• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[22/10/72] Amber and Eucalyptus | Benjy, Prue

[22/10/72] Amber and Eucalyptus | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
20.05.2026, 22:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2026, 20:26 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Pomieszczenie tonęło w gęstym, wieczornym mroku, który bez słowa zacząłem rozpraszać, odruchowo sięgając do kieszeni po różdżkę, wyciągnąwszy ją niespiesznym, wyćwiczonym ruchem i nakreśliwszy w powietrzu kilka płynnych łuków, celując kolejno w rozstawione po kątach lampy - zarówno te pozostawione nam przez Ellie, jak i kupione niedawno, by pasowały do wystroju, który tu stopniowo wprowadzaliśmy. Jeden po drugim, wyjątkowo harmonijnie, różnokolorowe abażury rozbłysły ciepłym blaskiem, a łagodne, bursztynowe światło leniwie rozlało się po meblach, przeganiając najgłębsze cienie w kąty pokoju podlegające już pod jurysdykcję naszych pajęczych lokatorów. Szczerze mówiąc, od zawsze szczerze nienawidziłem ostrego, górnego oświetlenia, ponieważ jego surowy, bezlitosny strumień obnażał każdy, nawet najmniejszy mankament otoczenia i sprawiał, że przytulne domowe zacisze zaczynało przypominać sterylną salę szpitalną, kojarząc mi się przede wszystkim z surowymi korytarzami Świętego Munga oraz innych umieralni albo z kryształowymi kandelabrami od dziesiątek lat zwisającymi z wysokich sufitów rodowej rezydencji Rookwoodów, w których świece płonęły zaczarowanym, zimnym blaskiem. Zresztą - obojgu nam nie było teraz do niczego potrzebne mocniejsze oświetlenie, skoro szukaliśmy raczej spokoju i intymności niż laboratoryjnej jasności.
W końcu zatrzymałem się kilka kroków od kanapy, obróciłem głowę przez ramię i skierowałem wzrok na Sunny, która wciąż stała nieco w półcieniu, podbródkiem wskazując jej mebel.
- Gdzie tszymasz tę swoją maść na opuchliznę i siniaki? - Zapytałem, mając na myśli niemal już legendarny specyfik Johna, starając się, by mój głos brzmiał tak spokojnie i naturalnie, jak to tylko było możliwe, choć w piersi wciąż tłukło mi się głębokie, trudne do opanowania napięcie. Nie oszukujmy się, doskonale zdawałem sobie sprawę, że uzdrowiciel był ze mnie raczej chujowy i wszelkie skomplikowane zaklęcia medyczne potrafiłem co najwyżej koncertowo spieprzyć, zostawiając po sobie więcej szkód niż pożytku, ponieważ moje rzemiosło od zawsze opierało się na zupełnie innych, znacznie bardziej niszczycielskich fundamentach, ale w tej chwili jakiekolwiek braki w magicznej edukacji nie miały dla mnie najmniejszego znaczenia, ustępując miejsca czystej, instynktownej potrzebie zatroszczenia się o kobietę, którą kochałem. Wreszcie lokalizując słoiczek z mazią i biorąc go do ręki, podszedłem bliżej, zatrzymując się tuż przed Prue, po czym delikatnie uniosłem dłoń, zamierzając osobiście, tak delikatnie, jak tylko pozwalały mi na to moje szorstkie opuszki i naznaczone bliznami dłonie, przesmarować wyraźny ślad, który odznaczał się na jej kości jarzmowej. Choć trzeba było obiektywnie przyznać, że zmiana nie wyglądała jakoś potwornie makabrycznie i daleko temu było do urazu zagrażającego życiu, to fioletowo-siny obrzęk wyraźnie odznaczał się na tle jasnej, delikatnej skóry mojej żony, kłując mnie w oczy za każdym razem, gdy na nią spoglądałem - „jebany poltergeist, gdybym go tylko znalazł…” - świadomość, że nie mogłem tego momentalnie naprawić, tylko potęgowała palącą wściekłość, którą teraz starałem się przekuć w znacznie spokojniejsze zachowanie, ze skutkiem… Umiarkowanym.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
20.05.2026, 23:08  ✶  

Nastała jasność. To znaczy, Benjy ją wprowadził dzięki kilku bardzo precyzyjnym ruchom nadgarstka i różdżki. Znaleźli się w salonie, nie odczuwała takiej potrzeby, nie uważała, aby przydarzyło jej się coś, co wymagało zainteresowania, jednak szła za nim całkiem grzecznie, nie odzywając się ani słowem. Powiedziała już chyba wszystko, co miała do powiedzenia na ten temat, tak właściwie to wypluła z siebie informację na temat tego, co jej się przytrafiło. W jej oczach nie było to nic wielkiego, tylko drobne zadrapanie na twarzy wiążące się z mała opuchlizną na twarzy. Praktycznie nic - tak, czy siak miało zniknąć w przeciągu kilku dni. Prue otaksowała wzrokiem pomieszczenie, lampy powodowały całkiem przytulny klimat, światło nie było bardzo intensywne, na szczęście, obawiała się, że inaczej Benjy byłby w stanie dostrzec wszystkie mankamenty na jej skórze. Być może nie było ich wiele, ale nawet jej zdarzyło się nabawić jakichś niewielkich blizn.

Westchnęła ciężko, nie spodziewała się, że przyjdzie im zamienić się rolami, ale nie miała zamiaru narzekać, rozumiała to podejście nazbyt dobrze, zbyt wiele razy znajdowała się w podobnym położeniu, aby teraz je lekceważyć. - Pierwsza szuflada, od góry. - Chciał się o nią zatroszczyć, to nie zamierzała odmówić mu tej przyjemności, chociaż nie do końca była pewna, czy jego umiejętności na to pozwalały. Z drugiej strony to przecież nie było nic wielkiego, musiał tylko i wyłącznie sięgnąć po słynny krem jej ojca, który działał cuda, na pewno sobie z tym bardzo dzielnie poradzi.

- To nic takiego, wiesz? Bez maści zejdzie za kilka dni, z maścią pewnie w dwa, to nic wielkiego. - Postanowiła jeszcze nieco wypowiedzieć się na temat urazu, którego się nabawiła, oczywiście, że nie specjalnie, a przypadkiem. Ostatnio los rzucał jej wyzwania, ale nic sobie z tego nie robiła.

