• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka

[ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#1
26.08.2023, 15:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2023, 19:31 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Augustus Rookwood - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Avelina Paxton - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Avelina Paxton i Augustus Rookwood
05.06.1972

Uczucia się unormowały, tęsknota za obcym mężczyzną minęła, ale wróciła za Rookwoodem i to ją okropnie przerażało. Była na siebie wściekła, że wszystkie wspomnienia z nim spotęgowały wraz z jego pojawieniem się w jej życiu. Jego oczy, jego głos, zapach, dotyk. On nigdy nie waha się, aby ją dotknąć, nie waha się przed zawstydzeniem jej, nie waha się przed zrobieniem wszystkiego, aby ją wkurzyć. Czuła się tak jakby straciła kontrolę nad swoim życiem, nad uczuciami, nad myślami. Nadal była wobec niego oschła, ale bardziej przyjazna niż na początku maja. Przestała z nim walczyć, przestała go odpychać; nie oznaczało to jednak tego, że otwierała przed nim ramiona. Avelina nie była łatwą osobą, nie była kimś kto z szerokim uśmiechem na ustach pozwoli mu wkraść się do jej serca. Wylewała na siebie ogrom zimnej wody pod postacią myśli o jego żonie i rodzinie, którą dawno temu założył zapominając o jej istnieniu. Gdyby mu na niej zależało poczekałby na nią, nie patrzył by na powinności, byłby z nią prawda? To co czują to po prostu zauroczenie, fascynacja i pożądanie, któremu nie mogli się poddać jako nastolatkowie. Teraz to się po prostu na nowo w nich obudziło, kilka razy się spotkają i zobaczą, że nie są dla siebie, kilka razy popatrzą i zobaczą swoje niedoskonałości, których nie znieśliby, gdyby byli razem.

– Na Merlina, o czym ty myślisz? – zapytała siebie stojąc przed lustrem w swoim pokoju. Miała na sobie czarną sukienkę sięgającą poniżej kolan, włosy upięte w kok, na szyi srebrny naszyjnik jej matki z motywem księżyca i gwiazd, do tego srebrne bransoletki. Czerwone szpilki i paznokcie pomalowane w tym samym kolorze. Delikatny makijaż i standardowo karminowe usta, które były pełne i pociągające. Nie wiedziała dlaczego się tak stroiła, ale tego od niej oczekiwał. Chciał, aby była piękna i żeby odwdzięczyła się za ratunek od klątwy. Chciała mu też pokazać, że nie jest tą zawstydzoną dziewczynką z łazienki, która będzie się rumienić, gdy tylko na nią spojrzy.

Przeniosła się pod wskazaną restaurację, która wyglądała bogato, pięknie i drogo. Zabolał ją lekko brzuch. To wyglądało jak idealne miejsce na randkę. Dlaczego jej to robił? Dlaczego chciał ją tak dręczyć? To Rookwood, czego się po nim spodziewasz? Wzięła kilka głębokich wdechów i spojrzała na kłębiące się chmury na niebie. Londyn. W końcu weszła do środka, przekazała mężczyźnie imię i nazwisko na jakie została złożona rezerwacja i usiadła we wskazanym miejscu. Była kilka minut przed czasem, chciała mieć przewagę i na niego czekać, nie chciała przychodzić jako druga. Wolała już usiąść, aby nie wykazał się typową męskością oraz ogładą i nie odsuwał jej krzesła.


Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#2
26.08.2023, 17:09  ✶  
Stresowałem się. Dłonie mi się pociły i zaschło mi w ustach, choć nawet jeszcze nie byłem w drodze i non stop popijałem wodę. Stresowałem się cholernie. Co najmniej tak, jakbym był dzieciakiem, smarkiem, młodzieńcem, który szykował się na pierwszą randkę w swoim życiu. I to z dziewczyną! Taką z długimi włosami, delikatnymi policzkami i uśmiechem, który mógłby zaprzeć nie jeden dech w piersi. Szkoda tylko, że Avelina z reguły patrzyła na mnie z podejrzliwością czy spod byka, spodziewając się... Sam nie wiem. Może tego, że zaraz wyskoczę z własnej skóry i pokażę jej Śmierciożercę, którym tak naprawdę nie byłem. Bynajmniej się nim nie czułem. Nie chciałem być. Cóż, na wszelki wypadek zakryłem zaklęciem maskującym tatuaż, gdyby... Sam nie wiem czemu.
Swoją drogą, ku pokrzepieniu serc i zmiany tematu, nie powinienem tej kolacji nazywać mianem randki. Byłem za stary na randki. I żonaty. Nie przystało. Ponadto niezależnie od wszystkiego, od tego, co mieliśmy okazję sobie wyznać, byliśmy dorośli i wiedzieliśmy, że nic więcej nie mogło między nami być. Byliśmy tylko znajomymi. Może trochę przyjaciółmi, aczkolwiek z tym bywało u nas różnie, szczególnie że nasza relacja była nad wyraz burzliwa. Raz mieliśmy ochotę rzucać w siebie wszystkim co popadnie, albo chociaż jedno z nas miało takie ciągoty, a innym razem rozumieliśmy się nadzwyczaj dobrze... Z kolei może aż za bardzo jak na przyjaciół. Sam nie wiem... czemu?
Poprawiłem mankiety koszuli i narzuconą na nią czarną marynarkę. Wyglądałem nieskazitelnie, zresztą jak zwykle, ale kiedy tak patrzyłem na siebie w lustrze, miałem wrażenie, że wyglądałem jak głupek. Może tak było? I ten wąs... Vesperze się nie podobał, ale mi tak, z kolei mi nie podobała się jej ciąża i co?
Westchnąłem ciężko i bez ociągania się aportowałem się na jedną z ciemnych uliczek Londynu. Zerwałem zabezpieczenie z bukietu i rzuciłem gdzieś w kąt. Były tu śmietniki. Cuchnęło, ale nie mogłem rzucać się w oczy. Nie w tej części Londynu... Czułem się tu trochę nieswojo, ale tak miało być bezpieczniej. Miałem wrażenie, że przy Avelinie nadużywałem słowa „bezpiecznie” i to już od samego początku naszej znajomości. Zagryzłem zamyślony wargę i spojrzałem na tandetnie prosty bukiet złożony z lawendy i masy drobnych białych kwiatków. Nie miałem pojęcia, co to za roślinki, ale wyglądały pięknie i delikatnie. Pasowały mi do Aveliny Paxton, a też nie chciałem jej dawać samotnego bukietu lawendy, bo by pomyślała, że robię jej tu ziołowe zakupy. Ale to nie istotne, bo teraz miałem wrażenie, że się wygłupiłem, że to głupie i że ogólnie nie przyjmie tego bukietu ode mnie, bo przecież byłem Rookwoodem. Ona nigdy nic ode mnie nie brała, oprócz tej jednej jedynej pomocy z klątwą. Nic więcej.
Pokręciłem głową i odetchnąłem. Nie powinienem się nad tym rozwodzić, bo jak tak dalej pójdzie, to się spóźnię i jeszcze może sobie pójdzie. Albo w ogóle nie przyjdzie? Mogła nie przyjść. Czemu miałaby przyjść? Na moją prośbę? Rzuconą żartem? Na moje drobne zaproszenie, które po tym wysłałem, mając głupią nadzieję, że może je przyjmie? Ale odpowiedziała.
Huh. To było dziwne. Czemu ja to zrobiłem? Teraz szedłem niczym na skazanie, póki nie ujrzałem jej siedzącej przy jednym ze stolików. Wyprostowałem się momentalnie i odchrząknąłem, postanawiając wejść do restauracji już bardziej pewnym krokiem. Przywitałem się z mężczyzną przy wejściu i pozwoliłem się poprowadzić do niej. Coś we mnie... Byłem pod wrażeniem. Wpatrywałem się w nią, jakbym tak naprawdę nie wierzył, że tu była. Może właśnie dlatego jak kretyn wypaliłem:
- Jesteś. - Na przywitanie. Nie wiem, czy wstała, czy nie na mój widok, ale mimo wszystko odruchowo postanowiłem podejść do niej, cmoknąć ją na przywitanie w policzek i wręczyć bukiet. Jakbyśmy nie byli znajomymi, jakbyśmy byli parą albo małżeństwem. Jeszcze nie tak dawno spędzałem czas z małżonką w zagranicznej restauracji. Było to w trakcie święta Beltane. Niby niedawno, a minął już miesiąc.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#3
26.08.2023, 17:11  ✶  

Pojawił się, podniosła się powoli, bo tego chyba wymagała kultura, prawda? Nigdy nie była w takim miejscu, nigdy nie uczestniczyła na kolacji w wykwintnej restauracji. Czuła się tu nieswojo, obco, dziko. Czekając na niego czuła jak serce wyleci jej ze stresu poza ciało i będzie biło nad stolikiem niczym rytmiczne wybijanie czasu do wojny. Nie chciała dzisiaj prowadzić wojny, chciała mu pozwolić pokazać jej, że jest dobrym przyjacielem, że potrafi być miły, że ona potrafi być miła. Chciała pokazać mu, że może być jej przyjacielem, że może wejść do jej serca i się w nim zadomowić. Błagała jednak swoje serce, aby nie pozwoliło na zbyt dużo, aby nie zabiło za szybko, aby nie uderzyło uczuciem, którego nie mogli mieć dla siebie. Błagała umysł, aby był silny, aby był logiczny, aby nie dał się tej słabości do jego męskości, do jego zapachu i głosu.

Był przystojny, był uroczy, był Rookwoodem, którego miała nienawidzić, a serce zabiło odrobinę szybciej widząc ten bukiet, widząc jak był ubrany, widząc jego osobę w tym miejscu. Poczuła przyjemne uczucie w podbrzuszu, ale starała się nie okazać słabości i tego, że zrobił na niej ogromne wrażenie. Była spokojna, uśmiechnęła się do niego delikatnie. Zagra w jego grę, da radę, nie upadnie, nie przegra, będzie wojownikiem na wysokim poziomie, który zjada takie kolacje na śniadanie, zjadała je już nim wyszła z łona matki, a Rookwood nie będzie nad nią górował. Jego wąs też się jej spodobał. Był odświeżeniem niechlujnej brody, która powodowała, że był taki młodzieńczo buńczuczny – teraz był poważny i seksowny.

Speszyła się, gdy musnął jej policzek. Chciała się z nim przywitać uściskiem dłoni, ale szybko skierowała ją w stronę bukietu, aby nie wyszło bardziej niezręcznie. Lubiła lawendę, a także lubiła ją suszyć. Ten bukiet jednak był wyjątkowy. Rzadko dostawała bukiety, chyba nigdy nie była na takiej kolacji, nigdy nie była na tego typu spotkaniu. Nie chciała tego nazywać randką, ponieważ to groziło złamanym sercem. Było to spotkanie, spłacenie długu?

– Jestem – odpowiedziała głupio i zajęła na powrót miejsce przy stoliku. Kelner przybył zaraz potem, zostawił karty, zabrał bukiet, który po chwili przyniósł już w ładnym wazonie, aby nie zwiądł. Nie wiedziała, czy będzie mogła go zabrać potem, ale chyba tak? W końcu był dla niej. Stresowała się, było to widać, nie potrafiła ukryć tego stresu i strachu jaki w niej wywołał pojawiając się w tak cudownym wydaniu. Uśmiechnęła się do niego i sięgnęła po kartę. Na chwilę schowała się za nią, aby odetchnąć, a zaraz potem położyła ją na powrót na stoliku. – Co u ciebie? – zagryzła wargę w ten swój naturalny, nieodłączny sposób.


Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#4
26.08.2023, 17:12  ✶  
Miałem wrażenie, że nie spodziewała się takiego powitania. Nie byłem pewien, czy tym zaplusowałem, czy może raczej odwrotnie, mimo wszystko jednak nie dała mi w żaden sposób znać, że czuje się urażona albo niezręcznie, albo zagniewana, albo sam nie wiem...
Właściwie nie wiedziałem, co myśleć ani co mówić. Miałem kompletny bałagan w głowie i jednocześnie pustkę w niej, kiedy tak usiadłem naprzeciw Aveliny i patrzyłem jak cudownie wygląda, jak pięknie, jak inaczej niż zwykle. Zdawało mi się, że próbowała się dostosować do otoczenia, nic nie robiąc i tylko się uśmiechając, odpowiadając zdawkowo, ale w końcu pękła, się poddała, a może bardziej zapomniała i zagryzła wargę. Zaczęła ją skubać zębami. Jak zwykle zresztą, ale było jakoś inaczej. Z mojej strony. Zachichotałem i wyszczerzyłem się jak głupi, widząc tę prozaiczną czynność z jej strony, mimo że lata temu raczej odwodziłem ją od tego, hejtowałem za to.
I chyba właśnie wtedy zrozumiałem, że wcale nie musiałem się obawiać Aveliny i uczuć do niej, bo były jak najbardziej na miejscu, podobnie jak na miejscu było to, że skubała wargę. Takie proste, a tak skomplikowanie interpretowane przez te wszystkie lata... Nikt nigdy nikomu nie zakaże miłości i nie zmusi do odkochania się, bo to było coś, co wychodziło poza wszelkie ramy - tak oto zostawałem specjalistą od miłości, zamiast zgłębiać tajniki śmierci. Ewidentnie oszalałem z miłości.
Stres uleciał ze mnie w tej jednej chwili. Ująłem w dłonie kartę, skoro Avelina również postanowiła przejrzeć menu. Na moich wargach dalej gościł uśmiech, bo byłem poza Little Hangleton, poza Ministerstwem Magii, poza ciekawskimi oczami świata czarodziejów, byłem tu incognito, nieznajomy dla tych wszystkich otaczających mnie mugoli i nawet nie czułem do nich wstrętu. Tu nie byli debilnymi istotami, nie wchodzili pod nogi, usłużnie wykonywali swoją pracę i byli przy tym profesjonalni, co mnie urzekało.
Podniosłem ponownie spojrzenie na Avelinę i w sumie wzruszyłem ramionami na jej pytanie, ale pomyślałem, że to nie wystarczające, więc postanowiłem ująć to jakoś w słowa. Może dodać coś od siebie by nie brzmiało zdawkowo?
- U mnie stabilnie, ale siostra nabawiła się problemów... Jednakże sobie z tym poradzimy - przyznałem pewny swego, bo jakże mogłoby być inaczej? Może miałem swoje chwile niepewności, zapewne głębokiej depresji, to bywałem zaradny w razie potrzeby. Avelina mogła się o tym przekonać na własnej skórze nie tak dawno temu. Ta klątwa... Cieszyłem się, że jej uczucia wróciły do normy i nie była zniewolona żadnym paskudztwem.
- I wybacz mi mój błąd, moje roztargnienie… - zacząłem, odkładając delikatnie kartę na stolik, jak gdyby miała się rozpaść, gdybym zrobił to inaczej. - Ale pięknie wyglądasz. Zniewalająco.
Wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Obserwowałem właśnie zmiany w jej spojrzeniu, w jej brązowych oczach. Nigdy tak na to nie patrzyłem, ale byliśmy dosyć podobni do siebie. Wizualnie. Oboje mieliśmy ciemne, brązowe włosy... I oczy... Pucate policzki. Tylko pozostawałem blady, zbyt dużo czasu spędzając w domu oraz w kostnicy. No i, rzecz oczywista, byliśmy innej płci.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#5
26.08.2023, 17:12  ✶  

Podobała jej się ta nowa zabawa, to nowe otoczenie, ten nowy Augustus, ta nowa Avelina. Cieszyła się z tego spotkania i była jednocześnie przerażona. Było w tym coś ekscytującego, coś nowego. Mogli pobawić się w coś, co mogli robić tuż po tym jak skończyła szkołę, ale zamiast tego udawali wtedy, że się nie znają. Byli tacy niedojrzali. Jak potoczyłoby się ich życie, gdyby nie ich upartość, gdyby to, że Avelina była tak totalnie uparta, że go odepchnęła. Chciała go porzucić, bo uważała, że będzie mu lepiej bez niej, że lepiej, aby spełniał swoje marzenia i nigdy nie stracił w oczach rodziny. Ona była skazą, kimś kogo jego rodzina nigdy by nie zaakceptowała. Nie mogła mu pozwolić, aby te wszystkie lata, nad którymi ciężko pracował legły w gruzach, bo się sobą zauroczyli, ale teraz była bezpieczna, prawda? Augustus nie zdradzi swojej żony, a ona mogła platonicznie wzdychać do niego, marzyć przed snem do poduszki o tym, że on jest obok niej – tak daleko, ale jednak obok, gdzieś w snach. On miał rodzinę, więc powinna być pozornie bezpieczna. Nie dopuszczą się zdrady, bo złamałoby to im serce prawda? Dlatego, gdy się zaśmiał, gdy się tak słodko uśmiechnął sama zachichotała, zaśmiała się cicho pod nosem zakrywając usta, aby nie roześmiać się zbyt głośno, aby inni mogli zjeść w spokoju.

– Oh, mam nadzieję, że nie jest chora? Jeśli potrzebujecie leków to wiesz, że możesz się do mnie w tej sprawie też zgłosić. – Praca. Jedyna rzecz w życiu Paxton, która miała ręce i nogi, która była jej ścieżką, z której nigdy nie zejdzie. Świat mógłby się zawalić, legnąć na zgliszczach ludzkich ciał, ale Avelina Paxton i tak pojawiłaby się punktualnie w swojej pracy. Zrobiłaby eliksiry i nakarmiła nimi tych, którym udało się przeżyć, aby ich wzmocnić i naprawić.

Gdy zaczął mówić o błędzie zbił ją z tropu. Co zrobił? Wszystko było w porządku. Zaprosił ją do restauracji, ubrała się ładnie, on ubrał się ładnie, on przyniósł kwiaty, oboje mieli pieniądze. Tak, miała zamiar zapłacić za siebie, bo nie chciała, aby to była randka. Wtedy on powiedział jej komplement, a ona odetchnęła, bo wszystko naprawdę było na miejscu.

– Wiem – odpowiedziała mu nieskromnie. Augustus był jedyną osobą, przy której Avelina nie udawała słodkiej, naiwnej dziewczynki. Wiedziała, że wygląda dobrze, wiedziała, że jest piękna i taka chciała dzisiaj być. – Ty też dzisiaj dobrze wyglądasz. Podoba mi się ten wąs – uśmiechała się cały czas delikatnie i szczerze.



Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#6
26.08.2023, 17:13  ✶  
To, co w tej chwili miało miejsce, jest tak abstrakcyjne, że zapiera mi dech w piersi. Mam wrażenie, jakbym znajdował się w magicznej kuli kitsune o pięciu czy sześciu ogonach, że mami mnie pięknymi wizjami mojego życia, takiego, jakim mogłoby być, gdyby nie sztywne ramy, które wbijano mi do głowy przez te wszystkie lata mojego życia. Jest tak lekko, tak beztrosko, tak nienamacalnie, że mógłbym się założyć, że śnię jeden z tych snów, w których jestem naprawdę szczęśliwy i że w tej chwili szepczę przez sen o lawendach, których zapach unosi się między nami... za moją sprawą, hihi. Choć ona też nimi pachnie. Jak zwykle. Jak zawsze.
- Ach, nie dzieje się z nią nic, co mogłoby zaprzątać nam w tej chwili głowy, aczkolwiek jeśli zajdzie taka potrzeba, nie omieszkam się do ciebie zgłosić... Mistrzyni Eliksirów - odpowiedziałem jej naprędce by zanadto się nie przejmowała, by chłonęła sobą tę chwilę w ten niesamowity sposób tak jak ja. Vespera mi tego nie zepsuje, niezależnie od tego, czy była tu, czy nie... Miała swoich kochanków, więc ja też mogłem... mieć swoje sprawy. Tak.
I Avelina nie była kochanką. Była kimś więcej. Duszką. Moją bratnią duszą. Tak mi się przynajmniej zdawało, bo wciąż nasze serca były zamknięte na siebie nawzajem. Miałem ochotę ująć jej dłoń i zapewnić, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Niby nie przejawiała mimiką twarzy żadnych obaw, więc kto wie? Może chciałem w tym utwierdzić samego siebie?
Ale to nieistotne. Nie chciałem w tej chwili czuć się źle. Pragnąłem skupić się na tym spokoju w swoim ciele. Był taki zaskakujący, nie do określenia. Taki, że aż westchnąłem lekko, rozkoszowałem się wdychanym powietrzem, zapachem lawendy, uśmiechem Aveliny oraz jej gładką skórą, półmrokiem wokół i jej komplementem, który wciąż odbijał się w moich uszach w postaci słodkiego szeptu kochanki. Musiałem przyznać, że komplementy ze strony Paxton to coś nowego.
- Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy w stanie przebywać w swoim towarzystwie dłużej niż pięć minut, nie wyrzuciwszy z siebie ani jednej obelgi - zauważyłem rozbawiony.
Wszystko mnie bawi. Wszystko sprawia, że się uśmiecham. Może powinienem uważać? To nie było naturalne. To nie było normalne. Kiedy bańka ta pryśnie? Kiedy kitsune zmusi mnie do krążenia wokół siebie, wokół własnych problemów?
- Ba, pojawiają się komplementy... Jeśli chcemy, potrafimy być dojrzali i cywilizowani - kontynuowałem, wpatrując się w Avelinę, świadomą swojej urody, świadomą klasy, świadomą elegancji.
Mnie również obserwowała. Była zachwycona. Ja byłem zachwycony. Oboje byliśmy. Wszelkie złe chmury zniknęły, podobnie jak wtedy, kiedy spotykaliśmy się w środku nocy na korytarzach Hogwartu, choć wtedy... Czasami coś nie grało, a teraz było idealnie. Może miała w tym zasługę pora dnia? Późny wieczór, noc, skrywająca w półmroku naszą słodką tajemnicę? Może nasze zmysły się wyostrzały uważnie, miały noc za tarcze ochronne i nie musieliśmy używać języka by się bronić?
- I w takich momentach nie zgadniesz, o czym myślę…
Przerwałem tajemniczo, uśmiechając się pod nosem. Myślę, że zaraz będą mnie bolały mięśnie odpowiadające za uśmiech, bo to takie u mnie rzadkie i takie nieprawdopodobne, ale jest mi tak lekko, że się tym zanadto nie przejmuję. Chłonę chwilę, wpatrując się w jej brązowe oczy. Jestem w nich. Odbijam się tam ja i mój uśmiech, moje towarzystwo.
- Myślę o tym, jak ugryzłaś mnie w rękę. To było takie... wariackie - odpowiedziałem, obserwując jej reakcję. Zastanawiałem się, czy uda mi się ją speszyć, choć odrobinę, ale ona jest taka nieprzejednana, jest wojowniczką, jest dumna. I gryzie swoją wargę, jak gdyby nigdy nic. Nieświadoma, że kręci mnie to coraz bardziej.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#7
26.08.2023, 17:13  ✶  

Czuła się odświeżona, młoda, jakby znowu miała naście lat i na nowo poznawała tego człowieka przed nią. W duchu była zadowolona, że usiadł naprzeciwko, a nie obok niej, bo wtedy byłaby zbyt blisko, a to chyba bardziej by ją krępowało. Tak mogła go podziwiać jak zza grubej szyby, chłonąć jego dorosłą wersję, jego dojrzalszy wygląd. Pamiętała, że gdy był w szkole był zadziorny, wiecznie wściekły, mało się uśmiechał, a gdy już to robił był to uśmiech złośliwy, zwiastujący coś złowrogiego. Teraz był uroczy, ciepły i dobry. Gdyby był taki w szkole zapewne nie miałaby siły z nim walczyć, utrudniał jej myślenie racjonalne, utrudniał jej bycie odpowiedzialnym człowiekiem. To miejsce, ta otoczka czegoś, czego nigdy w swoim życiu nie doświadczyła sprawiała, że czuła się jak w bajce, jak w książce romantycznej, w której zakochani idą na pierwszą randkę, a ona nie chciała, aby to była randka. Gdy nazwał ją Mistrzynią Eliksirów pokręciła rozbawiona głową. Lubiła, gdy doceniał jej kunszt, w którym się specjalizowała, lubiła słuchać od niego pochlebstw na temat tego, że była dobra w eliksirach. W końcu to była pierwsza rzecz, która sprawiła, że się do siebie zbliżyli. Gdyby nie eliksiry nigdy nie byłaby dla niego wartościowa, prawda? Nigdy nie byłaby mu potrzebna.

– Lepiej, abyś brał eliksiry ode mnie niż z jakiegoś podejrzanego źródła. Co chwilę docierają do mnie wieści o tym, że ktoś pomieszał dziwne eliksiry i wyszły z tego naprawdę nieprzyjemne rzeczy – ostrzegła z cichym westchnięciem – ale nie ważne, zmieńmy temat. Wolę dzisiaj nie myśleć o pracy. Przydałby mi się odpoczynek – przyznała.

Nie chciała myśleć o sobie w kategoriach kochanki względem Augustusa, wolała myśleć jak o przyjaciółce z dawnych lat, wolała wspominać to jak sobie dokuczali w szkole niż flirtować, chociaż serce się do tego rwało. Bawiła się co jakiś czas naszyjnikiem na szyi, zagryzała wargę i uśmiechała się kokieteryjnie, gdzie nawet tego u siebie nie zauważała. Ewidentnie Augustus się jej podobał, chciała, aby to zauważył, mimo że nigdy nie przyzna się do tego na głos. Robiła te gesty nieświadomie, to jej ciało reagowało tak na jego głos i słowa, które do niej kierował.

– Jesteśmy już dorośli i coś czuję, że nie odpuściłbyś mi nawet jakby cię patelnią odganiała – zaśmiała się cicho. Taka była prawda. Augustus też potrafił być uparty, że potrafił postawić na swoim i nieważne ile razy by mu odmówiła on zapewne nie odpuściłby. Wieczna walka była wręcz absurdalna i męcząca, nie chciała z nim walczyć, nie chciała się też go pozbywać ze swojego życia. Czuła w głębi duszy ten czający się mrok, który przynosił do niej Augustus pod postacią zdrady, ale póki co nic złego nie robią, prawda? To tylko kolacja, okazanie wdzięczności za pomoc. Przyjacielskie spotkanie, w którym oboje wyglądają nieziemsko.

– Po prostu zawsze jestem szczera. Jakby ci ten wąs nie pasował to bym ci to powiedziała – zauważyła delikatnie się pesząc. To fakt, nigdy nie mówiła komplementów, nigdy nie kadziła komuś, aby się przypodobać. Wręcz była szczera do bólu. Zdarzało się jej skłamać, ale tylko wtedy, gdy czuła, że powinna.

Pamiętała prawie każde ich spotkanie w nocy. Zacierały się jedynie słowa, rzeczy, o których rozmawiali, ale jego widok w półmroku, jego zachowanie – to wszystko do niej wracało w snach. Czasami przypominało jej się to jak zakłócał jej przestrzeń osobistą, jak próbował ją speszyć i sprawić, aby się wstydziła jego bliskości. Teraz tęskniła za jego oddechem na policzkach, za jego uściskami, za jego bliskością. Chciałaby, aby to powtórzył, ale w bardziej dorosły sposób i te myśli ją często zabijały, bo nie powinna o nim w ten sposób myśleć. Czasami chciałaby mieć osobę, do której mogłaby wrócić, która odciągnęłaby jej myśli od niego, od węża, którym okazywał się w niektórych momentach Rookwood.

– To mi powiedz – pochyliła się do niego zerkając mu prosto w oczy i delikatnie je mrużąc, a na ustach pojawił się subtelny, delikatny uśmiech.

Lekko się speszyła, ale uratował ją kelner, który zjawił się odebrać zamówienie. Szybko wskazała numerek w karcie biorąc oczywiście danie bez mięsa. Wzięła do tego również lampkę wina. Poczekała, aż Rookwood również zamówi, a kelner zostawi ich samych. Zdecydowała się w tym czasie rozejrzeć dookoła, popatrzeć na mugoli, którzy ich otaczali, jak beztrosko żyli, jak ze sobą rozmawiali. Gdzieś w oddali była grupka mężczyzn, którzy najwyraźniej coś świętowali, było dużo par pochylających się ku sobie w flirciarskich uśmiechach. I byli też oni – niepewni tego jak mają zaklasyfikować to spotkanie, ostrożni, aby nie myśleć, że to randka.

– Co my robimy, Rookwood? – spojrzała w końcu na niego, a jej oczy lekko przygasły, w sercu poczuła bolesne ukłucie. Dlaczego tak skutecznie siebie nawzajem ranili, dlaczego sobie to robili? Dlaczego on robił to jej?


Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#8
26.08.2023, 17:14  ✶  
Pochyliłem się również w jej kierunku, chłonąc jej flirciarski uśmiech. Czekała na moją odpowiedź, a ja z rozkoszą wszystko przedłużyłem, bo każda z tych sekund była mi niczym ambrozja, niczym najdoskonalszy alkohol, który mi przyszło sączyć. Delektowałem się nim, ale w końcu przypomniałem jej o sytuacji, o momencie, w którym miała okazję ugryźć mnie w rękę w akcie swojego niewinnego szaleństwa.
Zaśmiałem się, bo ujrzałem pierwsze nutki jej speszenia. A już myślałem, że nie uda mi się tego osiągnąć... Było normalnie tak jak wtedy, w Hogwarcie, tylko trochę inaczej, trochę bardziej dojrzale, trochę w innej oprawie, bo oboje byliśmy innymi czarodziejami niż wtedy. Chciałem coś rzec, coś jej szepnąć by się tym nie przejmowała, ale przerwał nam kelner i, cóż, trochę mnie to zbiło z tropu, nieco spięło, bo ten moment nie był zbyt odpowiedni.
Ale to nie jego wina, czyż nie? Przy rozmowie z Aveliną raczej żaden moment nie byłby odpowiedni, aby nam przerywać, więc niechętnie ponownie podniosłem kartę ze stołu i zamówiłem jakąś kaczkę, kiedy dziewczyna złożyła już własne zamówienie. Nie znałem się za bardzo na mugolskiej kuchni, ale pomyślałem, że kaczka w jakimś wymyślnym sosie powinna być zjadliwa. Oczywiście, do tego wino. Lubiłem wino, szczególnie kiedy Vespera miała te wolne wieczory, kiedy strasznie jej się nudziło i przychodziła z butelką, i zawracała mi głowę rozmowami do późnej nocy. Sam też jej to niekiedy robiłem. O ile była akurat w domu.
Oddałem kartę kelnerowi i westchnąłem lekko. Sam nie wiem czemu. Może już widziałem zapowiedź kolejnego, jej spojrzenie, z którego zanikało powoli ciepło i beztroska? Pragnąłem jej przekazać to, co miałem w sercu, to, co sam odkryłem, ale wiedziałem, że przekonanie ją do tego nie będzie proste. Sam nie wiedziałem, jak to mogłoby się dalej potoczyć. Nie chciałem skandalu, ale też nie pierwszy ani ostatni miałbym kogoś na boku. Wśród czystokrwistych rodzin często występowały aranżowane małżeństwa, co też miało miejsce również ze mną. Zdarzało się, że małżonkowie oddawali serca innym, nie sobie wzajemnie, a ja, cóż, ja oddałem je nie tylko małżonce i siostrze bliźniaczce, ale również Avelinie. Tak po prostu się stało. Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego akurat ona. To był całokształt jej osoby, jej bytu, naszych sytuacji, wspomnień, udręk, biznesów. Nawet tych wzajemnych wyzwisk.
Przysunąłem się bliżej do stołu, oparłem dłonie na stoliku i pochyliłem się w jej kierunku. Nie spuszczałem z niej swojego spojrzenia. Nie chciałem, by oddawała się temu uczuciu, które powoli ją pochłaniało. Zamierzałem wyciągnąć rękę i ją stamtąd zabrać, bo nie musiała tonąć w niepewności i bólu. Nie musiała, więc nie robiłem tego mentalnie. Wyprostowałem swoją prawą rękę i wyciągnąłem ją w jej kierunku. Jeśli przyjęła zaproszenie i ją ujęła, zamierzałem delikatnie ją ścisnąć. Dla pokrzepienia.
- Jesteśmy na pierwszej randce - podsumowałem pewny tego, co właśnie powiedziałem. To było to, czego oboje obawialiśmy się przyznać przed samymi sobą, a ja to wypowiadałem głośno i byłem przy tym bardziej odważny niż się spodziewałem. Słowa miały wielką moc. - Tak, na randce - powtórzyłem bez zawahania. Bałem się, serce waliło mi jak szalone, bo nie wiedziałem jak ona na to zareaguje, ale postanowiłem zaryzykować. Kto nie ryzykował, ten nie miał... A my już wielokrotnie podczas spotkań rozstawaliśmy się szybciej niż można by było się spodziewać. Modliłem się do bogów, by to spotkanie nie było jednym z nich.
- Zależy mi na tobie. Od zawsze zależało. Chcę byś była w moim życiu. To moje pragnienie, o tym marzę każdego dnia… - wyznałem, robiąc chwilę na ułożenie sobie uczuć w swojej głowie, nazwanie ich, ale było ich tyle, że ciężko było je zebrać razem w jedną całość, a przede wszystkim nazwać, określić. Po prostu były. Czyniły mnie zarazem bogatym, jak niepewnym tego bogactwa.
- Powiedziałbym ci, że to tylko kolacja, ale to nie jest tylko kolacja. Nigdy, dosłownie nigdy, nie czułem się tak lekko, beztrosko, bezpiecznie jak jeszcze chwilę temu. Teraz, o Merlinie, zżera mnie niepewność, bo jeśli będziesz chciała stąd wyjść i zostawić mnie samego, nie będę mógł cię powstrzymać, bo to będzie twoja decyzja... Ale wiedz, że nie chcę byś wychodziła i jeśli taka myśl pojawiła się w twojej głowie, to proszę aby o tę jedną kolację - wyjaśniłem i właściwie zapadłem się w sobie, w swoim stresie, niepewności, pustce. Chyba jednak nie byłem bogaty, bo nagle straciłem wiarę w to, że mogłoby być pięknie, że my moglibyśmy spróbować być razem, bo to jest Avelina Paxton! Jestem totalnie poza jej zasięgiem, zadufany dupek, urzędniak z kijem w dupie, Rookwoodem, może zamężnym fagasem. Kim tak naprawdę byłem? Przerażonym dzieciakiem, który nie miał własnego życia, bo żył pragnieniami Ojca. Czy mogłem spełniać własne marzenia? Iść swoją drogą? Tonąć w spokoju? Chciałem w tej chwili utonąć. Zniknąć pod wodą. Pozwolić by woda wypełniła moje płuca.
Tyle się działo w mojej głowie, a w rzeczywistości trwałem w bezruchu, z miną zbitego psa, czekając na pozwolenie by zjeść ten ostatni kęs w swoim życiu. Kęs to i tak za wiele jak dla takiego kundla jak ja.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#9
26.08.2023, 17:15  ✶  

Avelina często jadała mugolskie jedzenie, czasami babcia próbowała ją uczyć gotować, ale potrafiła tylko proste dania. Lubiła więc pojawiać się w restauracjach mugolskich, aby próbować smaków jej dzieciństwa, ale wybierała te tańsze, bardziej przystępne dla niej restauracje, gdyż większość swojej wypłaty wydawała na składniki do eliksirów.

Peszył ją, okropnie ją peszył i to ją denerwowało, bo nie chciała, aby miał nad nią władzę, żeby robił z nią co tylko chciał. Potrzebowała alkoholu, aby dodać sobie odwagi, aby otumanić zgubne myśli, aby siedzieć i być tu i teraz, a nie tam daleko, koło jego żony, która na niego czekała otoczona gromadką dzieci, czekająca, aż jej bezwstydny mąż wróci ze spotkania z nią. Z czarodziejką półkrwi, córką szlamy. Tym była dla jego rodziny, zdawała sobie sprawę, wiedziała, że Rookwoodowie nie przepadali za takimi jak ona, że nigdy nie byłaby mile widzianym gościem w ich domu. Wkurzała ją ta niesprawiedliwość, którą wykazywali się dorośli ludzi, że miało to dla nich jakiekolwiek znaczenie, gdzie tak naprawdę nie zmieniało nic, bo magia musiała się kiedyś gdzieś pojawić, nie mogła istnieć tak o bez powodu, prawda? Nie był to moment na tego typu wywody. O tym rozmawiała nieraz z Danielle i chyba tak powinno być. Nie powinna pakować w myśli Augustusa zagadnienia o niesprawiedliwości życia, bo zdawał sobie sprawę z tego bardziej niż ona. Dla niej nie miało znaczenia jakiej krwi był on, ale dla niego powinien mieć znaczenie jej status.

Avelina pochodziła z innego otoczenia, jej dziadkowie byli razem bo się kochali, jej rodzice byli razem, bo się kochali, ona też chciała być z kimś z miłości, ale jej miłość miała żonę i dzieci. Jej miłość była z innego świata, w którym nie było dla niej miejsca. W jej życiu nie było miejsca na zdradę, ale jednocześnie wiedziała, że odpowiedzialność za to ponosi Augustus – ona nikogo nie zdradzała, nikogo nie raniła, nie robiła żadnych problemów. Wiedziała jednak, że moralność Rookwooda była na innym poziomie, wiedziała, że on nie przejmie się tym, więc to ona musiała być jego sumieniem i rozsądkiem. Od zawsze starała się przemawiać do jego logiki, ale on był na tyle uparty, on chciał na tyle mocno posiadać i mieć wszystko, że nigdy tego nie słuchał. Wiedziała, że zaraz powie jej coś, co sprawi, że nie będzie mogła mu odmówić, że nie będzie w stanie go porzucić. W szkole było łatwiej, bo ona była zamykana na dziesięć miesięcy w szkole jeszcze przez trzy lata, gdy on siedział poza murami zamku i nie mógł się do niej zbliżyć, więc tam było łatwiej. Teraz wiedział, gdzie ona pracuje, gdzie mieszka i będzie mu łatwiej ją nachodzić, sprawdzać, co u niej, dręczyć i zabiegać o jej uwagę.

Chciała się odsunąć, chciała oprzeć się o oparcie, aby nie zbliżał się do niej, aby jej nie kusił, ale nie mogła, nie potrafiła się wycofać, zamiast tego drżącą dłonią, niepewnie uchwyciła jego ciepłe palce. Jego skóra była przyjemna, taka pociągająca, chciałaby trzymać tą rękę wieczność, a wtedy on wspomniał o tym słowie, którego nie chciała dzisiaj słyszeć, wolałaby, aby jej to powiedział na koniec, na pożegnanie, a nie teraz. Chciała zabrać dłoń, ale jego uścisk skutecznie ją w tym powstrzymał. Jeszcze bardziej zagryzła wargę czując jak jego słowa ją bolą, bo cholernie chciała, aby była to randka, ubrała się tak ładnie, przygotowała tak starannie, ale dlaczego ją to tak cholernie bolało, dlaczego zapadała się w otchłań, dlaczego to ją tak potwornie bolało? Czuła jak woda wlewa się do jej płuc i odbiera możliwość oddychania, jak pochłania ją woda otulając w swoich chłodnych i bolesnych ramionach, patrzyła na niego nie wiedząc jak zareagować. Zawsze chciała usłyszeć takie słowa od mężczyzny, zawsze chciała, aby był to właśnie on, ale nie chciała, aby robił to teraz, aby wkładał w nią tak dużo emocji, aby niszczył jej poczucie stabilności. Należało jej się jednak coś od życia, chciała go zawsze mieć dla siebie, ale rozsądek jej nigdy na to nie pozwalał. Chciała, aby te sny sprzed lat stały się prawdą.

– Nie mów tak – szepnęła patrząc mu w oczy, głęboko, patrząc w jego duszę i widziała tam siebie i jego. Chcieli być razem, szczęśliwi. – Dobrze wiesz, że to nie może być randka, dobrze wiesz, że nie mamy szans. Tak, chciałabym, aby to spotkanie było czymś więcej, tak chciałabym, aby to była randka, ale oboje będziemy się oszukiwać, a obrączka na twoim palcu jest tego dowodem, Augustus – szepnęła i pochyliła się do niego, aby słyszał ją lepiej, aby mogła poczuć jego odurzający zapach. Jej wzrok powędrował do wyjścia. To niby było takie proste, podnieść się i wyjść. Stracić to wszystko na zawsze, już nigdy go nie spotkać, ale nie chciała już cierpieć, nie chciała czuć tego bólu w piersi. Wróciła do niego spojrzeniem. – I nie chce, aby było to ostatnie spotkanie, nie chce, aby ten wieczór skończył się za szybko, jesteś dla mnie ważny, cholernie chciałabym… być blisko ciebie, chciałabym, abyś mnie przytulił i żebyś był mój, ale nie jesteś, nie możesz być. Nie psujmy tego, postarajmy się chociaż stworzyć przyjaźń, proszę. Nie zniosę kolejnego pożegnania – dodała patrząc na niego z bólem wymalowanym na twarzy.


Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#10
26.08.2023, 17:16  ✶  
Kiedy tak upadałem w swoich myślach, obserwowałem ją błagalnie. Miałem nadzieję, że uzdrowi mnie i moje zbolałe serce zgodą na moje warunki, ale to przecież byłoby zbyt proste, zbyt naiwne, zbyt łatwe. Pocieszał mnie jednakże fakt, że ujęła moją dłoń, że nie pozostawiła jej pustej i osamotnionej. To coś znaczyło, jak i to jak na mnie patrzyła, jak i to, co mówiła, a również, podobnie jak ja, mówiła dużo, tym razem nie oszczędzając w słowach, nie bojąc się wypuszczać z piersi to, co tam się w niej mieściło, co ciążyło jej na sercu.
Zamknąłem na moment oczy, rozkoszując się dźwiękiem jej głosu i zamarłem, kiedy je otworzyłem. Wpatrywała się w moją obrączkę, a zaraz później przeniosła spojrzenie na drzwi, na wyjście. Wstrzymałem oddech w oczekiwaniu, ale nie wstała i nie zostawiła mnie samego. To coś znaczyło, prawda? Czy sam siebie oszukiwałem? Czy sam siebie mamiłem?
- Mamy szansę, Avelino... Jeśli tylko zechcesz, możemy mieć szansę. Ja to widzę - odpowiedziałem jej, delikatnie ściskając jej dłoń. Uśmiechnąłem się nieznacznie, z lekkim żalem. Plułem sobie w brodę. Za szybko wyskoczyłem z tym uzewnętrznianiem się, ale pytała. Co mogłem jej rzec? Że przyszliśmy zjeść kolację? I tyle? Mamić ją i kłamać? Nie chciałem tego.
Ale zawiódł mnie mój własny optymizm. Czułem się zbyt lekko, ona również wydawała się być w szampańskim nastroju. Moje myśli pędziły wtedy szybko w tej oczywistej oczywistości, ale dla niej to nie było takie ot... Nie chciałem by wychodziła. Podobnie jak ona... Czuliśmy to samo. Dokładnie to samo. Pragnąłem by to wiedziała.
- Avelino, moje małżeństwo nie musi być przeszkodą... Przyznam z całkowitą szczerością, że nie byłoby mojego małżeństwa, gdyby nie ty - odparłem, zaciskając wargi w poczuciu wstydu, porażki. Jednakże chciałem, by to wiedziała, by była świadoma, jakie żywiłem względem niej uczucia.
- Mój ślub był zaaranżowany. Nie kochałem jej. Nie znałem jej. Była mi obca... Prawie. Znałem ją jedynie jako szkolną koleżankę, nic więcej - mówiłem, wspominając te trudne początki, kiedy opłakiwałem jeszcze znajomość z Aveliną, koniec szkoły, powrót do rzeczywistości, zgrzyty z Ojcem. Wiele się działo. Budziłem się z krzykiem w nocy, zlany potem, a jeszcze postanowiono mnie zaślubić z pierwszą lepszą kobietą. Miałem pecha, że nie byłem aż tak asertywny jak rodzeństwo. Tak... Lepiej byłoby być teraz starym kawalerem, ale bycie mężem i ojcem podwyższało nieco status społeczny. Ustatkowałem się. Miałem stabilne życie prywatne, o ile wśród rodów czystokrwistych można było coś określać mianem prywatnym.
- Nie chciałem jej, a ona nie była zachwycona mną. Wyobrażałem sobie na każdym kroku, że to ty jesteś obok, że jesz nieopodal kolację zaręczynową, że tańczymy razem na bankiecie, idziemy do ołtarza... Miałem sny o tobie, wybacz, ale nie byłem w stanie ich powstrzymać. Odtwarzałem je w sypialni, pragnąc by jej dotyk był twoim dotykiem... Ale nie był. Ale w pewien sposób mnie to ocaliło, oswoiło z sytuacją, a teraz po prostu jesteśmy małżeństwem. Dotarliśmy się i tylko tyle - przyznałem zawstydzony i niepocieszony, bo zdecydowanie lepiej byłoby gdybym do małżonki czuł to samo co do Aveliny, a nie tylko szacunek i dotarcie się. Kochałem ją, ale w inny sposób niż Avelinę. Bardziej z obowiązku, dlatego że wypadało.
- Ja będę na ciebie czekał, kiedy będziesz gotowa... Przyjaźń przyjmuję od ciebie z wielką ulgą - szepnąłem zadowolony, bo ostatnim razem, kiedy zaproponowałem jej przyjaźń, kazała mi iść do diabła. Wkurwiłem się wtedy cholernie, ale czasami bywałem zbyt dumny i zbyt porywczy. - Ale uważam, że już za długo próbowaliśmy unikać, odpychać, wyklinać i przepędzać siebie nawzajem - wyznałem i ścisnąłem jej dłoń ostatni raz. Puściłem ją. Zostawiłem samą. Było mi z tym źle. Pusto. Swędziała mnie dłoń, pragnęła dotykać tej drugiej dłoni...
Ale pomyślałem sobie, że kolacja zaraz będzie podana. Słyszałem zbliżający się stukot butów o posadzkę, więc wyprostowałem się, zastanawiając się, co za chwilę powie mi Avelina.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (7405), Avelina Paxton (7743)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa