• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Początek marca 1972] Przysługa | Danielle & Samuel

[Początek marca 1972] Przysługa | Danielle & Samuel
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#1
04.04.2023, 04:19  ✶  

O tym, że w marcu odbędzie się Bal Charytatywny Longbottomów wiedzieli już wszyscy zainteresowani, również spoza Doliny Godryka. Cieszyła się na myśl o tej imprezie i nie ukrywajmy, nie mogła się jej doczekać. Choć na pierwszy rzut oka tego typu wydarzenia kojarzyły się z nadętymi, bogatymi czarodziejami, którzy nie znali pojęcia dobrej zabawy i poczucia humoru oraz sztywną etykietą, Danielle miała tą fajną cechę, która pozwalała jej czerpać z rzeczy to, co najlepsze i kompletnie nie przejmować się niedogodnościami. Potrafiła zatem przymknąć na nie oko, ciesząc się tym, na czym najbardziej jej zależało - czyli zabawie z bliskimi, dobrym jedzeniu i tańcu. Poza tym, to było wydarzenie Longbottomów. Te, nieskromnie rzecz ujmując, zawsze były lepsze od innych. A skoro o bliskich mowa...

Tego roku postanowiła, że zaprosi osobę towarzyszącą. Z tą myślą przygotowała ładne imienne zaproszenie, zapakowała przygotowany przez Skrzatkę posiłek, oraz w porze obiadowej skierowała się do warsztatu w którym urzędował na co dzień Sam. Nie musiała wysyłać sowy z informacją, że się pojawi - to, że Sami będzie na miejscu o tej porze dnia, było niemal pewne. Rzadko się stamtąd ruszał.

Dobrze czuła się w warsztacie. Nie miała problemu z odnalezieniem się w zagraconych miejscach, zwłaszcza, że w jej gabinecie w Mungo panował podobny chaos. To znaczy zagraconych tak, jak zagracone bywały warsztaty - jakkolwiek człowiek by się nie starał, raczej niemożliwe było zachowanie idealnego porządku w miejscu, w którym ciężko się pracowało. W pierwszej chwili nie dostrzegła Samuela, choć dźwięki grzebania w rzeczach i marudzenia pod nosem, jakie dochodziły z pomieszczenia dodatkowego, upewniły ją, że jej przypuszczenia były słuszne i Carrow był na miejscu. Postanowiła nie przerywać mu pracy, czekając cierpliwie aż wróci do głównego pomieszczenia. Lekko podskakując, usiadła sobie na blacie jednej z szafek (upewniając się, że nic tam nie leży) i swobodnie pomachując nogami, zaczęła otwierać skrupulatnie zapakowaną przez Skrzatkę, paczkę z jedzeniem. Dwoma porcjami, rzecz jasna. W końcu posiłki najlepiej spożywać w towarzystwie.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#2
04.04.2023, 11:59  ✶  

Wiosna miała nadejść lada chwila. Wzbudzało to w Samuelu chęć do działania. Dni były coraz dłuższe, ciemność nie przychodziła zbyt wszystko ponownie zaczęło się w nim rodzić wiele pomysłów. W marzec wszedł więc pracowicie. Większość dnia spędzał w warsztacie, zresztą, jak zawsze. Poza momentami, w których był oddelegowany przez ministerstwo do nauczania to głównie tutaj przebywał. Pracował nad kilkoma pomysłami, które wydawały się mu być genialne. Miał nadzieję, że faktycznie coś z tego wyjdzie i uda mu się wreszcie wzbogacić, bo jak na razie jego praca przynosiła raczej średnie efekty.

Warsztat Samuela nie należał do specjalnie zadbanych miejsc. Walało się w nim pełno przedmiotów, które mogłyby mu się do czegoś przydać. Zdarzało mu się wieczorami spacerować po okolicznych śmietnikach i wyciągać z nich rzeczy, które jego zdaniem nadawały się do renowacji. Przez to nazbierało się ich całkiem sporo, a miał tendecje do znoszenia ich nadal.

Carrow udał się do jednego z bocznych pomieszczeń, gdzie trzymał najróżniejsze przyrządy, które służyły mu do pracy. Nie mógł znaleźć klucza, którego szukał. Kilka siarczystych kurew rzucił w eter niezadowolony z tego, że los mu nie służy.

Drzwi do warsztatu zawsze były otwarte, w końcu klienci często go odwiedzali właśnie w tym miejscu. Nie słyszał jednak kroków, za bardzo był zaabsorbowany poszukiwaniami, żeby usłyszeć, że ktoś wszedł do środka. - Nareszcie - Mruknął do siebie, kiedy odnalazł zgubę. Mógł wrócić do głównego pomieszczenia.

Nim jednak wrócił sięgnął za ucho, gdzie miał wsuniętego papierosa, wsadził go do ust i odpalił, zaciągnął się dymem, dopiero wtedy wrócił do pomieszczenia, w którym znajdowała się Danielle.

Samuel wygladał typowo dla siebie, nieco za bardzo umorusane spodnie, flanelowa koszula w czarno - czerowną kratę wydawała się być na niego nieco za duża. Zatrzymał się gwałtownie, gdy zobaczył pannę Longbottom na blacie. - Merlinie, czy chcesz, żebym zszedł tutaj na zawał? - Nie spodziewał się gości, także trochę go zaskoczyła. Tym bardziej, że nie usłyszał, jak wchodziła do środka.

Podszedł do niej, wypadałoby się chyba przywitać. - Poza tym miło Cię widzieć Dani, jak zawsze. - Dodał zatrzymując się tuż przed nią, uśmiechnął się przy tym serdecznie. Oparł się o blat tuz obok niej, nadal nie skończył palić więc zaciągnął się dymem, a po chwili wypuścił powietrze. - Co Cię do mnie sprowadza? - Musiał być przecież jakiś powód, że zawitała do jego królestwa.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#3
04.04.2023, 14:08  ✶  

Istniało jedno mądre przysłowie, które lubiła powtarzać, gdy ktoś ze współpracowników zarzucił jej, że gabinet w którym urzęduje to istne pobojowisko. Tylko geniusz panuje nad chaosem, odpowiadała wtedy i choć zdecydowanie nie uważała się za osobę genialną, była to sentencja, na którą ciężko było znaleźć kontrargument. Geniuszem natomiast w jej oczach był Carrow. Zrobienie czegoś z niczego było nie lada sztuką, która wymagała nie tylko książkowej wiedzy na temat mechanizmów oraz sposobu działania poszczególnych rzeczy, ale i ogromu kreatywności oraz pomysłowości, co z czym można połączyć, żeby wyszło... coś.

Siedziała sobie wygodnie na blacie, oczekując, aż Sami skończy grzebać pomieszczeniu pełnym skarbów. Nie przyszła tu po to, żeby mu przeszkadzać, ponadto nie brakowało jej cierpliwości - była świadoma ryzyka, że być może będzie czekała na niego dłuższą chwilę. Miała wrażenie, że kiedy Sami wpadał w trans tworzenia, nie liczyło się nic poza tym i szanowała to. Mogła czekać na niego tyle, ile będzie trzeba.

Oczekiwanie było krótsze, niż zakładała - gdy powrócił do warsztatu, zdążyła zaledwie rozpakować paczkę z jedzeniem. Po chwili dotarł do niej charakterystyczny zapach tytoniu, a dźwięk głosu Carrowa uniosła głowę i posłała mu pełne rozbawienia spojrzenie.
- Chcieć nie chcę, ale jeżeli masz w planach takie urozmaicenie sobie dnia, chyba lepiej żeby uzdrowiciel był w pobliżu. - odpowiedziała mu, lekko wzruszając ramionami. Po jej głosie bez problemu można było się domyślić, że sobie żartuje.
- I Ciebie również dobrze widzieć, zwłaszcza w twoim naturalnym środowisku występowania. - odpowiedziała gładko. Uniosła lekko brew. Otóż, Sami, sprowadza mnie do Ciebie prośba o przysługę. Nie powiedziała tego jednak, uznając że ten temat nie jest odpowiednim początkiem rozmowy.

- Naprawdę potrzebuję powodu, żeby Cię odwiedzić? - uniosła lekko brew. Kiedy podszedł bliżej, sięgnęła po jedno rozpakowane wstępnie pudełko na którym leżały sztućce i podała mu. - Beef Wellington. Smacznego. Zakładam, że twoje śniadanie składało się z papierosa i herbaty, więc jeżeli niedługo czegoś nie zjesz, faktycznie niedługo możesz zejść. I nie na zawał, a z niedożywienia. - wyjaśniła. Jej głos był miękki i pogodny, jak zawsze zresztą. Zdawała się mieć dobry humor. - Ah, i to dzieło Malwy, nie moje. Nie musisz się bać, nie dostaniesz po tym rozstroju żołądka. Ja nie umiem gotować takich cud... jeszcze. Może kiedyś się nauczę. - dodała szybko, zachęcając tym samym blondyna, że nie musi się obawiać zawartości pudełka.

Bez większej krępacji sięgnęła po drugie pudełko zawierające nieco mniejszą porcję tego samego posiłku, po czym wzięła pierwszy kęs. Spożywanie posiłku siedząc na blacie i trzymając pudełko w dłoniach nie należało do najwygodniejszych, jednak w tym momencie zdawało się być najfajniejszą czynnością na świecie. Tym bardziej, że posiłki jakie przygotowywała Malwa chyba nigdy nie przestaną jej zachwycać.
- Nad czym ciekawym teraz pracujesz? - zagadnęła go w międzyczasie.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#4
04.04.2023, 22:27  ✶  

Samuel nigdy nie uważał siebie za jakąś wybitną jednostkę. Raczej za typowo przeciętną osobę, a może nawet i mniej. Był dosyć mocno zakompleksiony, czuł, że nie dorównuje większości czarodziejów. Bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, gdzie w hierarchii się znajduje i nie zamierzał tego podważać. Przyzwyczaił się do swojego losu. Może nawet było mu dobrze? Nie zależało mu na uznaniu. Liczyli się dla niego głównie najbliżsi, to ich zdanie go obchodziło najbardziej.

Carrow jakoś nie do końca czuł, że robi coś wyjątkowego. Przecież tylko grzebał w śmieciach i je naprawiał. Mało kto w ogóle chciałby się zajmować czymś takim, a on w tym znalazł swój sposób na życie. Dzięki temu zarabiał bez inwestowania wielkich kwot w to, co tworzył, co w jego przypadku było ogromną zaletą. Nie miał przecież żadnych pieniędzy, które mógłby włożyć w swój biznes. Radził sobie z tym, co miał.

- Czyli jednak mam szczęście, że się pojawiłaś. - Powiedział z rozbawieniem. Może i mogła zostać powodem jego ewentualnego zawału, jednak przy okazji go uleczyć. Doskonała równowaga.

Dopiero po chwili do jego nozdrzy dotarł zapach jedzenia. Spojrzał na Danielle, zauważył pakunek, który ze sobą przyniosła. Odruchowo zgasił papierosa. Wiedział, że większość osób nie tolerowała smrodu tytoniu przy spożywaniu posiłków. - Dziękuję, chociaż muszę przyznać, że Tobie też się udało całkiem zgrabnie wkomponować w mój warsztat. - Cieszył się, że go odwiedziła, chociaż nadal zastanawiał się, co ją właściwie tutaj sprowadza.

- Tak właściwie, to wiesz, że jesteś tutaj zawsze mile widziana, ale wyczuwam jakiś podstęp. - Stał teraz przed nią i przyglądał się pannie Longbottom uważnie, jakby szukając odpowiedzi w wyrazie jej twarzy.

Przejął od Dani jedzenie. Wyglądało nieźle, zastanowił się przez chwilę, kiedy ostatnio jadł coś równie atrakcyjnego - nie bardzo jednak potrafił znaleźć odpowiedź na to pytanie. Samuel nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi do tego, co jadł. Dosyć często właściwie zapominał o posiłkach. Usiadł na blacie obok Danielle, próbował poradzić sobie ze sztućcami, jednak szło mu to raczej topornie, nie poddawał się jednak, nie z takimi demonami sobie radził. - Blisko byłaś, tyle, że herbatę pomyliłaś z czarną kawą. - Powiedział do niej jeszcze przy okazji unosząc widelec z jedzeniem w stronę swoich ust.

- Pyszne, możesz jej przekazać, że mi smakowało. - Pewnie Skrzatce zrobi się miło, jeśli usłyszy kilka komplementów. - Myślisz, że rozstrój żołądka jest w stanie mnie przestraszyć, no coś Ty. - Naprawdę miała go za takiego słabeusza, a niby znali się tak długo.

Samuel nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł coś tak smacznego. Danielle zrobiła mu dzień przyniesieniem  tego przysmaku. Miał wrażenie, że zawsze dbała o innych, była bardzo ciepłą osobą. Nie spotkał zbyt wielu takich osób w swoim życiu, jego własny ojciec nigdy tak o niego nie dbał jak ona.

Danielle zadała pytanie, na które Samuel zawsze chętnie odpowiadał. Mogła zauważyć błysk w jego oku, kiedy zaczął opowiadać, nie dało się nie dostrzec, że robi to z ogromną pasją. - Nie wiem, czy widziałaś kiedyś, mugole mają coś takiego jak wrotki. Takie śmieszne buty z kółkami na spodzie. Jeżdżą tak sobie dla zabawy. Ostatnio kiedy spacerowałem w mugolskim Londynie to znalazłem jedną parę. - Znalazłem to może za dużo powiedziane, wygrzebał je ze śmietnika po prostu, jak zawsze. - Postanowiłem, że spróbuję zaczarować te kółka, w taki sposób, żeby można było jeździć na tych butach po jeziorze. Czy jest to komuś potrzebne? Nie wiem. Myślę jednak, że może być niezłą zabawą. - Nie mógł się doczekać aż skończy projekt i będzie mógł go przetestować.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#5
05.04.2023, 10:55  ✶  

Istniały różne rodzaje geniuszu. Tym mianem można było określić zarówno skrupulatnego pracownika Ministerstwa, naukowca badającego tajemnice magii lub wszechświata jak i Samiego, który potrafił zrobić coś z rzeczy, które większość czarodziejów uznałaby za śmieci i co więcej, potrafił na tym zarobić. Sam w jej oczach był nie tylko uzdolnionym, kreatywnym czarodziejem. Przede wszystkim był osobą, która pomimo ogromu przeciwności losu z jakimi musiał zmagać się w swoim życiu, był gotowy uchylić nieba swoim bliskim, który tego potrzebowali. Wiedziała, że nie Sam nie patrzy na siebie w ten sposób. Irytowała ją niesprawiedliwość tego świata - to, że ludzie którzy byli prawdziwie wartościowi, zdawali się tego nie zauważać.

- To ta umiejętność wtapiania się w otoczenie. Gdybym była animagiem, przybierałabym formę kameleona. - oznajmiła pewnym głosem i zaczepnie uniosła lekko brew. Tylko przez chwilę brzmiało to fajnie; po tym, jak błyskawicznie zmienił się jej wyraz twarzy można było zauważyć, że chyba to do niej dotarło. Poczuła, jak przechodzą ją ciarki zażenowania. - Miałabym wyłupiaste oczy, długi język i jadłabym muchy. Uh, chyba podziekuję.

Jej poczucie zażenowania minęło tak szybko jak się pojawiło, miała dosyć duży dystans do siebie.
- Oh, czyli mnie przejrzałeś. No dobra, wszystko Ci powiem. - popatrzyła na niego poważnie. Sugestywnie zerknęła w stronę posiłku, którym poczęstowała Sama. To, że był to pierwszy jego posiłek już nawet jej nie dziwiło. Poddała się w próbie doedukowania go (nie tylko jako uzdrowicielka i przede wszystkim przyjaciółka), że to śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia i nie, papieros i kawa nie liczą się jako posiłek.
- Malwa dodała do twojej porcji specjalny składnik, po którym zgodzisz się na wszystko, o co Cię poproszę. Na dobry początek, w końcu wyegzekwuję od Ciebie jedzenie normalnego śniadania przed rozpoczęciem pracy. A później, możesz na przykład przepisać na mnie warsztat. Skoro dobrze się z nim komponuję, będę mogła przesiadywać tu ile będę chciała, bez świadomości, że w każdej chwili możesz mnie wyrzucić. - mówiła spokojnym, poważnym głosem. Sam jednak znał ją na tyle długo, że mógł domyślać się, że się zgrywa.

Posłała mu wesoły uśmiech, który nijak pasował do jej wcześniejszych bardzo groźnych gróźb.
- Dzięki, na pewno przekażę. - kiwnęła głową. Wiedziała, że Malwa robi najlepszy Wellington na świecie. W innym wypadku nie poprosiłaby jej, żeby przygotowała go akurat dziś. 

Jedną z cech Dani było to, że bardzo uważnie słuchała tego, co się do niej mówiło. Zarówno jako cicha słuchaczka jak i aktywna uczestniczka rozmowy, zawsze starała się wyczuć, czego w danym momencie potrzebuje jej rozmówca. Lubiła słuchać ludzi, a już zwłaszcza, gdy mówili o czymś z prawdziwą pasją - ich aura lśniła wtedy tak pięknie.

Zaangażowanie Samiego szybko jej się udzieliło. Choć miała zerowe pojęcie na temat mugolskich wynalazków, buty z kółkami na podeszwie wydały jej się wyjątkowo interesujące.
- Mugole jeżdżą dla zabawy jeżdżą czymś, przez co na dobrą sprawę mogą się przewrócić i wybić sobie zęby? - upewniła się, a w jej oczach pojawił się charakterystyczny błysk. - Przecież to jest genialne! Kiedy uda Ci się sprawić, że będą pływać na wodzie, mógłbyś sprzedać ten patent rybakom, wodowrotki są znacznie poręczniejsze i bardziej zwrotne niż niejedna łódka. - wyrzuciła z siebie. Niemal natychmiast zaskoczyła z blatu - wtedy można było dostrzec brudny ślad na jasnoniebieskiej sukience. W ogóle go nie zauważyła. A gdyby go zauważyła, wątpliwe żeby się przejęła, kompletnie nie przywiązywała do tego uwagi.
- Masz tylko jedną parę, prawda? Byłbyś w stanie załatwić drugą? Nie muszą być magiczne, mogą być te bez ulepszenia, mugolskie. Odkupię! Przecież u mnie w domu oszaleją na ich punkcie. - nawijała. Oczami wyobraźni widziała, jak urządzają konkurs, jeżdżąc po korytarzach posiadłości. Kto się pierwszy wywali, wygrywa. Przecież to z automatu czyniło ją potencjalnym zwyciężą.

Posłała mu wesoły uśmiech. W międzyczasie sięgnęła do kieszeni sukienki i wyjęła elegancko zapakowaną kopertę. Wcisnęła mu w dłonie, jak gdyby nigdy nic, nieszczególnie wyjaśniła też o co chodzi - była zbyt zaaferowana wrotkami, by wpaść na to, że fajnie byłoby mu wytłumaczyć co i jak.
- To co, mogę się przejechać? Obiecuję, że nic nie popsuję!
Koperta zawierała jedną karteczkę - eleganckie, imienne zaproszenie na Bal Charytatywny organizowany przez jej rodzinę.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#6
05.04.2023, 12:06  ✶  

- Byłabyś pewnie najpiękniejszym kameleonem ze wszystkich. - Powiedział starając się przy tym nie roześmiać. Cóż, wtapianie się w tło brzmiało naprawdę dobrze, jednak reszta wizualizacji Danielle spowodowała, że faktycznie ten pomysł nie wydawał się być aż taki atrakcyjny. - Wiesz, gdzieś tam na świecie ludzie jedzą muchy i robaki, a nie zmieniają się przy tym w kameleona, ponoć mają w sobie dużo białka? Czy czegoś tam innego. - Nie specjalnie znał się na tym, wolał więc specjalnie nie brnąć w ten temat. Ot, rzucił po prostu ciekawostką.

- Dani, znam Cię zbyt długo, aby mogło być inaczej, za każdym razem jestem w stanie Cie przejrzeć. - Czy tak było naprawdę? Może i nie zawsze, jednak miał wrażenie, że naprawdę ją rozumie bez słów. Spędzili ze sobą już sporo czasu, nie da się ukryć, że dzięki temu byli w stanie poznać się bliżej, a co za tym idzie potrafił rozpoznać jej zachowania.

- Dlaczego nie powiedziałaś mi tego, zanim ugryzłem pierwszy kęs, Danielle, nie sądziłem, że potrafisz być taka przebiegła. - Powiedział z udawanym oburzeniem. - Staram się jeść śniadania, naprawdę, tylko wiesz, czas to pieniądz, po prostu zapominam o tym. - Wytłumaczył się zgodnie z prawdą. Kiedy wstawał rano bardzo często od razu szedł do warsztatu, bo w nocy przychodziły do niego różne myśli, żeby nie zapomnieć tych wszystkich pomysłów od razu zmierzał je realizować. - Dani, wiesz, że nie muszę go na Ciebie przepisać, przecież możesz tutaj przesiadywać ile chcesz, nie miałbym serca Cię wyrzucić, właściwie to nawet nie wiedziałem, że to lubisz. - Zaskoczyła go nawet ta reakcja. Miał wrażenie, że dla większości osób to pomieszczenie jest raczej tym, w którym chcieliby się znaleźć na samym końcu kolejności. Pełne było gratów, nie było miejsca aby usiąść, dosyć ciemne - zdecydowanie nie do końca atrakcyjne.

Samuel był pewien, że panna Longbottom tylko sobie żartuje, nie spodziewałby się po niej takich złowieszczych czynności jak zaczarowanie jedzenia.

Nie chciał zanudzić Danielle swoim gadaniem o mugolskich przedmiotach, miał jednak wrażenie, że temat jej się spodobał, co ogromnie go ucieszyło. Zauważył błysk w jej oczach. - Śmieszne, co nie? - Sam nie do końca wiedział, co może być atrakcyjnego w tym, że mogą sobie wybić zęby, no ale skoro sprawiało im to frajdę, to coś musiało w tym być. Dlatego też chciał spróbować. - Tak sobie właśnie pomyślałem, że znaleźliby się chętni, którym mogłoby się to przydać do pracy. Byłyby szybsze od łódki, nie wiem tylko, jak zareagowałaby zwierzyna, czy by jej nie wystraszyły? - O tym wcześniej nie pomyślał, a sam średnio się znał na łowieniu ryb.

Panna Longbottom nie mogła usiedzieć w miejscu, zeskoczyła z blatu, Samuel zaśmiał się w głos widząc jej entuzjazm. - Dla Ciebie wszystko Milady. Jestem w stanie zorganizować dodatkową parę. - Nie było to dla niego w żaden sposób problematyczne, a jeśli Danielle wydawała się być tym zainteresowana, to zamierzał spełnić jej prośbę. - Tylko obiecaj mi, że będziesz na siebie uważać, nie chciałbym być odpowiedzialny za wybite zęby. - W końcu nie wiadomo, jak mogłaby się zakończyć taka zabawa.

Podczas tej pogawędki Danielle bez słowa wręczyła mu kopertę. Cóż, był ciekawy, co znajduje się w środku pozwolił więc sobie od razu ją otworzyć. Przestał jeść, najwyżej dokończy później. Ostrożnie otwierał kopertę, aby nie uszkodzić jej zawartości. Wyciągnał zaproszenie, przeczytał jego treść. Nieco spoważniał. - Dani, jesteś pewna? - Zapytał, bo nie do końca widział siebie, jako odpowiedniego kandydata na bal. Przecież pasował do tego jak pięść do nosa. Nie bywał na takich przyjęciach, czy właściwie miałby w ogóle, co na siebie włożyć?

- Jasne, możesz się przejechać. - Odpowiedział nieco zamyślony, bo nadal trochę wybiło go z rytmu to zaproszenie.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#7
05.04.2023, 13:20  ✶  

Gdyby miała być jakimś zwierzakiem, zdecydowanie wolałaby być pieskiem. Goldenem najlepiej, takim jasnym z puchatym, merdającym ogonem,  który nie do końca ogarnia życie, ale w sumie można mu to wybaczyć i wszyscy go lubią.
- Gdybym wiedziała, że masz smaka na robaka, nie prosiłabym Malwy o Wellingtona, a o jakąś potrawę z chrząszczami w roli głównej. - wypaliła, szybciej niż powinna. - To znaczy, ja jej o nic nie prosiłam. Poza pomocą w przejęciu władzy nad Doliną Godryka. - dodała szybko. Bo tak właśnie było. I taki miała plan. Była przebiegła niczym wonsz rzeczny. Niebezpieczny? Tak, jeżeli zaskroniec może zostać uznany za niebezpiecznego.

Zmrużyła oczy, posyłając mu krótkie spojrzenie. Oczywiście, że wiedziała, że byle ogarnięta osoba jest w stanie ją rozgryźć. Dani była niczym otwarta książka i to w dodatku bez tekstu, a z samymi obrazkami.
- No wiesz? Mógłbyś chociaż udawać zaskoczonego. I przerażonego. W końcu planuję stopniowo przejmować władzę. Najpierw twój warsztat, potem reszta Doliny... Później Hogsmeade, Londyn, a na końcu cały świat. - nawijała, bez większego sensu. Jak to ona.

- Ha, tak się chwaliłeś, że jesteś w stanie mnie przejrzeć, a nie wiedziałeś, że lubię tu siedzieć? Czyli jednak umiem Cię zaskoczyć! - odezwała się, a na jej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. W międzyczasie ukłoniła się, być może nieco zbyt teatralnie. - Jeden punkt dla mnie, póki co prowadzę. - dodała, z wyraźnym zadowoleniem. Oczywiście, żadnej rywalizacji pomiędzy nimi nie było. Rywalizująca Dani specjalnie zwolniłaby tuż obok mety, by ścigający się z nią przeciwnik miał szansę na zwycięstwo.

- Na co dzień też ich używają? No wiesz, na przykład jadąc do pracy. Taka jazda wrotkami na pewno jest znacznie szybsza od spaceru czy chociażby biegu. - biedny mugole pozbawieni cuda teleportacji. Była absolutnie zafascynowana, że radzą sobie tak dobrze. Wrotki pozwalały ominąć te okropnie zatłoczone ulice, zwłaszcza rano i popołudniu. Nad zagadnieniem podrzuconym przez Samiego zastanowiła się przez chwilę. Faktycznie, łowienie ryb i płoszenie ich dźwiękiem nie szło w parze . - Nie ma szans na wyciszenie ich? Lub zminimalizowanie drgań na tafli wody? - zamilkła na chwilę, jakby nad czymś bardzo intensywnie myślała. Niemal podskoczyła w miejscu, a jej twarz rozświetlił uśmiech. - Ooooh, wiem kogo mogę zapytać o poradę! Mój kumpel, Alastor, jest fanatykiem wędkarstwa! Wyślę do niego sowę jeszcze dziś. Oczywiście, nie zdradzę twojego genialnego pomysłu, jeszcze by ukradł patent.

Uśmiech nie znikał z jej twarzy ani na moment.
- Naprawdę byłbyś w stanie to zrobić? Przecież Brenna oszaleje z zachwytu. A Mav? Ona sama jeździ na tym, no... Motocyklu, to na wrotkach na pewno też będzie chciała! Jak duży jest to koszt? Chociaż nie, nieistotne! W razie potrzeby zapożyczę się u Erika - na wieczne nieoddanie. - Powiedz tylko ile potrzebujesz. Mugolskie pieniądze też jestem w stanie załatwić.
Nie widziała jego konsternacji na twarzy, gdy czytał wręczoną mu kopertę. Była zbyt skupiona na rozgladaniu się dookoła w poszukiwaniu tych śmiesznych butów w kółkami.
Pytanie Samuela na moment sprawiło, że przestała się rozglądać i posłała mu krótkie, pełne wahania spojrzenie.
- W sumie... W sumie to nie. - odezwała się. - To znaczy mogę obiecać, że spróbuję niczego nie rozwalić ani nie zrobić sobie krzywdy! Ale nie mogę obiecać, że mi się uda. Może lepiej będzie wyjść na zewnątrz...? - no bo mówili o jeździe na wrotkach, prawda?



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#8
05.04.2023, 13:55  ✶  

- Ona umie gotować też takie specjały? Kurde, zaskakujesz mnie Dani. - Nie miał nigdy skrzata, który by mu gotował, także nie do końca się na tym znał, najwyraźniej jednak te stworzenia posiadały umiejętności ugotowania potraw z najróżniejszych zakątków świata. - Nie spodziewałem się tego po Tobie, chciałabyś zostać władcą Doliny Godryka, właściwie to mogłoby być wtedy najbardziej przyjazne miejsce na świecie, próbuj więc, potrzebujecie pomocy? Jakby coś, to jestem zawsze tuż obok, gotowy Ci pomóc. - Wizja Doliny Godryka pod władzą panny Longbottom wydawała się być naprawdę czymś niesamowitym. To miejsce mogłoby być wtedy uznane za arkadię. Chętnie dołączyłby do drużyny Longbottom i pomógł jej przejąć władzę, mógłby się później wszystkim chwalić, że brał w tym udział.

Samuel zaśmiał się w głos. Plan Danielle wydawał się mu być naprawdę wspaniały, chociaż nie do końca prosty w realizacji, jednak nie zamierzał tutaj niszczyć marzeń panny Longbottom. - Po co kończyć na świecie, później masz jeszcze wszechświat, dla kogoś takiego jak Ty to nie powinno być problemem. - Może akurat podłapie jego pomysł. Na pewno chętnie by się w to zaangażował, bo był ciekawy, czy istnieje jakieś inne życie w kosmosie, poza tym na Ziemi.

- Dobra, dobra, nie wyglądasz po prostu na taką, która lubi przesiadywać w miejscach jak to. Nie pasuje to do Ciebie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale mogę się mylić. Właściwie to już wiem, że się myliłem, co sama potwierdziłaś. Jednak cały czas mnie zaskakujesz. Zwracam honor. - Sami nie należał do osób, które lubiły konkurować, bez większego oporu mógłby oddać Danielle zwycięstwo walkowerem. - Mogłaś mnie uprzedzić, że są to jakieś zawody. - Skrzyżował sobie ręce na piersi udając rozczarowanego. - i jakby coś, Ty liczysz punkty, ja miewam z tym problemy. - Wolał ją uprzedzić.

- Z tego, co wiem, to chyba raczej nie. Mogłoby to chyba spowodować wiele wypadków, wiesz, spieszysz się do pracy, jeden nieodpowiedni krok i masz rozwalone pół twarzy. - Wydawało mu się, że to jednak zbyt ryzykowny środek transportu jak na podróże do pracy. - Ale słuchaj, mugole jeżdżą na takich śmiesznych urządzeniach, na które się siada z dwoma dużymi kołami. - Zaczął gestykulować, żeby pomóc jej wyobrazić sobie rower. Szło mu to raczej średnio, ale naprawdę bardzo mocno się starał. - Mają takie dwa dzyngsy na dole i kręcą to nogami, żeby jechało, zabiorę Cię kiedyś ze sobą, żeby Ci pokazać, w ogóle może też gdzieś znajdę jakiś, to może będziemy mogli go przetestować. - Skoro Longbottom wydawała się być zainteresowana rzeczami związanymi z transportem był skłonny pokazać jej to, co on sam już widział na własne oczy.

- Musiałbym nad tym popracować, tak właściwie to dopiero zacząłem ten projekt. - Nie rozmyślał jeszcze nad tym jakoś mocno, będzie musiał przetestować wszystkie możliwości. - Jesteś CUDOWNA, może zapytaj się go od razu, czy zechciałby to przetestować, skoro zna się na łowieniu ryb, to może chciałby z tego skorzystać. - Szukał od razu klienta na swój wspaniały projekt, może znajomy Danielle będzie chciał go kupić? Warto było zapytać.

- Nie przejmuj się kosztem, w ogóle co to za pytanie. Nie będziesz się u nikogo zapożyczać. - Powiedział stanowczo, bardzo stanowczo jak na niego. Jeśli chodzi o Dani to Carrow był w stanie wszystko wrzucić w koszta prowadzenia działalności, nie zamierzał jej kasować za takie rzeczy, bardziej cieszyło go to, że mógłby jej zrobić przyjemność. - Jeździ na motocyklu? Mój znajomy Henry ma mugolski warsztat samochodowy, widziałem motocykle, jednak jeszcze nie nauczyłem się na nich jeździć, umiem za to prowadzić te ich śmieszne pojazdy na czterech kółkach, samochody. - Chciał się chyba tym pochwalić, czy coś.

Westchnął cicho słysząc jej odpowiedź. Zignorowała jego pytanie, właściwie to nie do końca zignorowała, musiał do tego wrócić, bo będzie go to męczyło, choć wolałby zostać przy pogawędce o wrotkach. - Dani, o to mi chodzi. - Trzymał w ręku zaproszenie. - Wiesz, że ja się średnio nadaję... - Na pewno zdawała sobie z tego sprawę. - Chcę wiedzieć, że jesteś pewna. - Nie miał pojęcia, czym się kierowała zapraszając go na ten bal, jednak wolał się upewnić, że naprawdę tego chce. - Będę Cię asekurował. - Wrócił jeszcze do rozmowy o wrotkach.

the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#9
07.04.2023, 17:54  ✶  

Nie miała pojęcia, czy Malwa potrafiłaby ugotować coś, gdzie głównym składnikiem byłyby owady; szczerze wątpiła, by którykolwiek z Longbottomów miał takie smaki, jednak skrzaty potrafiły dużo, często dużo więcej niż niejeden czarodziej. Domyślała się jednak, że gdyby ładnie poprosić ją o jednorazowe spróbowanie, zgodziłaby się bez żadnego problemu.

Oczywiście, nie zamierzała przejmować władzy na Doliną Godryka, od samego początku zgrywała się z tego pomysłu. Sam jednak gładko podchwycił temat.

- Mówisz, że byłbyś gotowy na rolę króla Doliny? - uniosła lekko brew, po czym roześmiała się. Skoro miał jej pomóc, to chyba tylko i włącznie w takiej roli, prawda? - Korona zdecydowanie by Ci pasowała. A jeżeli chcesz wzmocnienia efektu, pożyczymy miecz Godryka. Myślę, że będzie mu lepiej w czyiś dłoniach, niż jakby miał wisieć bezużytecznie nad kominkiem. - zauważyła, wzruszając lekko ramionami.

Oczywiście, to było tylko czcze gadanie, bo ani na moment nie miała zamiaru przejmować nad czymkolwiek władzy. Było jej dobrze na pozycji takiej, na jakiej była - poboczna linia rodu, na dobrą sprawę bez większego znaczenia dla rodziny. Z boku można było kibicować reszcie i wspierać ich, gdy tylko tego potrzebowali.

- Cieszę się, że wciąż umiem Cię zaskoczyć. Przynajmniej nie dam Ci okazji do stwierdzenia, że jestem przewidywalną nudziarą. I to bez konieczności przejmowała władzy nad wszechświatem! - odpowiedziała, z wyraźnym zadowoleniem w głosie. Zmarszczyła lekko brwi, posyłając mu podejrzliwie spojrzenie. Że niby Sami miał problemy z liczeniem?
- Chwila moment, kto był w najbardziej kujońskim domu w Hogwarcie?- rzuciła w pierwszej chwili. - Podpowiem Ci Sami, na pewno nie ja. Gdybym tam trafiła, najpewniej wywaliliby mnie po pierwszym tygodniu. - dodała, śmiejąc się cicho pod nosem.

W skupieniu obserwowała gestykulującego zamaszyście Carrowa, który chciał obrazowo wyjaśnić jej, jak wygląda sprzęt jakim poruszają się mugole. Próbowała sobie to wyobrazić, przygryzła nawet wargę, starając się przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek taki widziała - przecież nie była aż taką ignorantka i zdarzało jej się odwiedzać mugolski Londyn. Prawie poderwała się z miejsca.
- Ooooh, kojarzę! To te śmieszne pojazdy, w których trzeba namachać się nogami, żeby jechały! - nietrudno było wywołać w niej ekscytację. Niczym golden, który znalazł w lesie ogromny patyk. - Trzymam Cię za słowo Sami, zawsze chciałam się takim przejechać. Nie wykręcisz się teraz. - skwitowała go. Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że jej nauka jazdy na rowerze może zakończyć się koniecznością wizyty w Mungo, ale... czego się nie robi dla rozrywki? Swojej, bo robiłaby coś, czego dotychczas nie miała okazji. I Samiego, który patrzyłby na to wszystko z boku.
Pokiwała szybko głową na znak, że zagada Alastora jeszcze dziś. Nie spodziewała się, by Moody miał jej odmówić; jedynym problemem mogło okazać się, że będzie wzbraniał się rękoma i nogami by wziąć wolne na wyjazd w teren i przetestowanie wynalazku Samiego. A może wodnewrotki okażą się powodem, dla których uda się na dłuższe wolne niż zazwyczaj? Wszyscy wyszliby na tym z korzyściami. A ona miałaby poczucie zatroszczenia się o swoich bliskich, zarówno Carrowa jak i Alastora.

Machnęła ręką, ucinając temat pieniędzy. To zawsze była drażliwa kwestia, a ona, wiedząc doskonale jaką sytuację życiową ma Sam, nie zamierzała wykorzystywać jego dobrego serca i chęci zapewnienia jej dobrej rozrywki. Oczywiście, próba przeforsowania swoich racji nie miała żadnego sensu, dlatego zakończyła ten temat tak szybko, jak się dało. I tak dostanie od Longbottomów pieniądze. W formie czeku zostawionego mu na stole w warsztacie. W formie przelania odpowiedniej sumy bezpośrednio na konto. To wszystko było do ustalenia.

Bez żadnego zawahania usiadła bezpośrednio na podłodze warsztatu, by wygodniej było jej założyć wrotki. Kiedy skrupulatnie je wiązała, słysząc głos Samuela, uniosła głowę, a jej wzrok zatrzymał się na kopercie. Po minie mężczyzny uwiadomiła sobie, że pewne rzeczy, które jej wydawały się oczywiste muszą zostać wypowiedziane.

- Gdybym nie była pewna, obok twojego nazwiska byłby znak zapytania. Albo w ogóle by go tam nie było. - odezwała się w pierwszej chwili. - Sam, nie jesteś firaną albo dywanem, żebyś miał pasować do otoczenia. Zaprosiłam Cię bo uznałam, że w twoim towarzystwie zawsze dobrze się bawię, a to wydało mi się fajną opcją na spędzenie razem czasu. Poznasz moich bliskich, będzie dobre jedzenie. Na pewno coś się wywali po drodze, tak jak zawsze zresztą, więc będzie z czego się pośmiać i co wspominać. - dodała, nieco łagodniejszym niż zwykle tonem głosu. - Oczywiście, na pewno będą obecni bogaci, zapatrzeni w czubki własnych nosów czarodzieje, ale ich pieniądze trafią dla potrzebujących, więc... ich obecność jest znośna. - dodała. - Jeżeli nie chcesz, oczywiście możesz odmówić, nie obrażę Cię na Ciebie. Pomimo tego magicznego składnika w wołowinie, po którym miałeś zgadzać się na wszystko. A teraz pomóż mi wstać, bo chyba pokładłam zbyt dużą wiarę w moje możliwości...

Czy Danka się nie wywali przy wstawaniu
Rzut O 1d100 - 57
Sukces!


let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Trickster
Come with me now,
I'm gonna take you down.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Samuel mierzy jakieś 185 centymetrów wzrostu. Jest bardzo wysportowany, lubi wszelkie aktywności fizyczne. Włosy ma jasne, zawsze czesane wiatrem, często zbyt długie i roztrzepane, pojedyncze kosmyki nachodzą mu na jasnoniebieskie oczy. Na jego twarzy zazwyczaj maluje się beztroski uśmiech. Pachnie smarem i tytoniem.

Samuel Carrow
#10
07.04.2023, 20:11  ✶  

Carrow nie znał się na skrzatach, zaciekawił go jednak ten temat. Znane były ze swoich umiejętności kulinarnych, jednak nigdy szczególnie nie interesował się tym, czy skrzat w każdym kraju gotuje według standardów żywieniowych danego państwa, czy byłby w stanie stworzyć wszystko. Był to dość zajmujący temat do rozważań. Pewnie miałby większą wiedzę na ten temat, gdyby miał swojego własnego w domu, no ale nie miał. Musiał więc sobie gdybać.

- Bardziej widziałbym się jako pazia jedynej, słusznej królowej, która miałaby władzę absolutną. - Odrzekł rozbawiony samą wizją Danielle w koronie. Na pewno by jej pasowała. Miał wrażenie, że nawet gdyby ubrała worek po kartoflach wyglądała by uroczo. - Właściwie, jakbym dostał miecz, to mógłbym zostać Twoim rycerzem. - Wizja zaczęła być teraz bardziej spójna. Mógłby walczyć o królestwo Longbottom, na pewno wykonywałby każde jej polecenie bez zawahania. Do tej roli się nadawał.

- Nigdy w życiu bym nie powiedział, że jesteś nudziarą. Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć, to nóż wymierzony w me serce! - Powiedział może trochę za bardzo teatralnie. Humor mu dopisywał, zresztą jak zawsze w towarzystwie Danielle, miał wrażenie, że przestawał wtedy myśleć o rzeczach przyziemnych, chociażby dzisiaj już planowali jak mogą przejąć władzę nad wszechświatem, jakby to było nic wielkiego.

- Będziesz mnie teraz przezywać od kujonów? Po kim, jak po kim, ale po Tobie się tego nie spodziewałem. - Miała trochę racji. W końcu znalazł się wśród Krukonów nie bez powodu. - Zapominalski jestem, jeśli czegoś nie zapisuję, to bardzo szybko gubię rachubę. - Próbował się wytłumaczyć.

Jego wizualizacja przyniosła zamierzone skutki. Danielle najwyraźniej wiedziała o czym mówił. - Tak, dokładnie, właśnie o to mi chodzi! - Uniósł nieco głos, to wszystko przez ten entuzjazm towarzyszący ich rozmowie. - Zastanawiam się, czy trudno na nich jechać, ale skoro tylu mugoli sobie z tym radzi, to pewnie i my jakoś byśmy dali radę. - W końcu zbudowani byli tak samo, nie sądził, że może to być jakoś bardzo skomplikowane. Radził sobie z miotła, to i z takim urządzeniem powinien sobie poradzić.

- Nie wiem tylko kiedy, będę musiał się rozejrzeć, popytać kilka osób, ale obiecuję, że go zdobędę. - Może akurat znajdzie jakiś w śmietniku, ludzie czasami wyrzucali naprawdę interesujące przedmioty, czego nie potrafił zrozumieć, choć trochę go to cieszyło - w końcu dzięki temu trafiały one w jego ręce, zupełnie za darmo.

Dostrzegł kątem oka to machnięcie ręki Danielle. Jego duma nie pozwalała mu przyjąć zapłaty, nie od niej. Wiele razy wyciągnęła ku niemu pomocną dłoń, uważał, że ma wobec niej dług, miał też jednak świadomość, że ona potrafiła być uparta. Czasem nie można było przez to wyegzekwować od panny Longbottom pewnych rzeczy.

Obserwował uważnie swoją towarzyszkę, gdy ta usiadła na podłodze. Był gotowy pomóc jej z wrotkami, gdyby tylko pojawiła się taka potrzeba. W końcu był to dla niej zupełnie nowy przedmiot, a on miał już z nim pewne doświadczenie. Danielle zaczęła jednak mówić, tym razem o tym zaproszeniu, które chwilę wcześniej mu wręczyła. Carrow zadał to pytanie na głos, bo chciał się podzielić swoimi wątpliwościami. Nie lubił pojawiać się w miejscach, które wydawały się nie pasować do jego standardów, bał się trochę, że nie będzie potrafił się zachować. Danielle jednak upewniła go w tym, że powinien tym razem zrobić wyjątek. - Dobrze, masz rację. Jeśli to właśnie mnie chcesz mieć obok siebie tego wieczoru, to będę tam, dla Ciebie. - Ściszył nieco głos. Miał wrażenie, że wiele był w stanie zrobić dla tej dziewczyny. [b] - Najważniejsze, że jak zawsze robicie to dla tych, którzy najbardziej tego potrzebują, nie wszyscy ludzie o waszym statusie myślą o tych, którzy nie mają takiego kolorowego życia. - Zdawał sobie sprawę, że rodzina Danielle od zawsze angażowała się w różne akcje charytatywne. - Masz mnie, przyjdę tam z przyjemnością.

Wstał i od razu ruszył w kierunku panny Longbottom, aby pomóc jej wstać. Najwyraźniej nie było to jednak potrzebne, bo poradziła sobie wyśmienicie. Stał jednak tuż obok niej, gdy już wyprostowała się na nogach, aby mogła się o niego oprzeć. - Daj rękę. - Podał jej swoją prawą dłoń. - Pociągnę Cię za sobą, tak będzie prościej. - Ruszył przed nią, aby trochę się rozpędziła.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Danielle Longbottom (3276), Samuel Carrow (2937)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa