki na chybił trafił. Nie mogłem przecież powiedzieć wprost „skarbie, nie mogę lecieć do Australii, bo technicznie rzecz biorąc, już tam jestem i nie chciałbym spotkać samego siebie przy barze”.
- Zobacz, nawet mają „łatwe szlaki”. - Dodałem, stukając palcem w zdjęcie, na którym wszystko wyglądało niewinnie, czysto i podejrzanie uporządkowanie - nie było żadnych wątpliwości, litery i wszystkie symbole kojarzące się z naszym nowym, wakacyjnym kierunkiem stały tam czarno na białym, prawie obscenicznie konkretne w swojej jednoznaczności - napis „Republik Österreich” i dwaj ludowo ubrani lokalsi z tymi ich alpejskimi zboczami, które w rzeczywistości nigdy nie były tak łaskawe, jak na papierze. Mój ton zdradzał dokładnie, co myślę o słowie „łatwe” w kontekście gór. Przebiegłem wzrokiem po punktach programu - „spektakularne podejścia”, „zapierające dech w piersiach widoki z grani”... Cóż, dech to jej na pewno miało zaprzeć, lecz pewnie nie z powodu estetycznych uniesień.
Przełknęła ślinę tak głośno, że aż sam poczułem suchość w gardle, nie czując za to ani odrobiny zdziwienia - wiedziałem o jej lęku wysokości, przez który perspektywa jesiennych Alp musiała jawić jej się jako wizja czyśćca, wiedziałem też, że była kobietą honoru i skoro los tak chciał, to nie rzuci teraz broszurą w twarz tej bogu ducha winnej kobiecie za ladą.
- Tak, mamy to. - Powtórzyłem jeszcze raz za nią, gdy próbowała przykleić do twarzy ten swój nieszczęsny, „radosny” uśmiech. Dopiero po chwili spojrzałem na agentkę, która wyglądała, jakby liczyła sekundy do zamknięcia, a my właśnie dokładaliśmy jej kilka kolejnych - słysząc słowa Prue, uniosła brwi, rzuciła szybkie spojrzenie na zegar, potem na nas, pochylając się po plik papierów spod lady i zaczynając kartkować je szybkim, wprawionym ruchem kogoś, kto robił to już setki razy wcześniej. Po chwili podniosła wzrok z tym samym neutralnym wyrazem twarzy, który sugerował, że widziała już gorsze pomysły niż nasz, i sięgnęła po jakiś formularz, zaczynając oznaczać fajką jakieś okienka, a ja w tym czasie oparłem dłoń o blat tuż obok żony, zamykając ją w tej wąskiej przestrzeni, którą zdążyłem już sobie przywłaszczyć. Mieliśmy to - podróż poślubną do Australii.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2674), Prudence Fenwick (1658)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa