• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[16.10.1972] Porcelain touch (Astoria Avery, Hannibal Selwyn)

[16.10.1972] Porcelain touch (Astoria Avery, Hannibal Selwyn)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
08.07.2026, 21:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2026, 21:20 przez Astoria Avery.)  
16.10.1972
galeria OdNowa, Przeklęte przedmioty
[Obrazek: f6ab028d8ffa25f4b94878257d8633f6804afd36.jpg]

Dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie. Stała pochylona nad rozłożonym na szerokim stole płótnem z końca XVII wieku. Obraz przedstawiał czarodziejkę siedzącą pośród ogrodu pełnego zaczarowanych irysów, których płatki od lat utraciły dawny blask. Czas nie oszczędził dzieła - werniks zmatowiał, pigment w kilku miejscach odspoił się od płótna, a magiczne zaklęcia podtrzymujące ruch kwiatów niemal całkowicie wygasły. Nad stołem unosiło się kilka szklanych fiolek z pigmentami, pędzle oraz maleńkie srebrne narzędzia konserwatorskie. Różdżka poruszała się z chirurgiczną precyzją.
Na pergaminie obok skrupulatnie notowała każdy etap renowacji: rodzaj użytych eliksirów, czas działania zaklęć, stopień aktywności magicznych warstw. Żaden szczegół nie mógł zostać pominięty. W świecie konserwacji magia była równie niebezpieczna jak ogień - jedno źle dobrane zaklęcie mogło bezpowrotnie zniszczyć dzieło starsze od całych rodów. Nie zauważyła nawet, kiedy minęły kolejne dwie godziny. Dopiero ciche pukanie wyrwało ją z pracy. Drzwi uchyliły się ostrożnie i do środka wsunęła się jedna ze stażystek, drobna dziewczyna o spiętych warkoczach, niosąc srebrną tacę. Na porcelanowym serwisie unosiła się para. Obok filiżanki leżały dwa kruche herbatniki i niewielka cukiernica z mlecznego szkła. Astoria skinęła głową, nawet nie odrywając wzroku od obrazu. Dziewczyna postawiła tacę na bocznym stoliku i równie cicho zniknęła za drzwiami. Dopiero kilka minut później odłożyła różdżkę.
Plecy bolały od wielogodzinnego pochylenia, a oczy piekły od nieustannego skupienia. Podeszła do stolika, sięgając po filiżankę z delikatnej porcelany zdobionej błękitnymi makami. Zapach jaśminowej herbaty natychmiast otulił pomieszczenie. Ujęła filiżankę za uszko. W tej samej chwili przeszył ją ostry, piekący ból. Jakby rozgrzane do czerwoności żelazo dotknęło wnętrza dłoni. Syknęła odruchowo i gwałtownie cofnęła rękę. Filiżanka zakołysała się niebezpiecznie na spodku, lecz nie przewróciła. Przez kilka sekund tylko patrzyła na porcelanę. Zmarszczyła brwi. To było niemożliwe. Herbata nie wyglądała na wrzącą. Para unosiła się spokojnie, dokładnie tak jak powinna. Porcelana również wydawała się zwyczajna. Ostrożnie wyciągnęła dłoń. Nie było śladu oparzenia. Pieczenie ustąpiło równie nagle, jak się pojawiło.
Przez chwilę stała nieruchomo, próbując znaleźć racjonalne wyjaśnienie. Przemęczenie? Magia obrazu? Być może pozostałość po którymś z zaklęć konserwatorskich. Niemniej musiała dokończyć, co zaczęła. Wróciła do stołu i ponownie chwyciła za różdżkę. Unosząc rękę nad płótnem, kątem oka dostrzegła coś, co sprawiło, że cały świat zdawał się zatrzymać. Skóra na jej dłoni zrobiła się… niebieska. Barwa rozlewała się pod skórą jak atrament wpuszczony do czystej wody, obejmując kolejne fragmenty ciała w nienaturalnym, chłodnym odcieniu. Patrzyła, jak kolor zmienia się na jej oczach.
A potem wydarł się z niej krzyk - przenikliwy i wysoki. Tak nagły, że poniósł się echem po całym skrzydle pracowni, odbijając od kamiennych ścian galerii i rozrywając panującą w niej ciszę.


