26.07.2026, 15:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2026, 16:44 przez Hannibal Selwyn.)
Podlondyńska wieś,
rano
rano
Świadomość wracała łagodnie, niespieszna, jak brzask, który Hannibal jeszcze kilka godzin temu miał okazję oglądać, nie żeby to szczególnie pamiętał. Może zresztą wcale go nie oglądał, może gdy pierwsze promienie słońca rozjaśniły noc, jego twarz miała ważniejsze miejsca do bycia.
Prawdopodobnie nigdy miał się nie dowiedzieć, jak było naprawdę.
Nie tęsknił za tą wiedzą.
Jako się rzekło, świadomość wracała powoli, jakby chcąc złagodzić doznania, które zaczynał rejestrować umęczony mimo paru godzin snu mózg.
Twardo.
Żołądek wykręcający się na boki, jakby to, co wczoraj zjadł postanowiło stoczyć walną bitwę z tym, co wczoraj wypił i kto wie, może tak właśnie było.
Charakterystyczny, znajomy ból, rodzący się za oczami. Może powinno go martwić, że stał się częstym towarzyszem poranków, a jego nieobecność - raczej miłą niespodzianką, niż normą.
Ciepłe ciało obok. Bez otwierania oczu przesunął po nim palcami - ubrane.
Huh?
- Hnnngh… - Hannibal stęknął i otworzył ostrożnie jedno oko. Mężczyzna. Faktycznie, ubrany. Podobnie, jak i on sam, jeżeli sądzić po niewygodnym, uwierającym uczuciu-…
Nie leżeli w łożku.
Nie byli nawet w mieszkaniu.
- Chrum!
Hannibal zerwał się do siedzenia, jeżeli jego niezborne dźwignięcie można w ogóle było tak nazwać. Podłoga pod nim zakołysała się całkiem niespodziewanie… i wtedy dotarł do niego zapach - ostry, nieprzyjemny, dziwny, niepodobny do niczego, co Hannibal miał okazję wąchać, a jego doświadczenia węchowe powiększyły się ostatnio chociażby o woń przeklętej magią nekromancji chimerycznej syreny. Z zewnątrz i od wewnątrz.
Smród uderzył go w nos w tym samym momencie, kiedy mdłości wyprowadziły cios kończący w jego żołądek i zdążył jeszcze kątem oka zobaczyć coś dużego, mniej więcej podobnego w kolorze, do człowieka, ale zdecydowanie nie ludzkiego w kształcie, nim zgiął się nad wyślizganym przez lata korytem.
Podniósł się znad niego jak nowo narodzony, tylko, że wcale nie. Przynajmniej brzuch się uspokoił, opróżniony i zmęczony akrobacjami. Posmak w ustach był tak paskudny, że mózg Hannibala właściwie przestał go rejestrować, zapewne w odruchu samoobrony. Podłoga znieruchomiała, ale za to myśli nieco przyspieszyły.
- Chrum!
Ach, tak.
Zdecydowanie nie byli w mieszkaniu.
Świnia obok niego z zainteresowaniem zajrzała do koryta. Hannibal zakwilił cicho i odwrócił się plecami do zwierzaka, a pobladłą twarzą w stronę człowieka, obok którego się obudził.