Znalazł słoiczek ze specyfikiem, a Prue w między czasie zajęła miejsce na sofie, gdyby nie to, że sytuacja była nietypowa, to wybrałaby swój ulubiony fotel, ale wolała tego nie robić w tej chwili, nie chciała go skazić jakimiś nieprzyjemnymi wspomnieniami. - Nie musisz uważać, to nic takiego, nie zaboli. - Powiedziała jeszcze, kiedy przystanął tuż przed nią. Przymknęła na moment oczy, wiedziała, że za chwilę, kiedy nałoży na jej skórę maź poczuje pulsujące ciepło, nie był jej w stanie niczym zaskoczyć w tej chwili, nic dziwnego, bo przecież była uzdrowicielką, a to był jeden z najczęstszych, możliwych urazów.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
21.05.2026, 12:06  ✶  
Szła za mną całkiem ugodowo, nie odzywając się ani słowem, co w jej przypadku było jasnym sygnałem, że uważała całą tę sytuację za zbędną szopkę, nie za naturalną konsekwencję naszej rozmowy - w końcu chwilę wcześniej w kuchni dosłownie jednym tchem wypluła z siebie informacje o tym cholernym poltergeiście, jakby chciała mieć to z głowy, podczas gdy dla mnie nie było to wcale „nic takiego” godne lakonicznego poruszenia i natychmiastowego przejścia z tym do porządku dziennego, skoro wydarzyło się w biały dzień na środku ulicy i zostało wycelowane akurat w nią, ze wszystkich innych ludzi, którzy tam byli. Dla niej to było tylko „drobne zadrapanie”, jakaś tam nieszkodliwa plamka, która za chwilę zniknie, niby to rozumiałem - widziałem w jej wyrazie twarzy tę cholerną, uzdrowicielską, pragmatyczną ignorancję wobec własnego ciała - gdyby chodziło o mnie, pewnie też tak bym do tego podszedł, jednak w moich oczach nie byliśmy pod tym względem równi. Prue nie zasługiwała na taką ilość dramatycznych wydarzeń, jaką ostatnio serwował jej los. Według wyznawanego przez nią podejścia to była tylko mała opuchlizna, błahe zadrapanie, które bez problemu zniknęłoby za kilka dni, lecz dla mnie ten widok był jak policzek. Widziałem, że w swoich własnych oczach próbowała umniejszyć wagę tego, co się stało, traktując rozwijający się obrzęk jak zwykłe, błahe zadrapanie, które przecież „samo zniknie za kilka dni”, ale dla mnie, kurwa, widok jej zranionej skóry sprawiał, że miałem ochotę roznieść w pył wszystko w promieniu kilku mil.
- Dla ciebie to mose byś i piepszone muśnięcie skszydła motyla, Sun, ale ja nie mam nie mam zamialu staś bezczynnie i patsześ, jak udajesz, sze wszystko jest w posządku, kiedy ewidentnie nie jest. Nie, skolo mosemy to gówno zlikwidowaś plaktysznie od lęki. - Zamilkłem na chwilę, patrząc w dół na jej twarz, na ten nieszczęsny ślad na kości jarzmowej, który w bursztynowym świetle lamp wydawał się jeszcze bardziej fioletowy i bolesny, i całkiem świadomie formułując słowa w taki sposób, by - chociaż bez wątpienia ordynarne - nie dały się tak po prostu zbyć medyczną gadką. Może i ukryła większość jej domniemanych mankamentów i starych blizn w przytulnym półcieniu, ale tej świeżej śliwy na policzku nie dało się już przede mną schować. - Dwa dni czy kilka dni, dla mnie to o dwa dni za długo, szebyś musiała nosiś na twaszy pamiątkę po tym, jak jakieś latające gówno wzięło cię za szywy cel. Los mose sobie szucaś kłody komu chce, ale od ciebie ma się tszymaś s daleka, jasne? - Ta, jasne, zupełnie tak, jakbyśmy kiedykolwiek mieli na to jakikolwiek wpływ.
Uklęknąłem przed kanapą, by znaleźć się na wysokości wzroku Prue, choć jej oczy były już zamknięte, a na twarzy malowało się to specyficzne, profesjonalne wyczekiwanie na pulsujące ciepło specyfiku, które znała pewnie od wczesnego dzieciaka, i którym w przeszłości wielokrotnie tak bardzo usiłowała mnie potraktować. Ostry, eukaliptusowy zapach maści i nuta palonego miodu uderzyły mnie w nodrza, kiedy w końcu szarpnięciem odkręciłem słoik, a potem, wstrzymując oddech, niezwykle ostrożnie przyłożyłem umoczony palec do jej kości jarzmowej, przesuwając nim po sińcu, pozwalając, by leczniczy krem zaczął powoli przynosić ulgę podrażnionej skórze.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
21.05.2026, 13:58  ✶  

Nie wydawało jej się, aby jakaś drobne zadrapanie na policzku było warte takiego zamieszania. Nic wielkiego jej się nie stało. Nieraz przecież miała już podobne obrażenia, nie zagrażały życiu, pojawiały się i znikały, nikt o nich nie pamiętał. Cóż, może sytuacja, w której się znalazła nie należała do szczególnie przyjemnych, złośliwy byt pojawił się znikąd, wziął ją sobie za cel - zdarzało się, a że aktualnie następowała jakaś kumulacja dziwnych wydarzeń w jej życiu, to nie wydawało jej się, że w ogóle warto było o tym dyskutować. Podleciał i zniknął, nie zrobił przecież wielkiej szkody, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zatrzymała się na chwilę, jakby coś właśnie sobie uświadomiła, a później ruszyła dalej, żeby w końcu usiąść i pozwolić mu się sobą zaopiekować.

