19 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn | Kamienica Mulciberów
Po ostatnich wydarzeniach, wiedział że Robert będzie chciał żonę mieć bardziej przy sobie. Mieć nad nią lepszą kontrolę, niż ostatnio. Za bardzo jej wtedy zaufał, że pozwolił na samowolkę. A może co innego poszło nie tak, że musieli zawędrować w jej poszukiwania aż do Francji? Richard był świadom, że mimo pozostawienia jej w rodzinnej, podupadającej posiadłości w Szkocji, wróci ona tutaj. Ale brat nie ustalił z nim, kiedy to nastąpi.
Tradycją tego lata stało się pojawianie członków rodziny na zasadzie ”niespodzianki”. Tak opustoszała posiadłość, przez ostatnie lata, zamieszkana jedynie przez Roberta i jego żonę, stała się na powrót ”pełną chatą”, przypominającą tę jak bliźniacy z siostrami byli jeszcze dziećmi. Skrzaty musiały kolejne pomieszczenia przygotowywać na zamieszkanie przybywających lokatorów. Tych wolnych pokoi, powoli zaczynało być coraz mniej. Nie tknięta nadal pozostawała sypialnia jego rodziców. Czy któryś z nich, zdecyduje się kiedykolwiek ją przejąć?
Richard tej nocy nie spał dobrze. Bezsenność zaczęła być dokuczliwa i jakieś hałasy dochodzące z jednego piętra. Czy może to one, obudziły go, że nie mógł już później zasnąć? Dla bezpieczeństwa wyjrzał na korytarz, zajrzał przez klatkę schodową, trzymając różdżkę w dłoni. W nawyku miał, żeby się bronić, gdyby okazało się, że ktoś dokonał włamania. Ale kiedy usłyszał znajomy głos kobiet, odpuścił. Może to też nieco go uspokoiło?
Resztę nocy i tak nie zasnął. Wypalił trochę papierosów. Poćwiczył fizycznie w pokoju. Zabijał jakoś ten czas.
Nad samym ranem, dość wcześnie znalazł się na korytarzu prowadzącym między innymi do biblioteki. W kapciach, ciemnych spodniach od piżamy i rozpiętej od tego koszuli. Było tak wcześnie, że był przed ogarnięciem się, ogoleniem i umyciem. Zmierzał może do kuchni. Aby zgarnąć coś do picia. Nie byłby sobą, gdyby nie miał ze sobą różdżki. Jego piżama musiała mieć także odpowiednie kieszenie na przechowywanie jej, choćby w spodniach.
Mijając drzwi, zawrócił, jakby miał wrażenie, że kogoś tam dostrzegł. Nie zdziwiłby się, zastając tak wcześnie Roberta, ale to nie był on. Kobieta. Zajrzał do środka i już uśmiechnął się kącikiem ust. Skrzyżował nawet ręce na klatce piersiowej. Swym spojrzeniem piwnych oczu obserwował szwagierkę, jak usilnie próbowała coś sięgnąć z dość wysokiej półki. Książkę? Stojąc na stołku jakimś, udając wyższą przez swoje szpilki. Stał w milczeniu. Kontrolował? Czemu nie użyła magii? Zapomniała różdżki z pokoju? ”Szybko doszła do siebie, że już kombinuje…” – pomyślał.