14.06.2026, 12:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 14:24 przez Gabriel Montbel.)
Podłoga była twarda i mu to absolutnie nie przeszkadzało.
Jego dzisiejsza kolacja w końcu się zamknęła i siedziała ze zwieszoną głową przywiązana do krzesła, co również było przyjemną odmianą.
Sufit był mocno przekombinowany, a jasne światło kryształowego żyrandola świeciło mu prosto w twarz, co było pewną niedogodnością, ale jeśli policzyć sumę zysków i strat to wolał leżeć.
Bo leżenie było wspaniałe, tak jak wspaniałym było czuć męskie perfumy na wargach. Starł eleganckim gestem z kącika - ha, cały ryj miał ujebany juchą - ust czerwoną lepkość posoki co zdawało się idealną obecnie farbą do malowania na bladej własnej klarce piersiowej róż.
Jak tu się znalazł? Nie był pewien, alkohol który miał mu pomóc zapomnieć o niej skutecznie też wypłowiał detale tego rauszu. Hotel. Ofiara. Ciało. Skóra. Mięśnie napinające się pod liną. Elastyczna powłoka przebijana przez kły… Czy Lucienne nie lubiła polowań? Czemu wszystko musiała pić z kieliszeczków, filiżaneczek, imbryczków i innych gówien, kiedy tylko worek na mięśnie i kości był optymalnym naczyniem do posilania się.
Szlag
Przecież miał o niej nie myśleć.
Machnął ręką w powietrzu by zgasić światło. Przypomniał sobie, że powinien mieć do tego różdżkę. Leżąc wciąż na ziemi, pomacał w koło na oślep, pozostawiając mnóstwo odcisków czerwonej dłoni po powierzchni eleganckiej podłogi i dywaniku przy łóżku.
Łóżko… a mogli najpierw uprawiać seks, może to by mu przypomniało jak miło jest być chcianym. Instynkty wzięły górę, po prostu chciał, żeby w końcu coś od niego zależało. A nie… morderstwa nieudane, samobójstwa nieudane, życie z kobietą pod jednym dachem…
Ze stęknięciem wyciągnął rękę bardziej i spróbował rzucić translokacją własnym butem (drugi wciąż był na stopie) w wyłącznik do światła
Translokacja ◉○○○○ rzut butem we włącznik na ścianie
Se mógł. Machać i machać i machać i machać.
Zmęczył się i zamknął oczy powracając do malowania kwietnego ogrodu na płótnie obciągniętym po żebrach i płucach, które nie musiały oddychać. Językiem przejechał po dziąsłach z rozmysłem zastanawiając się czy byłby w stanie po smaku rozpoznać imię swojej żywej, ale szczęśliwie nieprzytomnej ofiary.
Jaques? George?
Wydawało się odpowiednie. Zaraz... on chyba mówił jak miał na imię, ale czy było to jakkolwiek ważne? Idiota. – pomyślał leniwie, nie będąc do końca pewnym czy mówi o wysokim brunecie na krześle, czy o sobie na podłodze.
Jego dzisiejsza kolacja w końcu się zamknęła i siedziała ze zwieszoną głową przywiązana do krzesła, co również było przyjemną odmianą.
Sufit był mocno przekombinowany, a jasne światło kryształowego żyrandola świeciło mu prosto w twarz, co było pewną niedogodnością, ale jeśli policzyć sumę zysków i strat to wolał leżeć.
Bo leżenie było wspaniałe, tak jak wspaniałym było czuć męskie perfumy na wargach. Starł eleganckim gestem z kącika - ha, cały ryj miał ujebany juchą - ust czerwoną lepkość posoki co zdawało się idealną obecnie farbą do malowania na bladej własnej klarce piersiowej róż.
Jak tu się znalazł? Nie był pewien, alkohol który miał mu pomóc zapomnieć o niej skutecznie też wypłowiał detale tego rauszu. Hotel. Ofiara. Ciało. Skóra. Mięśnie napinające się pod liną. Elastyczna powłoka przebijana przez kły… Czy Lucienne nie lubiła polowań? Czemu wszystko musiała pić z kieliszeczków, filiżaneczek, imbryczków i innych gówien, kiedy tylko worek na mięśnie i kości był optymalnym naczyniem do posilania się.
Szlag
Przecież miał o niej nie myśleć.
Machnął ręką w powietrzu by zgasić światło. Przypomniał sobie, że powinien mieć do tego różdżkę. Leżąc wciąż na ziemi, pomacał w koło na oślep, pozostawiając mnóstwo odcisków czerwonej dłoni po powierzchni eleganckiej podłogi i dywaniku przy łóżku.
Łóżko… a mogli najpierw uprawiać seks, może to by mu przypomniało jak miło jest być chcianym. Instynkty wzięły górę, po prostu chciał, żeby w końcu coś od niego zależało. A nie… morderstwa nieudane, samobójstwa nieudane, życie z kobietą pod jednym dachem…
Ze stęknięciem wyciągnął rękę bardziej i spróbował rzucić translokacją własnym butem (drugi wciąż był na stopie) w wyłącznik do światła
Translokacja ◉○○○○ rzut butem we włącznik na ścianie
Rzut O 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Se mógł. Machać i machać i machać i machać.
Zmęczył się i zamknął oczy powracając do malowania kwietnego ogrodu na płótnie obciągniętym po żebrach i płucach, które nie musiały oddychać. Językiem przejechał po dziąsłach z rozmysłem zastanawiając się czy byłby w stanie po smaku rozpoznać imię swojej żywej, ale szczęśliwie nieprzytomnej ofiary.
Jaques? George?
Wydawało się odpowiednie. Zaraz... on chyba mówił jak miał na imię, ale czy było to jakkolwiek ważne? Idiota. – pomyślał leniwie, nie będąc do końca pewnym czy mówi o wysokim brunecie na krześle, czy o sobie na podłodze.