• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[29 Kwietnia | Dom Flintów oraz Magazyn w dokach] Przygotowania

[29 Kwietnia | Dom Flintów oraz Magazyn w dokach] Przygotowania
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
03.04.2023, 00:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2023, 18:12 przez Cynthia Flint.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cynthia Flint - osiągnięcie Piszę, więc jestem

29 Kwietnia, Dom Flintów

Siedziała w fotelu pogrążona w lekturze. Opasłe tomisko ze skórzaną okładką, które dostała ostatnimi czasy w prezencie, prawiło o eliksirach występujących na terenie Afryki, które mogły być przygotowywane z występujących tam ziół. Cynthia zawsze w chwilach wolnych od prosektorium sięgała po materiały, które mogłyby pomóc jej rozwinąć się jako alchemikowi, być może stworzyć coś własnego. Przewracanie strony przerwało stukanie w okno, a gdy podniosła nań spojrzenie, dostrzegła sowę należącą do ojca. Ściągnęła brwi w zaniepokojeniu, bo Pan Flint nie był człowiekiem, który przekazywał informacje listownie, rzadko się odzywał, więc pierwszą myślą kobiety było to, że mógł się zdarzyć jakiś wypadek na morzu, być może sztorm zniszczył statek i stracił część załogi i towarów? Gdy odwiązała wilgotny pergamin od nóżki sowy, a spojrzeniem omiotła jego treść, spojrzała na zegarek. Nie była pewna, czy ojciec był głupi, czy aż tak wierzył w jej umiejętności organizacji pracy. Raz jeszcze przesunęła spojrzeniem błękitnych tęczówek pod pergaminem, na którego dole widniał jego podpis oraz odcisk sygnetu rodowego — zawsze tak robił, twierdząc, że tylko wiadomości zawierające taką pieczątkę powinna traktować poważnie. Jakie wyjście miała jego dobra i ułożona córka? Nie mogła na pewno odmówić, nawet jeśli wiązało się to zmianą jej wcześniejszych planów.
Miała przygotować kilka skrzynek eliksirów, których właściwości sugerowały handel nimi w rejony świata dotknięte konfliktami. Pracownicy ojca mieli odebrać je o świcie. Udało mu się kupić eliksiry Uzupełniające Krew i Gotowości od Poppina, ona sama miała duży zapas eliksiru Wiggenowego oraz Regenerującego, pozostało więc przygotować fiolki, które wypełnione miały zostać miksturą przywracającą wzrok i kilka Bezoarów. Nie pierwszy raz oczekiwał od niej pomocy w przygotowaniu mikstur dla jego klientów, którzy nie mieli możliwości nabycia go u swoich alchemików. Zwinęła świstek, wrzucając go do kominka, sięgając ze stolika swoją celtycką wsuwkę i odchyliła głowę do tyłu, splątując srebrne pasma w ciasnego koka nad karkiem. Zapowiadała się długa noc. Nim skierowała się do drzwi prowadzących do schodów, które z kolei wiodły w podziemia domu, poszła do kuchni, zlecając Migotce przygotowanie szybkiej kolacji oraz dużej kawy z odrobiną śmietanki. Ciągle zerkała na zegar, kalkulując i analizując, starając się zarządzać czasem. Poleciła swojej magicznej opiekunce zadbanie o zabezpieczenie domu, informując, że on będzie zajęta na dole i aby jej nie przeszkadzać. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich resztek kawy, napełniła szklankę wodą i ruszyła do swojej oazy, chcąc odciąć się od świata.
