• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [26.06.1972] Walia, Wyrndrobwllllantysi. "Złudzenie kolekcjonera" - Guinevere i Isaac

[26.06.1972] Walia, Wyrndrobwllllantysi. "Złudzenie kolekcjonera" - Guinevere i Isaac
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#1
05.04.2024, 23:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 23:17 przez Isaac Bagshot.)  
W niewielkiej walijskiej wiosce “Wyrndrobwllllantysi”, mieszkał stary czarodziej imieniem Steven Morris. Pomimo przeżytych wielu wiosen, poczciwy staruszek był bardzo naiwny. Nazywał się kolekcjonerem magicznych artefaktów, więc jego niewielki domek przepełniony był zakurzonymi bibelotami o wątpliwej wartości, oraz wątpliwym pochodzeniu. Steven wierzył jednak, że każdy artefakt który miał w posiadaniu, opowiadał jakaś epicką historię. Jego kolekcja obejmowała dziesięciolecia sumiennych poszukiwań, dziesiątki godzin targowania się, oraz tysiące zwiedzonych targowisk. Staruszek bowiem wszystkie swoje bibeloty odkupywał od dzielnych poszukiwaczy czarodziejskich skarbów, lub sprzedawców zaopatrujących się u takowych. Nie wiedział jednak, że w większości przypadków padał ofiarą bezdusznych oszustów. Nie inaczej było tym razem…
Kilka tygodni temu niedaleko “Wyrndrobwllllantysi”, swój kram rozstawił obwoźny handlarz o imieniu Łajzuch.
Łajzuch był goblinem o kaprawych oczkach i nieczystym sercu. Był również artystą! A przynajmniej tak lubił o sobie myśleć. Inni nazwaliby go po prostu fałszerzem, i to cholernie dobrym, ponieważ potrafił oszukać niejednego znawcę magicznych antyków. Wyczuwając więc naiwność poczciwego Steven’a, postanowił wcisnął mu skrzynię pełna artefaktów arturiańskich! Tak! Kielich należący niegdyś do Merlina, miecz samego króla Artura, noga od Okrągłego Stołu, buteleczka po napoju miłosnym Tristana i Izoldy, oraz wiele, wiele innych! Brzmi zachęcająco, prawda? Tak samo pomyślał Steven. Ufając więc Łajzuchowi, przepłacił za artefakty i już po paru minutach skrzynia pełna skrapu znalazła się w jego domu. Pół biedy, że przedmioty były fałszywe. Były one również zaklęte! Kiedy staruszek napił się z merlińskiego kielicha, dostał okropnej opryszczki. Miecz arturiański, nagle zaczynał lewitować i walić go po głowie, noga od stołu w losowych momentach zaczynała skakać po całym domu przez co nie mógł spać, i tak dalej…

Dzień później, w Horyzontach Magii pojawiło się takie oto ogłoszenie:

POSZUKIWANY: Biegły historyk magii do badania arturiańskich artefaktów!


Nazywam się Steven Morris i jestem kolekcjonerem magicznych artefaktów z wieloletnim doświadczeniem. Nabyłem kilka magicznych przedmiotów o niepewnym pochodzeniu, którym przydałaby się profesjonalna ekspertyza. Wynagrodzenie do ustalenia na miejscu. Pilne!

Steven Morris

Isaac odpowiedział na ogłoszenie. Przez ostatnie tygodnie zajmował się głównie czytaniem starych wydań Proroka Codziennego, oraz wąchaniem pasztetu z kanapek Boba w biurze Ministerstwa. Uznał, że jakakolwiek odmiana będzie odświeżająca! Piętnaście minut przed umówionym spotkaniem, stał więc niedaleko domu staruszka w wiosce o nazwie: “Wyrndrobwllllantysi”, i palił papierosa. W dłoni trzymał nowe wydanie Czarownicy i wyglądał na zaczytanego.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
06.04.2024, 18:45  ✶  

Starała się być na bieżąco z Prorokiem Codziennym i Astrolabium, biorąc pod uwagę jej zainteresowania, ale zdarzało jej się też kupić Horyzonty Zaklęć. Kupowała i czytała, bo chciała być na bieżąco, ale też nadal chciała się rozwijać, uczyć nowych rzeczy – tak w zakresie wróżbiarstwa, jak i przede wszystkim historii czy ogólnie angielskiego społeczeństwa. To jej pomagało nawiązać pewną więź, nadrobić braki, których nie sposób było załatać pracując na wykopaliskach i obracając się ciągle w tym samym gronie. Nie chciała pozostać w tyle, wręcz przeciwnie. Natomiast były takie hasła, które bardzo szybko rozbudzały jej wyobraźnię; jak wróżba, przepowiednia, tajemnica oraz kilka takich, które można było podczepić pod legendy arturiańskie. Oczy to jej się zaświeciły od razu, gdy zobaczyła w Horyzontach to jedno ogłoszenie i… niewiele myśląc, posłała swoją małą sówkę Kleopatrę z odpowiedzią.

Może i jej doświadczenie w takich artefaktach nie było duże, bo dopiero od niedawna w Wielkiej Brytanii przebywała, jednak nie można było odmówić tego, że widziała już w swoim życiu przeróżne przedmioty, magiczne i nie, autentyki i falsyfikaty, no i mimo wszystko była historykiem, który obecnie również pracował na wykopaliskach tutaj, w Walii. Coś jednak wiedziała – a takie obcowanie ze skarbami, które MOGŁY pochodzić z tamtego okresu… och, aż jej się ciepło robiło. I nie mogła się powstrzymać.

Widać pan Morris nie miał wielu innych kandydatów, albo nie byli tak zajawieni jak ona, bo dość szybko otrzymała wiadomość zwrotną – dlatego też w umówiony dzień, jakiś czas przed umówioną godziną, zjawiła się na miejscu, korzystając w tym wypadku z publicznych kominków sieci Fiuu. Zawsze bywała przed czasem, wolała zaznajomić się z okolicą, poświęcić chwilę na zebranie myśli, a w razie czego miała zapas czasu gdyby coś się wydarzyło. Teraz jednak nie działo się nic nadzwyczajnego. Może prócz tego, że już chwilę wcześniej, gdy się rozglądała, zauważyła naprzeciwko domu, gdzie miała się stawić, mężczyznę. Zauważyła go chwilę temu, a gdy pokręciła się po okolicy i znowu stanęła pod adresem Morrisa, to nadal tam stał i czytał jakąś gazetę. Nie wiedziała czy to przypadek czy nie, sama jednak  zerknęła na zegarek na ręce, by upewnić się ile ma czasu. Na pewno przykuwała wzrok – wzrostem i sylwetką modelki, ale też ciemniejszym, bo mocno opalonym, kolorem skóry. Na tle bladych Anglików odznaczała się mocno, nawet jeśli przyszła w eleganckich spodniach, koszuli… Prezentowała się profesjonalnie, z teczką w dłoni.

Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#3
07.04.2024, 00:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2024, 00:07 przez Isaac Bagshot.)  
Isaac w końcu oderwał się od gazety. Jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem bardzo ładnej kobiety która stała nieopodal. Uśmiechnął się więc, zgasił papieros i ruszył w jej stronę. Sam również prezentował się całkiem elegancko. Miał na sobie białą koszulę, granatowa marynarkę, spodnie z kompletu oraz czarno-granatowy kapelusz. Lubił nakrycia głowy i miał w szafie więcej kapeluszy, niż niejedna kobieta par butów!
-Dzień dobry, pani do pana Morrisa? Jeśli tak, to ja również. Bardzo mi miło, Isaac Bagshot. - Przedstawił się, unoszą nieco kapelusz nad głowę. Spojrzał na magazyn który trzymał w dłoni.
-Czarownica. Czytujesz? Jestem odrobinę zażenowany rubryką z humorem i jestem ciekawy Twojej opinii. Daj mi proszę chwilkę, niech tylko znajdę… - Otworzył gazetę i z zapałem zaczął szukać tego, co chciał jej przeczytać.- Mam! A więc, dowcip tygodnia: Why did the coffee file a police report? It got mugged! No… sam nie wiem. - Uśmiechnął się kącikiem ust i pokręcił głową. Angielski humor był bardzo specyficzny, więc jeśli Guinevere nie zrozumiała puenty, to nie powinna się tym przejmować.
-Może papierosa? - Zaproponował, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Wydawał się być strasznym gadułą. Jeśli kobieta bała się nudy albo jest małomówna, to Bagshot na pewno zapewni jej jakąś rozgrywkę swoją osobą. Mógłby rozmawiać z kamieniem, a i tak bawiłby się przednio!
Mieli jeszcze chwilę zanim będą musieli stawić się u pana Morrisa, więc mogli porozmawiać. Pogoda była bardzo ładna, słońce wyglądało zza chmur i wyjątkowo nie zbierało się na deszcz.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
08.04.2024, 23:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 23:35 przez Guinevere McGonagall.)  

Odwzajemniła uśmiech – a ten miała promienny tak, jakby sama była słońcem. Na pewno została przezeń pocałowana – to wszystko mówiła jej opalona skóra, jasnobrązowe spojrzenie, a ten uśmiech do oczu jak najbardziej dochodził. Ginny kochała wszelkie życie, a uśmiech mógł je komuś uratować, ten zaś niczego jej nie kosztował, więc…? Dlaczego nie uśmiechnąć się do nieznajomego, całą sobą, i poprawić mu humor. Lubiła ludzi, była ich ciekawa – a mężczyzna najwyraźniej podzielał jej zainteresowanie i zaraz ruszył w jej kierunku, gdy ona upewniała się, że właściwie to jest we właściwym miejscu. Nie zapuklała jeszcze do drzwi, bo wolała być o czasie, a nie przed czasem.

– Och, słucham? – odwróciła do niego głowę i ponownie się uśmiechnęła, a Isaac mógł zauważyć, że jej usta pociągnięte są koralową szminką; nie chciała wyglądać krzykliwie z jasną czerwienią na wargach, ani z wieczorowym bordo, przyszła tu wszak do pracy, po nic innego. Do pracy i by połechtać własne zainteresowania, a być może… czegoś się tutaj dowiedzieć. – Dzień dobry, tak, do pana Morrisa – przytaknęła i na moment zerknęła w kierunku drzwi domu szanownego i bardzo nieostrożnego kolekcjonera. Ale może o to właśnie chodziło w tym fachu, jeśli miało się niespożytkowane zasoby pieniężne, by kupić szmelc – a czasami trafiało się coś prawdziwie wspaniałego? Bagshot z łatwością mógł w jej akcencie rozczytać, że nie mogła pochodzić z Anglii – chociaż mówiła bardzo płynnie, to w zupełni inny sposób kładła nacisk na głoski i spółgłoski, przez co jej mowa zdawała się być jednocześnie bardziej śpiewna i twarda. Ale wyraźna, nie mamlała niczego pod nosem. – Guinevere McGonagall – przedstawiła się mężczyźnie, który też wybierał się do Morrisa, znaczy… kolega po fachu? Historyk? Archeolog? Może sam był kolekcjonerem.

– Czarownicę? Niezbyt często – przyznała i pozwoliła, by uśmiech znowu rozjaśnił jej twarz, lecz nie przeszkadzała mu, pozwalając, by znalazł interesującą go stronę, a w tym czasie ona uważnie mu się przyjrzała. Wyglądał na miłego, elegancko ubrany, schludny, kapelusz… Nie wyglądał na starszego od niej. A później przeczytał angielskiego suchara, na moment zapadła cisza, a Ginny w końcu cicho parsknęła i ostatecznie zachichotała. – Nie jest to może żart najwyższych lotów – skwitowała i odrobinę przekrzywiła głowę, nie spuszczając oczu z Isaaca. – Ale przeczytałeś to w taki sposób, że wydało się to całkiem zabawne – to był komplement, nienachalny i niewymuszony, taki, który miał przełamać lody. Akurat trafił swój na swego, bo Ginewra sama potrafiła bardzo dużo gadać. – Nie, dziękuję, nie palę – nie lubiła papierosów, bo strasznie śmierdziały. Dużo bardziej preferowała sziszę, ale pewnie była to kwestia wychowania. A jednak w Anglikach z papierosem było coś takiego… kojarzyli jej się z klasą. Szykiem. – Więc, Isaac, rozumiem, że jesteś ekspertem od artefaktów? Z przypadku, przymusu czy zamiłowania? – zagadnęła, skoro mieli jeszcze chwilę, a Gin była zwyczajnie ciekawa. Jak zresztą zawsze.

Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#5
12.04.2024, 22:07  ✶  
Isaac kochał kuśmiechnięte kobiety, a Guinevere nie dość że się uśmiechała, to jeszcze była ładna, szczupła, wysoka i miała dość egzotyczną urodę. Od razu wpadła Bagshotowi w oko. Lubił kobiety, a że nadal był kawalerem, to nie stronił od ich towarzystwa. Nie miał ulubionego typu, ani szczególnych preferencji. Kiedyś wolał te nieco głupsze, ponieważ były “łatwiejsze w obsłudze”. Teraz jednak, kiedy był już dojrzalszy, większą przyjemność odczuwał z obcowania z inteligentną panią, z którą mógł porozmawiać na różne tematy, a potem przejść do “sedna” spotkania. Albo nie przechodzić do sedna! Wszystko przecież zależało od okoliczności w jakich się znajdowali, prawda? Z Guinevere bardzo chętnie przeszedłby do “sedna”, jednak przybyli tutaj w sprawach zawodowych, więc Baghsot powinien skupić się na pracy. I na niej się oczywiście skupi, ale że był wielozadaniowy, to lekki flirt nie powinien mieć wpływu na jego produktywność.
- Czyli jestem zabawny, panno McGonagall? Miło mi to słyszeć. - Uśmiechnął się kącikiem ust i schował  paczkę papierosów do marynarki. Skoro nie paliła, to nie miał zamiaru jej dymić. Gazetę złożył i wsadził do jednoramiennej torby którą miał ze sobą. Spojrzał na swoją rozmówczynię bardzo uważnie, a że Ginnie miałam wysoką percepcję, to na pewno to zauważyła.
-Może nie tyle ekspertem, co badałem już kilka artefaktów w swoim życiu. Głównie zajmuje się historią magii, chociaż pewnie niewiele to pannie powie, panno Guinevere. To w końcu bardzo rozległy temat. Tak więc w dużym skrócie - trochę piszę, głównie o przenikaniu się kultury magicznej z kulturą mugoli. - Wyjaśnił pokrótce. - Legenda arturiańska, jako Brytyjczykowi, jest mi bardzo bliska, jednak nadal ubolewam, że podkradliśmy ją Walijczykom i cały świat uważa króla Arthura oraz czarodzieja Merlina za Anglików. - Spojrzał w ciemne oczy Guinevere I uśmiechnął się nieco szerzej.- Mogę się tylko domyślać, że i dla Ciebie jest to bliski sercu temat. Piękne imię, tak swoją drogą. I dość znane nazwisko, ale nie kojarzę Cię z Hogwartu. - Zahaczył delikatnie o temat jej pochodzenia. Jeśli jednak nie będzie chciała o tym mówić, może po prostu nie skomentować jego słów. Może i mówił dużo, jednak większość tego co wychodziło z jego ust było przemyślane. Wydawało się również, że byli w podobnym wieku.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
13.04.2024, 13:57  ✶  

Z kolei Guinevere lubiła mężczyzn, którzy byli jej przeciwieństwem – lubiła blondynów, ale brunetów też, lubiła, gdy mieli jasne oczy, w przeciwieństwie do niej, lubiła ich jaśniejszą od niej skórę, lubiła mocne spojrzenie i gdy mężczyzna wiedział, czego chciał. Nie musiał mieć życia ułożonego od a do z, nie musiał mieć bardzo stabilnej egzystencji, ale lubiła, gdy ci nie kręcili się jak takie dziecko we mgle nie potrafiąc nazwać swoich pragnień, albo nie mając ich wcale. Ginny nie była „łatwa” w obsłudze, ale nie była też nadmiernie trudna, tak długo jak nikt z nią nie pogrywał… A że była do życia nastawiona raczej pozytywnie i dawała ludziom pewien kredyt zaufania, to złapać jej uwagę nie było zbyt trudno. Tak jak teraz Isaac swoim jasnym spojrzeniem przyciągnął teraz ją. I ona nie miała problemu by odpowiadać na lekki flirt, tak długo jak nie przekraczało to dobrego smaku w obecności… pracodawcy. Ale póki co nie było tutaj pana Stevena.

– Całkiem zabawny, panie Bagshot – odparła, wpatrując się weń intensywnie. Oboje zdążyli już przejść na ty, ale wprost nie mogła się powstrzymać przed taką zaczepką, skoro i on ją zaczął. O tak, zauważyła, że się w nią wpatrywał – a to zupełnie tak jak ona w niego, i wcale nie próbowała tego kryć. Bo niby dlaczego? Uniosła odrobinę kąciki ust w górę.

– Nic dziwnego, że mnie nie kojarzysz – wysłuchała go w spokoju i z uwagą, nie przerywając mu, ani się nie wtrącając. Kusiło ją palnąć coś o wieku, że może się minęli w szkole, ale szybko z tego zrezygnowała, tematu unikać jednak nie zamierzała, bo niczego się nie wstydziła w związku z tym – była dumna ze swojego pochodzenia, każdego grama. – Uczyłam się w Uagadou – wyjaśniła więc gładko. – I dziękuję – za to, że uważał jej imię za piękne. Cóż, kręcili się w podobnym temacie obecnie, bo nosiła imię po tej legendarnej królowej, żonie króla Artura, podobieństwa nie dało się na tym polu wyprzeć, nawet jeśli Ginny uważała, że przy doborze imion, to jej rodziców strasznie poniosło. Więc tak, legenda była jej na pewien sposób bardzo bliska – imię, jakie nosiła, było podstawą do jej zainteresowania historią, a temat legend arturiańskich kręcił się w jej zainteresowaniach zawsze, miała do tego słabość, nawet jeśli w swoim obecnym doświadczeniu niewiele było miejsca akurat na to. Ale skoro w końcu była w Wielkiej Brytanii… – Tak, temat jest mi bliski, ale akurat moje doświadczenie w historii kręci się głównie wokół Egiptu i zaczątków magii w rejonie Afryki. Od niedawna badam Brytyjskie ruiny – on był historykiem teoretykiem, naukowcem który pisał, ona zaś nie pisała – a aktywnie badała, chociaż gdyby chciała (i miała na to czas) to z pewnością mogłaby wydać jakąś książkę czy artykuły naukowe do gazet odnośnie swoich odkryć czy doświadczenia. – Miałam do czynienia z różnymi artefaktami pogrzebanymi przez ludzi, czas i naturę, coś niecoś tam wiem – na przykład jak odróżnić falsyfikat od czegoś, co rzeczywiście mogło być prawdziwe. – Więc… Piszesz książki czy artykuły naukowe? Wybacz, w Wielkiej Brytanii jestem tak naprawdę od niedawna, mogło mi coś umknąć – może był cholernie znaną osobą, którą powinna znać na wzgląd na swoje zainteresowania… Ale jednak jego imię i nazwisko gdzieś jej uciekało. Znaczy mnosił nazwisko takie samo jak jej koleżanka z grupy archeologicznej, dla której pracowała, ale po prostu to o nim nie za bardzo słyszała. A może właśnie powinna?

Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#7
14.04.2024, 20:31  ✶  
Tak więc, oboje się w siebie wpatrywali. Isaac nie miał zamiaru pierwszy odwrócić wzroku od kobiety. Miała przyjemną buzię, więc postanowił jeszcze sobie na nią popatrzeć. Przez cały czas się uśmiechał.
-Uagadou, szkoła w Afryce skupiająca się na magii bezróżdżkowej. Zazdroszczę. Sam chciałbym się tego nauczyć. - Przyznał zgodnie z prawdą.- Dużo podróżowałem, jednak jeszcze nigdy nie byłem w Afryce. Badałem ruiny w Norwegii, Irlandii podczas studiów i w Polsce. Zawsze jako pomocnik i tylko przez kilka dni. Nigdy nie przewodziłem żadną wyprawą badawcza ani nie byłem jej członkiem od początku do końca. A chętnie bym do takiej dołączył i nabrał więcej doświadczenia... - Ich miłą pogawędkę przerwał głos dobiegający z domu, w którym mieszkał ich pracodawca. Pan Morris otworzył drzwi i zawołał, machając ręką:
- Państwo do mnie? Zapraszam, zapraszam! - Staruszek był bardzo niecierpliwy, ponieważ dość już miał zaczarowanych przedmiotów latających po jego domu. Miał nadzieję, że dwójka doświadczonych czarodziejów bardzo szybko upora się z jego problemem i sprawdzi resztę artefaktów. Steven mimo wszystko wierzył, że część z nich jest prawdziwa!

[Obrazek: myszka91_and_old_wizard_in_Harry_Potter_...29cdba4ae&]

Isaac odwrócił wzrok od Ginny i uśmiechnął się do staruszka. Zdjął z głowy kapelusz i odmachał nim mężczyźnie.
-No cóż, chyba jednak powinniśmy zająć się pracą. - Gestem wskazał kobiecie żeby ruszyła przodem.- Zobaczymy co tam mamy.
Pan Steven zacierał ręce z zadowolenia. Uśmiechał się do swoich gości i kłaniał, kiedy wchodzili do jego domu. Na twarzy wokół ust miał okropna opryszczkę.
Domek z zewnątrz wydawał się mały, jednak w środku był magicznie powiększony. W salonie pana Morrisa pachniało kurzem oraz wilgocią. Na środku stal stół, dwa fotele, oraz kanapa tak stara, jak jej właściciel.
- Pan Morris, prawda? Isaac Bagshot, bardzo mi miło. - Przedstawił się Isaac. Staruszek zareagował bardzo entuzjastycznie i aż klasnął w dłonie.
- Znam pańską krewna, Batildę Bagshot! Jak ona się czuje?
-Niestety, ale nie wiem. Dopiero co wróciłem do Anglii i jeszcze nie zdążyłem jej odwiedzić. - Uśmiechnął się nieco przepraszająco do swojego rozmówcy. Spojrzenie staruszka powędrowało więc na Ginny.
- A Pani godność? Ja oczywiście nazywam się Steven Morris. Zaraz przygotuję państwu herbatę! - Mówił, a w międzyczasie przykuśtykała do nich zaczarowana "noga od okrągłego stołu króla Artura". Pan Morris zaśmiał się nieco smutno na jej widok.
- Od kilku dni nie pozwala mi spać. Mam jeszcze miecz króla Artura, który udało mi się zamknąć w szafie i złoty kielich który powoduje no cóż... opryszczkę, której nie da się wyleczyć dopóki przedmiot nie zostanie odczarowany. Tak mi powiedziano w szpitalu świętego Munga. - Rozłożył ręce w geście poddania się.- Reszta artefaktów jest w skrzyni obok kanapy.

[Obrazek: myszka91_magic_living_room_in_Harry_Pott...1fffe35ec&]
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
16.04.2024, 19:12  ✶  

Kto pierwszy odwróci wzrok – ten przegra? Jeśli był to jakiś niepisany konkurs, to z pewnością Ginny właśnie brała w nim udział. A że uwielbiała wygrywać, to nie zamierzała spuścić wzroku z Isaaca, tym bardziej, że przy okazji mogła się napatrzeć; na jego reakcje, małe gesty, mimikę… Poza tym był miły dla oka.

– Nie tyle na magii bezróżdżkowej, co na pierwotnym aspekcie magii – ale to prawda, że uczono tam, jak korzystać z magii bez pomocy różdżki. To, że Guinevere jednak takiej używała, to był jej własny wybór podyktowany praktycznością. Z Uagadou wywodziło się jednak znacznie więcej animagów, niż z każdej innej szkoły magii na świecie i miało to swoje odzwierciedlenie w nauce. – Zaręczam, że różdżka również ma swoje korzyści – na przykład precyzję działania, co w pracy jako uzdrowiciel było właściwie niezbędne, jeśli nie chciało się komuś zrobić krzywdy większej, niż już się zadziała.

Słuchała go uważnie, kilka razy nawet pokiwała głową i już miała go zapytać o ruiny w Norwegii czy znacznie im teraz bliższej Irlandii, lecz nie zdążyła – bo stary czarodziej pojawił się w drzwiach i przerwał im tę miłą pogawędkę zapoznawczą.

Kto pierwszy przerwał kontakt wzrokowy? Nie umiała powiedzieć, bo zdążyła zapomnieć o tej niewypowiedzianej rywalizacji, która działa się tylko w jej własnej głowie. Morrisa zlustrowała od stóp do czubka kapelusza i przywitała się krótkim skinieniem głowy, po czym ruszyła przodem, tak jak zaproponował to Isaac. Rozglądała się z ciekawością na boki, notując w głowie, że na dom musiano użyć jakiegoś silnego zaklęcia transmutacyjnego, zwiększająco-zmniejszającego, skoro w środku był dużo większy, niż z zewnątrz – ale była to obserwacja kogoś, kto miał prawdziwą łatwość w zaklęciach transmutacji i był niemalże ekspertem. Kurz i wilgoć, jaką wyczuwała, kojarzyła jej się z jakimś starym grobowcem, albo świeżo odkrytymi ruinami. W salonie okręciła się wokół własnej osi, lecz nigdzie nie usiadła.

– Guinevere McGonagall – przedstawiła się i z zaintrygowaniem przyglądała się nodze od stołu. Cóż – z pewnością była magiczna, tego jednego nie dało się nie zauważyć. Ale czy była to noga od tego stołu? Ginny miała pewną wątpliwość co do tego, czy okrągły stół króla Artura sobie sam chodził po sali zamkowej. To znaczy to była jej pierwsza myśl, że to noga od tamtego stołu, skoro chodziło o króla Artura. – Chodzi za panem, czy po prostu krąży i stuka?

Ugryzła się też w język, gdy mężczyzna powiedział, że kielich spowodował opryszczkę. Ona nigdy nie zniżyłaby się do używania takich artefaktów, bezcennych przedmiotów historii, nalewając sobie wino, albo znając Anglików – piwo kremowe do kielicha by z nich pić… Opryszczka… cóż. Była lekarzem, mogła na to spojrzeć, ale póki co uważała, że Steven powinien sobie jeszcze trochę pocierpieć, nawet jeśli kielich nie był żadnym oryginałem, a niezbyt zabawnym żartem.

– A miecz? Co właściwie robił, że musiał go pan zamknąć? – zapytała, opierając ciężar ciała na jednej nodze i przyglądając się tej śmiesznej nodze. Zaraz ją jednak zbyła i podeszła do skrzyni wskazanej przez starca. Wyciągnęła własną różdżkę, by z odległości otworzyć jej wieko; wolała przypadkiem nie dotknąć czegoś, czego nie powinna… – Od jak dawna utrzymuje się ta opryszczka? – zapytała jednak, nie mogąc powstrzymać zawodowej ciekawości.

Kątem oka spoglądała też na Isaaca, ciekawa co on na ten temat myślał.

Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#9
21.04.2024, 20:19  ✶  
Isaac również rozejrzał się po pokoju, jednak pozwolił sobie podejść do starego wypoczynku i na nim usiąść. Wybrał fotel przy którym stała skrzynia z artefaktami, więc wychylił się lekko żeby na nie zerknąć, kiedy Ginny różdżką otworzyła wieko. Spojrzał na kobietę porozumiewawczo, unoszą ku górze jedną brew. W skrzyni były same śmieci, i oboje o tym wiedzieli. Czarodziej zapewne i tak będzie chciał, żeby każdy przedmiot z osobą sprawdzili oraz odczarowali. No cóż, Bagshot był na to przygotowany. Uśmiechnął się do Ginny kącikiem ust i oparł wygodnie o oparcie fotela. Nie wtrącał się do ich rozmowy, pozwalając pannie McGonagall przejąć dowodzenie. Nie był lekarzem, więc na widok opryszczki pana Morris'a, mógł jedynie zrobić smutną minę. A to na pewno by mu nie pomogło.

- Noga od stołu po prostu krąży i stuka, kochana pani, a opryszczka mhmhmm... - Zastanowił się staruszek.- ... jakieś cztery dni. Tak, tak. Cztery dni! Miecz... - Spojrzał na barek w którym udało mu się zamknąć agresywny przedmiot.- Jak próbowałem go wyciągnąć z pochwy, to zaczął mnie atakować i walić po głowie. - Mina mu lekko zrzedła i z lekkim zakłopotaniem poskubał się palcami po brodzie. - Ale, ale! Najpierw herbata! Zaraz wracam! - Pan Morris odwrócił się na pięcie i szybko ruszył w stronę schodów prowadzących na piętro. Z przestrachem łypnął jeszcze na mebel w którym znajdował się przeklęty przedmiot.

- Panie Morris, proszę się nie przejmować, zajmiemy się tym. - Uspokoił go Isaac i skoro już tak siedział, to wyciągnął różdżkę żeby magią przetransportować na stół pierwszy przedmiot ze skrzyni. Padło na kielich Merlina, który złośliwie powodował opryszczkę.
- Panno McGonagall, jak się dzielimy? Ja oceniam autentyczność, a panna odczarowuje? Chociaż oboje dobrze wiemy, że to wszystko śmieci... - Dotknął końcem różdżki kielich. Noga od stołu w międzyczasie znalazła się tuż przy Ginny, drażniąc swoim stukaniem.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#10
28.04.2024, 14:09  ✶  

Nie zamierzała przejmować dowodzenia, nie miała do tego żadnych ciągot, nie musiała stać z przodu i błyszczeć, choć lubiła być w centrum uwagi. Mogła jednak bez ujmy na honorze czy dumie oddać komuś pole, jeśli wyczuła, że druga osoba ma taką potrzebę. Jednak Isaac chyba lubił przyglądać się z boku, a Ginewra była zwyczajnie ciekawa kilku rzeczy – stąd "zasypała" Morrisa niemalże gradem pytań.

– Na tę opryszczkę proszę sobie kupić maść z odrobiną śluzu toksyczka, powinno pomóc. Natomiast jeśli w szpitalu powiedziano panu, że zejdzie tylko przy odczarowaniu przedmiotu, to powinni pana od razu skierować do lekarza zajmującego się kląwołamaniem, poradziłby sobie z tym bez trudu – powiedziała rzeczowo, sama zaś klątwołamaczem nie była. Podejrzewała jednak, że pana zbyli, bo doskonale wiedzieli że cokolwiek się stało, było to raczej nieszkodliwe, może trafił na jakiegoś stażystę? Nie umiała stwierdzić. Fakt pozostawał jednak taki, że ktoś tu zrobił mu psikusa. Naiwnie zapłacił pieniądze i dostał szmelc, który robił sobie z niego… żarty. Raczej mało szkodliwe, ale jednak uciążliwe. No i jednak doszło do oszustwa, którego ten w porę nie wyczuł. I zachowywał się tak, jakby nadal go nie wyczuwał, albo był na tyle bogaty, że zupełnie go to nie ruszało.

I zniknął, zostawiając ich samych.

Guinevere również spojrzała na Isaaca wymownie.

– Znajomi najczęściej mówią do mnie Ginny, chociaż nie obrażę się też za Ginewrę albo inne zdrobnienia – zaczęła od tego, nie chcąc, żeby te ich rozmowy brzmiały zanadto zdystansowanie. Może i oboje właśnie tutaj pracowali, ale nie musieli dodatkowo rysować wokół siebie takich granic? – Bardzo się zdziwię, jeśli trafi się tu cokolwiek bardziej cennego od kawałka gładkiego meteorytu, który spadł z nieba rok temu – bardzo to spłyciła, ale mniej-więcej tyle uważała o autentyczności i ważności tych wszystkich bibelotów zebranych w skrzyni. – Mogę spróbować, ale nie jestem żadnym wielkim ekspertem od rozproszenia magii – poziomem zatrzymała się na tym, co nauczyła się w szkole – czyli nie było tragicznie, ale nie było to też nic nadzwyczajnego. Lepiej radziła sobie z magią kształtowania czy, zwłaszcza, transmutacji, choć i to mogłoby się tutaj przydać. – Bardzo wątpię, że ten kielich faktycznie jest obłożony klątwą – stwierdziła, jednak póki co chciała spróbować zająć się irytującą nogą od stołu. Wyciągnęła różdżkę, elegancką, z licznymi żłobieniami, które po przyjrzeniu się musiały być jakimiś drobnymi napisami, bo wyryto na niej hieroglify, i skierowała ją właśnie na nogę od stołu. Chciała rzucić kontr-zaklęcie i rozproszyć magię tak, by noga po prostu znowu była nieożywionym kawałkiem drewna. – Trochę przykro tak się wrobić – spojrzała na Isaaca i uśmiechnęła się do niego leciutko. – W razie czego… jestem lekarzem, więc gdyby coś dziwnego miało się stać, to się nie martw.


Rozpraszanie
Rzut O 1d100 - 46
Slaby sukces...

Rzut O 1d100 - 14
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 4
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (3265), Isaac Bagshot (2646)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa