• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[05.68] Let me entertain you | Millie & Peregrinus

[05.68] Let me entertain you | Millie & Peregrinus
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
13.04.2024, 19:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 11:49 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Peregrinus Trelawney - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Piszę, więc jestem

05.1968

Londyn, Pokątna, mieszkanie rodzeństwa Moody

Mildred Moody uważała sama siebie za osobę wybitnie aspołeczną.

Dziką.

Nieujarzmioną.

Czarny kruk, posępna stylówa, wybitnie kwiecisty język, impulsywność, upartość i ogólnie jedno-wielka-chodząca-nieszczęśliwość, która nie miała zamiaru tak łatwo dochodzić do głosu życiowemu rozgoryczeniu – to wszystko utrwalało w niej samej przekonanie, że nie lubi ludzi i ich unika.

W rzeczywistości Mildred Moody, miała bardzo dużo przyjaciół, ze swojej szkolnej ekipy, z roboty, z miejsc do których przychodziła i nie spotykała się z krzywym spojrzeniem i ocenianiem jej przez pryzmat ilości kurew w wypowiedzi na sekundę. W przeciwieństwie do brata dbała (zupełnym przypadkiem) o kontakty rodzinne, zwłaszcza z tą po stronie ich dawno martwej matki. Możliwe, że to była kwestia Limbo we krwi, choć i tak zaglądała do tych, u których talent się nie przebudził, lub nieszczęśliwie odziedziczył po drugim z rodziców. Nie dbała o to, czując jakoś pod skórą, że zwyczajnie dobrze czuje się w towarzystwie osób może nie tak samo pojebanych jak ona, ale no... umówmy się nie do końca przystających. A Trelawney'owie byli zdecydowanie nieprzystający.

Dlatego też gdy tylko dowiedziała się, że Pergrinus powrócił do Włoch, nie potrzeba było wiele czasu, gdy jak burza wparowała do jego mieszkania, nawrzeszczała na niego, że się nie odzywał, po czym złapała za chachły w całej swej niecierpliwości i wyciągnęła na ulicę robić mu wycieczkę krajoznawczą po stolicy (Patrz ile się zmieniło!), zjeść sobie na jego koszt obiad (Nosz kurwa, zostawiłam sakiewkę w domu, ale oddam Ci w naturze, upędziłam zajebisty bimber i zrobiłam z niego karmelówkę, będziesz zachwycony!) po czym zabrała znów na Pokątną, do niewielkiego czynszowego mieszkanka na szczycie kamienicy. Jej brat miał tego dnia służbę, więc teoretycznie powinna ogarnąć bajzel no ale przecież musiała zadbać o kuzyna (Nie patrz na to, ja to potem po Twoim wyjściu posprzątam!). Szkoda tylko, że trudno było jej znaleźć jakieś dobre miejsce do siedzenia, wszystko trochę śmierdziało starym jedzeniem, niepopranym praniem i zatęchłością niewietrzonego zbyt często gniazda Moodych.

– No dobra, wiesz co, najlepiej będzie w mojej pracowni. – to mówiąc walnęła kijem od miotły w sufit. Potem drugi raz bo nie zadziałało i... mocniej... trzeci aż rozsuwane schody opadły z hukiem podobny do tego, jaki robi piorun walący w drzewo. Zachichotała i wskazała na szczebelki.

– Panowie przodem, zgarnę butelkę karmelóweczki i szklanki i zaraz będę! – ćwierkotała radośnie, będąc w zdecydowanie lepszej formie niż zapamiętał ją z ostatnich lat Hogwartu, gdzie czasem strach był zagadać, żeby nie zostać skopanym w najlepszym wypadku. Obecność Alastora w jej życiu najwidoczniej czyniła cuda, ludzie mówili, że zaczęło jej odwalać od momentu, gdy brat opuścił mury edukacyjnej placówki.

Stopnie drabiny prowadziły na poddasze. Przez świetlik w dachu wpadało światło chylącego się ku zakończeniu dnia, a ciasne pomieszczenie pod dwoma skosami przypominało raczej składzik niż pracownie. Były w nim sztalugi, farby, płótna, kawałki obrazów do połowy namalowanych, lub w pesymistycznej wersji w połowie nieukończonych. Portrety. Bohomazy. Zaschnięte pędzle, pojedyncza nocna lampka z kablem ginącym w podłodze i tona, absolutna tona kurzu. Był też stolik i dwa taborety, na tym stoliku ułożone zaschnięte jabłko i butelka, które być może były szkicowane w ramach ćwiczeń domorosłej artystki.