Piwnica w ich posiadłości przekształcona była w pracownię, która kiedyś należała do jej matki, która była wielką pasjonatką eliksirów i zielarstwa, zarażając zapałem córkę. Nie była w stanie sobie przypomnieć pierwszego razu, gdy w ramionach matki została tu przyniesiona, ale pamiętała większość jej opowieści o tym, jak subtelną i piękną sztuką była alchemia. Mówiła o tym, że we fiolce można zamknąć bogactwo, szczęście, pożądanie i nawet miłość, a tworzone skrupulatnie trucizny i eliksiry wpływające na organy wewnętrzne były gorsze niż zaklęcia niewybaczalne. Cyna zawsze sądziła, że matka z całego serca wierzyła, że jej pasja może zastąpić klasyczne machanie różdżką, jeśli poświęciło się jej wystarczająco dużo uwagi oraz cierpliwości. Drewniane regały pełne były słoiczków ze składnikami, na sznurach wisiały zioła, a w chłodnym pomieszczeniu o kamiennych ścianach było chłodno. Centralny punkt zajmowały paleniska, gdzie jednocześnie korzystać można było z trzech kociołków. Był tu również duży, drewniany stół, przy którym stało krzesło, regał z pustymi fiolkami i drzwiczki, które prowadziły do zabezpieczonego czarem magazynu. Na początku przygotowała zapas gotowych produktów, układając je do drewnianych skrzynek, których miała tu mnóstwo — głównie za sprawą towaru, który przywoził w nich ojciec. Często prosiła cenniejsze składniki. Zabezpieczone fiolki, których spakowanie zajęło jej dobrą godzinę gotowe były do zabrania, a na stole tkwiły fiolki na eliksiry, które dopiero miała uwarzyć. Kręciła się po piwnicy, wybierając składniki — sproszkowany róg jednorożca, duszone mandragory, piołun i skrystalizowana woda. Sam proces gotowania wywaru nie był trudny, wymagał jednak odpowiedniej kolejności i nieprzekroczenia gramatury składników. Usiadła więc przy biurku, wyliczając na pergaminie, ile potrzebowała danego produktu czy surowca na konkretną liczbę fiolek, których miała dziesięć o odpowiedniej grubości szkła. Zostało również pięć na eliksir wiggenowy. Odłożyła pióro, otwierając szufladę i wyjmując z niej nóż oraz deskę, ułożyła je na blacie. Nim jednak wzięła się do pracy, wróciła jeszcze do magazynu i sięgnęła do niższej części regału, gdzie tkwiły eliksiry na bezsenność, na którą Cynthia cierpiała od śmierci swojej matki — chociaż od małego pojawiały się problemu ze snem, jedynie później nasilone traumą i związanym z nią stresem. Musiała się pilnować z eliksirem — jednym z pierwszych, które zaczęła z pamięci przygotowywać, jeśli chciała względnie normalnie funkcjonować i odnieść sukces.. Nie mogła pozwolić sobie na brak skupienia, jakąkolwiek nieuwagę względem prośby ojca. Zdawała sobie sprawę, że cenił swoje małe imperium handlowe i przepis na smoczą oliwę chyba bardziej niż ją i Castiela, przynajmniej odkąd umarła ich matka. Jeśli przygotowane mikstury działałyby słabiej lub miały inny odcień docelowej barwy, sprzedałby je z mniejszym zyskiem i odcisnęłoby to piętno na jego dobrym imieniu, ale i na jej własnym. Blondynka była dumną kobietą, nie umiała przyznawać się do błędu i z pewnością taką formę porażki rozpatrywałaby długimi miesiącami.
Rozpaliła ogień pod kociołkiem, przygotowując bazę pod eliksir — odmierzając właściwą ilość wody, do której po zagotowaniu dodała zważony na miedzianej wadze piołun, dzięki któremu mikstura miała nabrać zielonego koloru, a następnie pod wpływem mieszania w odpowiednim kierunku i odpowiednim tempie, przekształcić się w jeden z piękniejszych odcieni fioletu. Musiała działać sprawnie, kolejne etapy przygotowywania idealnego płynu wymagały dobrego refleksu. Rozgotowanie lub niedogotowanie wywaru po dodaniu kolejnego produktu mogło okazać się zgubne w skutkach. Sięgnęła po słoik ze sproszkowanym rogiem oraz miarkę, dosypując dokładnie odmierzoną ilość po to, by barwa płynu znów się zmieniła w czerwień. Odpowiednie podgrzanie, które pozwoliło jej na kilka minut skupić się na przygotowywaniu składników pod eliksir wiggenowy, sprawiło, że w kotle bulgotała pogodnie żółta mikstura. Czas na skrystalizowaną wodę, której dodatek zmienił żółć w turkus, uwalniając przyjemną falę dymu. Kolejna porcja piołunu, później mieszanie, dodanie duszonych mandragor i znów danie eliksirowi chwili dojście, przekształcenie. Był to czasochłonny proces i nim powtórzyła schematy, przebrnęła przez całą paletę rozmaitych barw i uzyskała ostateczną formą płynu o pomarańczowej barwie, minęło kilka godzin. Przyglądała mu się badawczo, powąchała, sprawdziła konsystencję, nim przelała go do fiolek, zakręcając drzewnym korkiem po tym, jak spadła mu temperatura. Przetarła dłonią czoło, rzucając zaklęcie czyszczące na kocioł, przygotowując kolejną skrzynkę do pakowania i nastawiając kociołek na eliksir wiggenowy, którego musiała dołożyć do ojcowskiego zamówienia oraz uzupełnić zapasy w magazynku na wypadek, gdyby wpadł z wizytą Castiel lub ktoś inny, kto mógł u niej liczyć na jego fiolkę. Tak często go przyrządzała, że chyba nie przesadziłaby, nazywając go swoją specjalnością. Poza korą drzewa wiggen, której wielka skrzynia stała w rogu, potrzebowała jeszcze krwi salamandry, kręgosłupów skorpeny, śluzu gumochłona oraz wodę miodową — która zdaniem kobiety potwornie śmierdziała. I znów rozpoczęła proces gotowania od przygotowania bazy, przeskakując kolejno pomiędzy zielenią, żółcią, pomarańczą, czerwienią i wieloma innymi barwami — które zmieniały się zależnie od składników, które musiała dodać. Znów perfekcyjnie odważone, posiekane czy wyciśnięte sprawiły, że zielona mikstura wdzięcznie wypełniała srebrny kocioł i kolorem przypominała Cynthii koniczynę. Gdy stygł, spakowała do woreczków dwa lub trzy bezoary, dokładając je do jednej ze skrzynek. Odłożyła trzy fiolki z zieloną cieczą do magazynu, resztę dopakowała i pozamykała wieka. Upewniła się, że każda ze skrzyń ma właściwą ilość miękkich trocin oraz materiału oddzielającego je od drewna. Nie chciała, aby ruch przy noszeniu ich, a także samego kołysania statku miał na nie jakikolwiek wpływ. Zmniejszenie ryzyka stłuczenia przygotowanych eliksirów było najważniejsze. Błękitne oczy kolejny raz zerknęły w stronę zegara, a widok wskazówki sprawił, że westchnęła przeciągle. Była już trochę głodna, a jej organizm domagał się filiżanki czarnej kawy, może dzisiejszego ranka z odrobiną śmietanki, aby uczcić swój sukces? Miała dwie godziny do pójścia do pracy.
Ojciec był słowny, punktualność odziedziczyła po nim. Gdy zaczynało świtać, do domu zawitała dwójka czarodziejów, która zabrała przygotowane przez nią rzeczy oraz liścik, który mieli przekazać jej ojcu. Zamknęła za nimi drzwi, przecierając oczy i skierowała się na górę, wcześniej zamykając swoją pracownię. Potrzebowała prysznica, bo przesiąkła zapachem ziół i składników, które wydawały się dziewczynie obecnie zbyt intensywne. Nawet nie zastanawiała się nad tym, gdzie ów skrzynie miały trafić.


30 Kwietnia, Doki
Rzeczywistość była jednak inna. Wiliam Flint czekał w jednym ze swoich magazynów w okolicach portu, który zdążył już być zabezpieczony zaklęciami na tyle, jak bardzo był w stanie — zwłaszcza przed wzrokiem mugoli, którzy na jego widok widzieli napis "Wstęp Wzbroniony" i miejsce jakieś katastrofy. Wybrany przez niego budynek był idealny ze względu na ukrytą klapę w podłodze, odpowiednio zamaskowaną i wtopioną tak, że odnalezienie jej było możliwe tylko przez osoby, które o niej wiedziały. W piwnicy przygotowana była sala na przyjęcie rannych przyjaciół — rozstawione kozetki oraz parawany. W kącie po prawej stronie było niewielkie biurko, przy którym stało krzesło i zaraz obok miękki fotel. Olbrzymi stół stał na lewo od biurka, a na stoliku obok ułożone były zestawy narzędzi chirurgicznych na tackach. Regały pełne były zgromadzonych przez niego eliksirów, do których dokładano te, które otrzymał od córki. Liścik wsunął do kieszeni, uznając, że odczyta go później, mając teraz na głowie inne zmartwienia. Musiał również przygotować posiłek oraz coś rozgrzewającego do picia, a w ostatniej chwili zamówił pięć fiolek eliksiru na odrastanie kości u Poppina przez jednego ze swoich członków załogi, aby nie wzbudzać podejrzeń. Chociaż piwnica była trochę duszna, miała jedynie dwa małe okienka, była dobrze doświetlona i nawet transmutowano jeden z elementów ściennych w kominek, aby niczego tu nie zabrakło. W skrzyniach były bandaże oraz usztywnienia, wszystko to, co uzdrowiciel mógł potrzebować — niezależnie od otrzymanych obrażeń. Pozostawało mu trzymać kciuki za sukces Czarnego Pana.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (1596)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa