Astarotha na szczęście już z nami nie było, ale teraz ewidentnie mieliśmy na kwadracie innego martwego - albo przynajmniej bardzo przekonująco udającego martwego - faceta, połamane siedzisko i kobietę, która najwidoczniej w dalszym ciągu uznawała, że przemoc okazywana przy użyciu wyposażenia domowego stanowiła całkowicie akceptowalną formę wyrażania gniewu. Z jakiego powodu? Chociaż wydawało mi się, że stałem tu dostatecznie długo, aby móc to wiedzieć, zupełnie nie pamiętałem - nie wiedziałem, co ją tak rozjuszyło, lecz nie chciałem jej tego odbierać, bo najwyraźniej miała powód, żeby tak postąpić, a ja już dawno nauczyłem się, że w niektóre rodzinne sprawy lepiej było nie ingerować, dopóki człowiek nie był absolutnie pewien, że sytuacja rzeczywiście wymagała jego udziału - tym bardziej że w przypadku Gerdy istniała spora szansa, iż odezwanie się w nieodpowiedni sposób w niewłaściwym momencie całego zajścia doprowadziłoby wyłącznie do kolejnego zeajścia, a wtedy mielibyśmy już nie jednego nieprzytomnego mężczyznę, tylko dwóch, z czego drugi byłby zapewne mną głęboko rozczarowany. Nie miałem szczególnej ochoty testować tej teorii na własnym organizmie, zwłaszcza że dzień zapowiadał się wcześniej całkiem przyjemnie i nie widziałem powodu, dla którego miałbym kończyć go z guzem na głowie tylko dlatego, że ktoś najwyraźniej bardziej niż ja nie potrafił prowadzić negocjacji bez użycia ekspresji. Wiedziałem już jednak, że skoro znalazłem się w jednym pomieszczeniu z Geraldine i nieprzytomnym człowiekiem, moje szanse na spokojny wieczór właśnie spadły do poziomu, który można było określić wyłącznie mianem „tragiczny”.
Nie byłem za to pewien, czy należało najpierw sprawdzić, czy facet jeszcze żył, czy może zapytać, czy w ogóle powinien i dlaczego do cholery moja wdzięczna krewniaczka postanowiła rozwiązać konflikt przy użyciu improwizowanej broni, ale po krótkim namyśle uznałem, że kolejność tych czynności nie miała większego znaczenia, skoro człowiek, który został rozpaćkany na naszych kafelkach, najwyraźniej miał już za sobą etap, na którym przejmował się konwenansami - jeśli w ogóle to kiedyś robił - nie jęczał, nie kasłał, właściwie nawet się nie poruszał, nie miał choćby tych najmniejszych, najbardziej nieznacznych drgawek, których spodziewałem się po kimś po podobnym spotkaniu. Ten tutaj gagatek nie wyglądał na kogoś, kto miałby w najbliższej przyszłości zrobić cokolwiek, nawet jeśli w moim doświadczeniu ludzie po oberwaniu czymś ciężkim zazwyczaj mieli mimo wszystko wystarczająco dużo siły, żeby narzekać, przeklinać albo przynajmniej próbować przekonać wszystkich obecnych, że zamierzali krwawo się zemścić lub wnieść sprawę do sądu. On po prostu leżał, a jego bezruch zaczynał być na tyle przekonujący, że powoli przestawałem traktować całą sytuację jako zalążek rodzinnej anegdoty, sugerował wręcz coś zupełnie przeciwnego… Milczenie, prawdopodobnie wieczne.
Przesunąłem wzrok z niego na połamane krzesło, a potem z krzesła na Gerdę, próbując znaleźć w którymś z tych trzech elementów jakąś wskazówkę, która wyjaśniałaby, co właściwie wydarzyło się przed paroma chwilami, dlaczego tu byliśmy i co dalej w związku ze wszystkim - nie znalazłem niczego - blondynka wyglądała przy tym zdecydowanie zbyt spokojnie, jak na osobę, która przed chwilą potraktowała człowieka meblem, co z jednej strony było dziwnie uspokajające, a z drugiej budziło we mnie pewien niepokój, ponieważ podobne opanowanie oznaczało najprawdopodobniej, że nie uważała, aby wydarzyło się coś szczególnie niezwykłego. Nie chciałem nawet myśleć o tym, jak wyglądały jej zwyczajne dni, zanim odnowiliśmy relacje, skoro roztrzaskanie solidnego kawałka dębu na czyichś plecach nie zasługiwało według niej na większe emocje.
Cokolwiek bym zrobił, nie miałem jednak zamiaru sprzątać tego burdelu, po pierwsze dlatego, że nie byłem sprzątaczką, po drugie dlatego, że z doświadczenia wiedziałem, iż nie należało naruszać miejsca zdarzenia bardziej, niż było to absolutnie konieczne, a po trzecie naprawdę chciałem zobaczyć, czy Ktoś zamierzał w ogóle skomentować zaistniałą sytuację. Stałem więc dalej przy oknie, z rękami założonymi na piersi, i obserwowałem całe pobojowisko z rosnącym wrażeniem, że wydarzyło się coś fascynująco absurdalnego, a ja to chyba przespałem…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)