• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[09/10/72] All the things respectable people do after dark | Benjy, Prue

[09/10/72] All the things respectable people do after dark | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
05.09.2026, 03:16  ✶  
Po intensywności ostatnich godzin mógłbym założyć, że potrzebowałem choćby krótkiej chwili, żeby dojść do siebie po wyjściu z zasnutej parą łazienki, lecz prawda była znacznie prostsza i jednocześnie zdecydowanie bardziej godna świeżo upieczonego męża - chciałem w pełni napawać się tym wieczorem, nami, miejscem, w którym się znaleźliśmy, całą tą atmosferą - nie zamierzałem udawać, że było inaczej, przez co nawet nie pomyślałem o wysuszeniu się po wspólnej kąpieli. Potargane i mokre włosy kleiły mi się do karku, po moich ramionach wciąż spływały pojedyncze krople wody, a przewiązany niedbale w pasie ręcznik był jedyną rzeczą, która oddzielała mnie od przekroczenia cienkiej linii kompletnego braku przyzwoitości, gdy wychyliłem się na korytarz po tacę oraz kubełek zamówione z recepcji z dostawą pod drzwi, chociaż po wszystkim, co wydarzyło się w komfortowo obszernej hotelowej wannie, trudno było mi twierdzić, że przyzwoitość znajdowała się wysoko na liście moich nocnych priorytetów, bo… Bo i nie musiało jej tam być - prawda? Nie to, by była tam zresztą zazwyczaj.
Pogrążony we śnie Londyn świecił za wielkimi oknami luksusowego apartamentu, migotał tysiącami maleńkich punkcików, mokre ulice odbijały neonową poświatę pobliskich lokali, czerwone światełka tylnych lamp nielicznych poruszających się jeszcze samochodów przesuwały gdzieś się daleko pod nami, przejeżdżając przez most nad leniwie płynącą Tamizą i znikając w wieczornej mgle, jednak napawanie się widokami stolicy nie było czymś, na czym bym się skupiał - miałem w tej chwili zdecydowanie mniej zainteresowania panoramą miasta niż kobietą, którą właśnie próbowałem złapać, zanim zdążyła ode mnie uciec.
Bez wahania podążyłem za Prudence przez miękki dywan, stąpając jednak odrobinę wolniej niż zwykle, z rozmysłem przeciągając każdy ruch, chociaż po sposobie, w jaki śledziłem ją wzrokiem, trudno było uwierzyć, że rzeczywiście zamierzałem dać jej spokojnie odejść, poruszałem się bowiem z tą rozmyślną leniwością, która niewiele miała wspólnego ze zmęczeniem, za to bardzo dużo z przyjemnością przeciągania tej chwili. Kosmyki luźno opadały mi na czoło, chłodne krople spływały po karku, po skórze ramion, znikały pod niedbale zawiązanym ręcznikiem, którego nawet nie zadałem sobie trudu poprawić, gdy prawie zsunął mi się na wykładzinę szóstego piętra. Stawiałem kroki niespiesznie, niemal niedbale, unosząc brwi i kręcąc głową w bezgłośnym wyrazie rozbawienia, obserwując ruch jej pleców, kołysanie bioder, pojedyncze pasma wilgotnych włosów przyklejone do karku, choć dłonie miałem już niespokojne - moje palce mimowolnie zaciskały się i rozluźniały, zdradzając zamiary, których wcale nie próbowałem przed nią ukrywać. Przez kilka chwil pozwalałem sobie jednak wyłącznie na patrzenie, delektując się samą świadomością, że była tutaj, tak blisko, po wszystkim, co wydarzyło się między nami przez ostatnie tygodnie, lecz kiedy wreszcie odwróciła się do mnie całkowicie, najpewniej po to, by sprawdzić dzielącą nas odległość, nie zamierzałem już dłużej udawać cierpliwego. Zrobiłem ostatni krok, wyciągnąwszy dłoń w kierunku jej talii, czując pod opuszkami palców znajome ciepło skóry, jeszcze rozgrzanej po kąpieli. Moje myśli dawno przestały nadążać za wszystkim, czego pragnąłem doświadczyć tego wieczoru, dłonie zdecydowanym ruchem przesunęły się po talii, plecach i biodrach mojej żony, śledząc ich obrys, podczas gdy ja spróbowałem jeszcze przypomnieć sobie, że istniało coś takiego jak „cierpliwość”, co w tej chwili bardziej niż kiedykolwiek wydawało mi się pojęciem już nie tyle czysto teoretycznym, co całkowicie bezzasadnym. To były piekielne dni - piekielnie długie, piekielnie ciężkie, pełne rzeczy, których nie chciałem pamiętać oraz takich, których nie potrafiłem zapomnieć - zakończenie tego wszystkiego tutaj, w hotelowym pokoju, z Prue stojącą przede mną po naszej wspólnej kąpieli, z obrączką na palcu i z panoramą miasta za plecami, nadal wydawało mi się czymś tak absurdalnie nieoczekiwanym, że chwilami spodziewałem się, że ktoś zaraz zapuka do drzwi i oznajmi, że zaszła pomyłka. Tyle że jej dłonie były prawdziwe, jej usta były prawdziwe, ciepło jej ciała pod moimi dłońmi było prawdziwe, więc przez kilka cholernie dobrych godzin postanowiłem nie przejmować się tym, co miało wydarzyć się, gdy słońce przesunie się po nieboskłonie, zalewając pomieszczenie pierwszymi promieniami poranka. Na ten moment było jeszcze ciemno, przez wielką szybę za naszymi plecami przesuwały się cienie i światła miasta, lampy odbijały się w mokrej ulicy i na moment rozlewały po wnętrzu apartamentu, a ja byłem o włos od ponownego przyciągnięcia ukochanej do siebie, tak blisko, jak tylko się dało, kiedy kątem oka dostrzegłem coś, czego wcześniej nie zauważyłem…
Zatrzymałem się, zamierając niczym wmurowany, pierwszy raz od pojawienia się przed drzwiami budynku… Nadal trzymałem ją tuż obok siebie, ale zastygłem wystarczająco, żeby w kolejnej chwili bezmyślnie oderwać usta od jej skóry i zmarszczyć brwi, tym razem już nie po to, by się zgrywać. Na tle świateł Londynu zobaczyłem fragment obrazu - ciemnego, wyraźnego, zupełnie nieprzypadkowego - przez kilka sekund próbowałem zrozumieć, co właściwie widziałem, aż wreszcie dotarło to do mnie z całą mocą… Nietoperz, a właściwie - szeroko rozpostarte skrzydła nietoperza.
Zerknąłem na tatuaż, potem na nią, po czym znowu na tatuaż, ponieważ najwyraźniej właśnie odkryłem informację, którą należało zdecydowanie zakwalifikować do kategorii rzeczy, o których mąż powinien wiedzieć, lecz sposób, w jaki to do mnie dotarło był zgoła niecodzienny, przynajmniej jak na nas, bo przecież nie była to nasza faktyczna pierwsza chwila. Najpierw dostrzegłem tylko fragment ciemnego wzoru przy linii biodra, ledwie widoczny pomiędzy cieniem rzucanym przez moje ramię oraz światłem wpadającym przez szybę, więc zmrużyłem oczy, odsunąłem się odrobinę i spojrzałem jeszcze raz, wzór nie zniknął, był tam, dokładnie na jej lędźwiach, tuż nad miejscem, na które jeszcze chwilę wcześniej patrzyłem z zupełnie innych powodów.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (877)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa