7 godzin(y) temu ✶
19.10.1972, późny wieczór
okolice Soho
okolice Soho
Po wrześniowych pożarach podjęto w The Globe bardzo polityczną decyzję o zdjęciu z afisza mugolskich baśni, ale zanim to się stało, Hannibal zdążył się zapoznać z materiałem źródłowym. Jeden z utworów, na które trafił, opowiadał o biednej sierotce, która z pomocą matki chrzestnej - wróżki, mugole niekiedy określali tak czarownice - przemienia się w piękność i udaje na bal, z zastrzeżeniem jednak, że czar będzie działał jedynie do północy.
Hannibal nie był ani biedny, ani nie był sierotą, a już na pewno nie zamierzał wracać do domu przed północą. Właściwie zgadzała się tylko impreza i przemiana w piękność. To znaczy, w piękność płci żeńskiej, oczywiście, Selwynowi w jego przyrodzonej postaci też nic nie brakowało. Zdecydował się tego wieczoru na inny typ urody, niż własny: zaokrąglone rysy twarzy, miękko układające się jasne włosy, niebieskie oczy… Wyrósł już dawno z przesady w figurze, to nie było ani wygodne, ani praktyczne (wystarczyło jedno wieczorne wyjście, niektórzy mężczyźni dostawali małpiego rozumu na widok cycków), ani tak naprawdę nie przemawiało do jego poczucia estetyki. Podobnie dla wygody zdecydował się na kombinezon: jasnoniebieski, w odcieniu, który normalnie nie byłby dla niego najbardziej twarzowy, ale dziś bronił się doskonale. Góra była głęboko wycięta, ale na tyle dopasowana w biuście, żeby zbierać jego niewielkie piersi nawet bez stanika. Spodnie, dopasowane w biodrach i udach, rozszerzały się ku dołowi, ich fason, wciąż znajomy, nawet w tej odsłonie, był świadomym (i dobrym!) wyborem. Materiał błyszczał w tańczących odbłyskach dyskotekowych świateł. Białe buty na platformie dodawały mu kilku centymetrów, co wcale nie było kluczowe, kiedy się było dziewczyną, ale pewne nawyki trudno było wykorzenić. Szyję zdobiły przywieziony jeszcze z Paryża naszyjnik z kryształkami Svarowskiego (większość obecnych nie byłaby w stanie rozpoznać jego wartości, to nie był taki klub), oraz dopasowana do kombinezonu muszka, zuchwały męski akcent, który na tle nagiej skóry tylko podkreślał łagodną linię ramion i szyi.
Dawno już minęły czasy, kiedy myśl o zmianie płci z pomocą rodowej toaletki wywoływała u niego rumieniec, ale wciąż robił to wystarczająco rzadko, by miało posmak przygody. Ciało było inne, nogi i ręce krótsze, środek ciężkości niżej, przód spodni dziwnie pusty, przód bluzki nieznajomo wypełniony. Skóra gładsza, delikatniejsza, wrażenia, które zwykle odbierał niejako od drugiej strony, teraz ekscytująco własne.
"Jak to jest stać się przez moment kimś innym?" - zapytała go na bankiecie z okazji premiery "Ekstazy Merlina" Eugenia Jenkins. Hannibal nie pamiętał, co wtedy odpowiedział, ale na pewno nie… to.
Był czwartek i lokal nie był pusty, ale zdecydowanie nie tętnił życiem tak, jak w weekend.
Muzyka płynęła ponad głowami, falowała od ściany do ściany, bez problemu górując natężeniem nad szumem rozmów i brzękiem szkła. Na parkiecie było jeszcze na tyle dużo przestrzeni, by nie dało się przykleić do partnera i użyć wymówki ścisku - intencje musiały być jasne jak odblaski dyskotekowej kuli. Wybory - mniej przypadkowe. Hannibal póki co pozostawał przy barze, obserwując.
Były takie rzeczy, które po prostu nie powinny się dziać. Nie przed północą, nie po trzech (a może czterech?) drinkach i nie w mugolskim (!) klubie w samym środku Soho. Jedną z takich rzeczy było ujrzenie własnej twarzy parę stołków dalej.
Komuś tak rozpoznawalnemu, jak Selwyn, nieobcy był oczywiście widok własnej twarzy - pojawiała się na zdjęciach w gazetach, nie schodziła z plakatów teatralnych, wreszcie patrzyła na niego z lustra przez więcej czasu, niż na przeciętnego czarodzieja. Wciąż, jeżeli ktoś nosił ją tutaj…
Metamorfomag, pomyślał Hannibal, stukając palcem w czubek perkatego noska i dziękując losowi, że zdecydował się dzisiaj udawać kogoś całkiem innego. Przez chwilę studiował kuriozum z bezpiecznej odległości. Czy to mogła być jakaś zagrywka dziennikarzy? Był tylko jeden sposób, by się o tym przekonać - i zapowiadał się zabawnie.
DJ właśnie postanowił zmienić klimat i zamiast kolejnego glamrockowego hitu puścił nowość zza oceanu.
"My friends feel it's their appointed duty
They keep trying to tell me here
All you want to do is use me
But my answer, yeah to all that use me stuff
I, I, I, is that I wanna spread the news
That if it feels this good getting used
Oh you just keep on using me until you use me up
Until you use me up…"
They keep trying to tell me here
All you want to do is use me
But my answer, yeah to all that use me stuff
I, I, I, is that I wanna spread the news
That if it feels this good getting used
Oh you just keep on using me until you use me up
Until you use me up…"
Jednym haustem opróżnił swój kieliszek, stanął na nogach (przyjemny szum w głowie sugerował, że to mogły jednak być cztery drinki, a nie trzy) i podszedł do tajemniczego sobowtóra. Kocim ruchem wsunął się na sąsiedni stołek barowy, jego kolano niby przypadkiem na moment zetknęło się z udem nie-Hannibala. Zwróciwszy na siebie uwagę, odgarnął za ucho długie włosy i wlepił w niego ocienione długimi rzęsami oczy. Ruchem głowy wskazał na parkiet.
- Zatańczymy?