• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy

[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
27.09.2026, 23:05  ✶  

Prudence siedziała przy kuchennym stole. Wokół niej panował spory bałagan. Na blacie można było dostrzec różne przedmioty, jakieś liście, klej, suszone owoce, czy kolorowy papier. Bardzo skrupulatnie wyklejała właśnie jedną z kartek. Próbowała stworzyć coś z niczego. Było to ich pierwsze Samhain jako małżeństwa, a więc warto było wysłać kartki z sabatowymi życzeniami do najbliższych. To nie mogło być jednak takie proste, prawda? Nie poszła na łatwiznę, nie zamierzała kupować gotowych kartek w sklepie. Postanowiła wykonać je własnoręcznie - co najwyraźniej nie było wcale najlepszym pomysłem, bo Prue nie do końca mogła poszczycić się talentem artystycznym.

Nie poddawała się jednak, dzielnie walczyła, co chwila można było usłyszeć jej westchnięcie, kiedy znowu przykleiła liść nie do końca tam gdzie chciała, miała nadzieję, że nikt nie pomyśli sobie, że te kartki tworzyły dzieci z przedszkola Pettigrew, chociaż pewnie i tam znalazłoby się sporo osób, które robiłyby to lepiej.

Podniosła się na chwilę ze swojego stanowiska pracy, aby dolać sobie grzańca. Alkohol ponoć dobrze działał na ukryte talenty, liczyła więc na to, że nieco pomoże jej znaleźć jakieś wizje artystyczne. Kiedy dolała sobie go do kubka ponownie rozsiadła się na swoim miejscu. Kot leżał na blacie i patrzył na nią nie do końca przychylnym spojrzeniem, chyba nawet on wiedział że nie do końca coś z tego będzie. Jeszcze mu pokaże.

Sięgnęła po kolejny, drobny kawałek pomarańczowego papieru, który chciała dokleić do narysowanej wcześniej przez siebie dyni, nie była ona do końca taka jakby chciała, liczyła jednak na to, że dalsza część procesu nieco poprawi to, jak wyglądała ta kartka. Ręka jednak jej się odrobinę omsknęła, przez co przykleiła ją w tle. - Szlag, dlaczego Elias umie wszystko, a mi nic nie wychodzi. - Mruknęła pod nosem nieco rozczarowana. Jej brat był prawdziwym artystą, robił cuda ze szkła, a ona? Ona nie potrafiła nawet za bardzo poradzić sobie z głupią kartką. Na pewno dało się to jakoś wyćwiczyć, być może był to właśnie bodziec co do tego. Chciała nieco rozwinąć swoje zdolności manualne, tylko, czy faktycznie miała co do tego cierpliwość? To się pewnie jeszcze okaże.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
27.09.2026, 23:48  ✶  
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, gdy wszedłem po pracy do ciepłej i pachnącej grzańcem kuchni, był naprawdę potężny bałagan, który nie tylko zdążył już rozpełznąć się po całym szerokim stole, lecz także najwyraźniej miał ambicję przejąć również resztę pomieszczenia, ponieważ całkowicie wyrwał się spod kontroli jedynej odpowiedzialnej dorosłej w naszym domu, która powinna była go pilnować. Patrzyłem na nią przez chwilę od progu, próbując zrozumieć, w którym momencie zwykłe robienie kartek z życzeniami przerodziło się w coś, co przypominało miejsce zbrodni - liście, papier, suszone owoce, klej, kubek z alkoholem, sterta różnych akcesoriów i fragmentów już wykorzystanych materiałów, a w tym wszystkim moja żona i kot, który wyglądał na najbardziej uprawnioną istotę do wydania obiektywnego osądu odnośnie powodzenia naszych przygotowań do pierwszego wspólnego sabatu, bo po prostu miał Samhain głęboko w swoim puchatym tyłku - wszystko to tworzyło całkiem przekonujący obraz sabatowego warsztatu artystycznego, jasne, o ile przyjąć, iż rzemieślnik miał dosyć maniakalne zapędy. Ta technika miała pewien potencjał, wyglądało to wystarczająco chaotycznie, żeby uznać ją za świadomy wybór artystyczny, gdyby nie mina Prudence, jej ciche westchnienia i późniejsze słowa.
Podszedłem bliżej, zerknąłem na kartkę i przez moment naprawdę nie wiedziałem, co powiedzieć, bo dynia wyglądała trochę tak, jakby ktoś próbował ją odtworzyć z pamięci po bardzo ciężkim wieczorze.
- Wiesz, Sunny, sze istnieje coś takiego jak kupowanie gotowych kaltek? Obiło ci się o uszy takie pojęcie jak „odświętna papetelia” albo coś? - Rzuciłem, opierając dłonie o blat, bo nawet ja, człowiek mający naturalną skłonność do komplikowania sobie życia, potrafiłem czasem uznać, że niektórych rzeczy nie warto robić własnoręcznie. Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym rzuciłem wzrokiem w kierunku naczynia na grzaniec, aby upewnić się, iż było tam dostatecznie dużo alkoholu, bym mógł jakoś poradzić sobie z tym, co zamierzałem zrobić - było, więc sięgnąłem po własny kubek, a potem odsunąłem sobie krzesło obok i wziąłem czystą kartkę, zdecydowanie nie zamierzając odbierać jej radości z próbowania nowych tradycji podczas tego pierwszego małżeńskiego Samhain, jakie mieliśmy mieć, nawet jeśli te próby miały później stanowić dowód przeciwko naszej chwilowej poczytalności.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
28.09.2026, 20:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2026, 20:53 przez Prudence Fenwick.)  

