08.07.2026, 21:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2026, 21:20 przez Astoria Avery.)
16.10.1972
galeria OdNowa, Przeklęte przedmioty
![[Obrazek: f6ab028d8ffa25f4b94878257d8633f6804afd36.jpg]](https://64.media.tumblr.com/95b29d325bb488daa3b5f77e1915aa99/0e02927a58c84d58-0e/s2048x3072/f6ab028d8ffa25f4b94878257d8633f6804afd36.jpg)
galeria OdNowa, Przeklęte przedmioty
![[Obrazek: f6ab028d8ffa25f4b94878257d8633f6804afd36.jpg]](https://64.media.tumblr.com/95b29d325bb488daa3b5f77e1915aa99/0e02927a58c84d58-0e/s2048x3072/f6ab028d8ffa25f4b94878257d8633f6804afd36.jpg)
Dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie. Stała pochylona nad rozłożonym na szerokim stole płótnem z końca XVII wieku. Obraz przedstawiał czarodziejkę siedzącą pośród ogrodu pełnego zaczarowanych irysów, których płatki od lat utraciły dawny blask. Czas nie oszczędził dzieła - werniks zmatowiał, pigment w kilku miejscach odspoił się od płótna, a magiczne zaklęcia podtrzymujące ruch kwiatów niemal całkowicie wygasły. Nad stołem unosiło się kilka szklanych fiolek z pigmentami, pędzle oraz maleńkie srebrne narzędzia konserwatorskie. Różdżka poruszała się z chirurgiczną precyzją.
Na pergaminie obok skrupulatnie notowała każdy etap renowacji: rodzaj użytych eliksirów, czas działania zaklęć, stopień aktywności magicznych warstw. Żaden szczegół nie mógł zostać pominięty. W świecie konserwacji magia była równie niebezpieczna jak ogień - jedno źle dobrane zaklęcie mogło bezpowrotnie zniszczyć dzieło starsze od całych rodów. Nie zauważyła nawet, kiedy minęły kolejne dwie godziny. Dopiero ciche pukanie wyrwało ją z pracy. Drzwi uchyliły się ostrożnie i do środka wsunęła się jedna ze stażystek, drobna dziewczyna o spiętych warkoczach, niosąc srebrną tacę. Na porcelanowym serwisie unosiła się para. Obok filiżanki leżały dwa kruche herbatniki i niewielka cukiernica z mlecznego szkła. Astoria skinęła głową, nawet nie odrywając wzroku od obrazu. Dziewczyna postawiła tacę na bocznym stoliku i równie cicho zniknęła za drzwiami. Dopiero kilka minut później odłożyła różdżkę.
Plecy bolały od wielogodzinnego pochylenia, a oczy piekły od nieustannego skupienia. Podeszła do stolika, sięgając po filiżankę z delikatnej porcelany zdobionej błękitnymi makami. Zapach jaśminowej herbaty natychmiast otulił pomieszczenie. Ujęła filiżankę za uszko. W tej samej chwili przeszył ją ostry, piekący ból. Jakby rozgrzane do czerwoności żelazo dotknęło wnętrza dłoni. Syknęła odruchowo i gwałtownie cofnęła rękę. Filiżanka zakołysała się niebezpiecznie na spodku, lecz nie przewróciła. Przez kilka sekund tylko patrzyła na porcelanę. Zmarszczyła brwi. To było niemożliwe. Herbata nie wyglądała na wrzącą. Para unosiła się spokojnie, dokładnie tak jak powinna. Porcelana również wydawała się zwyczajna. Ostrożnie wyciągnęła dłoń. Nie było śladu oparzenia. Pieczenie ustąpiło równie nagle, jak się pojawiło.
Przez chwilę stała nieruchomo, próbując znaleźć racjonalne wyjaśnienie. Przemęczenie? Magia obrazu? Być może pozostałość po którymś z zaklęć konserwatorskich. Niemniej musiała dokończyć, co zaczęła. Wróciła do stołu i ponownie chwyciła za różdżkę. Unosząc rękę nad płótnem, kątem oka dostrzegła coś, co sprawiło, że cały świat zdawał się zatrzymać. Skóra na jej dłoni zrobiła się… niebieska. Barwa rozlewała się pod skórą jak atrament wpuszczony do czystej wody, obejmując kolejne fragmenty ciała w nienaturalnym, chłodnym odcieniu. Patrzyła, jak kolor zmienia się na jej oczach.
A potem wydarł się z niej krzyk - przenikliwy i wysoki. Tak nagły, że poniósł się echem po całym skrzydle pracowni, odbijając od kamiennych ścian galerii i rozrywając panującą w niej ciszę.
learn the rules
then break some
then break some