learn the rules
then
break some
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#2
11.07.2026, 23:13  ✶  
Znajome wnętrza OdNowa powitały go niemal sterylnie cichą atmosferą. Galeria, poza dniami, kiedy odbywały się w niej wydarzenia artystyczne, była miejscem kontemplacji sztuki, raczej dystyngowanym i eleganckim, niż tłocznym. Nawet pracownicy poruszali się po niej jakoś spokojniej, niż po The Globe, gdzie zawsze w którejś z sal albo na którejś ze scen ktoś tańczył, deklamował, grał na instrumencie, składał lub rozkładał scenografię, zbierał opieprz albo kłócił się. Teatr był ruchem. Galeria przywodziła na myśl sanktuarium.

Hannibal kochał teatralny rozgardiasz, ale dziś chłonął zaciszną aurę. Po weekendowym wyjeździe, który miał być odskocznią od codziennej ciężkiej pracy gwiazdy sceny (no i był, pomyślał z przekąsem Selwyn, oderwałem się, jak noga przy nieudanej teleportacji!) należało mu się trochę spokoju. W jednej z mijanych sal naprzeciwko wejścia dostrzegł rzeźbę przedstawiającą syrenę siedzącą na czymś, co niepokojąco przypominało płaską kamienną ławę. Albo ołtarz. Hannibal zamarł wzdrygnął się lekko i pospiesznie minął wejście. 

Przytrzymał drzwi dla wychodzącej z korytarza oznaczonego jako “tylko dla personelu” młodej czarownicy - zapewne stażystki - niosącej tacę z pustymi filiżankami i spodeczkami.
- Dziękuję - odpowiedziała, nieco skrępowana, a on obdarzył ją uprzejmym uśmiechem. Kiedy ruszyła w swoją stronę, przestąpił próg korytarza.

Nim przeszklone drzwi zamknęły się za nim, rozległ się świdrujący kobiecy krzyk, całkiem niepasujący do tego miejsca, a słyszalny chyba w całym skrzydle. Postacie na rozwieszonych na ścianach obrazach podskoczyły, a jeden renesansowo i dostojnie wyglądający czarodziej w surowej czarnej szacie burknął karcąco:
- Merlinie, co za wrzaski, kogo oni wpuszczają teraz!
Hannibal skrzywił się i zrobił ruch, jakby chciał wtulić głowę w ramiona, a potem skrzywił się jeszcze bardziej, kiedy do krzyku dołączył brzęk tłuczonej porcelany. Będzie trochę sprzątania. Miał nadzieję, że to nie były ulubione filiżanki któregoś z Averych.

Głos dochodził zza drugich drzwi na lewo - tych samych, do których skierowała go kobieta pracująca na recepcji. Hannibal przyspieszył kroku. Zapukał i nacisnął na klamkę, nie czekając na zaproszenie. Uchylił drzwi.
- Astoria? - zapytał, zostawiając kuzynce czas na ewentualne uprzedzenie go, żeby nie wchodził - Wszystko w porządku?
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
21.07.2026, 23:54  ✶  
Jeszcze przez długą chwilę jego echo odbijało się od wysokich sklepień pracowni, niosąc się korytarzami skrzydła przeznaczonego wyłącznie dla personelu. Nawet zaklęte portrety, zawieszone na ścianach poza pomieszczeniem, zamilkły na moment, jakby same próbowały zrozumieć, co mogło wydarzyć się w miejscu, gdzie od lat panował niemal nabożny spokój. Stała nieruchomo. Różdżka zawisła bezwładnie w opuszczonej dłoni. Drugą trzymała przed sobą, wyciągniętą na wysokość wzroku, nie odrywając od niej spojrzenia. Miała wrażenie, że patrzy na fragment ciała należący do kogoś obcego. Skóra była błękitna. Nie sina, niepokryta żyłami ani plamami. Po prostu błękitna, jakby ktoś zanurzył jej dłoń w najczystszym kobalcie i pozostawił barwę pod samą skórą. Delikatne linie wnętrza dłoni pozostały widoczne, paznokcie nie zmieniły koloru, ale cała reszta wyglądała jak źle wykonana iluzja. Przekręciła nadgarstek. Raz. Drugi. Poruszyła palcami bez problemu. Nie bolały ani nie drętwiały. Nie czuła najmniejszego mrowienia. Organizm zachowywał się tak, jakby absolutnie nic się nie wydarzyło. Tylko kolor przeczył logice.
Pukanie do drzwi niemal zlało się z szumem krwi pulsującym w uszach Astorii. Drzwi uchyliły się, wpuszczając do środka znajomą sylwetkę. Dopiero wtedy odwróciła głowę.
- Hannibal? - nie spodziewała się go tutaj. Spojrzała na kuzyna, a potem bez słowa ponownie uniosła dłoń, jakby sam widok był wystarczającym wyjaśnieniem. Była w takim szoku, że nie pomyślała jak wygląda reszta jej ciała albo twarz. Zrobiła ostrożny krok w stronę Hannibala, jakby potrzebowała drugiej osoby, by upewnić się, że nie traci zmysłów.
- Nie… - wydukała, wciąż próbując znaleźć w tym jakąkolwiek logikę. - To nie ma najmniejszego sensu.
Nigdy nie należała do osób impulsywnych. Nawet teraz, kiedy serce biło szybciej niż zwykle, a rozsądek zderzał się z czymś całkowicie absurdalnym, nie wpadała w histerię. Próbowała zrozumieć.
Czy kiedykolwiek spotkała się z czymś podobnym? Jedyną sytuacją, jaką sobie teraz przypominała, był bal Lestrange'ów i wypite wino, przez które stała się niebieska na kilka minut. Może i tym razem kolor z jej skóry po prostu zniknie? Czy to znów jakiś żart? Może te dzieciaki od skurwyjców znów się mszczą?
- Dotknęłam filiżanki. Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że mnie poparzyła. Zaraz potem wszystko ustąpiło - mówiła trochę do niego, trochę do siebie. Spojrzała na filiżankę, wciąż spoczywającą na spodku. Przesunęła jeszcze wzrokiem po własnym stanowisku konserwatorskim, jakby każdy przedmiot nagle stał się potencjalnym sprawcą. W głębi duszy liczyła, że za minutę, może dwie, wszystko wróci do normy, a dzisiejszy incydent stanie się jedynie osobliwą anegdotą, którą kiedyś opowie przy kieliszku wina.


learn the rules
then
break some
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#4
30.07.2026, 18:17  ✶  
Hannibal czym prędzej zamknął za sobą drzwi, skutecznie odcinając ich od wzroku kogokolwiek z zewnątrz.

”Dlaczego jesteś niebieska?” zamarło mu na ustach, niepotrzebne, wobec zadziwiająco składnej, mimo zdenerwowania, opowieści Astorii.
Kolor był całkiem twarzowy, ale Selwyn miał przeczucie, że komplementy na ten temat wcale nie poprawią jej humoru.

- Myślisz, że to filiżanka? - rozejrzał się po pracowni - Może herbata?
Sięgnął do jej dłoni. Zawahał się przez krótką chwilę, jakby obawiając się dotknąć niebieskiej skóry, ale uznał, że wsparcie emocjonalne jest ważniejsze, niż ryzyko, że i on zrobi się niebieski. Poza tym, to mogłoby być nawet zabawne…

Dokończył ruch, wziął ją za rękę i potarł skórę Astorii palcami, jakby miał nadzieję zetrzeć kobalt, oczywiście, bez żadnego efektu.

…zabawne, dopóki nie wyobraził sobie min współpracowników, gdyby pojawił się wieczorem w pracy w takim stanie, zwłaszcza, gdyby jeszcze okazało się, że jego toaletka nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Mimo woli zerknął na swoje palce, upewniając się, że nie zmieniły koloru.

Ponownie spojrzał na stół. Podejrzane naczynie stało całkiem niewinnie na spodeczku, razem z całym serwisem, wciąż jeszcze niemal pełne herbaty.
- Może to klątwa? - zastanowił się na głos, bo cała sytuacja faktycznie pachniała klątwą na kilometr - Masz jakichś wyjątkowo dowcipnych znajomych albo małostkowych wrogów?
Jeżeli to faktycznie był dowcip, to raczej taki na poziomie piątego roku Hogwartu.

Kolorowa przypadłość, choć upierdliwa, nie wydawała się przynajmniej niebezpieczna.
- Chcesz, żebym kogoś zawołał, czy nie wiem, probujemy to rozproszyć sami?… - zapytał z wahaniem. Jego znajomość magii Rozproszenia nie była całkiem zerowa, choć raczej nie wykraczała poza poziom szkoły. Być może lepiej byłoby skorzystać z usług klątwołamacza, ale Hannibal brał pod uwagę, że Astoria mogła nie chcieć się w takim stanie pokazywać ludziom.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
05.09.2026, 02:45  ✶  
Nie podobało jej się to, że nie potrafiła znaleźć żadnego logicznego związku między tym, co wydarzyło się przed chwilą, a tym, co widziała teraz. Zbyt wiele elementów się nie zgadzało. Uniosła wzrok na filiżankę stojącą nietkniętą na spodeczku i pokręciła głową.
- Nawet nie zdążyłam jej wypić… może opary? - zastanowiła się jeszcze, choć ta teoria miała zbyt wiele luk, bo przecież Hannibal nadal stał ze swoim normalnym kolorem skóry. - Nie dotykaj jej! - ostrzegła szybko, ale zmiast tego chwycił za jej dłoń. Miała głupią nadzieję, że faktycznie uda mu się zetrzeć niechciany kolor. Nie mogła się tak pokazać w galerii. Nigdzie nie mogła się tak pokazać, przecież to skrajny brak profesjonalizmu i wyszłaby na kompletną idiotkę.
- Najpierw poczułam pieczenie. Natychmiast cofnęłam rękę. Po kilku sekundach przestało. Dopiero później zauważyłam kolor - zmarszczyła lekko brwi, jakby chronologia zdarzeń mogła mieć najwyższe znaczenie. - Klątwa filiżanki?
Na samą myśl poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Nie pozwoliła jednak, by znalazło odbicie na twarzy. Gorączkowo szukała rozwiązania problemu.
- Na balu Lestrange'ów wydarzyło się coś podobnego. Po wypiciu doprawionego wina moja skóra również zrobiła się niebieska, ale wtedy nie było żadnego pieczenia. I efekt sam ustąpił. Dlatego nie wykluczam, że teraz może być tak samo - a przynajmniej miała taką nadzieję, choć na tym nie zamierzała poprzestać. Zawsze miała jakiś plan awaryjny, a tym razem musiała znaleźć kogoś od klątw, żeby jej pomógł. Tylko jak miała to zrobić bez wychodzenia z pracowni?
- Nie wiem - wypuściła powoli powietrze, zerkając ponownie na swoją niebieską dłoń. - Ostatnio kilka wrednych dzieciaków nasłało na mnie skurwyjce… może to ich kolejny "żart"? - westchnęła ciężko. Samo wspomnienie wystarczyło, by jej szczęka zacisnęła się odrobinę mocniej. Ostatnimi czasy zdecydowanie zbyt wiele rzeczy wymykało się jej rutynie. - Ktokolwiek to zrobił, był na tyle tchórzliwy, by się nie podpisać.
Przez chwilę rozważała jego pytanie. Nie zamierzała siedzieć bezczynnie, a najlogiczniejszym posunięciem wydawało jej się samodzielne usunięcie problemu.
- A znasz jakiś sposób, żeby to rozproszyć? - zapytała, siegając po własną różdżkę. Jej palce zacisnęły się na drewnie odrobinę mocniej niż zwykle, choć twarz Astorii pozostała spokojna. Skoro nie wiedziała, co dokładnie wywołało zmianę, mogła przynajmniej sprawdzić najbardziej podstawową możliwość. Wycelowała we własną dłoń i spróbowała użyć zaklęcia, którego stosowała do pozbycia się drobnych uroków z obrazów. Przez sekundę wpatrywała się w swoją skórę, niemal wstrzymując oddech. Nic. Niebieski kolor pozostał dokładnie taki sam. Przełknęła ślinę i przez krótką chwilę przyglądała się własnym palcom. Tym razem jednak w jej spojrzeniu pojawiło się coś więcej niż irytacja. Cichy, niechętny niepokój, którego nie potrafiła całkowicie zagłuszyć analizą.
- Znasz jakiegoś dyskretnego klątwołamacza?


learn the rules
then
break some
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#6
09.09.2026, 15:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2026, 15:58 przez Hannibal Selwyn.)  
Hannibal spojrzał z wyrzutem na filiżankę, a potem - ze współczuciem - na Astorię. Skurwyjce, a teraz to?… Brzmiało niedobrze.
- Przykro mi. Myślisz, że to mogą być te same osoby? Podpadłaś komuś ostatnio? Czy Leo o tym wie? Może powinnaś to gdzieś zgłosić?
Jeżeli ktoś nastawał na członka czarodziejskiej rodziny i to jeszcze kobietę, nie powinni tego ignorować, zwłaszcza kiedy Spalona Noc była świeżym wspomnieniem.

Zdenerwowanie kuzynki udzieliło mu się, nawet nie tyle z powodu niebieskiej skóry, co możliwości, że ktoś nęka ją celowo.

- Poczekaj, może ja spróbuję… - zaproponował, sięgając po różdżkę. Celowy, czy nie, taki w gruncie rzeczy bardziej upierdliwy, niż faktycznie niebezpieczny urok nie mógł być szczególnie skomplikowany, prawda? Prawda?

Rozproszenie - amatorska próba odbarwienia Astorii
Rzut N 1d100 - 66
Sukces!

Zaklęcie - ku zdumieniu samego czarodzieja - wydawało się działać. Hannibal starannie ukrył swoje zaskoczenie, kiedy fragment skóry na przedramieniu Astorii, w bezpośrednim sąsiedztwie końca hannibalowej różdżki wrócił do naturalnego koloru. Radość trwała jednak krótko, bo cała reszta pozostała niebieska. Selwyn przyjrzał się odczarowanemu miejscu, w zamyśleniu bawiąc się różdżką. Zawsze mogło być gorzej.

- No więc… dyskretnego klątwołamacza, powiadasz?… - podjął, jakby nigdy nic - W Mungu na pewno nie takie rzeczy widzieli, ale jak nie chcesz w poczekalni siedzieć, to hmm, znam jednego chłopaka, staż robi w banku… - Jessie  był z pewnością w pracy, ale Hannibal byłby gotów wparować do Gringotta z argumentem w stylu "Pan wie, kim ja jestem?" na ustach, Limbo niech pochłonie gobliny i ich krzywe spojrzenia znad krzywych nosów. Problemem było raczej dostarczenie na miejsce Astorii, w miarę możliwości bez wzbudzania sensacji. Trudne, zwłaszcza, kiedy było się osobą powszechnie znaną. 
- Tylko jakoś musimy cię przeszmuglować do niego incognito, iluzję może na to nałożyć? - zaproponował - Albo… mam znajomego uzdrowiciela, ale on tak zaraz nie przyjdzie, możesz czekać? - skrzywił się, jakby fakt, że uzdrowiciel nie zjawi się na jego zawołanie, osobiście go obrażał.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1270), Hannibal Selwyn (930)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa