Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Dom wydawał się jeszcze większy niż zwykle, cichszy, jakby wszyscy jego tymczasowi mieszkańcy rozpłynęli się gdzieś pomiędzy salonami, biblioteką, szklarniami i ogrodami, zostawiając mnie sam na sam z własnymi myślami. Oparłem biodro o kuchenny blat i bezrefleksyjnie zapatrzyłem się przez okno na krajobraz rozciągający się tuż za lewym skrzydłem budynku, zapominając o tym, po co tu właściwie przyszedłem, ale nic sobie z tego nie robiąc - nie potrzebowałem się spieszyć, nie miałem nic na głowie. Wróciłem do posiadłości niedługo po wybiciu godziny trzynastej, akurat tuż przed nadciągającą zawieruchą, która zbliżała się teraz od strony klifów - ciężkie chmury wisiały nisko nad wrzosowiskami, a drzewa otaczające posiadłość coraz mocniej poruszały gałęziami, lecz powietrze było jednocześnie dziwnie nieruchome i duszne, pełne tego charakterystycznego napięcia przyprawiającego mnie o gęsią skórkę, kojarzącą mi się z tym elektrycznym wrażeniem rozchodzącym się po ciele tuż przed uderzeniem pioruna gdzieś w pobliżu miejsca, w którym się znajdowałem - ten specyficzny, brytyjski chłód czaił się gdzieś tuż pod powierzchnią, gotowy przypomnieć o sobie, kiedy tylko słońce zacznie chylić się ku zachodowi, ja jednak czułem się zadziwiająco… Ciepło, nie była to wyłączna zasługa rozpalonych kominków oraz miodowego światła wypełniającego kuchnię - oczywiście, że nie - i nie zamierzałem wmawiać sobie inaczej.
Czekało mnie jeszcze tak wiele… Wciąż czułem zmęczenie po ostatnich dniach, nie było to jednak już tylko to wcześniejsze, złe wyczerpanie - nie takie, które wciskało się pod skórę po nieprzespanych nocach, walkach, pożarach albo wyprawach kończących się czyimś pobytem w polowym punkcie uzdrowicielskim, to było inne, przyjemniejsze, jak po bardzo długiej wędrówce w konkretnym celu albo po czymś, czego nie chciało się kończyć… Cóż, człowiek może spędzić lata, próbując coś zrozumieć, a później jedna noc wywraca całą teorię do góry nogami, poruszając ciąg wydarzeń prowadzących w najbardziej nieoczekiwane strony życia. Do tej pory, gdy tylko jakaś sytuacja zaczynała przypominać coś chociaż trochę poważniejszego, mogącego niepotrzebne pokomplikować mi moje własne sprawy, mój mózg uruchamiał wszystkie alarmy przeciwpożarowe jednocześnie i podpowiadał natychmiastową ewakuację. Tym razem nie, tym razem było… Inaczej, czułem to całym sobą, ten dzień był czymś innym, kolejnym krokiem w głąb czegoś, czego nigdy nie przewidywałem.
Gdzieś w głębi domu skrzypnęła podłoga.
Daleko za oknem przemknął jakiś ptak.
Nic więcej.
Tylko spokój.
Spokój…
Powolne kapanie deszczu…
Stukot kropli…
I…
Właśnie wtedy usłyszałem charakterystyczne stuknięcie o szybę…
Puk.
Puk.
Skrob.
Szur.
Spokój…
Spokój przed gniewem żywiołu…
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)