- Wiesz, że nie jestem ze szkła, prawda? - Wolała się upewnić, że mają co do tego jasność. - Wcale nie udaje, nie wydawało mi się tylko, żeby było o czym opowiadać. - Prędzej, czy później musiał zauważyć tę drobną zmianę na jej twarzy, musiałby być ślepy, aby tego nie zrobił. Nie nadarzyła się jednak okazja ku temu, aby poinformować go o przygodzie jaka ją spotkała odrobinę wcześniej. Nie chciała zaczynać wieczoru od tego, że znowu coś poszło nie tak.

- Musisz chyba napisać do niego jakieś podanie, czy coś, nie do końca wiem jak to działa, czasem rzeczy się po prostu przytrafiają, nawet jeśli stara się raczej nie rzucać w oczy. - W tym przypadku nie miała najmniejszego wpływu na to, że poltergeist pojawił się przed nią i postanowił uprzykrzyć życie akurat jej. Być może sprawiała wrażenie osoby potrzebującej rozrywki, na pierwszy rzut oka mogła wydawać się bowiem całkiem stateczna i nudna. Nie miała pojęcia na jakiej zasadzie złośliwe duchy wybierały swoje ofiary, jak działał schemat, czy w ogóle istniał? Zawiesiła się na moment, jej wzrok się trochę rozmył, bo myśli zrobiły się znowu dosyć głośne.

Mrugnęła, dzięki czemu znowu stała się obecna w salonie ciałem i duchem. Następnie przymknęła oczy, czekała na to, aż posmaruje jej policzek maścią od Johna. Nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że przyniesie ona oczekiwany efekt, przyspieszy gojenie, złagodzi ból.

Wyczuła, kiedy się zbliżył, przyklęknął tuż przed nią, nie dało się też nie zauważyć momentu, w który otworzył słoiczek z maścią, której zapach od razu uderzył ją w nozdrza. Nie zwlekał z nałożeniem specyfiku na pulsującą ranę, zrobił to bardzo pewnie, ale też delikatnie. Od razu poczuła chłód w miejscu, które przed chwilą wydawało się praktycznie płonąć. - Dziękuję za profesjonalną opiekę medyczną. - Otworzyła oczy, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Widać u Ciebie wieloletnie doświadczenie w radzeniu sobie z takimi urazami. - W końcu przez lata sam dbał o swoje zdrowie, nie wątpiła więc w to, że udało mu się zdobyć sporą wiedzę w temacie pierwszej pomocy medycznej.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
21.05.2026, 21:00  ✶  
Kiedy Prudence uniosła na mnie wzrok i rzuciła to swoje obronne, harde pytanie, nie powstrzymałem ciężkiego westchnienia, chociaż kącik ust uniósł mi się minimalnie w górę, łagodząc surowy wyraz mojej twarzy.
- Wiem, sze nie jesteś ze szkła. Ani s polselany, upszedzając następne pytanie. Po plostu… Wiesz. - Leciutko zmrużyłem oczy, nadal nie będąc skorym do łatwego przełknięcia faktu, iż z tą swoją nieznośną, uzdrowicielską rutyną próbowała sprowadzić atak złośliwego bytu do rangi potknięcia na progu, jakby fakt, że to coś wzięło ją sobie za cel, był jedynie kolejną, nudną pozycją na liście dzisiejszych zdarzeń.
- Zamiast podania do losu, wolałbym napisaś balso dosadne epitafium temu jebanemu wolkowi na ektoplasmę, któly postanowił ulosmaiciś sobie wieczól twoim kosztem. - W moim głosie mimowolnie pojawiła się ta szorstka nuta, która zwykle wkradała się tam w przypadku planowania mniej dyplomatycznych akcji niż smarowanie policzka żony przy pomocy maści. Nawet nie próbowałem ukrywać tego, że byłem nie w sosie z powodu tego, co się stało. Pokręciwszy głową, westchnąłem ciężko pod nosem, przyglądając się jej uważniej i dochodząc do wniosku, iż nagłe zamilknięcie nie oznaczało rozważań na temat braku słuszności jej podejścia ani tym bardziej przyznania mi racji - odpłynęła, ja natomiast chwilowo przestałem gadać, bo i po co, cierpliwie czekając, aż to nagłe, chwilowo nieobecne zamglenie w spojrzeniu Prue minie, a ona znowu wróci do mnie, mrugając powiekami i odcinając się od jakichkolwiek głębokich analiz, w jakich się pogrążyła. Patrzyłem na jej profil w tym przytłumionym, ciepłym świetle lamp i czułem wzbierającą we mnie bezsilną wściekłość na wszystko, co mogło zadać jej ból, psychiczny lub fizyczny, a czego nie potrafiłem zawczasu roznieść w pył blutalnym, acz skutecznym działaniem.
Odetchnąłem głębiej, kiedy w końcu mrugnęła, wracając do rzeczywistości, po czym ponownie przymknęła oczy, w milczeniu oddając się w ręce mojego wysoce nieprofesjonalnego rzemiosła, co było z jej strony prawdopodobnie aktem najwyższego możliwego zaufania, biorąc pod uwagę moje zerowe, może nawet ujemne, kwalifikacje medyczne.
- Cieszę się, sze doceniasz mój wybitny kunszt medyczny, pani usdlowicielko. Obiecuję nigdy nie spocząś na laulach. - Prychnąłem z lekkim, bardzo samoświadomym rozbawieniem, nie cofając jednak dłoni i delikatnie, powolnymi ruchami kciuka wsmarowując resztkę specyfiku w jej policzek. Moja skóra, poznaczona starymi bliznami i nawykła raczej do twardego uścisku rękojeści sztyletu lub różdżki niż do kojącego dotyku, wydawała się rażąco szorstka na tle jej delikatnego lica, mimo to starałem się zachować maksymalną precyzję, czując pod palcami pulsujące ciepło i chłód eukaliptusowej mazi Johna, która powoli zaczynała działać. Przez lata uczyłem się, jak zadawać rany i jak przetrwać, ignorując własną krew, ale dopiero przy niej zacząłem pojmować zupełnie inną, cholernie trudną naukę… Świadomość tego, że znacznie trudniej jest ochronić kogoś przed bólem, niż samemu go odczuwać, a strach przed wyrządzeniem krzywdy osobie, którą się kocha, nawet swoim pośrednim wpływem, potrafi paraliżować skuteczniej niż najpotężniejsze czarnomagiczne zaklęcie wiążące.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
22.05.2026, 07:53  ✶  

- Tak, po prostu wiem, nie jestem przyzwyczajona jednak to takiej troski. - Wymsknęło jej się jeszcze. Benjy potraktował to, co jej się przytrafiło bardzo poważnie. Widać po nim było, że przejął się tym, iż złośliwy duch postanowił wziąć ją sobie na cel. Nie zrobił nic wielkiego, ledwie ją drasnął. Nie prosiła się o kłopoty po prostu same ją znalazły, ostatnio działo się to częściej niż kiedykolwiek, chociaż niespecjalnie sama miała na to wpływ.

Parsknęła śmiechem, kiedy odezwał się ponownie. Poltergeist zdecydowanie nie wiedział z kim zadzierał, gdyby miał świadomość jak jego zachowanie zirytuje jej męża, cóż, na pewno odleciałby w podskokach obawiając się tego, co może mu zrobić. Całkiem nowe dla niej było to, że ktoś tak po prostu stawał po jej stronie, wybierał ją, bez względu na to, co się działo. Benjy wyglądał na naprawdę wkurzonego tym, że akurat jej się to przytrafiło.

- Prędzej, czy później trafi na kogoś, kto się go pozbędzie, miał niesamowitego farta, że nie było Cię obok. - Nie miała wątpliwości, co do tego, że jej mąż pozbyłby się go bardzo skutecznie.

Przywykła do tego, że lubił brać sprawy w swoje ręce, czasem jego metody były dość drastyczne, ale tak już miał, jej to imponowało. Miała świadomość, że kiedy mu na czymś zależało, to nie istniało dla niego niemożliwe, a ona była jego osobą. Spodziewała się, że byłby w stanie spalić dla niej świat, jeśli wymagałaby tego sytuacja, oczywiście, nie zamierzała tego sprawdzać.

- Mam nadzieję, że nie będziesz go musiał rozwijać, odpowiada mi dotychczasowy podział obowiązków. - Nie mogła mu obiecać, że to się nie powtórzy, bo świat nie był tylko dobrym miejscem. Czasem każdego spotykały sytuacje, których nie dało się przewidzieć, mniej przyjemne, najważniejszym było, aby się na nich nie skupiać. Zdecydowanie lepiej czuła się w roli do której była przyzwyczajona, to ona miała radzić sobie ze szkodami, jakie innym się przytrafiały, łatwiej jej się było odnaleźć w takiej wersji świata.

Benjy bardzo dokładnie podszedł do tego, co robił. Bardzo ostrożnie wmasowywał jej maść w policzek, dbał o każdy detal, to było całkiem urocze, bo przecież wystarczyło po prostu nałożyć odrobinę specyfiku, a ten podszedł do tego z ogromną precyzją.

- Wiesz, że nie rzucam słów na wiatr, kiedy widzę, że coś jest zrobione profesjonalnie, to warto o tym wspomnieć, docenić. - Szczególnie, że raczej się tym nie zajmował, jego dłonie nie były stworzone do wmasowywania maści, a jednak starał się, by było to dla niej jak najprzyjemniejszym doświadczeniem.

- Kocham Cię. - Czuła potrzebę, aby w tej chwili mu to powiedzieć. Nie należała raczej do osób, które specjalnie się uzewnętrzniały, były jednak takie momenty, w których musiała nazwać to, co czuła. Ta jego troska o jej osobę naprawdę ją wzruszyła.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
22.05.2026, 17:40  ✶  
Nie podobała mi się myśl, że wcześniej musiała być pozostawiona sama sobie, szczególnie w chwilach, kiedy najbardziej potrzebowała obok drugiego człowieka, który wspierałby ją bez zadawania zbędnych pytań. Nie podobała mi się myśl, że mogła wcześniej nie mieć obok siebie nikogo, kto reagowałby dokładnie tak, jak powinien był reagować człowiek, kiedy komuś mu bliskiemu działa się krzywda. Może nie byłem naturalnym obrońcą wszystkich uciśnionych, lecz nie brzmiało to dla mnie dobrze. Nawet jeśli Prue próbowała obrócić wszystko w żart i zachowywała się tak, jakby to draśnięcie nie miało większego znaczenia, ja widziałem to inaczej - sam fakt, że coś postanowiło ją zaatakować, wystarczał, żebym miał ochotę znaleźć tego pieprzonego poltergeista i rozsmarować go na najbliższej ścianie aż zostanie po nim wyłącznie kilka obrzydliwych kleksów ektoplazmy. Nie obchodziło mnie, że skończyło się tylko na małym kuku, jasne - mogło być gorzej, ale sama myśl o tym, co się stało, skutecznie podnosiła mi ciśnienie. Nie zamierzałem stać z boku i udawać, że nic się nie stało tylko dlatego, że draśnięcie wyglądało niegroźnie - nie obchodziło mnie, jak niewielka była rana z siniakiem, liczyło się wyłącznie to, że coś próbowało zrobić jej krzywdę.
- Uwiesz mi, miał więcej szczęścia nisz losumu. - Odmruknąłem chłodno. - Plawdopodobnie największego falta w całym swoim pośmieltnym szyciu. - Pewnie skończyłbym z podpaleniem połowy otoczenia tylko po to, żeby wyciągnąć paskudę z każdego kąta, w który próbowałby spierdalać. I nie była to przesada, nie musiałem się nad tym zastanawiać, doskonale wiedziałem, do czego byłem zdolny, kiedy coś zagrażało osobom, na których mi zależało, a ona była najważniejszą z nich. Nie żartowałem nawet specjalnie, im dłużej patrzyłem na cienkie zadrapanie na jej twarzy, tym bardziej irytowało mnie to w zupełnie nieracjonalny sposób. To nie była poważna krzywda, wiedziałem o tym doskonale, widziałem znacznie gorsze rzeczy, sam nieraz wyglądałem gorzej po zwykłym wtorku, a mimo to świadomość, że coś ją zaatakowało, działała mi na nerwy bardziej, niż powinna.
Wiedziałem jednak, że świat nie działał według prostych zasad, oboje dostrzegaliśmy zbyt wiele, żeby wierzyć, że dało się uniknąć każdego zagrożenia. Niematerialne byty działały mi na nerwy od zawsze, a takie, które uważały zaczepianie niewinnych ludzi za zabawne, automatycznie trafiały na bardzo krótką listę rzeczy, których nie tolerowałem. Nie łudziłem się, że podobne sytuacje już się nie powtórzą, może właśnie to wkurzało mnie najbardziej - to, że obrywała za rzeczy, na które nie miała wpływu. Nie podobała mi również się sama myśl, że mogła przejść przez życie w przekonaniu, że nikt nie powinien się o nią martwić albo stawać po jej stronie. Dla mnie to było naturalne, była moją żoną, moją osobą, więc jasne było, że wszystko, co ją dotyczyło, dotyczyło też mnie, szczególnie kiedy coś próbowało zrobić jej krzywdę.
- Tesz mi odpowiada. - Parsknąłem krótkim śmiechem na jej słowa o podziale obowiązków. Zdecydowanie lepiej było, gdy to ona zajmowała się leczeniem ludzi, a ja zajmowałem się odstraszaniem wszystkiego, co uznało, że dobrym pomysłem będzie ją wkurwić. - To balsdzo elegancki system, nie widzę potszeby wplowadzania zmian. - Mówiłem lekko, ale pod tym żartem tkwiło coś całkowicie poważnego - nie zamierzałem robić z niej szklanej ani porcelanowej laleczki, bo znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że by mnie za to udusiła, najlepiej gołymi rękami, jednak świadomość, że mogłem stanąć między nią a czymś paskudnym, działała na mnie uspokajająco. Nie dlatego, że Prue była słaba - właśnie dlatego, że nie była.
- Oczywiście, sze plofesjonalnie. Dziękuję. Jestem wszechstlonnym człowiekiem lenesansu. Dostałem kiedyś tszy minuty instluktaszu opatlywania lan, więc mogę uchodziś plaktysznie za ekspelta. - Stwierdziłem z pełną powagą. - W walunkach polowych to plaktycznie usdlowicielska specjalizacja. - Uśmiechnąłem się pod nosem.
A potem powiedziała, że mnie kocha…
Na sekundę naprawdę mnie zamurowało - nie dlatego, że w to wątpiłem, bo nie wątpiłem ani trochę, nie przez to, że było to w jakiś sposób niecodzienne wyznanie, raczej przez ton, w jakim to powiedziała - cicho, bez wielkiego widowiska, bez dramatyzmu - jak coś oczywistego, prawdziwego. Spojrzałem jej prosto w oczy, czując coś mięknącego mi gdzieś pod mostkiem w sposób niemal niekomfortowy przez swoją intensywność.
- No i co ja mam telas zlobiś, co? - Mruknąłem odrobinę niżej. - Jeszcze tlochę i zacznę wieszyś, sze jestem posządnym męszem. - Parsknąłem cicho, bardziej bezradnie niż ironicznie. - Ja tesz cię kocham, Sun. Zawsze.
Patrzyłem na nią jeszcze przez chwilę w milczeniu, przesuwając kciukiem po jej policzku, ostrożnie, niemal odruchowo, jakbym chciał upewnić się, czy naprawdę wszystko było w porządku, mimo że rozsądek mówił mi wyraźnie, że to tylko draśnięcie, zanim zakręciłem i odstawiłem słoiczek.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
22.05.2026, 18:44  ✶  

- Podejrzewam, że to dla nich reguła. Każdy poltergeist, którego w swoim życiu spotkałam nie okazywał się szczególnie bystry, zresztą nie ma się co dziwić, czego się spodziewać po istotach, które utrzymuje przy egzystencji złość. - Tak to sobie przynajmniej tłumaczyła, napędzało je w końcu irytowanie innych, uprzykrzanie im życia. Samo to, że udawało im się przetrwać było raczej szczęśliwym przypadkiem.

- Być może jego limit szczęścia właśnie się skończył, a kolejna osoba, która stanie na jego drodze nie będzie taka ugodowa jak ja. - Prudence raczej nie należała do wojowników, nawet kiedy ktoś ją atakował. Wolała po prostu się wycofać, zniknąć z pola widzenia agresora, no oczywiście, kiedy to dotyczyło jej samej. Jeśli w grę wchodzili jej najbliżsi to zmieniała swój sposób myślenia, nie potrafiła spoglądać na to, jak działa im się krzywda. O siebie nie do końca potrafiła walczyć.

Nie uważała zresztą, aby przytrafiła się jej jakaś ogromna tragedia, ot zirytowany duch postanowił rzucić w nią sztućcem, dzień jak co dzień, nawet udało mu się trafić, to mogło nie zdarzać się zbyt często, więc faktycznie mógł to być jego szczęśliwy dzień. Liczyła na to, że już więcej nie spotka go na swojej drodze powrotnej do domu, a jeśli tak się zdarzy, to jak to Prue miała być na takie spotkanie przygotowana. Nie dała się nabierać dwa razy na te same sztuczki.

- Cieszę się, że mamy co do tego zgodność. - Jak do wielu innych rzeczy, wbrew pozorom. Łatwo było im znaleźć wspólne punkty odniesienia, wspólną drogę, mimo tego, że przecież okropnie się od siebie różnili, zawsze byli jednak kompatybilni, idealnie się dopełniali, co było całkiem interesujące.

- Wolę nie myśleć o tym, co byłoby gdybyś dostał dziesięciominutowy instruktaż, być może byłbyś w stanie przeprowadzić operację na otwartym sercu, czy coś. Tego jednak wolałabym nie sprawdzać. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. W sumie to naszła ją myśl, że może to wcale nie było takie głupie, być może powinna mu pokazać parę sztuczek, które mogłyby mu się przydać w terenie, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy faktycznie on, albo jego współpracownicy będą potrzebowali pomocy medycznej. Najprostsze zaklęcia mogły czasem sporo zmienić.

- Po prostu bądź, nie musisz nic robić. - Jego obecność zmieniła jej życie, wprowadziła do niego wiele koloru i chaosu, nie spodziewała się jednak, że tak bardzo będzie jej się to podobało. - Nie rozpędzałabym się, aż tak bardzo. - Nie mogła się powstrzymać przed tą typową dla siebie zaczepką, zawsze tak łatwo lawirowali między powagą, a żartem.

To zawsze, które padło z jego ust spowodowało, że przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele. Jeszcze niedawno nie widziała możliwości, żeby podobne obietnice mogły w ogóle zaistnieć, a teraz były prawdziwe, naprawdę wierzyła w to, że nigdy to się nie zmieni.


Koniec sesji

!BINGO B4


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#9
22.05.2026, 18:44  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: B4
wariant: 1
typ: prompt

Troska.

Czy twój partner nie wygląda dzisiaj dosyć... blado? Na pewno nic mu nie dolega? Nawet jeśli nie – to kiedy ostatnio był u uzdrowiciela? Kaszel po Spalonej Nocy już mu przeszedł? Nie możesz poradzić sobie z myślami, że musicie oboje o siebie zadbać. Być może to czas na wspólne badania profilaktyczne.

[size=small]Jeżeli twój partner jest martwy, to zawsze możesz pomartwić się zanikaniem energii życiowej...[/small]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2185), Pan Losu (71), Prudence Fenwick (1754)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa