• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[10.1972] The Doctrine of Incidental Violence | Benjy, Gerda

[10.1972] The Doctrine of Incidental Violence | Benjy, Gerda
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
26.08.2026, 01:04  ✶  
W dniu, w którym pierwszy raz byłem świadkiem tego, jak skutecznie moja zajebiście stabilna emocjonalnie kuzynka wyjebała w kogoś - no, w kogoś, kto nie był mną - z całej pety, po czym doprawiła go krzesłem, było całkiem miło i słonecznie, zupełnie sprzecznie z typowym klimatem Wielkiej Brytanii jesienią. Przez pierwszych kilka minut nawet nie podejrzewałem, że tak sielskie popołudnie mogło skończyć się w sposób wymagający ode mnie zastanowienia się nad tym, czy mężczyzna leżący na podłodze nadal należał do kategorii ludzi żywych i czy powinien był należeć dalej. Stałem akurat przy oknie i próbowałem sobie przypomnieć, dlaczego właściwie wszyscy zebraliśmy się w kuchni, skoro nikt nie gotował, nikt nie pił, a na stole leżał tylko jeden samotny ząbek czosnku, który z jakiegoś powodu zaczął wydawać mi się najbardziej neutralnym elementem całej tej scenografii. Właściwie im dłużej patrzyłem w jego kierunku, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że miał tego dnia najwięcej szczęścia ze wszystkich obecnych, ponieważ jako jedyny nie zrobił nic, co mogłoby kogoś sprowokować do sięgnięcia po ciężkie działa.
Astarotha na szczęście już z nami nie było, ale teraz ewidentnie mieliśmy na kwadracie innego martwego - albo przynajmniej bardzo przekonująco udającego martwego - faceta, połamane siedzisko i kobietę, która najwidoczniej w dalszym ciągu uznawała, że przemoc okazywana przy użyciu wyposażenia domowego stanowiła całkowicie akceptowalną formę wyrażania gniewu. Z jakiego powodu? Chociaż wydawało mi się, że stałem tu dostatecznie długo, aby móc to wiedzieć, zupełnie nie pamiętałem - nie wiedziałem, co ją tak rozjuszyło, lecz nie chciałem jej tego odbierać, bo najwyraźniej miała powód, żeby tak postąpić, a ja już dawno nauczyłem się, że w niektóre rodzinne sprawy lepiej było nie ingerować, dopóki człowiek nie był absolutnie pewien, że sytuacja rzeczywiście wymagała jego udziału - tym bardziej że w przypadku Gerdy istniała spora szansa, iż odezwanie się w nieodpowiedni sposób w niewłaściwym momencie całego zajścia doprowadziłoby wyłącznie do kolejnego zeajścia, a wtedy mielibyśmy już nie jednego nieprzytomnego mężczyznę, tylko dwóch, z czego drugi byłby zapewne mną głęboko rozczarowany. Nie miałem szczególnej ochoty testować tej teorii na własnym organizmie, zwłaszcza że dzień zapowiadał się wcześniej całkiem przyjemnie i nie widziałem powodu, dla którego miałbym kończyć go z guzem na głowie tylko dlatego, że ktoś najwyraźniej bardziej niż ja nie potrafił prowadzić negocjacji bez użycia ekspresji. Wiedziałem już jednak, że skoro znalazłem się w jednym pomieszczeniu z Geraldine i nieprzytomnym człowiekiem, moje szanse na spokojny wieczór właśnie spadły do poziomu, który można było określić wyłącznie mianem „tragiczny”.
Nie byłem za to pewien, czy należało najpierw sprawdzić, czy facet jeszcze żył, czy może zapytać, czy w ogóle powinien i dlaczego do cholery moja wdzięczna krewniaczka postanowiła rozwiązać konflikt przy użyciu improwizowanej broni, ale po krótkim namyśle uznałem, że kolejność tych czynności nie miała większego znaczenia, skoro człowiek, który został rozpaćkany na naszych kafelkach, najwyraźniej miał już za sobą etap, na którym przejmował się konwenansami - jeśli w ogóle to kiedyś robił - nie jęczał, nie kasłał, właściwie nawet się nie poruszał, nie miał choćby tych najmniejszych, najbardziej nieznacznych drgawek, których spodziewałem się po kimś po podobnym spotkaniu. Ten tutaj gagatek nie wyglądał na kogoś, kto miałby w najbliższej przyszłości zrobić cokolwiek, nawet jeśli w moim doświadczeniu ludzie po oberwaniu czymś ciężkim zazwyczaj mieli mimo wszystko wystarczająco dużo siły, żeby narzekać, przeklinać albo przynajmniej próbować przekonać wszystkich obecnych, że zamierzali krwawo się zemścić lub wnieść sprawę do sądu. On po prostu leżał, a jego bezruch zaczynał być na tyle przekonujący, że powoli przestawałem traktować całą sytuację jako zalążek rodzinnej anegdoty, sugerował wręcz coś zupełnie przeciwnego… Milczenie, prawdopodobnie wieczne.
Przesunąłem wzrok z niego na połamane krzesło, a potem z krzesła na Gerdę, próbując znaleźć w którymś z tych trzech elementów jakąś wskazówkę, która wyjaśniałaby, co właściwie wydarzyło się przed paroma chwilami, dlaczego tu byliśmy i co dalej w związku ze wszystkim - nie znalazłem niczego - blondynka wyglądała przy tym zdecydowanie zbyt spokojnie, jak na osobę, która przed chwilą potraktowała człowieka meblem, co z jednej strony było dziwnie uspokajające, a z drugiej budziło we mnie pewien niepokój, ponieważ podobne opanowanie oznaczało najprawdopodobniej, że nie uważała, aby wydarzyło się coś szczególnie niezwykłego. Nie chciałem nawet myśleć o tym, jak wyglądały jej zwyczajne dni, zanim odnowiliśmy relacje, skoro roztrzaskanie solidnego kawałka dębu na czyichś plecach nie zasługiwało według niej na większe emocje.
Cokolwiek bym zrobił, nie miałem jednak zamiaru sprzątać tego burdelu, po pierwsze dlatego, że nie byłem sprzątaczką, po drugie dlatego, że z doświadczenia wiedziałem, iż nie należało naruszać miejsca zdarzenia bardziej, niż było to absolutnie konieczne, a po trzecie naprawdę chciałem zobaczyć, czy Ktoś zamierzał w ogóle skomentować zaistniałą sytuację. Stałem więc dalej przy oknie, z rękami założonymi na piersi, i obserwowałem całe pobojowisko z rosnącym wrażeniem, że wydarzyło się coś fascynująco absurdalnego, a ja to chyba przespałem…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
26.08.2026, 23:15  ✶  

Ten dzień był całkiem malowniczy. Za oknem można było zobaczyć piękną, złotą, angielską jesień. Idealny dzień na to, żeby komuś wpierdolić, chociaż w sumie jeśli o to chodziło to każdy dzień był piękny - przynajmniej zdaniem Geraldine Yaxley. Nigdy nie należała do osób szczególnie stabilnych, wystarczyło jedno nieodpowiednie słowo, spojrzenie, które jej się nie podobało, czy jakiś inny szczegół, a ona była gotowa zademonstrować swoje niezadowolenie bardzo brutalnie. Ku nieszczęściu wszystkich ludzi, którzy mieli z nią do czynienia miała w sobie sporo siły, takiej - której mało kto mógł się postawić. Było to spowodowane latami bardzo intensywnych treningów, do których podchodziła bardzo poważnie, jej ciało było jej bronią więc musiała o nie dbać.

Cóż - sięgnęła po krzesło, bo było pod ręką. Nie była to broń z której chętnie korzystała, aczkolwiek miała pewne doświadczenie w barowych przepychankach. Nie spodobało jej się coś w spojrzeniu mężczyzny, miała wrażenie, że czai się w nich zło. Po swoich przeżyciach związanych z wyimaginowanym bratem wolała raczej zapobiegać, niżeli dawać jakąkolwiek możliwość jakiejś sile nieczystej na mieszanie w swoim życiu. Cóż - mogło to też być odbicie światła, cokolwiek - nie było to istotne, zobaczyła coś w jego oczach i postanowiła jebnąć mu krzesłem, a jebnąć to potrafiła. Pierdolnęła w typa tak, że aż się złożył, krzesło nadal stało gdzieś obok, ona opierała się o blat i właśnie wyciągała szluga z papierośnicy, aby wsadzić go sobie do ust. Musiała zapalić. Była uśmiechnięta i zadowolona, miała wrażenie, że ptaki wyśpiewywały właśnie jej ulubioną piosenkę, ten dzień był naprawdę fantastyczny.

Nie miała pojęcia, czy on przeżył, tak właściwie to się tym jakoś szczególnie nie przejmowała. Zasłużył, prawda? Zasłużył na to, jak go potraktowała, w sumie nie miała zamiaru nawet o to kogokolwiek pytać, zrobiła to na co miała ochotę, a jak go zabiła to upsik, mógł uważać na to w jaki sposób na nią spoglądał - jego problem.

Nie była w kuchni sama, póki co jednak zupełnie nie przejmowała się obecnością swojego kuzyna, wiedział z kim miał do czynienia, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że czasem nie warto jej było wchodzić w drogę, bo i tak robiła wszystko, aby osiągnąć cel. Dzisiaj był on całkiem prosty - rozjebanie krzesła na obcym typie.

[a]Poczuła na sobie wzrok kuzyna, zaciągnęła się więc bardzo głęboko dymem ze swojego papierosa po czym również na niego spojrzała. Wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę, milcząc, po czym stwierdziła, że warto by jednak było się odezwać. - Miał w oczach zło. - Powiedziała w końcu. Sama nie wiedziała co to dokładnie znaczyło, ale miała nadzieję, że ten argument wystarczył. Był na pewno idealny do tego, aby kogoś jebnąć krzesłem, czyż nie? - Wiesz, jak to jest, jak ktoś ma w oczach zło, co nie? - Na pewno wiedział, kto jak kto, ale jej kuzyn wiedział sporo o życiu, o ludziach, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. - Chyba jebłam porządnie, nie wiem, czy wypędziłam zło, czy go zabiłam. - Dziwnym trafem w kuchni nie było żadnego z ich medyków, co nieco komplikowało sprawę. - Chciałam z niego po prostu wypędzić demona. - Dodała jeszcze.
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
27.08.2026, 20:08  ✶  
Nie pierwszy raz miałem do czynienia z przemocą, nie pierwszy raz widziałem człowieka leżącego w stanie wymagającym oceny medycznej i zdecydowanie nie pierwszy raz znalazłem się w sytuacji, w której ktoś uznał, że najlepszym sposobem rozwiązania problemu będzie przyłożenie drugiej osobie czymś ciężkim, ale zazwyczaj miałem przynajmniej przybliżone pojęcie, co właściwie doprowadziło do całego zajścia. To była chyba najbardziej absurdalna część całej sytuacji, choć po namyśle uznałem, że w naszym przypadku konkurencja była wyjątkowo duża. Po chwili zastanowienia nie mogłem powiedzieć stwierdzić też, żebym był szczególnie zaskoczony obrotem sytuacji, w końcu znałem Geraldine wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że jeśli miało się nieszczęście choćby spojrzeć na nią w sposób, który uznała za niewłaściwy, dalsze losy zależały już przede wszystkim od tego, co akurat znajdowało się w jej zasięgu i jak szybko można było na to zareagować. „Miał w oczach zło” było natomiast argumentem z gatunku tych, z którymi trudno było mi obecnie dyskutować, przede wszystkim dlatego, że nie bardzo wiedziałem, jak właściwie należało udowodnić, że się myliła lub też nie, sam przecież nie zamierzałem twierdzić, że facet nie miał w oczach zła, ponieważ nie mogłem mu w nie spojrzeć, bo był nieprzytomny. Mogłem najwyżej przyjąć, że zobaczyła coś, czego ja nie zauważyłem, co w naszej rodzinie wcale nie było szczególnie trudne, ponieważ każdy z nas miał własny zestaw powodów, żeby patrzeć na innych podejrzliwie. Być może moja kuzynka wykonała coś pożytecznego, potrzebnego i społecznie uzasadnionego, chociaż najwyraźniej uważała, że najbardziej logicznym kolejnym krokiem po stwierdzeniu czyjegoś opętania było przeprowadzenie egzorcyzmu przy użyciu krzesła.
Zamrugałem, przenosząc wzrok na pozostałości mebla, nie wyglądał już szczególnie użytecznie, co było chyba najbardziej jednoznaczną częścią całej tej historii. Z człowiekiem wciąż można było dyskutować, o ile żył, zinterpretować jego zachowanie, zastanowić się, czy naprawdę był pod demonicznym wpływem, czy może po prostu miał wyjątkowo niefortunną gębę, ale to jedno nie pozostawiało żadnych wątpliwości.
- Nie chcę podważać twoich kompetencji, ale mam wrażenie, że standardowa procedura zakłada coś więcej niż rozjebanie mebla na czyjejś głowie. - Zerknąłem na nią spod uniesionych brwi, wypowiadając się jasno i klarownie, chociaż może odrobinę zbyt wymownym tonem, po czym znowu przeniosłem wzrok na leżącego mężczyznę i przez moment naprawdę rozważałem, czy nie powinienem sprawdzić mu pulsu - nie było to w żadnym razie spowodowane tym, iż nagle poczułem szczególną troskę o jego zdrowie, ale w głębi duszy wolałem wiedzieć, czy za kilka minut będziemy mieli problem z nieprzytomnym człowiekiem mającym obudzić się w najgorszym możliwym momencie, czy z zimnym, nieporęcznym z trupem. To były jednak dwie zupełnie różne kategorie kłopotów, a ja miałem już wystarczająco dużo doświadczenia z ludźmi, którzy potrafili komplikować sobie życie - w końcu sam nim byłem - żeby wiedzieć, że śmierć zwykle generowała co najmniej niechcianą papierologię. Papierologia natomiast była jedną z niewielu rzeczy, które potrafiły skutecznie odebrać mi ochotę na śmieszki. Nie ruszyłem się od razu, ponieważ miałem niejasne wrażenie, że jeśli zrobię choć jeden krok w stronę tego człowieka, automatycznie zostanę mianowany współodpowiedzialnym za całą sytuację, a jeszcze nie wiedziałem, co było dalszą częścią planu według egzorcystycznej metodologii pastor Geraldine Yaxley…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
27.08.2026, 21:09  ✶  

Benjy mógł mieć problem z weryfikacją tego, czy miała rację, bo oczy tego typa zamknęły się w momencie, w którym przywaliła w niego krzesłem. Nie pozostawało mu więc nic innego, jak uwierzyć jej na słowo. Yaxleyowie byli w końcu znani z tego, że potrafili wyczuwać kamuflaż, być może to coś w oczach mężczyzny faktycznie istniało i było prawdziwe, chociaż uczucie które ją nawiedziło było nieco innego od tego, które pojawiało się, kiedy jej rodzinna umiejętność postanawiała dać o sobie znać. Mniejsza jednak o to, Geraldine uważała, że lepiej było zapobiegać, niż później radzić sobie z problemem, właśnie dlatego mieli szansę teraz obserwować ten nieruszający się obiekt, który znajdował się na podłodze. Nie wydawała się być tym widokiem jakoś szczególnie poruszona, na spokojnie paliła swojego papierosa, co jakiś czas tylko spoglądała na bezwładne ciało próbując określić, czy spowodowała, że odszedł na wieki, czy jednak tylko wyruszył do krainy Morfeusza - z tej odległości niestety trudno jej było to dokładnie zweryfikować. Nie spieszyła się też, aby jakoś to sprawdzić, nie nagliło jej nic, mogła w końcu się odprężyć, czy coś.

- Tak mówisz? Cóż, jaka szkoda, że jakoś nigdy specjalnie nie przejmowałam się standardowymi procedurami. - Zawsze robiła to, na co miała ochotę. Nikt do końca nie potrafił na nią wpłynąć, nie brało się to znikąd. Ojciec od najmłodszych lat pozwalał jej na wiele, poniekąd wyhodował potwora, chociaż Geraldine oczywiście by się z tym nie zgodziła. Jej zdaniem nie robiła niczego złego, tylko zapobiegała ewentualnym problemom, które mogły się pojawić przez to, że obok znajdował się człowiek, w którego wzroku czaił się diabeł.

- Musisz jednak przyznać, że naprawdę nieźle trafiłam, jeden strzał, a jaki celny. - Nie, żeby potrzebowała komplementów, była bowiem bardzo świadoma swoich atutów i zdolności, ale uważała, że warto było to podkreślić. Niestety mebel nie nadawał się już do użytku, tak samo, jak człowiek, na którego głowie go rozwaliła…

- Jako, że nie ma tu naszych wspaniałych medyków, to chyba ja powinnam stwierdzić zgon, albo jego brak? - Póki co nie do końca wiedziała jak mocno uszkodziła tego nieszczęśnika, tak właściwie to lepiej by było - przynajmniej jej zdaniem, gdyby miał się więcej nie obudzić, przynajmniej nie musiałaby się przejmować tym, że mógłby opowiedzieć komuś na temat metod z jakich korzystała. Zakopaliby go po prostu pod ziemią i byłoby z głowy.

Sięgnęła po kubek, który stał na kuchennym blacie, wrzuciła do niego niedopałek - syknął głośno, gdy dotknął zimnej kawy, ktoś musiał zapomnieć ją wypić, po czym ruszyła przed siebie po to, aby nachylić się nad swoją ofiarą, próbowała sprawdzić czy oddycha oby nie, oby nie - powtarzała sobie w głowie.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
28.08.2026, 15:14  ✶  
Nie spieszyłem się z odpowiedzią, bo prawdę mówiąc, argument o „czymś złym w spojrzeniu” wypowiedziany przez tę konkretną osobę był na tyle przekonujący, że nie miałem szczególnego interesu w jego podważaniu. Nie zamierzałem nawet udawać, że miałem jakikolwiek sposób na zweryfikowanie jej słów, bo rzeczywiście - w chwili, kiedy krzesło spotkało się z głową tego faceta, jego oczy zamknęły się z taką stanowczością, że nawet najbardziej wprawny obserwator nie wyciągnąłby z nich żadnych dalszych informacji, więc jedyne, co mi pozostawało, to przyjąć jej wersję wydarzeń na wiarę, znałem jednak Yaxleyów wystarczająco dobrze, żeby nie odrzucać takiej możliwości całkowicie. Potrafili oni w końcu dostrzegać rzeczy, których inni ludzie nie widzieli, wychwytywać kamuflaż i zauważać pewne nieścisłości, które dla przeciętnego czarodzieja pozostawały całkowicie niewidoczne, więc nie zamierzałem być tym idiotą, który twierdził, że skoro sam czegoś nie zauważył, to z całą pewnością nie istniało. Mogło być przecież tak, że rzeczywiście coś dostrzegła, wtedy jej reakcja byłaby dokładnie taka, jak wymagałaby tego sytuacja, poza tym nie mogłem nawet powiedzieć, że była to szczególnie nieskuteczna metoda, bo człowiek, którego chciała uciszyć, faktycznie przestał sprawiać jakiekolwiek kłopoty, pozostawała tylko kwestia tego, co dalej, bo jeżeli naprawdę był opętany, najprawdopodobniej nie miało nam to wystarczyć, by całkowicie zażegnać kryzys.
Mogłem więc albo przyjąć wersję Gerdy, albo zacząć doszukiwać się w całej sytuacji sensu, a z doświadczenia wiedziałem, że ta druga możliwość była znacznie bardziej wyczerpująca i zazwyczaj prowadziła donikąd. Sam zresztą nie byłem człowiekiem, który szczególnie chętnie stosował się do standardowych procedur, dlatego trudno było mi z czystym sumieniem wygłaszać w jej kierunku wykład o rozsądku, ostrożności i konieczności „najpierw zadawania pytań”, skoro w wielu podobnych sytuacjach mój własny sposób działania sprowadzał się do akcji i reakcji, sprawdzenia, czy przeciwnik nadal dychał, a następnie uznania tego za wystarczającą informację do podjęcia kolejnej decyzji. Nie zamierzałem nikomu moralizować, szczególnie że miałem na sumieniu wystarczająco wiele decyzji podjętych pod wpływem impulsu, żeby nie udawać teraz kogoś o nieskazitelnej reputacji w dziedzinie rozsądku. Problem polegał jedynie na tym, że Gerda miała dość osobliwe podejście do dalszej diagnostyki - ja przy bytach zwykle najpierw ustalałem, z jakim dokładnie miałem do czynienia, a dopiero potem próbowałem to zabić we względnie adekwatny sposób, ona najwyraźniej uważała, że kolejność można było odwrócić.
- No, nie będę kłamał, przywaliłaś porządnie. - Trudno było temu zaprzeczyć, skoro rezultat wyglądał tak, jak wyglądał, zdecydowanie potrafiłem docenić dobre uderzenie, zwłaszcza improwizowaną bronią. W moim głosie pobrzmiewało rozbawienie zmieszane z tym specyficznym rodzajem niedowierzania, który pojawiał się we mnie za każdym razem, kiedy ktoś robił coś, co sam mógłbym zrobić, ale z jakiegoś powodu uważałem, że w jego wykonaniu wyglądało to znacznie głupiej - była w tym pewna hipokryzja, oczywiście, doskonale zdawałem sobie z niej sprawę, ale nigdy nie twierdziłem, że moje osądy były szczególnie sprawiedliwe. Doskonale wiedziałem, że moje własne reakcje w podobnych sytuacjach często pozostawiały wiele do życzenia, więc trudno byłoby mi stawiać się tutaj w roli człowieka kierującego się wyłącznie rozsądkiem. Zresztą… Czym był „rozsądek” w tym przypadku?
W sytuacjach, w których chodziło o przeklęte rzeczy albo paranormalne gówno, zbyt długie zastanawianie się nad właściwą kolejnością działań potrafiło skończyć się znacznie gorzej niż złamanie kilku zasad - widziałem już ludzi, którzy próbowali zachowywać się podręcznikowo wobec czegoś, co zdecydowanie nie zamierzało przestrzegać żadnego spisu reguł i konwencji zachowania, dlatego miałem do tego tematu pewien dystans. Widziałem byty, które potrafiły przybrać cudzą twarz, słyszałem głosy dochodzące z miejsc, w których nie było nikogo, i stanowczo zbyt wiele razy przekonałem się na własnej skórze, że czarna magia pozostawiała po sobie ślady, których nie dało się wyjaśnić zwyczajnym rozumowaniem. Z drugiej strony istniała różnica między impulsywnym działaniem a napierdalaniem krzesłem na wszelki wypadek i nawet ja musiałem ją czasem zauważyć - tak było teraz.
- Jeżeli rzeczywiście coś w nim siedziało, to chyba można wstępnie przyjąć, że właśnie wypędziłaś to przez potylicę, ale nie zaszkodzi sprawdzić. - Zerknąłem na roztrzaskane krzesło, a potem na mężczyznę i parsknąłem pod nosem, bo wizja demona uciekającego z człowieka po przyjęciu pełnym impetem kawałka mebla była tak absurdalna, że aż zaczynała mi się podobać. - Jeśli chcesz czynić honory? - Nie czekałem jednak na odpowiedź, bo dostałem ją niemal automatycznie, kiedy Gerda zaczęła się nachylać nad nieprzytomnym, sam odruchowo przesunąłem się bliżej - porywczość porywczością, ale miałem za sobą zbyt wiele sytuacji, w których coś, co wyglądało na zwykłego nieprzytomnego człowieka, po chwili okazywało się czymś zupełnie innym. Zresztą nie trzeba było nawet szukać paranormalnych wyjaśnień, czasami zwyczajny zawistny skurwysyn po solidnym uderzeniu potrafił odzyskać przytomność dokładnie wtedy, kiedy człowiek pochylał się nad nim z twarzą piętnaście centymetrów od jego nosa, i nie zamierzałem przekonać się na własnej skórze, jak bardzo nieszczęśliwa mogła być taka niespodzianka.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
31.08.2026, 09:22  ✶  

Był to jeden z plusów zaatakowania go krzesłem. Kiedy wylądowało na głowie mężczyzny jego oczy się zamknęły, więc już nie patrzył na nią z tym czymś, co jej się nie podobało w jego spojrzeniu. Nie wydawało jej się Geraldine, aby przeczucia ją myliły, chociaż mogło być różnie. Pozwalała jednak swojemu instynktowi decydować, rzadko kiedy kierowała się rozsądkiem, nie było to dla niej typowe.

Trudno było teraz zweryfikować czy to, co mówiła było prawdą, bo tamten nawet zbytnio się nie ruszał, nie wydawało jej się jednak, aby Benjy kwestionował podjętą przez nią decyzję. Dostrzegła coś, co jej się nie podobało, a więc zrobiła to, co uważała za słuszne - całkiem prosta logika. Być może zareagowała bardzo brutalnie, ale czasem nie dało się inaczej, przemoc była jej pierwszym wyborem.

Na szczęście pierwszą osobą, która spoglądała na jej dzieło był jej kuzyn. On akurat powinien zrozumieć jej podejście, miała wrażenie, że byli do siebie zbyt podobni niż chcieliby przyznać, zwłaszcza zważając na to chłodne przywitanie, które urządzili sobie po jego powrocie. Nie roztrząsała tego, ułożyli sobie wszystko całkiem szybko, wiedziała, że zarówno on jak i ona mieli swoje powody do tego, aby zachowywać się tak, a nie inaczej. To było już za nimi, teraz siedzieli w tej nieszczęsnej kuchni, w której leżał też ten obcy typ, a tuż przy jego ciele znajdowało się roztrzaskane krzesło, co mieli z tym zrobić? O tym jeszcze nie myślała, tak samo, jak nie wiedziała, czy tamten jeszcze oddychał, czy już było po nim. Nie miała w zwyczaju zabijać ludzi bez konkretnego powodu, raczej starała się upewnić, że faktycznie miała racje, jednak w tym jego spojrzeniu było coś takiego… co spowodowało, że straciła kontrolę. Jej podejście nieco zmieniło się po tym, jak w czasie wakacji ktoś robił jej papkę z mózgu, bardzo bała się tego, że mogło się to powtórzyć, że znowu zostałaby oszukana, jej zaufanie było naprawdę mocno nadszarpnięte.

- Jakoś tak wyszło. - Nie było sensu się teraz na tym rozwodzić, stało się, teraz wypadało tylko posprzątać ten bałagan.

Jakby na zawołanie nachyliła się nad typem, aby sprawdzić, czy oddychał. Nie ruszał się, jednak poczuła bardzo słaby oddech, gdy zbliżyła swoją twarz do jego, aby to sprawdzić, odsunęła się w końcu znowu na niewielką odległość. - Żyje, nie wiem, czy to dobrze, czy źle. - Tak naprawdę jeszcze do tego nie doszła. - ale wolałabym wiedzieć, czy faktycznie udało się wypędzić to, co widziałam przez potylicę, chyba Ty musisz to stwierdzić. - Ona była specjalistką od bestii, magicznych stworzeń, a nie demonów, to było jego działką, nie miała problemu, aby przyznać to w głos. Być może dobrze by było, gdyby na to spojrzał swoim specjalistycznym okiem.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
31.08.2026, 16:47  ✶  
W normalnych okolicznościach pewnie zacząłbym od zadania kilku pytań, obejrzenia miejsca zdarzenia i spróbowania ustalenia, co dokładnie zobaczyła, zanim przystąpiłbym do jakiejkolwiek diagnozy, ale Gerda nie zostawiła mi właściwie materiału dowodowego, który mógłbym wykorzystać.
- Dobra, wierzę ci. - Ostatecznie wzruszyłem ramionami, spoglądając na mężczyznę. - Ale nie każ mi teraz udowadniać, co dokładnie miał w oczach, skoro zamknął je dokładnie w momencie, kiedy postanowiłaś zrobić mu remont czaszki.
Oczy tego typa zamknęły się w chwili, w której krzesło spotkało się z jego głową, więc najważniejsza wskazówka przepadła razem z jego przytomnością, pozostało mi wierzyć jej na słowo, chociaż ostatecznie z tym akurat nie miałem szczególnego problemu, bo choć potrafiła być najbardziej impulsywną osobą, z jaką miałem do czynienia, nie przypominała mi kogoś, kto wymyślałby sobie takie rzeczy bez powodu - nie była histeryczką, była po prostu furiatką - mieliśmy zresztą wspólną przypadłość polegającą na tym, że kiedy coś zaczynało śmierdzieć syfem, najpierw reagowaliśmy, a dopiero później zastanawialiśmy się, czy przypadkiem nie przesadziliśmy, poza tym miałem za sobą również wystarczająco dużo spotkań z paranormalnym gównem, żeby wiedzieć, iż czasami pierwsze wrażenie naprawdę potrafiło uratować człowiekowi życie.
Zmarszczyłem brwi, podszedłem do mężczyzny i również przykucnąłem przy nim, przez chwilę obserwując jego twarz, oddech oraz dłonie. Żył, więc nie musieliśmy przejmować się tym, co należałoby zrobić w przypadku trupa, przy podobnych przypadkach ciało człowieka bywało zresztą najmniej interesującą częścią problemu, szczególnie kiedy w grę wchodziło coś, czego nie dało się zobaczyć gołym okiem - demony, byty pasożytnicze, klątwy związane z ciałem albo umysłem nie zawsze zostawiały po sobie ślady, które można było łatwo rozpoznać, czasami znikały po śmierci gospodarza, czasami po utracie przytomności, a czasami po prostu czekały, aż ktoś przestanie ich szukać, dlatego nie zamierzałem zapewniać Geraldine, że miałem stuprocentową pewność, iż niczego tam nie było. Zdecydowanie wolałem zostawić sobie margines błędu, bo nie spodziewałem się zobaczyć wielką czarną chmurę z rogami, która właśnie spierdalała przez komin. Przez chwilę milczałem, po czym uznałem, że najwyraźniej należało przejść do właściwego rytuału.
- Potrzebujemy sól. Sól i czosnek. - Oznajmiłem z pełną powagą, rozglądając się po pomieszczeniu. - Potrzebujemy dużo czosnku. Mniej więcej tyle samo, co soli. Granulowany powinien wystarczyć. Nie jest idealny, bo najlepszy byłby suszony w noc przesilenia i zmielony ręcznie srebrnym moździerzem, ale nie będziemy teraz narzekać na wyposażenie. - „Działać, improwizować, nie pierdolić, w razie potrzeby po prostu spierdalać” - była to zasada, którą sam sobie kiedyś wymyśliłem, ale przez lata nabrałem do niej takiego przekonania, że przestało mieć znaczenie, skąd właściwie pochodziła. Nie miałem srebrnego moździerza, nie miałem również najmniejszego pojęcia, czy ktokolwiek z tego domu kiedykolwiek mielił czosnek podczas przesilenia, chociaż pewnie znalazłaby się wśród naszych co najmniej jedna taka osoba, ale pewność siebie była w takich sytuacjach połową sukcesu, drugą połową było natomiast przekonanie wszystkich obecnych, w tym siebie samego, że wiedziałem dokładnie, co robiłem. 
- Czosnek chroni ciało, sól chroni ducha, a człowiek z krzesłem chroni własną dupę. - Wypowiedziałem bardzo poważnym tonem, nie spuszczając wzroku z leżącego delikwenta. - Mamy gdzieś liście chrzanu? - Należałoby go trochę posmagać…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
31.08.2026, 20:21  ✶  

- Nie no, wiadomo, że to byłoby chamskie wymagać teraz od Ciebie sprawdzenia, co właściwie siedziało mu w oczach, skoro raz, a dobrze mu je zamknęłam. - Nie sądziła, że Benjy mógł teraz sprawdzić jej tezę, no nie dało się, nie kiedy podeszła do tego bardzo konkretnie. Nie pytała, nie sprawdzała - po prostu jebła w typa krzesłem, żeby nie daj Merlinie nie miał szansy zaatakować kogokolwiek. Widziała ten błysk w oku, który nie wróżył niczego dobrego, a wolała zapobiegać, szczególnie po tym, co jej się przytrafiło całkiem niedawno.

Najważniejsze - Benjy powiedział, że jej wierzył, co było całkiem miłe zważając na okoliczności, w których się znaleźli. Nie sugerował, że pewnie się myliła, że reagowała impulsywnie, zgodził się z tym, że jej zachowanie było zasadne, co dla Yaxley było całkiem wyjątkowe, bo mało kto potrafił zrozumieć ją i jej podejście.

Jej kuzyn zbliżył się do niej i do mężczyzny, zrobiła mu nieco miejsca, aby mógł lepiej się mu przyjrzeć. We dwójkę bowiem zajmowali całkiem sporo przestrzeni, a nie chciała utrudniać mu pracy. Obserwowała uważnie to, co robił - nie dlatego, że mu nie ufała, a po prostu podziwiała jego kunszt, o czym oczywiście nie wspomniałaby w głos, bo i tak był za bardzo pewny siebie, nie było sensu jeszcze bardziej łechtać jego ego.

- Jakie mamy niesamowite szczęście, że akurat znajdujemy się w kuchni, tak właściwie o co z tym chodzi, dlaczego macie podobne zapotrzebowanie do kucharzy? - Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale widocznie kucharze i łowcy demonów, klątwołamacze mieli wspólne spiżarnie, to było całkiem ciekawe.

- Granulowany pewnie się znajdzie, nie wydaje mi się, żeby tutaj korzystali z takiego specjalnego, ale skoro mówisz, że może być i granulowany to idę szukać. - Co wcale nie było prostym zadaniem, bo Yaxley nie gotowała, nigdy. Kiedy mieszkała sama żywiła się tym, co przynosiła jej Triss skrzatka jej rodziców, gdy pojawił się Roise to on pilnował tego, żeby mieli co zjeść. Ona sama w kuchni zajmowała się co najwyżej parzeniem kawy. Nie zamierzała jednak rozczarować swojego kuzyna, rozpoczęła poszukiwania, to nie mogło być zbyt trudne. Sól była całkiem prosta do rozpoznania, wystarczyło ją polizać, a czosnek, czosnek na pewno był dokładnie opisany - wszystko musiało być, przypomniała sobie o tym, że Ambroise dbał o to, aby każda fiolka, która mogła wpaść w ręce miała na sobie odpowiednie oznaczenie. Byli uratowani, to znaczy ona była.

Otworzyła pierwszą, lepszą szafkę - niestety znalazła w niej talerze, westchnęła ciężko, musiała szukać dalej. Sięgnęła do kolejnej - tutaj były szklanki, nie miała dzisiaj szczęścia. W końcu otworzyła jedną z dalszych, w której znajdowały się różne fiolki, wyciągnęła je wszystkie i dokładnie się im przyglądała. - Czy sól himalajska może być, czy jest nieodpowiednia? - Była różowa, więc może coś było z nią nie tak. - Wystarczy, żeby ochronić ducha, czy mam szukać dalej? - Odstawiła póki co fiolkę na bok, gdyby faktycznie się nadawała. - Znalazłam też czosnek w płatkach, jest pomiędzy zwykłym, a granulowanym, więc będzie w porządku? - Musiała podpytać o to specjalistę. - Nie wiem kurwa jak wyglądają liście chrzanu, mają być sproszkowane, czy powinnam ich szukać w ogródku/ - Kto szuka ten znajduje, więc może to było jakieś rozwiązanie.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
01.09.2026, 19:45  ✶  
Parsknąłem pod nosem, bo w zasadzie trudno było się z nią nie zgodzić - nasz bieżący, główny problem polegał na tym, że jej sposób eliminacji zagrożenia nie należał do tych, które ułatwiały późniejszą diagnostykę - rzeczywiście, mogła pomyśleć o tym wcześniej, ale doceniałem pewną konsekwencję w  podejmowanych przez nią decyzjach, jeżeli bowiem ten typ miał w spojrzeniu coś, co jej się nie podobało, to przynajmniej teraz już nie musiała tego oglądać. Nie miałem zamiaru jej tego wypominać, bo sam byłem ostatnią osobą, która mogła wygłaszać wykłady o rozwadze i powściągliwości, a poza tym podejrzenie o demonicznym wpływie z sekundy na sekundę coraz bardziej przestawało mi się wydawać całkowicie absurdalne - właściwie im dłużej o tym myślałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że gwałtowna reakcja mojej kuzynki mogła być wynikiem czegoś, czego ja po prostu nie miałem okazji wyczuć, bo nie odziedziczyłem daru po Yaxleyach. Ona zobaczyła ten błysk, ja zobaczyłem dopiero jego konsekwencje, więc moje możliwości oceny sytuacji były mniej więcej takie same jak możliwości ślepca próbującego zrecenzować obraz w galerii Averych. Nadal uważałem, że istniały mniej inwazyjne sposoby rozwiązania problemu niż rozpierdolenie komuś krzesła o głowę, z drugiej jednak strony sam miałem za sobą wystarczająco dużo sytuacji, w których rozsądek przegrywał z instynktem, żebym mógł stać tutaj i udawać, że nigdy nie podjąłem decyzji pod wpływem pierwszego, bardzo złego przeczucia. Najważniejsze było to, że koleś oddychał, a skoro oddychał, mieliśmy jeszcze trochę czasu na dojście do tego, co właściwie się wydarzyło.
- Niby w czym jesteśmy podobni? Bo większość dobrych rzeczy do takich spraw wygląda tak, jakby ktoś chciał ukisić ogóra? - Zmarszczyłem brwi. - Czosnek, sól, zioła, czasem jakieś gówno, którego nazwy nie da się wymówić bez połamania języka. Spożywczak jest po prostu najtańszym miejscem do kompletowania takich rzeczy. Wiesz, ile marży zdzierają na dedykowanych stoiskach? - Spytałem retorycznie, nie spodziewając się, że faktycznie wiedziała, właściwie sam nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, jak absurdalnie rozmycie wyglądała granica pomiędzy spiżarnią zawodowego kuchmistrza a wyposażeniem klątwołamacza, ale im dłużej o tym myślałem, tym bardziej zaczynało to mieć jakiś niepokojący sens. - W sumie… Kurwa… Nie da się ukryć, w obu przypadkach jak coś pójdzie źle, zwykle zaczyna się od tego, że coś śmierdzi. - Wzruszyłem ramionami, nie byłem pewien, czy było to naukowo poprawne założenie, ale jak już wcześniej wspominałem - nigdy wcześniej nie pomyślałem, aby to zbytnio analizować. - Granulowany ujdzie. Może jest trochę chujowszy, ale nie będę nosił ze sobą worka dedykowanego czosnku dwadzieścia cztery na siedem, bo ludzie zaczęliby się dziwnie lampić. - Nie to, by już tego nie robili, i nie to, bym się tym jakoś przejmował, bo nos szybko przyzwyczajał się do zapachów, na które był wyeksponowany przez bardzo długi czas, zwyczajnie nie dostrzegałem sensu w robieniu z siebie szurniętego preppersa. Nie dodałem, że zdarzało mi się już nosić znacznie dziwniejsze rzeczy, ponieważ nie widziałem powodu, aby wspominać teraz na przykład o kogucich podrobach, szczególnie gdy mieliśmy inne rzeczy na głowie.
- Bierz. Sól to sól. Chuj z tym, czy jest różowa, biała, czy niebieska. - Może nasz demon tak naprawdę był dziewczynką? - Jeżeli mamy wybierać między nią a niczym, wybieram ją. - Kiedy zapytała, czy czosnek w płatkach ujdzie, wzruszyłem ramionami, bo w tym momencie nie zamierzałem komplikować sprawy bardziej, niż już była skomplikowana. - Dawaj, jaki masz. Wystarczy, żebyśmy mogli sprawdzić, co się stanie. Nie musimy budować mu od razu całej twierdzy astralnej. - Odpowiedziałem, choć sam miałem pewne wątpliwości, czy właśnie nie tworzyliśmy najbardziej pretensjonalnego rytuału ochronnego w historii. Rozsypywanie płatków kojarzyło mi się raczej z posypywaniem pościeli i z różami, nawet jeśli nie mogłem się nazwać mianem „romantyka”, ale wyjątkowe okoliczności wymagały korzystania ze wszelkich możliwych rozwiązań, w tym również z alternatyw drugiej kategorii dostępnych w spiżarni tuż pod ręką.
Nie tylko czarodzieje, lecz nawet mugole od stuleci układali rzeczy na parapetach przy oknach, wsuwali coś w szczeliny pod drzwiami, sypali proszki w kątach i wieszali zioła nad wejściami, a potem wymyślali do tego coraz bardziej skomplikowane teorie, żeby nie przyznać, że czasami zwyczajnie bali się czegoś, czego nie rozumieli. Poza tym większość dawnych metod ochronnych powstała z tego, co ludzie mieli pod ręką - nie każdy hodował wyszukane rośliny w ogrodzie, trzymał karafkę wody księżycowej w barku oraz srebro w kredensie, ale każdy posiadał podstawowe przyprawy, stal i żelazo. W najgorszym przypadku, gdy nie mierzyło się z siłami nieczystymi, można było ugotować zupę, więc żadna z tych rzeczy się nie marnowała. Czosnek, sól, ocet, szałwia i rozmaryn, inne zioła, żelazne sztućce, srebrne lub stalowe kielichy, ogień, woda, wszystko to miało zastosowanie w różnych starych praktykach ochronnych, chociaż większość z nich wymagała znacznie więcej precyzji niż zwykłe rozsypanie czegoś na podłodze. Sam nie traktowałem tego wszystkiego jako stałego wyposażenia, nawet jeśli część improwizowanej na bieżąco procedury mogła wyglądać absurdalnie, widziałem konsekwencje lekceważenia umiejętności działania pod presją i zdecydowanie nie chciałem powtarzać tamtych błędów.
Największy problem pojawił się jednak wtedy, kiedy Gerda zaczęła zastanawiać się nad liśćmi chrzanu, bo tutaj rzeczywiście nie miałem pojęcia, co jej odpowiedzieć, z początku wyłącznie spojrzałem na nią w zupełnym milczeniu, ponieważ w całej mojej karierze nie spodziewałem się, że pewnego dnia znajdziemy się wspólnie w kuchni, w której będziemy ustalać, czy powinniśmy rozpocząć poszukiwania ingrediencji w ogrodzie, czy chuj wie, gdzie w celu zabezpieczenia nieprzytomnego być-może-nie-człowieka po uprzednim, tymczasowym unieszkodliwieniu go krzesłem.
- Nie mam, kurwa, pojęcia, jak ci opisać chrzan. - Przyznałem bez większego wstydu, bo nie widziałem powodu, żeby udawać eksperta od agrokultury. - Jeżeli są jakieś podpisane liście w ogródku, przynieś liście. Jak są sproszkowane, też przynieś. Jak znajdziesz chrzan w słoiku, też go weź, najwyżej będziemy improwizować. - Nie brzmiało to może szczególnie logicznie, ale w naszej sytuacji logika od dawna znajdowała się gdzieś na końcu listy priorytetów, najważniejsze było, że Geraldine faktycznie szukała tego wszystkiego z pełnym zaangażowaniem, a ja tymczasem mogłem zacząć przygotowywać miejsce pod krąg, odsuwając nogą kawałki roztrzaskanego krzesła. Nie miałem zamiaru sprzątać całej kuchni, ale zdecydowanie nie chciałem nadziać się na drzazgę podczas odprawiania rytuału.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
02.09.2026, 22:12  ✶  

Sposób działania Yaxley nie był szczególnie skomplikowany. Jasne - niby mogła się najpierw zastanowić, wpaść na to, że może warto byłoby ustalić, co właściwie widziała w jego spojrzeniu, a zatem ktoś powinien również zerknąć w te oczy, ale tak się złożyło, że najpierw jednak postanowiła działać. Nie należała do szczególnie cierpliwych osób, coś jej się nie podobało to spotykało się z dosyć szybką reakcją. Wolała w tym przypadku zapobiegać, niż ryzykować, że to coś, lub ktoś zechce ją zeżreć, czy jeszcze gorzej - wpadnie na to, by zamieszać jej w głowie.

- No właśnie w tym? Nie, żebym znała się na gotowaniu, ale skoro można znaleźć to w kuchni, to chyba coś znaczy? - Przynajmniej jej wydawało się to całkiem do siebie podobne, ale mogły to być tylko pozory, bo chuja się znała na gotowaniu, czy klątwach, był to tylko chwilowy przebłysk. - Podejrzewam, że jest jak ze wszystkim, zawsze chcą wciskać dedykowane sztylety, kiedy przecież każdym można podciąć gardło. - Doskonale rozumiała jego bolączkę, jej również wiele razy próbowano wciskać wyjątkowy, specjalistyczny sprzęt, chociaż było to zupełnie bez sensu. Każdy chciał zarobić.

- Co racja to racja, dyndałby ci przy nogawce, jeszcze ktoś by sobie pomyślał, że masz trzecie… - Może nie było sensu dalej brnąć w ten temat. Wystarczyło, że potwierdził, że czosnek granulowany może być zamiennikiem, wiedziała więc już, czego powinna szukać.

- Skoro mówisz, że może być różowa, to będzie różowa, nie wiem, czy jest jakaś inna. - Nie miała też pojęcia, czy różniła się ona w smaku od tej białej. Postanowiła więc otworzyć wieczko i wsadzić tam palec, później wepchnęła go sobie do paszczy, skrzywiła się niemalże od razu. - Smakuje tak samo, więc powinna działać tak samo. - Dodała jeszcze swoje spostrzeżenie, bo czemu by nie.

Wzięła te nieszczęsne płatki czosnku, i solniczkę, w której znajdowała się sól himalajska, aby mu je przekazać. Miała nadzieję, że faktycznie zadziałają, zresztą nie zamierzała negować tego, co mówił, w końcu był prawdziwym specjalistą do spraw demonów, znał się na nich jak nikt inny. Udało mu się nawet pozbyć swojej demonicznej małżonki, wielu mogłoby się od niego uczyć. Pokiwała jeszcze głową z aprobatą, gdy dostrzegła go nad tym typem, co to dostał w głowę krzesłem. Wyglądał naprawdę profesjonalnie, no brakowało mu tylko w ręku tych składników, które właśnie mu niosła. Postawiła je obok jego nogi, nie chcąc za bardzo wchodzić mu w jego własną przestrzeń. No, jego i demona…[/b]
[a] - Myślisz, że poza słoikami podpisują też krzaki? - Kto wie, jakie właściwie ludzie mieli zwyczaje. Być może to nie było takie głupie, kto by tam pamiętał który badyl jak się nazywa, to byłoby całkiem rozsądne…

- Spróbuję go zlokalizować. - Miała bojowe zadanie… to musiała je zrealizować, nie mogła zawieść swojego partnera w zbrodni, czyż nie?

Jak powiedziała tak też zrobiła. Wyszła do ogrodu, nie miała daleko, bo w kuchni były drzwi, które do niego prowadziły. Kręciła się tam dłuższą chwilę, szukała kartek pod drzewami, krzakami, kwiatami - niestety jednak nie udało jej się znaleźć żadnych informacji. Nieco ją to rozczarowało, oczywiście zamierzała wspomnieć tym, którzy zajmowali się ogrodem o tym, że warto by było, żeby inni też mogli wiedzieć co tam właściwie rośnie. Wpadła na skrzatkę, która właśnie zbierała jabłka, dostrzegła jej zmieszanie i zapytała ją czego szuka. Geraldine wspomniała o chrzanie, zapomniała jednak, że miały to być liście. Triss powiedziała jej, aby poczekała chwilę po czym rozpłynęła się w powietrzu i za chwilę wróciła ze słokiem marynowanego chrzanu. Geraldine podziękowała jej po czym wróciła do kuchni.

- Znalazłam! - Wyciągnęła słoik do góry przed siebie, niczym Mufasa który pokazywał Simbę swoim poddanym.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4613), Geraldine Greengrass-Yaxley (2511)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa