26.07.2026, 01:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2026, 11:43 przez Astoria Avery.)
28.10.1972
![[Obrazek: 04dc63431c37b16b8611dc5ecf6b18993049d5c8.jpg]](https://64.media.tumblr.com/d5d479158595e70dfda768b2c0cf8935/0e02927a58c84d58-71/s2048x3072/04dc63431c37b16b8611dc5ecf6b18993049d5c8.jpg)
![[Obrazek: 04dc63431c37b16b8611dc5ecf6b18993049d5c8.jpg]](https://64.media.tumblr.com/d5d479158595e70dfda768b2c0cf8935/0e02927a58c84d58-71/s2048x3072/04dc63431c37b16b8611dc5ecf6b18993049d5c8.jpg)
Dolina Godryka nigdy nie należała do jej ulubionych miejsc, szczególnie jesienią. Powietrze pachniało mokrym mchem, torfem i rozkładającymi się liśćmi. Był to zapach ciężki, pierwotny, przypominający, że natura nieustannie coś odbiera, by za kilka miesięcy móc oddać to z powrotem. W oddali dało się dostrzec sylwetki innych czarodziejów. Niektórzy przychodzili samotnie, inni w parach lub całymi rodzinami, każdy niósł ze sobą jakiś przedmiot przeznaczony dla wód. Wianki splecione z uschniętych ziół. Pęknięte torkwesy. Złamane diademy. Cenne ozdoby, które celowo pozbawiono ich dawnej świetności. Astoria zawsze uważała ten zwyczaj za osobliwy. Nie kwestionowała go. Nie miała w zwyczaju podważać tradycji - były częścią świata, w którym się wychowała, równie naturalną jak obchody Yule czy rodzinne uczty na Mabon. Nie odczuwała jednak tej szczególnej, niemal nabożnej ekscytacji, którą dostrzegała u niektórych. Dla niej była to przede wszystkim powinność.
W dłoniach trzymała podłużne pudełko obite ciemnozieloną skórą. Wewnątrz spoczywał diadem, piękny mimo zniszczenia. Nie lśnił już. Kamień został wyjęty. Jedno z ramion pękło częściowo u nasady, a delikatna metalowa konstrukcja nosiła ślady świadomego wygięcia. Niszczenie bezcennych godzin cudzej pracy godziło w jej wrażliwość estetyczną, ofiara wymagała poświęceń i zwyczajnie musiała to zaakceptować.
- Cieszę się, że w tym roku zrobimy to razem. Topienie niegdyś pięknego rękodzieła jest dla mnie przygnębiające, ale razem będzie nam raźniej - uśmiechnęła się do Lany. Szły obok siebie, szukając odpowiedniego miejsca do złożenia swoich ofiar. Im głębiej zapuszczały się między zarośla, tym bardziej krajobraz tracił swoją łagodność. Ziemia pod butami stawała się miękka i sprężysta, jakby pod cienką warstwą darni kryło się coś żywego. Co kilka kroków połyskiwały niewielkie rozlewiska, odbijające poszarpane sylwetki drzew.
- Może poszukajmy jednak jakiejś sadzawki? - zaproponowała, marszcząc lekko nos, jakby już czuła zapach torfowiska. - Mam wrażenie, że tradycja nie obrazi się na nas, jeśli nie będziemy udowadniać odwagi, zapuszczając się po kostki w bagnie.
Nie lubiła przyznawać słabości ani tego, że się boi, ale w towarzystwie przyjaciółki czuła się bardziej swobodnie. Przy niej nie musiała ważyć każdego słowa ani budować wokół siebie tej niewidzialnej ściany opanowania, którą na co dzień oddzielała świat od własnych emocji.
- Chodźmy jeszcze kawałek. Jestem przekonana, że znajdziemy miejsce, które nie będzie próbowało nas przy okazji połknąć.
learn the rules
then break some
then break some