Najwyraźniej Prudence miała drobny problem z tym, aby wprowadzać swoją wizję artystyczną w życie oraz jednocześnie utrzymywać porządek w kuchni. Widać było, że zajmowała się czymś, co należało do czynności z którymi rzadko miała do czynienia, w innym wypadku zawsze miała wokół siebie idealny porządek, jednak nie tym razem. Nie przejmowała się tym jednak, a przynajmniej starała się sobie wmawiać to, że ten chaos jest dla niej czymś normalnym. Nie był, nie mogła pozwolić na to, by to popsuło jej plany. Jakoś jej się uda zrealizować plan - nie widziała innej możliwości i była gotowa ponieść przy tym wszelkie, możliwe szkody.

Oderwała tylko na chwilę głowę od swojego dzieła, kiedy usłyszała, że jej mąż wszedł do kuchni. Nie mogła się rozpraszać jego obecnością, bo przed nią było jeszcze wiele pracy, szczególnie, że póki co nie szło jej najlepiej, czego była całkiem świadoma. Jej determinacja jednak nie pozwalała na to, aby zmieniła plany. Chciała wysłać kartki wykonane własnoręcznie? To nie było w ogóle innej możliwości, nawet jeśli będą przypominały dzieła przedszkolaków. Było to ich pierwsze Samhain, powinni stworzyć swoje własne tradycje, właśnie weryfikowała, czy tworzenie sabatowych kartek będzie jedną z nich.

- Wiesz Wish, że istnieją takie miejsca, w których można wymienić mężów na bardziej wspierających? - Ponownie uniosła wzrok, tym razem przyglądała mu się dłuższą chwilę, starając się przy tym nie drgnąć. Wiedziała, że sytuacja nie wyglądała najlepiej, powoli zaczynało ją to bawić, ale próbowała być poważna, jakby była to sprawa życia i śmierci.

Jej mąż postanowił nalać sobie grzańca, który przygotowała, więc ponownie wróciła do swojej wyklejanki. Wzięła kawałek papieru, aby przykleić go tam, gdzie miał znaleźć się poprzedni. Liczyła na to, że tym razem jej się uda.

Nie uniosła wzroku znad kartki papieru, kiedy się do niej dosiadł, chociaż uśmiechnęła się pod nosem, kiedy uświadomiła sobie, że postanowił do niej dołączyć, cóż to na pewno będzie fantastycznym doświadczeniem, zwłaszcza gdy będzie próbował swoimi wielkimi dłońmi kleić coś na kartce.


rzucam na rzemiosło, jak idzie Prue robienie kartki?
Rzut O 1d100 - 99
Sukces!


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
28.09.2026, 23:15  ✶  
Nie musiałem nawet długo przyglądać się temu bałaganowi, żeby zrozumieć, że Prudence była już na etapie, na którym porządek przestał być istotnym elementem rzeczywistości, gdyż zamiast tego stał się po prostu niewielką przeszkodą, którą należało ignorować do czasu ukończenia dzieła, jakie w założeniu zamierzała stworzyć, bo była dostatecznie uparta i zawzięta, by dokończyć raz rozpoczętą pracę. Znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, ile zapewne kosztowało ją pozostawienie ścinków papierów porozrzucanych po stole, otwartych klejów i suszonych liści leżących w miejscach, w których normalnie nie powinny były się znajdować, dlatego nie zamierzałem dodatkowo przypominać jej o tym, że po wszystkim będzie musiała jeszcze ten cały artystyczny krajobraz posprzątać, nawet jeśli jednocześnie nie mogłem całościowo powstrzymać się od komentarza. Uśmiechnąłem się pod nosem i nalałem sobie grzańca, bez pytania o przewidzenie dla mnie jego porcji, bo skoro miałem uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, należało przynajmniej zadbać o odpowiednie środki znieczulające.
- Istnieją, Sunny. Ploblem polega na tym, sze pszy wymianie tszeba oddaś popszedni egzemplasz, a mam uzasadnione podejszenie, sze nikt nie pszyjmie mnie w takim stanie technicznym. - Sięgnąłem po kubek z grzańcem i upiłem łyk, powoli sącząc alkohol i zerkając przy tym na pocztówkę, którą starała się stworzyć, a która zaczynała wyglądać o całe wieki rozwoju technicznego lepiej, aniżeli coś, co mogłoby kiedykolwiek wyjść spod moich paluchów, nawet jeśli jeszcze kilka dni zarzekałem się, co do tego, iż moje artystyczne umiejętności były na naprawdę wysokim poziomie. Pomimo psioczenia, Pruey była w stanie wykonać coś, co wyglądało naprawdę ładnie i nie wolało o pomstę do Matki.
Usiadłem obok niej i odstawiłem grzane wino na blat w zasięgu ręki, ale nie niebezpiecznie blisko, by niczego nim nie zalać, przy czym przelotnie spojrzałem na własne dłonie, na czystą kartkę, a następnie na niewielkie kawałki papieru rozsypane po stole, wzruszywszy do siebie ramionami - faktycznie, moje palce były stworzone raczej dużo bardziej do trzymania różdżki, broni, narzędzi i rzeczy, które miały paskudny zwyczaj próbować mnie zabić, niż do precyzyjnego przyklejania pomarańczowych kawałków papieru w odpowiednim miejscu, mimo to sięgnąłem po jeden z nich, obróciwszy go parokrotnie pod różnym kątem.
- Poza tym wspielam cię balso aktywnie. - Wyciągnąłem rękę po klej, przyglądając się materiałom z ostrożnością, z jaką zwykle oglądałem przedmioty podejrzane o posiadanie klątwy. - Dobla, pokasz mi, gdzie to ma iść. - Zasugerowałem, bo miała swoją wizję, w którą nie zamierzałem za mocno ingerować, skoro okazywała się dobra.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
Wczoraj, 19:50  ✶  

Ignorowanie tego chaosu, który ją otaczał nie było dla niej łatwe. Jakoś musiała to jednak przetrawić, nie mogła jednocześnie dbać o porządek i spełniać swojej artystycznej wizji, nie do końca jej się to zgrywało. Musiała mieć na wyciągnięcie ręki wszystkie pierdoły, które mogły nadać jej kartkom nieco uroku. Zaakceptowała więc po prostu ten bałagan, później będzie się nim martwiła, to znaczy pewnie nawet nie martwiła, tylko od razu zajmie się doprowadzeniem kuchni do normalności, do ładu i porządku, który tak bardzo lubiła.

- Fakt, będę musiała najpierw nieco Cię odrestaurować, ale myślę, że jestem w stanie sobie poradzić nawet z najbardziej fatalnym przypadkiem, nieco się to wszystko wyklepie i na pewno Cię przyjmą. - Na pewno się o to postara, jak wiadomo, kiedy Prudence bardzo na czymś zależało, to dostawała to czego chciała, była uparta, a wystarczyłoby, żeby jej przytaknął i powiedział, że tworzenie własnoręcznie kartek to wyśmienity pomysł. Niestety nie mogło być tak prosto, prawda? Cóż, nie przejmowała się jego nastawieniem. Była zadaniowa, skoro miała wokół siebie te wszystkie materiały, to w końcu powinno jej się udać coś, co da się wysłać, jeśli zajdzie taka potrzeba będzie siedzieć tutaj do rana. Była przygotowana, miała grzańca, plus cały zestaw do robienia kolejnej porcji, więc jakoś to będzie.

Uśmiechnęła się sama do siebie, bardzo szeroko, kiedy jej dzieło w końcu zaczęło przypominać to jak je sobie zwizualizowała. Nie było tak źle jak zakładała - ba, wręcz przeciwnie kartka wyglądała naprawdę fantastycznie. Dynia była równa, miała idealnie przyklejone oczy, brakowało tylko ostatniego szlifu - sięgnęła po złoty brokat i obsypała nim kartkę. Chciała, aby się błyszczała.

- Cieszę się, że jednak wybierasz opcję tworzenia, a nie kupowania odświętnej papeterii. - Doszli najwyraźniej do konsensusu. Nie zamierzała wchodzić mu w drogę, na pewno wpadnie na jakiś wybitny pomysł i przeniesie to na papier, w końcu wspominał o tym, że jest całkiem niezły w te artystyczne rzeczy, zarzekał się, że stworzy piękny wianek, mogła go trochę sprawdzić, chociaż w nieco innej dziedzinie.

Przesunęła swoją kartkę nieco w bok, musiała teraz wyschnąć, żeby przypadkiem to co na nią nakleiła się nie posypało. Podniosła się odrobinę na krześle i nachyliła przed kartką Benjy'ego. - Ja kleję z tego dynie, kawałek po kawałku je wyklejam. - Przesunęła dłonią po kartce, aby pokazać mu o jakie miejsca jej chodziło. - Ale możesz zrobić coś od siebie, na pewno masz jakąś interesującą wizję, którą chciałbyś przenieść na papier. - Nie musiał się przecież trzymać jej pomysłów.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
Wczoraj, 21:40  ✶  
Przez chwilę patrzyłem na nią w milczeniu, próbując zdecydować, czy naprawdę powiedziała właśnie to, co usłyszałem, czy też grzaniec zaczynał w końcu robić swoje, ale szeroki uśmiech Prudence i ta niewinna mina, której zdecydowanie nie należało ufać, rozwiały moje wątpliwości - oparłem przedramię o stół, przesunąłem wzrokiem po rozrzuconych materiałach, brokacie, papierach i kleju, po czym wróciłem spojrzeniem do niej, wyraźnie rozbawiony tym, że mogliśmy w jednej chwili poruszać temat własnoręcznego wykonania kartek na poważne religijne święto, jakim bez wątpienia powinno było być tegoroczne Samhain, a w następnej poruszać kwestię renowacji mojej osoby, jakbym był starym meblem znalezionym przez nią na Nokturnie.
- „Wyklepie”, powiadasz? - Powtórzyłem, obdarzywszy ją nieco dłuższym spojrzeniem. - Oczywiście. Tylko ostszegam, Sunny, jeszeli naplawdę zamieszasz polwaś się na lenowasję, będziesz musiała się pszyłoszyś. - Zerknąłem na nią z ukosa, raz jeszcze oceniając stan, do jakiego doprowadziła naszą kuchnię, szczególnie okoliczne blaty. - Mam kilka miejsc, któle od dawna ploszą się o posządne klepanie. - Pozwoliłem, żeby ostatnie słowo zawisło między nami odrobinę dłużej, niż wymagała tego rozmowa prowadzona przy wyklejaniu, po czym z niewinną miną sięgnąłem po pomarańczowy kawałek kartonu, obróciwszy go w palcach i odłożywszy na bok.
Posłałem jej krótki uśmiech, zdecydowanie zbyt cnotliwy jak na człowieka, który właśnie powiedział coś takiego, po czym bez większego przejęcia wróciłem do degustacji grzańca i odsuwania sobie krzesła, aby wreszcie zasiąść przy stole i „okazać jej trochę wsparcia, jak na dobrego męża przystało”.
Kiedy przesunęła swoją pobrokatowaną kartkę i pochyliła się nad moją, zerknąłem na wskazane przez nią miejsca, starając się naprawdę zapamiętać instrukcje, na których dźwięk pokiwałem głową z miną fachowca, który właśnie otrzymał skomplikowaną dokumentację techniczną, chociaż w środku nadal bawiła mnie myśl, że przed chwilą niemal bez mrugnięcia okiem zasugerowała, że mogłaby mnie trochę „wyklepać”, a teraz tłumaczyła mi, gdzie mam przykleić pomarańczowy papierek na większą kartkę wysyłaną do jej matki lub, co lepsze, ojca.
- Rozumiem. Dynia. Kawałek po kawałku. -  Wziąłem do ręki klej i przyjrzałem mu się uważnie. - Niezwykle plecyzyjna instluksja. Szczególnie podoba mi się część o tym, sze mam zlobiś coś od siebie. - Przesunąłem spojrzeniem po jej twarzy, mrużąc oczy i wypychając policzek językiem. - Bo wiesz, mam kilka intelesujących wizji. Nie wszystkie nadają się jednak na papiel. - Sięgnąłem po fragment wyklejanki, tym razem naprawdę zabierając się do pracy, chociaż przez dłuższą chwilę bardziej bawiło mnie coś zupełnie innego, zupełnie bez związku z kontemplacją przygotowań do nadchodzącego sabatu. Tradycje rodzinne najwyraźniej budowały się same…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1141), Prudence Fenwick (1078)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa