• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia

[05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#31
26.03.2024, 21:45  ✶  
Rozmawia, próbuje zjeść śniadanie, zostaje zaatakowany przez jabłka i cierpi

Z każdą chwilą coraz mniej wiedział co się dzieje. Ponure nastroje jeszcze jakoś umiał zrozumieć, docinki w większości nie miały dla niego sensu, a to, że nimi były mógł jedynie stwierdzić po tonie głosu tych, którzy je wypowiadali, stwierdził jednak, że będzie je ignorował dla własnego dobra. Nie miał na tyle energii, co Morpheus próbujący zwęszyć plotkę, chciał po prostu w spokoju zjeść kanapkę, która w końcu nabrała kształtów.
Przyjął grzecznie kawę od Brenny, od razu upijając kolejny spory łyk, po czym spojrzał z wdzięcznością na Norę.
- Bardzo chętnie przyjmę cokolwiek, co sprawi, że będę się czuł rześki jak wiosenny poranek, a nie jak stratowany przez stado hipogryfów - odpowiedział na jej propozycję, posyłając jej uśmiech.
Zaniepokoił go trochę stan Sama, który wyglądał coraz gorzej, zamiast lepiej, jak to było chociażby w przypadku Thomasa. Zbladł, nie miał apetytu, zdecydowanie noc dała mu się we znaki.
- Choć może zrób kolejną porcję, bo nie tylko ja potrzebuję czegoś na wzmocnienie. - Zmarszczył lekko brwi, wgryzając się w swoją kanapkę.
Nie dane jednak było mu cieszyć się nią zbyt długo. W pewnym momencie Erik syknął i drgnął przy nim, na co Thomas szybko odłożył jedzenie, szukając ewentualnej przyczyny, która mogłaby grozić też innym. Nic jednak nie zauważył, przynajmniej do czasu aż pomiędzy jego przyjacielem a Norą nie wywiązała się wymiana, która nawet Hardwickowi uświadomiła, że coś jest na rzeczy. Już miał nawet utworzyć usta, szybko jednak je zamknął, gdy poczuł uderzenie w głowę.
Cudem prawdopodobnie nie przygryzł sobie języka, szybko poczuł jednak kolejne dwa uderzenia, które sprawiły, że zrobiło mu się ciemno przed oczami.
Teraz to on prawie leżał na stole, trzymając się za bolące miejsce, w którym zapewne miał się niedługo pojawić ładny guz. W oczach mu się zaszkliło, okulary i papieros spadły gdzieś na trawę, z jego ust wydarła się zaś krótka wiązka przekleństw. Nie dość, że miał kaca, to jeszcze coś go zaatakowało.
- Co to było? - zapytał, po czym syknął lekko, próbując się podnieść do w miarę wyprostowanej pozycji. Nawet nie usłyszał przez to o przygodach Morpheusa z połamanym łóżkiem.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#32
27.03.2024, 21:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2024, 21:07 przez Erik Longbottom.)  
Rozmawiam z @Brenna Longbottom i Nora.
Zwracam uwagę na tulipany.
Pokazuje jabłka Thomasowi i patrzę na Sama i Morfeusza.


— To zabezpieczenie — Uśmiechnął się półgębkiem do siostry, zwracając się ku jej uroczej twarzy. — Skąd mam wiedzieć, czy to nie zmieni się w nawyk, który koniec końców pozbawi mnie większej ilości papierosów? — Uniósł wymownie brwi, dając Brennie chwilę na przemyślenie tej kwestii. — Musisz stanąć w tej sprawie po mojej stronie.

Odpłacali sobie z Norą pięknym za nadobne, tak jak to było w ich naturze. Po prostu w tym momencie znaleźli się na tym etapie konfliktu, gdzie oboje udowadniali sobie, że kiedy naprawdę im na tym zależy, to potrafią napsuć sobie krwi nie gorzej niż niejedna szkolna nemezis. Norę zakłuło w sercu? Erika bolało jeszcze bardziej, zwłaszcza po tym, jak nad ranem cierpiał jeszcze na napady żalu i zazdrości. Jakby żołądek, który wywrócił się na drugą stronę po tym, jak wyczuł zagrożenie w pobliżu panny Figg, to było za mało.

Och, już on się z nią rozmówi, kiedy przyjdzie czas. Wtedy przyjdzie czas na oczyszczenie atmosfery. Powinna być wdzięczna, że nie wyciągał tematu przy reszcie ludzi. A taka Brenna na pewno miałaby dużo do powiedzenia, biorąc pod uwagę, że skłamał jej prosto w twarz, aby chronić przyjaciółkę. Świetnie wyszedł na tej ufności. Pokręcił powoli głową, starając się jednak zbytnio nie denerwować.

— Na pewno kiedyś wyprowadzę cię z tego błędu, Noro — odrzekł równie obojętnym tonem, wodząc palcem po krawędzi stołu.

Dopiero wtedy zauważył kwiaty, których obecność skomentował zaraz Morfeusz. Erik pochylił się lekko w stronę tulipanów, przyglądając się im z zaciekawieniem. Może i ma rację?, pomyślał, dotykając delikatnie jednego z płatków, niemalże spodziewając się, że te rozpłynął się w powietrzu. To chyba nie była pora na takie kwiaty. Chociaż... Może w Warowni po prostu panowały dobre warunki? Uniósł spojrzenie na resztę domowników. Może Dora testowała jakieś zaklęcia zielarskie, kiedy nikt nie patrzył?

W międzyczasie ktoś lub coś przypuściło nieoczekiwany atak na Hardwicka. Longbottom odchylił się w bok, chcąc uniknąć kolejnych pocisków. Syknął głośno, gdy po ramieniu przyjaciela potoczyły się jeszcze dwa jabłka. Erik podniósł jedno z nich z ziemi i podrzucił je w powietrzu.

— Chyba podpadłeś któremuś drzewku — skomentował.

Dopiero teraz zwrócił uwagę na Samuela, który wyglądał, jakby chciał już odejść do stołu. Zmarszczył brwi i już miał coś powiedzieć, gdy do rozmowy wtrącił się Morfeusz. Erik zmierzył obu mężczyzn uważnym spojrzeniem, ale koniec końców nic nie powiedział. Może wspólna rozmowa wyjdzie im na dobre.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#33
27.03.2024, 23:18  ✶  
Oglądam kwiatka Brenn i gadam trochę ze wszystkimi

- Zobaczymy, jakoś ci nie ufam. - Mruknęła jeszcze cicho do Erika, żeby nie dać mu ostatniego słowa. Całkiem typowe dla nich było to, że kiedy się kłócili to szło to praktycznie na noże. Nie był to pierwszy raz, tyle, że tym razem była zamieszana w to również ta dziwna magia związana z Beltane, przez co nie do końca chyba panowali nad tym co robili, bo pamiętała, jak na nią działał rytuał, pamiętała, jak bardzo bała się o przyjaciela wtedy, kiedy znajdował się w niebezpieczeństwie. Właściwie to nawet w głębi duszy cieszyła się trochę, że tym razem to ona utarła mu nosa, bo raczej nie miewała podobnych przygód, była tą raczej bierną stroną rytuału, która zdecydowanie więcej przeszła zważając też na to, że jej partner miał bardziej ryzykowną pracę.

Upiła łyk swojej herbatki, poczuła, że coś smyra ją po ramieniu, odwróciła się gwałtownie, jednak nic nie zobaczyła. Nie było za nią nikogo, czyżby zmysły płatały jej figle?

- Postaram się coś zrobić, na szybko, jak skończymy jeść. - Powiedziała jeszcze do Hardwicka, nie było to dla niej specjalnie problematyczne, chwila moment, a stworzy im jakiś eliksir, który uleczy wszystkie strapione ciała, gorzej było z duszą.

Mimowolnie spojrzała na Sama, gdy Thomas wspomniał, że lekarstwo przyda się większej ilości osób. Widziała, że czuje się nieswojo. Nie czuła się z tym dobrze, tyle, że też nie bardzo wiedziała, co powinna zrobić. Nie mieli szansy porozmawiać, co było dość istotne, a tutaj, tutaj było zbyt wiele osób, co najgorsze większa część z nich wiedziała, że coś się w nocy wydarzyło. Nie mogła sobie pozwolić na to, żeby pewne fakty wyszły na światło dzienne. Nie planowała tego, mogło to bardzo, ale to bardzo skomplikować jej stabilne życie, bała się, że tajemnice przestaną istnieć, a nie chciała tego. Nie była gotowa na przewrócenie swojego życia do góry nogami, chociaż zastanawiała się, czy nie powinna wreszcie z kimś o tym porozmawiać, bo okazało się, że Sam w najbliższym czasie będzie gdzieś obok, a bywała tu również Mabel. To było dla niej za dużo jak na jeden poranek, potrzebowała czasu na przemyślenia.

Na umknęło jej to, że Thomasa zaatakowały jakieś dziwne siły wyższe, ktoś rzucił w niego jabłkiem, ale tak trzema? Od razu? Mrugnęła dwa razy, żeby dokładnie zarejestrować sytuację, jednak zupełnie tego nie rozumiała. Na całe szczęście skutecznie oderwało ją to od natłoku myśli.

Morpheus podniósł się z krzesła, przeniosła na niego swoje spojrzenie, nie wyglądał jednak specjalnie podejrzanie, zupełnie nie złapała aluzji związanej z deską, zresztą nie widziała, z kim właściwie wujek spędzał wieczór, nie skupiała się na tym zupełnie.

- Już patrzę. - Przesunęła w swoją stronę kwiatka, którego chciała pokazać jej Brenna. Zerknęła na niego swoim eksperckim okiem, jednak nie przypominał niczego, co znała, a wiedzę o roślinach miała naprawdę sporą. - Nie znam tego gatunku, co jest dosyć dziwne, sprawdzę w swoich księgach, czy mogę go ze sobą zabrać? - Na pewno w ten sposób będzie jej łatwiej zidentyfikować roślinę.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#34
28.03.2024, 16:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 10:21 przez Brenna Longbottom.)  
Proponuję, żeby teraz była ostatnia tura z dowolną liczbą odpisów – temat podsumuję 3 marca, wydłużamy, bo święta Serduszko. Nie trzeba trzymać kolejki

Brenna nie uśmiechnęła się głupio na informacje o łamaniu desek w łóżku, bo po pierwsze, te można było złamać na różny sposób, po drugie, jeżeli wuj łamał je nawet z Septimą czy kimkolwiek innym – to nie była jej sprawa. Morpheus był dorosły, Ollivander była dorosła, i tak dalej.
- Malwa zaraz doniesie kolejny dzbanek, akurat kawa to coś, co uznałam dziś za niezbędne wszystkim - powiedziała Brenna do Thomasa, spoglądając z pewnym zdziwieniem, jak niemal kładzie się na ławce. W końcu podnosząc kwiat przegapiła to piękne przedstawienie z jabłkami. Natomiast do brata uśmiechnęła się na jego stwierdzenie - chociaż odrobinę chłodno. Z nim miała jeszcze do pogadania. W sprawie skończenia zabaw, które mogły tylko ją zranić - jakby sama sobie z tym ranieniem nie radziła dostatecznie dobrze...
– Naprawdę, muszę? - spytała, spoglądając na niego znad kubka kawy. Upiła kilka łyków, a potem skupiła spojrzenie na Samuelu.
Może to było dla niego za wcześnie, dołączać do tylu ludzi.
A może chodziło o to, że on i Nora wrócili do Warowni w ubraniach przenikniętych zapachem jeziora, i po części stąd atmosfera między tą dwójką stała się dziwnie gęsta, zagęszczana jeszcze przez zachowanie brata.
– Może w takim razie pomożesz mi zebrać już użyte naczynia? A potem może, ale tylko być może, będą na tyle dobrą siostrą, żeby przynieść bratu papierosy – zaproponowała Brenna Samowi. Wsunęła do ust ostatni kęs kanapki i podniosła się z miejsca. Naczyń, na których ktoś z osób nocujących w domu coś zjadł, zanim oni przyszli, nie było aż tak wiele, ale dawało to całkiem ładny pretekst do wspólnego wstania od stołu, podetknięcia Samuelowi czegoś do zjedzenia w kuchni i, być może, porozmawiania… w cztery oczy.
Nie. Nie chodziło wcale o to, że była ciekawa. Fakty połączyła. Raczej chciała wybadać, czy McGongall tej rozmowy nie potrzebuje.
– Pewnie. Jeżeli coś znajdziesz, daj proszę znać – rzuciła jeszcze do Nory. Ugryzła się w język, by jej nie prosić, aby uważała, bo cholera wie, czy ten kwiatek nie będzie trujący albo coś takiego. Figg przecież doskonale wiedziała o tym sama.

@Samuel McGonagall @Nora Figg @Erik Longbottom @Morpheus Longbottom @Thomas Hardwick



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#35
28.03.2024, 20:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2024, 20:32 przez Samuel McGonagall.)  
Jest skołowany, bełkocze, idzie w roślinność tak, żeby nikt go nie widział (?) i odlatuje.

Chciał tylko dogadać z Brenną kwestie swojego zamieszkania i iść.

Został i nie rozumiał, to nierozumienie wypełniało mu skołowany umysł, złamane serce, wykręcone trzewia, zdrętwiałe ręce i ołowiane nogi. Nie rozumiał co się dzieje, w jakim świecie nagle się znalazł, jakie są relacje ludzi przy stole i jakie jest jego miejsce w tym wszystkim. Nie rozumiał, był jak półdziki kundel wyciągnięty z potrzasku, którego ktoś wyprał, przystrzygł i założył obrożę, pokazał znajomym. A teraz ten ktoś patrzył na niego z dezaprobatą, bo chwilę później kundel okazał się tylko kundlem, wytarzał się w jakimś gównie i przywlekł rozprutą, nadgnitą poduszkę ze śmietnika. Nie miał już na głowie diademu, nie był księciem a żebrakiem, a sytuacja, która miała być jego wybawieniem okazała się potrzaskiem innego rodzaju.

Chciał tylko dogadać się i iść, chciał teraz nie myśleć o tym jak bardzo pomylił się kilka godzin temu, ani o tym, że w sumie pomimo przyjaźni z Brenną i kilku miłych godzin spędzonych z Erikiem wciąż nie był tu gościem, a... pracownikiem? Podwładnym? Nie rozumiał czując podskórnie, że czegoś się od niego oczekiwało, a nie miał pojęcia jaka była w tym jego rola. Każda chwila w której zdawało się łapał już o co w tym chodzi, rozsypywała się spektakularnie, a on po kroczku do przodu, lądował dziesięć kroków w tyle... Nie rozumiał i czuł się tym niezrozumieniem bardziej niż przytłoczony.

Chciał tylko wstać i zniknąć w szumiących, rozrastających się krzewach, nad których wzrostem nie panował i był winien temu podwójnie, bo to on przecież przyciągał do siebie zieloną energię puszczy, a jednocześnie był teraz ogrodnikiem, który powinien ją ścinać, kiełznać, poddawać własnej woli. Wychodziło mu to bardziej niż żałośnie.

Chciał tylko wstać i zniknąć, ale Morpheus powiedział coś o łóżku. Skupił się na mężczyźnie, nie rozumiejąc, nie łącząc kropek, że sam przecież wieczór wcześniej zastanawiał się nad finałem tańca godowego byłego właściciela koszuli, która zakrywała teraz przed światem świeże zadrapania i poparzenia.
– Tak Panie Morpheusie, zdejmę miarę i dosztukuje deskę. – nie pytał gdzie jest jego pokój bo wiedział to, znał rozkład domu zbyt dobrze niż chciałby to przyznać. Nie widział w tym geście wyciągniętej ręki, tylko pracę do wykonania. Tak, w końcu był ogrodnikiem, znał się na deskach. O tym można było z nim rozmawiać.

Potem odezwała się Brenna z innym zadaniem, które wymagałoby przejścia obok Nory, ale w tym przypadku rozpoznał drugie dno tej prośby. Był pewien, że wspólne pójście do kuchni zwieńczone byłoby Rozmową i bardzo nie był pewien, czy chce rozmawiać z Bee. Choć z pewnością młoda Longbottomówna obraziłaby się na to porównanie, Samowi zbyt łatwo jej energia i przenikliwość przywodziła na myśl matkę, która zawsze wiedziała, kiedy on coś nabroił. A przecież popełnił błąd, sięgnął po owoc, którego nie powinien zrywać, zepsuł, zawiódł. Oczywiście, wiedział, że przyjaciółka chciałaby dla niego dobrze. Poradziłaby mu, podsunęła pod nos oczywiste rozwiązania, które sprawiłyby, że byłby lepszym człowiekiem, bardziej dopasowanym. A potem i tak by mu się nie udało. Potem znów by ją zawiódł. Rozczarował.

Pachniał winą za zły los przyjaciółki domu, pachniał nieudolnością, pachniał jeziorem i potem, a jego ręka lepiła się od psiej śliny. Stężałe mięśnie próbowały bez udziału woli drżeć, by rozbić nieznośne napięcie.

– Przepraszam ja... pójdę już, muszę iść po miarę i przebrać się do pracy. Przepraszam, ja nie chciałem, ja... przepraszam... – mamrotał, niewiedziąc już za co i kogo przepraszał. Nie patrząc w stronę stołu, ruszył byle tylko się ukryć, zrzucić z siebie w końcu ułomne ludzkie ciało. Znalezienie dostatecznie gęstych krzewów, grubego drzewa, osłony nie powinno być takie trudne, a gdy tylko udało mu się to osiągnąć, lodowatymi palcami sięgnął po różdżkę i momentalnie wytracając masę oddał swoje życie powietrzu. Wiatr między lotkami zabierał wątpliwości, wydrążonym kościom brakło ciężaru egzystencjalnych dylematów, a łopoczące w obłąkańczym tempie serce stało się normalnością ptasiej fizjologii. Wzbił się w górę ku słońcu, porywając się myśli, że mógłby podążyć przykładem matki i zwyczajnie pozostać ptakiem oddającym hołd Słońcu, ptakiem którego jedyną wartością jest życie, które dzierży w piersi.

Z tą myślą pomknął ku Kniei. Wciąż nie rozumiał, ale teraz w końcu nie musiał rozumieć i nikt tego od niego nie oczekiwał. W końcu jego mózg miał teraz dwadzieścia gram...

Postać opuszcza sesję
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#36
02.04.2024, 01:05  ✶  
Erik rozmawia z Norą, Bren, Thomasem i Morfeuszem.
Erik zbiera część naczyń ze stołu i oddala się w stronę posiadłości.
Po powrocie do Warowni kieruje się w stronę domowej biblioteki.



— To błąd — odparł automatycznie, uśmiechając się przekornie do blondynki. — Ale jak wolisz. Przecież do niczego cię nie jestem w stanie zmusić.

Nie znosił się z nią kłócić, jednak bywały takie momenty, gdy było to niebywale satysfakcjonujące. Jak to zwykł mawiać: ludzie mieli maski. A każdy czasem był wredny. Każdy czasem pozwalał sobie na te kilka słów za dużo, aby dać upust skrytym w głębi emocjom. Może nie zaczepiałby jej w ten sposób, gdyby miał więcej energii. Niestety, trafili na siebie w najgorszym możliwym momencie, gdy oboje dochodzili po siebie po tej cudownej nocy. A czasem nawet najlepsi przyjaciele nie byli się w stanie znieść w swoim najgorszym wydaniu.

— Nieważne — westchnął ciężko, gdy Samuel postanowił odejść od stołu, aby po chwilę zniknąć w pobliskiej gęstwinie. — Już ja ci pomogę i przy okazji zapalę w kuchni. — Skinął głową Brennie, licząc, że ta nie będzie się kłócić. —I tak muszę wrócić zaraz do środka. Może uda mi się złapać, chociaż kilka minut snu, zanim będę musiał zacząć się zbierać na ceremonię. W razie czego będę w czytelni.

Odsunął od siebie talerz z niedokończonym posiłkiem, po czym zaczął zbierać z sąsiednich miejsc opróżnioną zastawę, wszelkie noże, widelce i łyżeczki układając na samym wierzchu utworzonej w ten sposób wieżyczki. Kiedy uzmysłowił sobie, że nie będzie w stanie zabrać wszystkiego naraz, część naczyń pozostawił Brennie, w tym też wszelkie talerzyki i filiżanki, jakie mogła wykorzystać Nora.

— Zobaczymy się przed wyjściem. — Skinął głową Morfeuszowi i Thomasowi, aby Norę zaszczycić spojrzeniem dopiero na końcu. — Eleonoro.

Wbił w nią pełne zadumy spojrzenie, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył ze stertą zabrudzonych naczyń z powrotem do Warowni. Cóż, koniec końców był tylko człowiekiem i jak każdy człowiek miewał swoje humory. Może powinien być dla niej milszy; bądź co bądź, oboje byli ofiarami rytuału miłosnego z Beltane, a na domiar złego wplątali w to wszystko jeszcze Kanclerza Skarbu. Biedny Elliot... Czyż nie wspominał o tym, że miał ostatnio dużo roboty.

Cóż, ta noc raczej nie należała w jego przypadku do tych z rodzaju przespanych, pomyślał z przekąsem, irytując się na samą myśl. Może bogini jednak go pobłogosławiła i przygotowanie Perseusza do ślubu zajęło im całą noc? Nie musiał kotłować się w łóżku, jak i walczyć z konsekwencjami rytuału wywołanymi przez pannę Figg. Bądź co bądź, młody Black potrafił być bardzo zajmujący, gdy działo się coś ekscytującego. Byłoby to jakieś pocieszenie. Niewielkie, bo niewielkie, ale jednak. Parę minut później był już w domowej kuchni.

— Ten dzień robi się coraz lepszy — mruknął, odstawiając naczynia do pustego zlewu, starając się nie zburzyć konstrukcji.

Rozejrzał się na prawo i lewo, chłonąc przez chwilę ciszę panującą w rezydencji. Jeśli ktoś ze starszych członków rodziny już nie spał, to zapewne zaszył się po drugiej stronie posiadłości. Było tu spokojnie. Aż dziwnie, pomyślał Longbottom, sięgając po paczkę papierosów leżących na parapecie. Obracał ją przez chwilę w dłoniach, po czym odstawił na miejsce.

Chociaż fajki przynosiły czasem ukojenia, tak odnosił wrażenie, że teraz potrzebował czegoś innego niż dymu papierosowego w swoich płucach. Czegoś takiego jak... lektury. Tak, zaszyje się w bibliotece, spróbuje poczytać i może prześpi się ten kwadrans lub dwa. W końcu ile potem zajmie mu wbicie się w garnitur? Toż to parę minut! Jak pomyślał, tak też zrobił i niedługo później zniknął w trzewiach rodowej posiadłości.

Postać opuszcza sesję


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#37
02.04.2024, 09:41  ✶  
Wychodzę

- Dzięki, oczywiście, dam znać, jak coś znajdę. - Zawinęła ostrożnie kwiat w serwetkę, a później schowała go do kieszeni. Liczyła na to, że dowie się czegoś więcej z książek, bo sama była bardzo ciekawa, co to właściwie za roślina, rzadko kiedy znajdywały się przypadki, których nie znała.

Drgnęła, gdy usłyszała prośbę Brenny skierowaną ku Samowi. Nie wiedzieć czemu ona czuła, że przyjaciółka wie, będzie musiała z nią porozmawiać, wyjaśnić jej wszystko, bo zaczęła czuć się winna. W końcu ta dziwna atmosfera przy stole, kiepski humor Erika, to wszystko była jej wina. To ona zachowała się jak gówniarz, dała się ponieść chwili, a teraz nie miała pojęcia, jak powinna się zachować. Niby mogła poprosić Samuela na stronę, kiedy tylko się tutaj pojawiła, ale bała się, że to mogłoby spowodować jakieś podejrzenia, chciała ich uniknąć, przynajmniej na razie, to spowodowało, że tego nie zrobiła, chyba podjęła złą decyzję.

Książę Kniei uciekł, wstał i zniknął, nie zdążyła nic zrobić, czy powinna za nim pobiec? Wiele myśli kłębiło jej się w głowie, jednak nadal siedziała, nie ruszyła się z miejsca.

Z rozmyślań wyrwał ją głos Erika, spojrzała na niego, jednak nie odezwała się już ani słowem. Najwyraźniej miała ją czekać jeszcze rozmowa z nim, mogłaby uciec, wyjść bez słowa, jednak chyba pogodziła się z tym, że do tej konfrontacji dojdzie, jakoś to przebrnie, a później wreszcie wróci do siebie, gdzie będzie musiała odnaleźć się w rytmie codzienności. Może tak będzie lepiej, znajdzie się z dala od tego wszystkiego, to przecież prawie tak, jakby problem nie istniał.

Dopiła herbatę, nie zjadła nic, bo nie byłaby w stanie aktualnie przełknąć czegokolwiek. Odstawiła pustą filiżankę na stół, po czym wstała, skinęła jedynie głową na pożegnanie i ruszyła do Warowni, do swojej tymczasowej sypialni, żeby móc z dala od wszystkich, chociaż przez chwilę przeżyć swój własny dramat.


Postać opuszcza sesję
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#38
03.04.2024, 13:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2024, 13:48 przez Morpheus Longbottom.)  
Mówię do Brenny, żegnam się i idę szykować się na ślubowania Vespery i Persiego.

Zaczął wątpić w swoje umiejętności łączenia wątków, ale konkluzja była bardzo jasna. Ktoś z kimś miał porządny kłopot i było to więcej osób niż tylko Erik i Nora. Nawet on nie mówił do niej pełnym imieniem, a jeszcze do niedawna tytułował ją panią Norą. Sprawa wyglądała poważnie, ale nie jak kwestia życia i śmierci. Raczej jak kwestia włożenia pewnych części ciała w inne, w nieodpowiedniej konfiguracji. Nagłe zniknięcie Samuela też go zaskoczyło, ale zacementowało przypuszczenia Morpheusa.

Chyba nie rozumiał. Jako jedyny zaliczył, więc w czym problem?

Eh, ta młodzież, wszystko na poważnie, żadnej rozrywki. Młodzież. Przypomniał sobie, że każde już dawno przekroczyło próg dorosłości i przestało być nastolatkami, a niektórzy witali trójkę w dwucyfrowej liczbie lat. Dokończył swoje śniadanie, myśląc o tym, jak życia są zagmatwane. Zawiesił spojrzenie na jabłoniach ciężkich od owoców, a co bardziej trzeźwi i spostrzegawczy mogli zauważyć, że na chwilę patrzył na świat samymi białkami oczu, ale absolutnie nic nie powiedział. Przyszłość milczała.

— Brenno, przeszłaś samą siebie. Było doskonale. A teraz idę ubrać się na stypę. Miejcie mnie i Erika w modłach, bo jak będzie nudno, dowiecie się, co wyczynialiśmy z pierwszych stron Proroka — posłał bratanicy oczko, dopił swoją herbatę i pożegnał się z resztą. Oczywiście częściowo żartował, nie zamierzał wywoływać skandalu obyczajowego, ten ślub prawie takim był sam w sobie, ale kwestią raczej była lista gości. Z pełnym żołądkiem czuł, że senność zaczyna go dopadać, a świat mógł dać mu jeszcze godzinę-dwie, zanim rzeczywiście sięgnie po brzytwę, aby się ponownie ogolić, po przyszykowaną z tej okazji szatę oraz wybierze perfumę.

Jego spojrzenie zawisło na tarteletkach z późnymi truskawkami, pomyślał o Vakelu i poczuł ciężar na sercu. Odpuść. Należy pozwolić głupcowi odejść. Były osoby na tym spotkaniu, które zasługiwały na drugie szanse i powroty, był też on. Istniały na tym świecie rzeczy, który nie miały przyszłości, pomimo istnienia. 

Czasami trudno było się z tym pogodzić.

Myślał o powiązaniach wszystkich przy stole, tych co byli, co odeszli, o dawnych miłościach, fatum i nieszczęściach, które zniewalały ich w kajdany społecznych wymagań. O Eriku, od którego oczekiwano czystokrwistej żony i dzieci, nieświadomie traktując go jak wysokiej klasy ogiera rozpłodowego. O Brennie, która mimo niejasnych antypatii Godryka, była najlepszym następcą, miecz Godryka należał się jej. Już dawno wpisał ją jako dziedziczkę czasozmieniacza w swoim testamencie. O Norze, młodej matce, którą wszyscy kochali, ale która nie mogła znaleźć tego, który uczyni ją szczęśliwym i szukała spełnienia w życiu, czegoś więcej, jakiejś radości, która trzymała tożsamość Mabel, jak sekret, w sercu. O Thomasie, który mieszkał w ich domu, bo jego nie był dość bezpieczny, który utracił rodzica i żył z celem na plecach, w tragizmie greckiego herosa, którego los jest tylko jeden, z nadzieją na Wyspy Szczęśliwe. O Samuelu też, dziecku dziczy, któremu nikt nie pomógł, nie wyciągnął ręki od dziwacznych rodziców, odzierających go ze społeczności, czyniąc go wyrzutkiem.

Odszedł, mając nadzieję, że następnym razem, gdy spotkają się w tym gronie, będą mniej samotni.


Postać opuszcza sesję


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#39
03.04.2024, 15:15  ✶  
Thomas zbiera swoje rzeczy i idzie odpoczywać sobie na trawie w ogrodzie

Spodziewał się, że prędzej czy później coś będzie próbowało go wykończyć, zresztą pierwsze próby miał już za sobą, nie podejrzewał jednak o to drzewa rosnącego w, jak do tej pory, pokojowym ogrodzie. A już na pewno próba wykonaniu tego zamachu trzy razy robiła się podejrzana. Trzymając się jedną ręką za bolące miejsce wziął od Erika trzymane przez niego jabłko, po czym przyjrzał się mu z żalem.
- Świetnie, a już powoli przestawała mnie boleć głowa - westchnął, odstawiając z hukiem owoc na stół, po czym zniżył się do parteru, chcąc zgarnąć swoje porozrzucane po trawie rzeczy. Okulary znów wylądowały na nosie, papierosa odpalił zaklęciem, po czym nie fatygował się już by usiąść przy stole, od którego i tak wszyscy powoli odchodzili. Zaciągnął się, wypuścił dym w stronę wrednej jabłoni, wygrażając w myślach przy tym, że jeśli jeszcze raz coś takiego się wydarzy, to ją doszczętnie spal.
Nie był jednak pewien, czy na pewno chcę, by roślina naprawdę umiała wyczuć jego intencję, bo mogło być to bolesne.
Zgarnął swój kubek z niedopitą kawą i wskazał na bliżej nieokreślone miejsce na trawniku.
- Jakby mnie ktoś szukał, to będę pewnie gdzieś włóczył się po ogrodzie i korzystał z ładnej pogody. Kondolencje dla wszystkich którzy dziś pewnie będą się dusić w tłocznej sali - spojrzał współczująco na Erika i Morpheusa, po czym poszedł rozłożyć się gdzieś w półcieniu. Z dala od felernego drzewa, któremu teraz nie ufał.
Nie miał dziś za dużo do roboty - w głębi ducha dziękował za wolne w pracy - mógł więc sobie pozwolić na spokojne dogorywanie po wczorajszej nocy, z czego zdecydowanie skorzystał.

Postać opuszcza sesję
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#40
05.04.2024, 10:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 10:20 przez Brenna Longbottom.)  
Setki drobnych spraw i dużo drobnych dramatów.
Najwyraźniej spotkanie wielu ludzi na towarzyskim gruncie sprawiło, że niektóre problemy eskalowały.
Brenna nie próbowała zatrzymać Samuela: nie teraz, nie gdy wszystko wyraźnie go przytłoczyło, nie kiedy wokół było sporo ludzi. Odprowadziła McGongalla spojrzeniem, obiecując sobie, że później z nim porozmawia. Po Norze i Eriku przesunęła spojrzeniem, ale tu akurat nie planowała się wtrącać. Ta dwójka na pewno załatwi wszystko między sobą.
- Mamy chyba jakiś eliksir na ból głowy, podrzucę ci go później - powiedziała Brenna, zwracając spojrzenie na Thomasa, dla którego najwyraźniej to też była ciężka noc, chociaż z takich powodów, jak należało, czyli związanych z niewyspaniem i alkoholem, a nie jakimiś osobistymi dramatami. - Uważajcie na drinki. Perseus najwyraźniej postanowił zabrać ich kilka z wczorajszej zabawy. A nie wydają mi się odpowiednie na wesele - rzuciła jeszcze do Morpheusa, uśmiechając się do niego na odchodne.
Sama została na zewnątrz - zabierając się za posprzątanie po osobach, które zdążyły już zjeść, a potem za naszykowanie rzeczy dla domowników i gości, którzy wstali później i też byli zainteresowani czymś do zjedzenia.

Koniec sesji



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2686), Erik Longbottom (3266), Morpheus Longbottom (1860), Nora Figg (2389), Pan Losu (126), Samuel McGonagall (2323), Thomas Hardwick (1661)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa