Rozliczono - Robert Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Kamienica, Posiadłość Roberta Mulcibera
Niemagiczny Londyn. Dwie ulice dalej od ul. Pokątnej.
Przedwiośnie. Mimo stopniowego przejścia zmiany pory roku, zimne powietrze nadal się utrzymywało. Gdzieniegdzie pozostałości śniegu zdobiły obrzeża chodników, narożniki domów czy pod samymi drzewami. To jeszcze nie ta pora, aby móc zdjąć ciepły płaszcz zimowy. Robertowi, Nicholas zawdzięczał bardzo dużo. Dzięki niemu opanował jedną z trudnych zdolności, która jest bardzo pomocna w funkcjonowaniu, również w organizacji wspierającej działalność Czarnego Pana. Dużo też nauczył się od niego przy współpracy w Ministerstwie. Tamtego pamiętnego dnia i roku pamiętał jego odejście, gdzie to samo uczynił jego ojciec. Nicholas postanowił przetrwać jakoś okres rządów mugolaka, będąc także oczami i czynami ojca i mistrza w Ministerstwie.
Z Robertem kontakt był cały czas utrzymywany. Jeżeli nie w spotkaniach, to w korespondencji listownej. A dzisiejszego dnia, Travers postanowił go odwiedzić. Umówili się, aby mężczyzna był uprzedzony o jego przybyciu. Wiele cech mieli ze sobą wspólnych. Nicholasowi dobrze współpracowało się z ów czarodziejem, od którego zdobywał także przekazywaną wiedzę. Może informacja, jaką mu dzisiaj chciał przekazać, zainteresuje go?
Znajdując się w dzielnicy niemagicznej części Londynu, do dziś Travers nie rozumiał, jak tak szanowana rodzina Mulciber, może tu mieszkać. O ile to miało sens, jako przykrywka, ukrycie się, to jednak otaczać się mugolskimi sąsiadami było dla niego odrzucające.
Stanąwszy przed drzwiami, zapukał. Drzwi otworzył jeden ze skrzatów i wpuścił go do środka.
Stworzenie poinformowało Traversa, gdzie ma czekać na gospodarza, którego zapewne poinformują o jego przybyciu. Zanim tam się udał, Nicholas zdjął swoje odzienie wierzchnie i podał skrzatowi, aby gdzieś powiesił czy schował. Wtem Nicholas skierował się w stronę wskazanego pomieszczenia. Nie był tutaj pierwszy raz. Znał rozłożenie pomieszczeń. Rozglądając się w oczekiwaniu na swojego mistrza, którego zaprawdę szanował za to ile dzięki niemu osiągnął w tym okresie, jak i wcześniej.