– Chcesz też jakąś zagrychę? Mam...eee... parówki i....mmm.... ze dwa ogórki. I jakąś starą bombonierkę co ją Alik z pracy przyniósł. Reflektujesz? Myślę, że sie nie obrazi. – dobiegły go pokrzykiwania z dołu, a zaraz potem przyspieszone kroki, uderzenie, soczyste ałć kurwa pieprzona szafka i potem:

– Zabierzesz ode mnie rzeczy, czy kurwa będziesz się tak gapić?– poprosiła uprzejmie. – Trzy razy zjebie i coś potłukę zanim do Ciebie wlezę do tej jebanej dziupli.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#2
16.04.2024, 21:39  ✶  
Podążający cały ten dzień za Millie młody mężczyzna nie przypominał niemal przezroczystego człowieka-cienia, który snuje się po Londynie w roku 72. Twarz dwudziestopięcioletniego Peregrinusa — choć już niewątpliwie męska — wciąż nosiła wspomnienie okrągłych, mięciutkich policzków chłopca, a w oczach odbijała się właściwa młodzieńcom beztroska. Choć trudno byłoby w to uwierzyć dziś, Trelawney był opalony włoskim słońcem, pachniał toskańskim powietrzem i uśmiechał się niewymuszenie. Był to jeden z ostatnich tygodni, kiedy świat widział go wypoczętego, pełnego zdrowia i sił, choć już wtedy co jakiś czas jego twarz pochmurniała.
Mimo że wyszli, aby miło spędzić czas i cieszyć się odnowioną po latach znajomością, nie mógł do końca wyrzucić z głowy myśli o tym, co zmusiło go do powrotu. Aurora Trelawney wciąż jeszcze próbowała chwytać się rzeczywistości, co było dla jej syna bardziej bolesnym widokiem niż kompletna apatia, w którą popadnie na przestrzeni kolejnych miesięcy. Gorzkie i żywe było również wspomnienie listu z Ministerstwa Magii. Przeczytał go w tych kilku ostatnich dniach tyle razy, że każde słowo wybiło się wyraźnie w jego pamięci i wróżbita będzie w stanie wyrecytować jego treść pewnie jeszcze na łożu śmieci. Pojedyncza kartka, jeden krótki akapit — kubeł lodowatej wody dla młodego, pełnego ambicji i wiary w swoje możliwości mężczyzny.
Peregrinus wzdrygnął się na trzask opuszczonej drabiny stryszku Mildred. Nieufnie wychylił się lekko w bok, żeby łypnąć na to, co czekało go na górze. Przez niewielkie okienko wpadało słabe szarawe światło zachodzącego słońca, lecz nie poprawiało to wcale widoczności. Kuzynka zniknęła, nim zdążył się obejrzeć i zadać jakiekolwiek pytania. Cóż mu więc pozostało? Wspiął się na strych przy wtórze jęków drabiny uginającej się pod jego ciężarem i — po zapaleniu lampki nocnej — rozejrzał wokoło. Mnogość rozpoczętych projektów malarskich Millie go ujęła — byli w tym tak podobni. Mimo że Trelawney talentem artystycznym bynajmniej nie grzeszył, to widział siebie w tej chaotycznej, pasjonującej pogoni za nowymi tematami. Zamiast sztalug i płócien, on do Londynu zwiózł skrzynię notatek, szkiców oraz rękopisów, które zamierzał przerobić na artykuły i posłać do gazet traktujących o właściwych im tematach. Jego dziecięcy pokój tonął w luźnych karteluszkach, zeszytach i segregatorach, w których tylko on potrafił się odnaleźć.
Głos dziewczyny wyrwał go z tych zachwytów. Peregrin kucnął przy włazie i wyjrzał na Millie czekającą z naręczem rzeczy.
— Dawaj to tu. Coś wybierzemy. — Nie miała to być w końcu uczta; bądź co bądź zjedli nie tak dawno suty obiad.
Zszedł o kilka stopni, aby odbierać od kuzynki fanty i ustawiać je na podłodze strychu. Na koniec wdrapał się z powrotem na poddasze, zabrał na stół, co mógł, i rozsiadł się na jednym z taboretów, czekając, aż czarownica do niego dołączy.
— I jeszcze jabłko! — Podrzucił w rękach uschnięty owoc. — Prawdziwa uczta, jest tu wszystko: mięso, warzywa, owoce, deser i napitek. Rodzina Moodych wie, jak powinno się podejmować gości — zażartował, rewanżując się jej za wcześniejsze uszczypliwości.
Tak naprawdę jednak nie narzekał. Lata nastoletnie nie były im jeszcze aż tak dalekie, aby przeszkadzał mu stół zastawiony losowym poczęstunkiem… tak długo jak stał na nim i alkohol. Była w tym jakaś nostalgiczna nuta. We wszystkim tym: spontanicznej gościnie, improwizowanej posiadówce i samej Mildred, którą ostatnio widział w czasach szkolnych.
No ale nie było to aż tak piękne, jak mogło się odmalować: w nosie Peregrina zakręcił się kurz i mężczyzna kichnął grzmiąco.
— Na Merlina. — Pociągnął nosem. — Wiesz, że chłoszczyść to czwarta klasa? — Uniósł brew, opierając łokieć o blat stolika. — Może pora porzucić Brygadę i wrócić do Hogwartu, co, Millie?
Cieszył się, że jabłko jest w jego dłoni, bo po takim stężeniu prowokacji obawiałby się, że wyląduje mu z soczystym plaśnięciem na twarzy.


źródło?
objawiono mi to we śnie
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
17.04.2024, 21:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2024, 21:48 przez Millie Moody.)  
Równie spontaniczna co kameralna impreza rozkręcała się niespiesznie, a entuzjazm Perygrinusa udzielał się i jej. Stołeczki ustawione, światła. Przejmowała od niego dobra, uśmiechając się równie szczerze. Aż szkoda, że nikt im nie zrobił zdjęcia, aż szkoda, że nikt tym dzieciakom nie mógł pokazać w lustrze tego jakim cieniem siebie będą wtedy, za te kilka lat, za tych kilka bardzo krótkich lat..

– To jest lepsze kurwa od tabaki. Od razu rozbudza, pomaga skończyć... znaczy e... kontynuować pracę... – machnęła ręką niedbale w kierunku niedokończonych portretów i miejskich pejzaży. Spoglądał na niego biały, wycyzelowany gołąb, któremu nie dokończyła ogona. Mnóstwo rąk, studium na studium. Były to męskie dłonie, silne, szerokie, widać, że wiele czasu poświęciła na ich obserwację. Wnikliwy obserwator mógłby bez pudła dostrzec, że były to ręce tej samej osoby. Po układzie blizn, mógł ustalić kogo konkretnie.

– O tu jest szczotka proszę... – dała mu nieoczekiwanie w dłoń starą miotłę, która raczej już nie nadawała się do latania. – I proszę Perygrinusie jak Ci zależy to się możesz wyjebać kijem od niej, a ja... jeśli masz jeszcze taką potrzebę mogę Cię wychłoszczyć przy okazji. – cmoknęła w powietrzu, po czym odwróciła się na pięcie do stolika pogwizdując. Zaraz po tym wyciągnęła różdżkę i zamiast spodziwanej perfekcyjnej pani domu, aktywowała mechanicznego słowika stojącego za częścią porzuconych płócien.

W pomieszczeniu rozbrzmiały kojące dźwięki gitary.

Kolejna przycelowana różdżka i siup, okno otwarte. Dmuchnęła jak rewolwerowiec w jej czubek i z zawijasem odłożyła do kabury.

– A teraz, możesz mi wszystko opowiedzieć. Jak tam Twoje życie uczuciowe Grin? Znalazłeś już jakąś śliczną gąskę do grzania Ci łóżka? – wysuniętym językiem dotknęła górnej wargi cmokając. – Pff, co ja pytam Ciebie... karty mi powiedzą, jak na nie chuchniesz, pierdów nie przyjmuje. – z kieszeni spodni wyciągnęła swoją starą, wyliniałą talię do bólu zwyczajnego A.E. Waite'a. Tegoż samego, którego używała w Hogwarcie. Prezent od papy Morfiny, przynosi mi szczęście na meczach, jak się puszczę z innymi kartami, to te mi nie wybaczą suki. – deklarowała wtedy, pani szukająca Gryffindoru, przesądna jak diabli, jak przystało na krew Trelawney'ów.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#4
21.04.2024, 14:04  ✶  
Peregrinus uniósł wręczoną mu miotłę — nawet jeśli coś się z niej posypało i naśmieciło, to nie zrobiło zapewne wielkiej różnicy w wystroju — i przyjrzał się jej, kręcąc z niezadowoleniem głową.
— To wiele tłumaczy. I już wiem, co dostaniesz na urodziny — mruknął pod nosem, po czym odłożył ją na bok. Jego brwi powędrowały w górę, gdy słuchał bluzgów i sugestii Millie. — Słownictwo i pomysły masz równie nieczyste jak mieszkanie, moja droga — skwitował.
Peregrin stronił na ogół od wulgaryzmów, korzystał za to hojnie z wachlarza eufemistycznych określeń, a gdy chciał komuś dopiec, zaszywał w tychże ironię. Umiejętność wojowania uprzejmymi słówkami w dosadny sposób okazać się miała w jego przyszłej pracy wyjątkowo cenna. Tamtego wieczora nie wiedział jeszcze, że wkrótce na co dzień zmagać się będzie z całymi rzeszami irytujących jednostek, którym nie mógłby bynajmniej odpowiedzieć w sposób, w jaki zwróciła się do niego Mildred.
Mężczyzna nachylił się nad stolikiem i rozlał do obu szklanek karmelówki, która kusiła najbardziej ze wszystkich rozstawionych przed nim wiktuałów. Ciekaw był, co też udało się Moody wyprodukować.
— Gdybym szukał kogoś, kto ogrzeje mi łóżko, zabrałbym z ulicy bezdomnego kota — odparł wyraźnie niepodekscytowany wizją wpuszczania do swojego życia i sypialni jakiejkolwiek czarownicy. — Biedna kobieta tylko by się ze mną męczyła. Za bardzo oddany jestem innej kochance. — Stuknął wymownie palcem w talię kart w rękach Millie.
Wyjęcie kart bardzo mu się jednak spodobało i poczuł ciężar swojej własnej talii w wewnętrznej kieszonce kurtki. Wróżenie zawsze dostarczało mu mnóstwa satysfakcji — niezależnie od tego, jak poważnie się do tego zabierał. Powstrzymał się więc przed kategorycznym ucięciem tematu.
— Ale jeśli mi nie wierzysz, możemy zerknąć w tarota. — Wyciągnął z kieszeni płaskie drewniane pudełeczko pociągnięte czarną farbą, na którym lśniły srebrzyste gwiezdne konstelacje. — Pod warunkiem, że potem zapytamy o to samo dla ciebie.


źródło?
objawiono mi to we śnie
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
22.04.2024, 22:20  ✶  
– Tylko zadbaj o odpowiednio fikuśną końcówkę, taką żeby mi się nie znudziła po tygodniu – cmoknęła filuternie i kościstym opuszkiem palca tryknęła go w nos, wypychając sobie jednocześnie językiem lewy policzek, a potem śmiejąc się zupełnie tak, jakby otrzymanie miotły na urodziny były jakimś wybornym żartem.

– Mam pomysł wiesz, ja Ci dam Twój prezent urodzinowy dzisiaj, a Ty przemyślisz swoje zachowanie i pójdziesz do konwenu klęczeć na grochu na pokutę, co by Matka Ci wybaczyła, że tak nie doceniasz swojej kochanej kuzyneczki kurwa. – zaproponowała i rozlała do kieliszków bimber złocisty jak jej oczy. – Mugolskie narzędzia zagłady, jeśli Cię to nie brzydzi, skonfiskowali to chłopaki jakiemuś domorosłemu alchemikowi i nie wiedzieli co z tym zrobić. Wyciągnięte ze śmietnika ale porządnie umyte słowo jankeskiej harcerki! – wlała w siebie pierwszy kieliszek i skrzywiła się niepomiernie. Mimo karmelowej słodyczy wciąż był to wysokoprocentowy bimber, który palił gardło. Więc nie wdech a koniecznie wydech co by dodatkowo nie poparzyć podniebienia. – Wyszedł kryształowy po kilku destylacjach, ale kurwa, wolę jednak jak wóda przypomina whisky, więc na patelnie wrzuciłam cukier, poczekałam aż zbrązowieje i tadam, oto sok z gumijagód dla mnie i dla Ciebie. Na dobre wróżenie kurwa Perciu stęskniłam się za Tobą strasznie. – pozwoliła sobie na moment słabości, jakiś uczucia. W sumie to coś czego nie pokazywała nigdy przed Alastorem i jego kumplami, będąc najchłopczycniejszą chłopczycą w okolicy i w ogóle, zaraz sobie jaja wyhoduje, ale nie potrzebuję tego, że by Ci spuścić wpierdol. A jednak przychodziło to łatwiej w okolicach rodziny po kądzieli, zwłaszcza sam na sam, w takim o, poddaszu, które na świętego nigdy mogłoby być pięknym artystycznym atelier.

– Anyway, zobaczmy co też te kurwy mówią o Twoim życiu uczuciowym. Czy kot Ci dupę będzie grzał, czy może jednak ktoś nie wiem... humanoidalny bardziej. Chociaż wiesz, ja tam nie oceniam, wszystko dla ludzi. – uśmiechnęła się tak szeroko, że kąciki jej ust niemalże sięgały uszu. Potasowała chwilę karty, w bardzo chaotyczny sposób, w niektórych momentach wręcz zdawało się, że jej wyjebią się na ziemię czy coś, ale szczęśliwie palce miała dość zwinne. Jeszcze.

– No dobra, to co tam słychać u mojego ulubionego kuzyna w łóżku. – zapytała a potem na skraweńku zakurzonego stolika rozłożyła przed nim układ:

[Obrazek: kZKQ3U6.jpeg]

Patrząc na karty spoważniała nagle. To zawsze było najgorsze. Tarot nigdy nie żartował. W sumie kurwa mogła się tego spodziewać, przecież wiedziała jakie karty są w talii. W gruncie rzeczy nie było aż tak źle, ale czy dobrze...? Bardzo chciała przynosić tylko dobre wieści, ale
– No masz rzeczywiście przejebane, więc ta opcja z kotem, to w sumie nie jest taka zła opcja. Albo z gołębiem bo ma skrzydła jak chłopek z Umiarkowania. – podsumowała i wypiła drugi kieliszek, coby równo chodzić. Brat ją tego uczył. Dwa kieliszki bo dwie nogi. Zawsze parzyście.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#6
25.04.2024, 22:23  ✶  
Nie odpowiedział na jej życzenie miotły z fikuśną końcówką, pokręcił jedynie w niedowierzaniu głową. Po całym dniu spędzonym z Millie, zaczynał się powoli przyzwyczajać do jej chaotycznego, prowokującego sposobu bycia.
— Klęczeć z twojego powodu? Po moim trupie.
Historia stojąca za powstaniem alkoholu nieco go zaniepokoiła i odebrała kapkę apetytu, ale nie zmieniła w żadnym razie jego zdania. Mikstury procentowe co do zasady były w końcu trucizną, więc czy sterylność naprawdę odgrywała aż taką rolę? Zresztą hej! To, co przynosili ze sklepowych półek, też pewnie w wiele lepszych warunkach nie było produkowane.
— Też mi ciebie brakowało, Millie — odpowiedział, rozczulony lekko jej wyznaniem o tęsknocie. — Kiedy znów wyjadę, będę pamiętał, żeby pisać więcej listów.
Nie wyjedzie. Żywot Peregrinusa jako młodego badacza-podróżnika właśnie się zakończył, a następnych kilka lat spędzi przykuty do Wysp Brytyjskich. Ale któż to mógł wtedy przewidzieć? Cóż, obie osoby tego dramatu parają się wróżeniem, ale na pewne pytania woli się nie poznawać odpowiedzi.
Gdy Moody zajęła się kartami, Peregrinus wychylił dla otuchy przed werdyktem swoją porcję karmelówki. Wzdrygnął się nieznacznie, ale wiedział, że następne wejdą już łatwiej. Być może wręcz za łatwo i nie zdąży się zorientować, że pędzi ku tragedii, nim będzie za późno. To jednak zmartwienie na później.
Jeszcze nim rozkład był kompletny, Trelawney już widział, w jaką stronę to wszystko zmierza. Tyle odwróconych nigdy nie zwiastowało dobrego i zawsze budziły one w czarodzieju niepokój. Jak echo wracały do niego słowa ojca zasłyszane w dzieciństwie: odwrócone karty to głosy pochodzące z zaświatów, enigmatyczna, zniekształcona wróżba wędrująca do nas z Limba. Pech chciał, że wyjątkowo Peregrinusa lubiły.
Przede wszystkim jednak wypełniło go słodkie poczucie triumfu. Oto ona: porażka, o której mówił kuzynce. Miał rację! Może i trochę ubodło go, że przekręcona Śmierć sugeruje ciągoty ku odmianie i nowym początkom w sferze uczuciowej, a zasrana Piątka Mieczy wmawia mu brak pewności na tym polu, ale jakoś to przełknął. Na kilka dodatkowych sekund zawiesił oko na Ósemce Buław. Jej gwałtowna energia szeptała do niego coś o skandalu, ale zignorował to i przeszedł dalej. Jak niby skandal miałby znaleźć drogę do życia romantycznego kogoś tak wycofanego?
Z dumnym uśmiechem, Peregrin zafundował sobie kolejną rundę karmelówki.
— Wybacz, ale samo na usta się ciśnie: a nie mówiłem? — Brzmiało to niepoprawnie optymistycznie jak na kogoś z tak parszywym rozkładem, ale dokładnie tego się spodziewał. Cieszyło go, że karty utarły Millie nosa, potwierdzając jego przeczucia. Odpowiedziały w zgodzie z nim… no prawie. — Jeśli Umiarkowanie każe mi czekać, to poczekam. Choćby to oczekiwanie doprowadziło do tego, że moje życie romantyczne rozkwitnie dopiero pod słodkim pocałunkiem śmierci.
Wprawnym ruchem zawodowca Peregrin zebrał ze stołu karty Millie (oraz spory tuman kurzu), po czym przekazał jej swoją talię wyciągniętą w międzyczasie z pudełeczka.
— Tasuj, dopóki nie poczujesz, że to to.
Talia nie była aż tak wysłużona jak ta należąca do Moody. Była elegancka, robiona na zamówienie z dbałością o detal. Wszystko w obcowaniu z tymi kartami cieszyło: faktura pod palcami, wpadające w oko srebrzyste metaliczne zdobienia na czarnym tle. Była oczkiem w głowie Trelawneya, ale też nie jedynym jego zestawem. Na specjalne okazje trzymał również talię przekazywaną w rodzinie z pokolenia na pokolenie (podobnie jak klątwę Limba płynącą w ich krwi), kilka klasyków, jak i talii do rozkładów tematycznych. Naukowa dociekliwość badacza eksplorującego różne media… lub po prostu zbieractwo.


źródło?
objawiono mi to we śnie
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#7
30.04.2024, 16:31  ✶  
– Mi zazwyczaj na usta ciśnie się dużo więcej i dużo soczyściej przy takich układach – przyznała ze współczuciem i zrozumieniem, wlewając w siebie bimber i dolewając jemu. – Ale zobacz tu jest kot. Odwrócony, więc nawet na niego nie masz co liczyć – czknęła, a zaraz potem wgryzła się łapczywie w bardzo ukiszonego ogórka, który nie pamiętał nawet kiedy znalazł się w lodówce Moodych. Z wzajemnością.

– To umiarkowanie, to ja bym powiedziała, że karty mówią, że masz się nie przejmować, bo znajdziesz ukojenie w innej dziedzinie. Ten anioł zawsze mi się zdawał taki niedoruchany, zwłaszcza skoro jest sąsiadem diabla w wielkich arkanach. Te lilie... – zatoczyła oczami koło i skrzywiła się, nigdy nie lubiła tej karty, traktując ją jako naturalną opozycję do samej siebie. Zaprzeczenie tego czym było jej życie. Dobrze, że ten krzywy ryj pojedynczym paluszkiem stopy lądujący w wodzie, przelewający z kielicha do kielicha zamiast wlewania sobie do gardła, całe szczęście, że nie był w jej układzie, chociaż oczywiście nie należało chwalić dnia przed zachodem słońca. Nagle coś przyszło jej do głowy.

– A wiesz, skoro to karta przyszłości, skoro to karta mojej dla Ciebie przyszłości, to kurwa czekaj dam Ci prezent urodzinowy! Tam też są jebane skrzydła. I taki trójkąt, ha! Jestem największą wieszczką na tej jebanej ulicy! – poderwała się nagle, a potem usiadła bo on wyciągnął swoje karty i przecież miał się zrewanżować. Otarła ręce o swoje ciuchy, a potem zbrukała piękne srebrzenia swoim dotykiem. Tasowała tasowała wiedząc, że on chce podejrzeć jej życie uczuciowe, ale tak na prawdę w myślach zaklinała jego lansiarskie dziweczki, żeby układ był możliwie otwarty. Żadnego seksu, samo życie. Nie lubiła bardzo patrzeć z kimś na to jak chujowo sobie radzi, jak nie ogarnia, jak zazdrości komuś czegoś, czego sama nigdy nie będzie mieć. Twarz jednak skrywała się pod zawadiacką pozą.

– Liczę na te osiem pałek bardzo i to w koronie, lubię mieć wybór długości. Tylko cieniasy powtarzają, że rozmiar nie ma znaczenia. – przetasowała jeszcze trochę, by zetrzeć z kart wspominanie penisów (to mogło zaważyć), prosząc je i zaklinając, zastraszając spaleniem, że układ ma być otwarty. W końcu przestała tasować i oddała karty Perygrinusowi. – Przełożyć jeszcze? – zatrzymała się w pół ruchu opuszkami palców dotykając wnętrza jego miękkiej, podróżniczej dłoni, która jak przystało na Trelawney'ów nie była skażona dniem uczciwej pracy. Przyjemne uczucie. Nawet jeśli nie klęczał.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#8
30.04.2024, 19:47  ✶  
Rozważania kuzynki nie przestawały go zadziwiać. Nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że anioł Umiarkowania mógłby być niedoruchany, a wzmianka o prezencie urodzinowym — choć nieco chaotyczna i nie do końca jasna — wcale nie napawała go optymizmem.
— Tak myślisz? Powiedziałbym raczej, że w sąsiedztwie diabła nie narzeka się na brak okazji do zaspokajania wszelakich żądz. Nie daj się zmylić, cicha woda brzegi rwie.
Nie było jednak okazji do dalszego rozwijania tematu. Peregrin spojrzał ogórki, lecz nie kusiły go nadmiernie. Nie w takiej chwili, nie przy kartach, z szacunku dla tej sztuki.
— Zanim zaczniemy, Millie, wolałbym, żebyś… — Za późno, capnęła talię. — Żebyś umyła ręce — dokończył ciszej.
W miarę jak karty przesuwały się w jej palcach, jeszcze chwilę wcześniej mokrych od wody po ogórkach, oczy Peregrinusa rozszerzały się w wyrazie narastającej grozy. Zignorował dolewkę bimbru, jego ręka bezwiednie podążyła ku butelce i Trelawney pociągnął z gwinta parę solidnych łyków.
— Mam nadzieję, że nie będę o tym rano pamiętał — westchnął kwaśno. — Pałki, dobre sobie. Jedyna pałka, jaka obecnie przychodzi mi na myśl, to ta, którą trzasnę cię w potylicę.
Gdy tylko tortura dokonywana na jego pięknych kartach ustała, Peregrin natychmiast pochylił się przez stolik ku Millie.
— Nie-nie-nie-nie, absolutnie, nic już nie przekładaj. Fortuna podjęła już decyzję o twojej przyszłości — wyrzucił z siebie naprędce i złapał ją za nadgarstek, ciągnąc lekko w swoją stronę, aby nie cofnęła przypadkiem ręki z jego talią; z tą kobietą nigdy nie wiadomo. Wolną dłonią odebrał karty i wyprostował się na stołeczku. — Już odbieram przekaz. — Zamknął tarota między swoimi dłońmi jak bezcenny skarb. — Chlamydia, rzeżączka, wszy łonowe. Kiła, Mildred, kiła. To cię czeka na ścieżce miłości, paskudo.
Mimo poruszenia, zaczął zdegustowany wykładać na stolik jej rozkład (skromnie losowany online, bo nie mam własnych kart). Modlił się przy tym, aby po zebraniu z blatu nie były oblepione kurzem trzymającym się na wodę ogórkową.
— Proszę, proszę. Zapowiada się nieco lepiej, wręcz promieniście. — Omiótł karty wzrokiem. — Masz nawet swojego doruchanego diabła.


źródło?
objawiono mi to we śnie
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#9
01.05.2024, 11:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2024, 16:41 przez Millie Moody.)  
Bimber miał to do siebie, a zwłaszcza zdradliwie słodka karmelóweczka Mildred, że był na prawdę mocnym alkoholem i picie go zbyt szybko owocowało bardzo skutecznym i ekonomicznym upiciem się. Siedzieli tu ledwie moment, ale kolejka leciała już trzecia, czy czwarta może. Dziewczynie zrobiło się gorąco, gdy poczuła jego dłoń zaciśniętą na własnym nadgarstku, nieco mocniej niż pewnie zrobiłby to na trzeźwo, zdecydowany ruch, szarpnięcie jej dłoni sprawiło tyle, ze szarpnął nią całą jak szmacianą lalką do siebie.
– Jedyna pałka, która teraz przychodzi mi do głowy, skuteczniejsza jest jeśli celuje się w twarz niż w potylice, ale co ja tam wiem cicha wodo. – zachichotała oddając mu karty, tracąc wątek, nie pamiętając już czemu tak bardzo zależało jej na tym, by nie mówić o jej uczuciach. Seks, uczucia, czy to w ogóle było ze sobą powiązane? Pod kątem pierwszego, miała nisko zawieszoną poprzeczkę, leciała na takich kretynów, obślizgłe typy spod ciemnej gwiazdy, przy których jej gość zdawał się rzeczywiście aniołem z parą kielichów w dłoniach, chociaż kolor włosów się nie zgadzał. Z drugiej strony jeśli chodzi o uczucia... nawet jeśli przez moment zdawało się jej, że kogoś kocha, wszystkie te gwiazdki blakły w obliczu jedynego, najcieplejszego, najwspanialszego słońca. Teraz jednak była noc, jego tarcza znajdowała się daleko. Osiem buław, za duży wybór...

Poprawiła się na siedzeniu, łokciem podpierając się o brudny stolik, brodę dwukrotnie podpierając o dłoń (och no za pierwszym razem nie trafiła, na szczęście była dziewczyną, więc nie musiała się martwić kiepskim celem) i bujając się na niej. Złociste oczy śledziły jego dłonie, kolejne karty, zmaślaniony uśmiech nie schodził z jej ust, nawet jeśli układ ją zaciekawił. A najbardziej finalne IX buław. Dziewięć... miało być osiem, ale nagadał kartom, że dołoży jeszcze jedną. Parsknęła.

– Nie możesz debilu mówić kartom co mają Ci pokazać, bo potem tak to się kończy, zobacz to moja biedna głowa zabandażowana, przez Ciebie mam przejebane! – śmiała się dalej stukając palcem w ostatnią kartę podsumowującą pytanie. – Aleś też mi wyjebał z wielkich arkanów. Koło fortuny, to pewnie moje kręcenie się w kółko, tylko mi nie mów, że nie mogę w jednym miejscu dłużej usiedzieć bo patrz, teraz siedzę już... już całe sześć minut i dziewięć sekund w jednym miejscu!– właściwie to chybotała się. Nosiło ją ewidentnie. – Dalej mag, z dwoma dildosami w ręku, znaczy uh... pałeczki mocy. On odmieni mój los hmm? Zacznę nową wędrówkę, a potem i tak dostane obrożę na szyje i będę kurwa cierpieć. To jaka to była lista? Kiła mogiła, muszę sobie zamówić u Bazyliszka pakiet eliksirów na te cuda. – przeczesała włosy ręką, teatralnie wypuszczając z siebie powietrze w udawanym zmartwieniu. – Ale Ty mnie kochasz Grin, kurwa, strach Cię prosić o jakiekolwiek układy. Chyba jednak nie dam Ci tego prezentu. – Wbrew swoim słowom podniosła się ze stołka i kołysząc biodrami podeszła do zwalistej kupy malarskich suplajsów, gdzie też wcześniej rzuciła swoją skórzaną listonoszówkę. Schyliła się do niej, ale ciało postanowiło jednak, że jak usiądzie na podłogę to łatwiej jej będzie szukać, więc oklapła na brudne deski poddasza nucąc wraz z nagraniem i przeczesując śmietnik jaki miała wewnątrz torby.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#10
07.05.2024, 15:26  ✶  
Pierwsze fazy upijania się były zwykle przyjemne. Peregrin lubił ten moment, gdy było mu po prostu lekko. Mimo że w jego głowie krążył rój myśli, nie wszystkie były w pełni uświadomione, a wraz z wypijanymi kolejkami odrzucał coraz więcej z nich. W końcu dochodził do momentu, że miał siłę skupić się na jednej tylko — zazwyczaj na tej, żeby mówić płynnie i z minimalnym sensem. Przestawał jednak łączyć złożone wątki, nie filtrował wszystkiego, co mówi i robi, było w nim więcej swobody.
Gdy więc wpatrywał się w tarota, tylko na tymże rozkładzie był w stanie się skoncentrować. Co przy Mildred Moody nie było łatwe.
— Daj ssspokój, Mills. — Podniósł na nią wzrok. — Ciebie nie da się ograniczyć żadną obrożą. Może i nic stałego ci nie wyjdzie, ale tę wędrówkę to odbędziesz do krainy rozkoszy cielesnej. — Sięgnął po Diabła i zamachał nim, aby podkreślić swoje słowa. — Chyba że trafisz na beznadziejnych kochanków. Powinnaś być mi wdzięczna, a nie się boczysz. Chciałaś ośmiu pał, a tu, sama widzisz, jeszcze dziewiąta. Tę ja ci stawiam. Czy też postawiłbym, gdybyś miała pałę.
Podobne żarty były zupełnie nie w jego stylu. Jeśli już czynił dwuznaczności, to dużo subtelniej i tak, żeby pod żadnym pozorem nie odnosiły się przypadkiem bezpośrednio do niego. Karmelówka skutecznie usunęła jednak zahamowania, a kuzynka o plugawym języku tym swoim ciągłym gadaniem o ruchaniu, niedoruchaniu i pałkach sama otworzyła temu tekstowi drzwi.
Gdy dziewczyna wstała, Trelawney zebrał karty i przymknął na chwilę oczy, aby uspokoić niespokojną, nietrzeźwą głowę. Przetasował talię, aby po losie Millie nie pozostał w niej ślad i schował z powrotem do pudełeczka.
Prezent, znów wróciła do tematu prezentu.
Zaciekawiony Peregrin podążył za kuzynką. Stanął za jej plecami, pochylił się i podparł ręką o bliższy skos tak, że zawisł nad siedzącą Moody i patrzył jej z góry na ręce. Powiedzieć, że była to pozycja stabilna, nie można. Wręcz przeciwnie, bujał się nieco z lewej do prawej, ale póki co dzielnie trzymał wciąż na nogach.
— Jeśli chciałaś usłyszeć samo miłe, trzeba było iść ulicznemu szalbierzowi zapłacić, żeby ci nakłamał za parę knutów — Zachwiał się, gdy nieco omsknęła mu się ręka oparta o skos, lecz zaraz wrócił do stabilniejszej pozycji. — Ale jak pokażesz mi, co tam dla mnie masz, to i ja ci nakłamię. Cokolwiek sobie zażyczysz.


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Millie Moody (3157), Peregrinus Trelawney (2805)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa