• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue

[16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
10.09.2026, 21:06  ✶  
Odetchnąłem głęboko, kiedy wreszcie poczułem pod podeszwami wilgotną, twardą ściółkę lasu, rześkie powietrze momentalnie uderzyło mnie w twarz, wdzierając mi się do płuc, jednak przez pierwsze kilka sekund i tak stałem nieruchomo, próbując odzyskać orientację, ponieważ w moim odczuciu przeniknięcie przez przestrzeń zawsze miało w sobie coś nieprzyjemnego, nawet jeśli robiło się to regularnie i teoretycznie powinno było się już przywyknąć do uczucia, że ktoś wywrócił ci żołądek na drugą stronę. Poranek dopiero próbował się rozpocząć, lecz słońce najwyraźniej nie zamierzało brać w nim czynnego udziału, nieboskłon zasnuwały bowiem nisko wiszące chmury, barwiąc ledwo widoczne przez korony niebo na kolor brudnego popiołu. Przed nami rozciągało się osławione przeklęte pustkowie pełne powyginanych drzew, które straciły już większość liści na nadchodzącą zimę - otoczenie było mokre, szare i paskudnie ciche, zasnute mgłą wiszącą nisko między drzewami, która oblepiała gałęzie i krzewy przyozdobione drobnymi kroplami chłodnej rosy.
- Tutaj? - Mruknąłem, puściwszy jej dłoń, rozglądając się przez chwilę, chociaż to pytanie było raczej formalnością, ponieważ Prue zdążyła w tym czasie wykonać kilka kroków przed siebie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zamierzała nas dziś zaprowadzić. Znałem ten krok… Ten konkretny, spokojny sposób poruszania się oznaczał, że miała plan, natomiast ja sam zostałem w nim uwzględniony mniej więcej na zasadzie narzędzia lub obiektu badawczego, który należało dostarczyć na miejsce - najwyraźniej tak jak nasza niegdysiejsza przyjaźń, chodzenie ze sobą polegało również na tym, że czasami robiło się to dosłownie, więc pewnego dnia budziłeś się o świcie z pełnym przekonaniem, że niewiele może cię zadziwić w planach własnej kobiety, aby następnie praktycznie od razu wylądować razem w Lesie Wisielców pod Little Hangleton - ruszyłem więc tuż za nią, poprawiając kołnierz płaszcza i omijając wystające korzenie, które w tej mgle pojawiały się pod nogami bez żadnego ostrzeżenia. Ziemia uginała się pod moimi podeszwami, wilgotne liście przyklejały się do skóry traperów, gdzieś dalej kruk odezwał się pojedynczym, ochrypłym głosem, po czym znowu zamilkł. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie prowadziła, ale znałem swoją drugą połówkę wystarczająco dobrze, żeby podejrzewać, że odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie miała nadejść całkiem szybko.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
10.09.2026, 21:06  ✶  
Słyszysz go. Słyszysz kroki czarnoksiężnika, który znajduje się tak blisko. Czujesz smród zgnilizny jego duszy. To omamy? Przez moment tak sobie wmawiasz, bo to lżejsze niż pogodzić się z prawdą, że być może jakaś część Niego będzie w tobie już na zawsze.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
10.09.2026, 21:35  ✶  

Przymknęła oczy na krótki moment, kiedy zjawili się na miejscu. Zaczerpnęła głęboki oddech, powietrze było świeże i rześkie, odrobinę paliło ją w płuca, ale było to całkiem przyjemnym uczuciem. Zimny podmuch wiatru spowodował, że kilka pasm z jej włosów wymknęło się z idealnie związanych włosów. Taki już był urok przebywania na łonie natury. Schowała jeden z nich, ten opadający na twarz za ucho po czym zrobiła krok do przodu. Otworzyła oczy i kiwnęła głową w zasadzie do siebie samej. Znaleźli się dokładnie w tym miejscu, w którym chciała się pojawić.

Las Wisielców być może nie był najbardziej przyjemnym miejscem, jednak nie kręciło się tu zbyt wiele osób, mogli na spokojnie zająć się swoimi sprawami nie wzbudzając zainteresowania, a to było dość istotne w tym przypadku. Wolałaby, aby jednak nikt nie przyłapał ich na tym, co zamierzali zrobić.

Ludzie nie do końca akceptowali praktykowanie pewnych dziedzin magii, Prue miała na ten temat swoją opinię - nie do końca rozumiała, jak można się bać czegoś, czego samemu nigdy się nie spróbowało. Ona sam lubiła sprawdzać pewne rzeczy w praktyce, szczególnie, kiedy ktoś uznawał coś za zakazane nie do końca podając racjonalny powód. Wiedziała, że niektórzy mogli przekroczyć granice, jednak tak samo mogło się zdarzyć w przypadku innych dziedzin magii, a po te jakoś nadal można było sięgać, co dla niej było tylko argumentem za tym, żeby zgłębić temat. Nie lubiła kiedy narzucano coś z góry, mimo, że była całkiem sumienną pracownicą ministerstwa miała swoje tajemnice.

- Tak, tutaj, myślę, że nikt nie powinien nam tutaj przeszkadzać. - Nie sądziła, że Benjy zamierzał kwestionować wybór miejsca, w którym się znaleźli. Nigdy tego nie robił. Ona zawsze przygotowała materiały, sprawdzała dane, szukała lokacji, a on za nią podążał - tak to wyglądało kiedyś i najwyraźniej nie miało się zmienić i w teraźniejszości.

Prowadziła go za sobą, jej krok był bardzo pewny - widać było, że ma plan, inaczej nie poruszałaby się w ten sposób, musiała sobie wszystko wcześniej obmyślić. Poruszała się całkiem żwawym jak na siebie krokiem, ułatwiały jej to na pewno nowiutkie trapery, które kupiła po pierwszym spacerze ze swoim chłopakiem gdy znaleźli się w Exmoor. Tak jak się spodziewała podobnych aktywności miało być więcej, a Prue zamierzała być do nich odpowiednio przygotowana, nie lubila popełniać dwa razy tych samych błędów.

Znaleźli się w końcu między kilkoma drzewami, widzieli co działo się wokół, ale ich było ciężko zauważyć. - O tu, tu będzie idealnie. - Przystanęła i odwróciła się za siebie, żeby sprawdzić, czy jej chłopak stał tuż za nią.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
10.09.2026, 22:05  ✶  
Teleportacja wyrzuciła nas w sam środek porannego chłodu, który od razu wcisnął mi się pod kołnierz płaszcza i sprawił, że zatęskniłem za własnym łóżkiem w sypialni w Exmoor, chociaż jeszcze przed chwilą nawet o nim nie myślałem, bo od paru dni nawet wcale go już nie zajmowałem, sypiając gdzieś indziej - teraz jednak przez myśl przeszło mi to, jak przyjemnie byłoby się zakopać pod grubą kołdrą w znajomych czterech ścianach rezydencji - podjąwszy decyzję o tymczasowym powrocie na rodzime łono Wielkiej Brytanii jakoś zupełnie nie brałem pod uwagę sezonu, który przypadał na czas mojej wizyty, przez ostatnie dni sierpnia i pierwsze dni września było zresztą całkiem przyjemnie, lecz teraz dosłownie pizgało złem. Gdzieś za drzewami znajdowało się aż za dobrze mi znane Little Hangleton, w którym się wychowałem, ale równie dobrze mogło go nie być, bo o tej porze świat kończył się kilka kroków dalej, dokładnie tam, gdzie mleczna zasłona odcinała dalszą drogę.
- Taaa, tutaj nikt laszej nie bęsie miał powodu nas wypatlywaś… - Przyznałem, chociaż wciąż nie miałem najmniejszego pojęcia, co właściwie zamierzała zrobić. Prue najwyraźniej nie potrzebowała mojego entuzjazmu, bo ruszyła dalej, a ja posłusznie podążyłem za nią przez gąszcz, bo przecież nie miałem zamiaru kwestionować wyboru miejsca, przede wszystkim dlatego, że zdążyłem już przywyknąć do pewnej prawidłowości, wedle której najpierw coś dokładnie sprawdzała, analizowała, przygotowywała, a dopiero potem informowała mnie, gdzie miałem się stawić i co ze sobą zabrać, podczas gdy moim zadaniem pozostawało pojawić się na czas oraz nie zadawać zbyt wielu pytań. Ruszyłem, lawirując między korzeniami i starając się nie poślizgnąć na mokrych liściach, bo upadek w pierwszych pięciu minutach wyprawy byłby wyjątkowo żenującym początkiem dnia, a kiedy wreszcie zatrzymała się między kilkoma drzewami, zwolniłem i podszedłem bliżej. Przystanąłem obok niej, wsuwając dłonie do kieszeni płaszcza, po czym rozejrzałem się po wybranym miejscu - miała rację - z naszej strony i perspektywy można było obserwować fragment lasu, ale z zewnątrz drzewa, mgła i gęste poszycie skutecznie zasłaniały wszystko, co znajdowało się pomiędzy nimi. Co prawda kilka razy wydawało mi się, że coś słyszałem, ale chwilowo usiłowałem zrzucić to na specyfikę terenu, na którym się znaleźliśmy, usiłując nie dać się pochłonąć niepokojowi i typowym tu omamom słuchowym.
- „Idealnie”. - Powtórzyłem za nią z lekkim przekąsem, przenosząc spojrzenie na jej twarz. - To słowo bszmi szczególnie dobsze, kiedy wypowiadasz je w ślodku Lasu Wisielców o polanku, wiesz? - Zdjąłem torbę z ramienia i odstawiłem ją na ziemię, otrzepując dłonie z resztek materii organicznej pozostałej na nich pod wpływem odgarniania gałęzi i tej wszechobecnej wilgoci, dopiero wtedy uniosłem brwi z tym rodzajem zaciekawienia, który najwyraźniej nadal pozostał mi po latach znajomości z kobietą mającą zwyczaj prowadzania mnie w różne dziwne miejsca bez udzielania pełnych wyjaśnień.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
11.09.2026, 17:35  ✶  

- Jakie masz podejście do tego miejsca? - Była trochę ciekawa, bo pamiętała, że mieszkał tutaj jako dziecko, spędził więc sporą część życia, z którą zupełnie się pożegnał. Zostawił to kim był za sobą, nie bez powodu, a teraz tu wrócił jako ktoś zupełnie inny. Zastanawiała się, jak się z tym czuje, chociaż póki co wydawało jej się, że wybór ich dzisiejszego miejsca destynacji był mu raczej obojętny.

- Nie jest to może szczególnie przytulne miejsce, ale wydaje się być bezpieczne. - Mało kto pewnie wypowiedziałby się podobnie o Lesie Wisielców, bo ten wzbudzał raczej w ludziach nieprzyjemne uczucia, potrafił doprowadzać do obłędu, ale przynajmniej mieli pewność, że nikt nie będzie ich niepokoił, a to było dużym plusem w przypadku atrakcji, jaką miała zamiar mu zapewnić.

Wielka Brytania nie była ostatnio bezpiecznym miejscem, w Dolinie Godryka zamieszkały widma, które ponoć można było odstraszać przy pomocy patronusów… tyle, że mało kto właściwie potrafił je czarować, bo nekromancja była zabronioną dziedziną magii. Ministerstwo odbierało ludziom jedyną broń, jaką mogli się posługiwać, nie akceptowała tego - oczywiście nie mówiła tego w głos, aby przypadkiem jej pracodawca nie uznał ją za niegodną zaufania. Lubiła mieć swoją stałą pensję, która spływała do jej skrytki w Banku Gringotta co miesiąc.

Miejsce wydawało jej się być odpowiednie, bo oni nie znajdowali się na widoku, za to mieli możliwość obserwować otoczenie, co powodowało, że mieli czas na reakcję, jeśli nadejdzie taka potrzeba. Naprawdę wolałaby nie zostać przyłapana na tym, co zamierzała z nim ćwiczyć.

- Wiem, ale mam bardzo specyficzny gust. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego, po czym wyciągnęła różdżkę i zaczęła obracać ją w dłoniach. To mogło być czymś nowym, bo Prue z przeszłości raczej siedziała gdzieś z boku z notatnikiem w ręku i zapisywała swoje obserwacje, to Benjy wykonywał część praktyczną. Tym razem miało być nieco inaczej.

- Wiesz, że ostatnio ludziom przytrafiają się różne rzeczy, warto więc przypomnieć sobie pewne zaklęcia. - Nie miała pojęcia, czy sięgał po nekromancję podczas swoich wojaży, ani na ile często to robił. Ćwiczenia jednak były bardzo potrzebne. - Na niektóre stworzenia działają zaklęcia, które ktoś kiedyś postanowił zakazać. - Na szczęście sam zakaz nie oznaczał, że ludzie nie będą ich praktykować, być może musieli się nieco nagimnastykować, aby zdobyć tę wiedzę, jednak ta dziedzina magii nie została zakazana. - Umiesz wyczarować patronusa? - Zapytała wprost, uniosła też w końcu wzrok znad swojej różdżki i spojrzała na niego.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
11.09.2026, 18:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2026, 18:10 przez Benjy Fenwick.)  
Pytanie o to miejsce trafiło we mnie trochę głębiej, niż początkowo chciałem po sobie pokazać, bo Las Wisielców rzeczywiście nie był dla mnie wyłącznie kawałkiem ponurego lasu pod Little Hangleton, w którym ktoś taki jak nasza dwójka mógł spokojnie schować się przed światem - znałem te drzewa z czasów, kiedy byłem dzieciakiem i wszystko wydawało mi się większe, ciemniejsze oraz znacznie bardziej interesujące, niż rzeczywiście było, znałem ścieżki, które z biegiem lat zarosły, pamiętałem wilgoć w powietrzu i ten specyficzny zapach ziemi po deszczu, a przede wszystkim pamiętałem człowieka, którym wtedy byłem, chociaż przez długi czas bardzo skutecznie udawałem przed samym sobą, że tamten chłopak umarł razem z całą resztą rzeczy, których nie chciałem już oglądać.
- Mam do niego dość… Ambiwalentne podejście. - Odpowiedziałem w końcu, patrząc gdzieś ponad jej ramieniem, na ciemne pnie ginące we mgle - odpowiedź nie była szczególnie skomplikowana, tylko miała w sobie kilka warstw, których nie chciało mi się o tej porze rozpakowywać nawet przed własną żoną - spędziłem tutaj kawał dzieciństwa, więc miałem z nim trochę wspomnień, zwłaszcza tych gorszego sortu z różnych powodów, których nie zamierzałem oprawiać i wieszać sobie nad kominkiem, ale nie czułem też potrzeby podpalać lasu za każdym razem, kiedy go widziałem, nawet po tej niedawnej akcji z wilkołakiem. - Wiem, gdzie byłem, wiem, co tutaj lobiłem i wiem, dlaczego stąd wyjechałem. Nie tęsknię, ale tesz nie zamieszam udawaś, sze wymazano mi ten kawałek szycia s pamięsi, jeśli o to chodzi. - Zerknąłem jeszcze raz na otaczający nas las, trudno było mieć sentyment do miejsca, które wyglądało, jakby nawet drzewa chciały się stąd wynieść. Nie czułem żalu, może tylko odrobinę tego przedziwnego rozbawienia, że po tylu latach wróciłem tutaj z własnej woli, zamiast zostać zaciągniętym przez rodzinę, obowiązek albo inne nieszczęście.
Pokręciłem głową, czując lekkie drżenie mięśnia powieki, kiedy stwierdziła, że to miejsce nie było szczególnie przytulne, ale za to bezpieczne, bo jednocześnie trudno było mi się z nią całkowicie nie zgodzić, jak i również niełatwo było mi to potwierdzić z kamienną twarzą, nie po ostatnich nocnych wydarzeniach, które teoretycznie sam sprowokowałem, no - wraz z moją kuzynką - lecz bez względu na okoliczności, były one bardzo dalekie od wywoływania poczucia bezpieczeństwa.
- Dobsze, sze to mówisz, bo miałem się zacząś zastanawiaś, czy pszypadkiem nie splóbujesz się mnie pozbyś. - Dalsza część żartu o jej „specyficznym guście”, na szczęście również do drugich połówek, zatrzymała mi się jednak na ustach, kiedy Prue wyciągnęła różdżkę, chociaż dopiero kiedy wspomniała o zaklęciach, o stworzeniach i o tym, że niektóre z nich działały na rzeczy, których Ministerstwo wolało nie widzieć, tak naprawdę przestałem się uśmiechać - wiedziałem, o czym mówiła - ostatnie wydarzenia wystarczająco dobrze przypominały nam wszystkim, że świat potrafił zrobić się niebezpieczny znacznie szybciej, niż człowiek zdążył przygotować się na coś mentalnie, niektórzy zasiadający na wysokich stanowiskach nie byli tylko w stanie dopuścić do siebie myśli, iż wymagało to wprowadzenia zmian ułatwiających ludziom radzenie sobie z nieprzewidywalnym.
Poczułem, że zaczynam podejrzewać, dokąd zmierzała, ale kiedy padło pytanie o patronusa, przez chwilę patrzyłem na nią w milczeniu, po czym schowałem ręce do kieszeni płaszcza. Podrapałem się po szczęce i zerknąłem na otaczający nas las, jakbym liczył, że między drzewami znajdę odpowiedź, która uratuje resztki mojej godności - spojrzałem między stare wiązy, na mokre pnie, szare od wilgoci i mgły, i przez moment próbowałem sobie przypomnieć, ile właściwie życia zostawiłem w tej okolicy - dzieciństwo miało to do siebie, że człowiek zwykle orientował się dopiero po latach, ile rzeczy uważał wtedy za normalne, chociaż z perspektywy dorosłego życia niektóre z nich zasługiwały co najwyżej na miano wyjątkowo udanego żartu ze strony losu, później zresztą też nie było lepiej.
- Nie. - Powiedziałem to z taką prostotą, jakiej człowiek mojego pokoju zwykle nie prezentował przy rzeczach, które powinien umieć, jakbym przyznawał się do braku umiejętności haftowania, chociaż w rzeczywistości przez moment poczułem coś nieprzyjemnego gdzieś pod żebrami, ale w końcu mieliśmy być wobec siebie szczerzy - prawda?
Patronus nigdy nie należał do rzeczy, które uważałem za całkowicie niezbędne do przeżycia, natomiast moje życie miało przez wystarczająco długi czas taką tendencję do podstawiania mi nogi, że trudno było oczekiwać, żebym przy okazji znajdował sobie czas na przywoływanie srebrnych zwierzątek z najpiękniejszych wspomnień zdobytych niby gdzie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
11.09.2026, 19:03  ✶  

Nie miała wątpliwości co do tego, że Benjy pewnie kiedyś znał tu każdy korzeń, czy każde drzewo. Spędził tutaj w końcu całą swoją młodość. Las zmieniał się dość szybko, zastanawiała się, czy teraz raczej traktował je jako obce miejsce, czy niekoniecznie. W końcu nie pozbył się swoich wszystkich wspomnień, nie zapomniał kim kiedyś był.

- No tak, tamte lata w końcu Cię ukształtowały. - Wychował się tutaj, wiedział kim nie chce być, podjął decyzję o zmianie swojego życia, stał się kimś zupełnie innym, niż wszyscy zakładali, że będzie. Tak, czy siak wszystko zaczęło się w tej okolicy.

Nie do końca potrafiła znaleźć inne miejsce, w którym mogliby realizować jej plan. Wiedziała, że w Lesie Wisielców licho nigdy nie spało, ale nie wydawało jej się, aby coś miało ich tutaj dzisiaj niepokoić. Miała plan, chciała go zrealizować jak najmniejszym kosztem i tylko to było istotne. Zamierzała ignorować szepty drzew i wszystkie znaki, które mogły sugerować, że coś będzie nie tak. Wolała skupić się na swoich założeniach.

- Jeszcze mi nie podpadłeś, więc niekoniecznie taki był plan, ale bądź czujny, kto wie, może kiedyś? - Uśmiechnęła się jeszcze do niego. To raczej nie była groźbą, którą warto było się przejmować, zresztą Prue nie miała najmniejszych złudzeń co do tego, że byłaby sobie w stanie poradzić z przeciwnikiem jego pokroju. Potrafiła racjonalnie podchodzić do swoich umiejętności.

Zrobiło się poważnie, mimo wszystko wydawało jej się, że nie powinni zapominać o realnym zagrożeniu, które mogło pojawić się w każdej chwili. Warto było być przygotowanym na wszystko, a skoro ona posiadała pewną wiedzę i jej na nim zależało to zamierzała mu ją przekazać. W ten sposób pokazywała swoją troskę o jego osobę, nie chciała bowiem, żeby coś mogło go zaskoczyć. Warto więc było poświęcić odrobinę czasu na to, aby nabyć nowe umiejętności.

Zapytała go o tego patronusa, bo w tej chwili mógł być jedną z nielicznych metod na radzenie sobie z pewnymi stworzeniami. Pytanie było bardzo konkretne. Spoglądała na niego czekając, aż na nie odpowie. Nie do końca spodziewała się takiej odpowiedzi, chociaż z drugiej strony może to i dobrze, że wcześniej nie musiał korzystać z podobnych zaklęć, bo to oznaczało, że nie mierzył się z podobnym zagrożeniem.

- A chciałbyś umieć go wyczarować? - Wpatrywała się w niego ciągle, nie mogła przecież zmusić go do nauki zaklęć, które mógł uznać za zupełnie niepotrzebne, jak zawsze więc dała mu wybór.

- Tak się składa, że jestem całkiem niezła w pewnej, zakazanej dziedzinie magii, a kto wie, kiedy mogłoby Ci się to przydać. - Dawała mu możliwość, nie mówiła już nic więcej, bo nie zamierzała się teraz jakoś specjalnie reklamować, decyzja należała do niego.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
11.09.2026, 19:54  ✶  
Las, który nas otaczał wyglądał dokładnie tak, jak zapamiętałem go sprzed lat, a jednocześnie zupełnie inaczej, - pnie były grubsze, niektórych głazów nie rozpoznawałem, ścieżki, które kiedyś złudnie wydawało mi się, iż znałem prawie na pamięć, najpewniej dawno zarosły - może dlatego przez moment miałem wrażenie, że patrzyłem na miejsce, które kiedyś należało do mnie w takim znaczeniu, w jakim tylko nawiedzone pustkowie mogło należeć do dzieciaka lub trochę starszego chłopca, ale które przestało mnie rozpoznawać, kiedy tylko zniknąłem z niego na wystarczająco długo. Nie bolało mnie to szczególnie, przynajmniej tak sobie powiedziałem, bo prowadząc pewien specyficzny tryb życia po pewnym czasie uczyło się nazywać niektóre rzeczy „ambiwalencją”, w innych przypadkach „obojętnością”, żeby nie musieć szukać dla nich lepszych określeń, lecz wspomnienia miały tę paskudną właściwość, że potrafiły zachować szczegóły nawet wtedy, kiedy człowiek przez lata bardzo pracował nad tym, żeby przestały mieć znaczenie. „Ukształtowały” było więc dobrym słowem, nie powiedziałbym bowiem, że ten las mnie wychował, bo wychowanie sugerowało pewną troskę, a ja nie przypominałem sobie, żeby którekolwiek z tych drzew kiedykolwiek próbowało mi wytłumaczyć, dlaczego wymykanie się z domu po kolejnej sferze i włóczenie się po bagnach po zmroku było raczej kiepskim pomysłem - wręcz przeciwnie - czasami miałem wrażenie, iż szeptały do mnie zachęcająco, chcąc zwieść mnie na manowce. Ten czas nauczył mnie natomiast kilku rzeczy, których później bardzo pilnie używałem, głównie tego, jak szybko dzieciak mógł przestać być dzieckiem, kiedy życie postanowiło urządzić mu wyjątkowo gówniany egzamin praktyczny z dorosłości.
- Cudowna szkoła szycia. Szkoda tylko, sze nie losdawali dyplomów. - Zrobiłem krótką pauzę i zerknąłem w głąb zarośli zasnutych chmurami porannej mgły - no, cóż - może trochę mijałem się z prawdą, bo przecież wydawali za to rodowody, na myśl o czym wydałem z siebie suche prychnięcie. Las zmieniał się przez lata, ja również, więc trudno było oczekiwać, że po takim czasie wystarczyło mi spojrzeć na jeden pień, żeby nagle wróciło całe dzieciństwo, niektóre miejsca pamiętałem jednak doskonale, nawet jeśli nie miałem ochoty się do tego teraz przyznawać.
- Och, świetnie. To balso uspokajające. - Uniosłem brwi, przyglądając się jej przez chwilę, nie brałem tej groźby szczególnie poważnie, podobnie jak ona nie musiała brać poważnie mojej odpowiedzi, chociaż doskonale wiedziałem, że jeśli kiedykolwiek rzeczywiście miała postanowić mnie zabić, rozsądniej byłoby nie czekać, aż skończy przygotowywać zaklęcie. Żartowałem sobie z tego z całkiem wygodnej pozycji człowieka, który był wystarczająco świadomy jej możliwości, żeby nie potrzebować dodatkowych zapewnień.
Potem spoważniałem, kiedy wróciliśmy do powodu, dla którego się tu znaleźliśmy.
- Czy chciałbym umieś? - Powtórzyłem, obracając głowę w jej stronę. - Tak. Chyba chciałbym. - Wzruszyłem ramionami, ponownie patrząc na mgłę przesuwającą się między drzewami, co prawda przez większość życia całkiem nieźle radziłem sobie bez niego, ale moja dotychczasowa strategia bezpieczeństwa opierała się głównie na tym, że problemy próbowały mnie zabić, a ja byłem wystarczająco uparty, żeby im nie pozwolić, co niekoniecznie musiało działać przy tym, z czym teraz mogliśmy musieć się mierzyć.
Spojrzałem na nią uważniej, kiedy wspomniała o swojej „pewnej, zakazanej dziedzinie magii”, i tym razem krótki, parskający śmiech wyrwał mi się już całkiem otwarcie.
- Pluey, na Melina, słońce, naplawdę nie musimy jusz tego tak elegancko nazywaś. Nie musisz mi tutaj sprzedawaś neklomansji w opakowaniu plesentowym i mówiś o „pewnej zakazanej dziedzinie magii”, jakbyś właśnie ploponowała mi vouchel na lekcje awangaldowego malalstwa. - Pokręciłem głową, bo przecież już określiliśmy to odpowiednim mianem - była czarnoksiężnicą, nie mniej, nie więcej, jak bardzo wyrafinowaną mroczną wiedźmą - rozłożyłem ręce, wskazując na otaczający nas las, dodatkowo będącym dowodem na to, jakie miała upodobania, choćby co do scenografii dla swojego hobby. - Oboje wiemy, sze jesteś w tym dobla. Balso dobla, podejszewam, sze wlęsz ilytująco świetna. - Zawyrokowałem z absolutną pewnością siebie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
11.09.2026, 20:10  ✶  

- Pewnie skończyłbyś ją z wyróżnieniem. - Benjy nie miał lekko, być może nieco za późno się o tym dowiedziała. Kiedyś łatwo jej było uznać, że wie o nim wszystko. Uparcie wierzyła w tę wersję historii, którą ułożyła sobie w głowie. Tak było prościej, przynajmniej na tamten moment, kiedy była okropnie rozżalona przez to, że tak po prostu ją porzucił na pewnym etapie ich znajomości. Wyjaśnili sobie to jednak, kiedy miała pełny obraz tamtej sytuacji żałowała, że nie drążyła tematu, że nie była bardziej zawzięta, z drugiej strony, czy to by coś zmieniło? Tego i tak nie mieli się nigdy dowiedzieć, więc po prostu musiała zaakceptować to, że tak potoczyła się ich znajomość.

- Nie mogę pozwolić na to, żebyś się za bardzo rozluźnił. - Jej groźba była bardziej głupią zaczepką, nie należała w końcu do mściwych osób, które miały tendencje do czynienia krzywdy innym. Zresztą miała do niego ogromny sentyment, pewnie nawet jakby jej czymś mocno podpadł to byłaby skłonna mu to po prostu wybaczyć. Widać to było na załączonym obrazku, strasznie łatwo przyszło jej do tego, aby znowu traktować go jako jedną z najbliższych osób w swoim życiu, może nawet zbyt łatwo. Zwłaszcza, że wiedziała, że niedługo znowu zniknie. Nie był to jednak odpowiedni moment, aby się nad tym zastanawiać, póki co byli tutaj razem, więc warto było cieszyć się każdą chwilą, którą mogli razem spędzać.

- Dobrze, to dobry początek. - Powiedziała, kiedy usłyszała jego odpowiedź. Chciałby umieć, czyli w sumie nie znaleźli się tutaj bez powodu. Niby mogła mu wcześniej powiedzieć dlaczego chciała go zabrać właśnie tutaj, ale tego nie zrobiła. Tak, czy siak wszystko sobie bardzo dokładnie zaplanowała. Nie miała jednak za dawnych lat przy sobie torby pełnej książek, tym razem wszystkie informacje znajdowały się w jej głowie, to było odmianą.

Usłyszała jego parsknięcie i przewróciła oczami. Nie chciała być, aż taka bezpośrednia, chociaż może powinna, bo przecież nazewnictwo niczego nie zmieniało. Była czarnoksiężnicą, najwyraźniej zupełnie nie przeszkadzało to jej chłopakowi. Podchodziła do tego ostrożnie, bo miała już pewne, nieprzyjemne doświadczenia związane ze swoimi zainteresowaniami.

- Czy irytująco świetna? Nie wiem, mam jeszcze sporo wiedzy do przyswojenia, ale nie da się ukryć, że czuję się w tym całkiem pewnie. - Nie zamierzała tak całkowicie sobie umniejszać, bo wiedziała, że jest dobra, może nie najlepsza, ale pewnie niewielu mogło się pochwalić podobnym poziomem wiedzy, z czego była dumna, bo tego nie wykładali w szkole. Sama musiała znaleźć swoje źródła wiedzy i jakoś jej się to udało, do tego przyswajała wszystko całkiem nieźle.

- Zapewne znasz teorię? - Zapytała jeszcze, bo patronusy należały raczej do tych najbardziej banalnych zaklęć z tej dziedziny magii.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
11.09.2026, 21:16  ✶  
Gdyby istniał kurs traktujący o tym „Jak regularnie podejmować fatalne decyzje i mimo wszystko doczekiwać następnego poranka”, prawdopodobnie zostałbym wykładowcą, co niewątpliwie byłoby ukłonem w kierunku akademicko-naukowej kariery ojca, który raczej nawet wtedy nie byłby zadowolony z moich osiągnięć.
- Nie wiem, czy s wylósznieniem, ale s pewnością miałbym balso wysoką flekwensję na zajęciach plaktysznych. - Uśmiechnąłem się do niej z przekąsem, ale zaraz potem spoważniałem, bo pod tym całym żartem kryło się coś, czego nie dało się całkowicie zignorować - wiedziała już o mnie znacznie więcej niż kiedyś, a mimo to wciąż istniała między nami ta dziwna szczelina czasu, przez którą pewne rzeczy docierały do nas obojga zdecydowanie za późno - nie było już możliwości powrotu do przeszłości ani naprawy tego, co się stało, mogliśmy wyłącznie ruszyć do przodu z nową wiedzą i ze świadomością, iż nie wszystko zawsze miało być „w porządku”, tylko dlatego, że nie chcieliśmy się już nawzajem ranić. Nie miałem już potrzeby walczyć z dawną wersją siebie czy naszej wspólnej historii, zwłaszcza że sam przez długi czas nie potrafiłem jej opowiedzieć w sposób, który nie brzmiałby jak lista kolejnych usprawiedliwień, nie zamierzałem również psuć sobie tego poranka myślami o przyszłości, bo skoro przez chwilę „moja” Prue znowu była przy mnie, zamierzałem tę chwilę wykorzystać.
- Czaję. Czyli to dlatego zablałaś mnie o świcie do Lasu Wisielców. Szeby utszymaś mnie w odpowiednim stanie napięcia. - Podsumowałem, unosząc brwi, to było niebezpieczne, nie w sensie zagrożenia, które można było rozbroić różdżką, tylko tego znacznie gorszego, kiedy zaczynało czuć się przy kimś zbyt swobodnie, zapominając, że przecież miało się być tylko przechodniem w czyimś życiu. - Dobla. Skolo jusz ustaliliśmy, sze nie zamieszasz mnie tutaj zakopaś, moszemy pszejść do właściwej części polanka. - „Dobry początek”, powtórzyłem po niej w myślach i skinąłem głową. - Bszmi zachęcająco. Lubię doble początki. - Spojrzałem na mgłę między drzewami, potem znowu na nią, gdy tłumaczyła mi to, co chodziło jej po głowie - przesunąłem po niej spojrzeniem, zatrzymując je odrobinę dłużej, niż było to konieczne, bo skoro już staliśmy pośrodku Lasu Wisielców przed świtem, mokrzy od mgły i otoczeni powykrzywianymi drzewami, nie widziałem powodu, żeby udawać przed własną dziewczyną, że nie podobało mi się, kiedy mówiła o rzeczach, które dla większości ludzi brzmiałyby jak doskonały powód do ucieczki.
- Tak. Dokładnie tak. - Przechyliłem głowę, uśmiech powoli wrócił mi na twarz. - Ilytująso świetna, piekielnie inteligentna, a jeszcze nie doszliśmy do „seksownej”. - Uśmiechnąłem się krzywo, na szczęście miałem przed sobą sporo czasu, żeby odkryć kolejne problemy, tymczasem teraz sięgnąłem, by wyjąć różdżkę.
- Pszynajmniej tę podstawową. - Wzruszyłem ramionami, bo to nie tak, że zupełnie nigdy nie próbowałem go wyczarować, po prostu zrezygnowałem wcześniej, niż pomyślałem o tym, aby znaleźć kogoś, kto mógłby mnie tego nauczyć. - Patlonus jako folma zakazanego zaklęcia oblonnego, manifestacja pozytywnej enelgii, pszywoływana pszez odpowiednio silne wspomnienie, najczęściej związane ze szczęściem, bezpieczeństwem albo czymś, co ma dla człowieka naprawdę duszą wartość, blablabla. - Uniosłem różdżkę i zakręciłem nią lekko w palcach. - Widzisz? Nie jestem ignolantem. Wiem, czym jest patlonus, wiem, do czego słuszy i wiem, sze nie powinienem plóbowaś pszywoływaś go wspomnieniem o wyjątkowo udanej bójce w basze, chociasz jeśli była naplawdę zajebista, a mam taką jedną, to mosze mogę? - Zawiesiłem na niej spojrzenie, tylko w teorii robiąc sobie jaja, bo w praktyce naprawdę nie wiedziałem, czym miałbym się posłużyć, jeśli nie właśnie czymś takim.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4785), Pan Losu (42), Prudence Fenwick (2657)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa