27.10.2022, 11:17 ✶
Rozedrgane języki ognia składały swe gorące pocałunki na łydkach młodzieńców skaczących nad rozpalonymi tego wieczora ogniskami, podczas gdy dziewczęcy śmiech — krystaliczny i rześki, niczym górski potok — niósł się echem pośród zieleniejących się łąk, przypominając Perseusowi, że z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej oddala się od czasów, gdy sam był młokosem chyżo pokonującym wzniecione w Beltane płomienie ku uciesze wpatrzonych w niego sarnich oczu. Szczenięcych lat, infantylnych w swej prostocie, gdy widmo choroby obdzierającej go ze sprawności (z godności, jak wolały to określać jadowite podszepty świadomości wbijające się tysiącem igieł w czaszkę) było jeszcze niedostrzegalne za naiwnym błękitem horyzontu.
Czując, jak gorycz przybiera fizyczne objawy, rozlewając się cierpkim smakiem po podniebieniu, odwrócił się plecami do świętujących czarodziejów, od ciepłego blasku płonących polan i gwaru rozmów, od duszącego zapachu kwitnącego głogu i ruszył przed siebie, brodząc po kostki w falującym morzu wiosennej trawy; coraz dalej i dalej, aż jego wątła sylwetka wsparta o kostur zasnuta została bielmem mgły unoszącej się nad łąkami. Butelka wina — gdyby nie okoliczności, zapewne nieprzystająca mu bardziej — przyjemnie ciążyła mu w dłoni; od czasu do czasu pociągał z niej łyk, a trunek palił go w przełyk i czynił krok bardziej chwiejnym. Wkrótce głosy biesiadników stały się jedynie echem, płonące stosy zmieniły się w krwistoczerwoną łunę skrytą za wzgórzem, a przed najmłodszym synem Blacków zamajaczyła kobieca sylwetka skąpana w srebrzystym blasku księżyca. Przystanął wówczas w miejscu, przyglądając się przez chwilę dziewczęciu w trzepoczącej sukni, gdy wiatr kołysał źdźbłami u ich stóp. Był pewien, że ma przed sobą senną marę, strażniczkę tutejszych pastwisk; istotę z innego świata, efemeryczną w swej oniryczności. Dopiero kolejne sekundy, które jawiły się Perseusowi niczym wieczność, pozwoliły mu dojrzeć w zjawie kobietę obiecaną mu przez nestorów. Pierścionek zaręczynowy, jedna z tych cennych złocistych obrączek wysadzanych jadeitami i szmaragdami, które krążyły w rodzie Blacków od pokoleń, został mu już przekazany i spoczywał teraz zamknięty w szufladzie jego biurka. Wsunięcie go na szczupły palec młódki i ogłoszenie umowy zawartej za ich plecami pozostawało zatem kwestią kilku tygodni, jeżeli nie dni.
— Panno Malfoy — jego głos brzmiał niezwykle klarownie, jak na stan, w którym się znajdował — Eunice — powtórzył, zaskoczony tym, jakże obco brzmiało mu jej imię, choć niebawem przecież dzielić miał z nią stół w jadalni, sypialnie i życie. Na myśl o obnażeniu się ze swymi słabościami przed inną osobą poczuł fale mdłości, zacisnął więc dłoń na srebrnej głowie kruka zdobiącej jego laskę; tak mocno, że aż zbielały mu knykcie i zszedł w dół wzgórza, ku czekającej u jego stóp kobiecie. — Czyżbyś również czuła się nieco… nieswojo w towarzystwie tak wielu par oczu? — zagaił z uśmiechem łagodnym niczym pierwsze podrygi wiosny — Pozwól proszę, że ci potowarzyszę.
Mówiąc to, zaproponował jej lewę ramię.
Czując, jak gorycz przybiera fizyczne objawy, rozlewając się cierpkim smakiem po podniebieniu, odwrócił się plecami do świętujących czarodziejów, od ciepłego blasku płonących polan i gwaru rozmów, od duszącego zapachu kwitnącego głogu i ruszył przed siebie, brodząc po kostki w falującym morzu wiosennej trawy; coraz dalej i dalej, aż jego wątła sylwetka wsparta o kostur zasnuta została bielmem mgły unoszącej się nad łąkami. Butelka wina — gdyby nie okoliczności, zapewne nieprzystająca mu bardziej — przyjemnie ciążyła mu w dłoni; od czasu do czasu pociągał z niej łyk, a trunek palił go w przełyk i czynił krok bardziej chwiejnym. Wkrótce głosy biesiadników stały się jedynie echem, płonące stosy zmieniły się w krwistoczerwoną łunę skrytą za wzgórzem, a przed najmłodszym synem Blacków zamajaczyła kobieca sylwetka skąpana w srebrzystym blasku księżyca. Przystanął wówczas w miejscu, przyglądając się przez chwilę dziewczęciu w trzepoczącej sukni, gdy wiatr kołysał źdźbłami u ich stóp. Był pewien, że ma przed sobą senną marę, strażniczkę tutejszych pastwisk; istotę z innego świata, efemeryczną w swej oniryczności. Dopiero kolejne sekundy, które jawiły się Perseusowi niczym wieczność, pozwoliły mu dojrzeć w zjawie kobietę obiecaną mu przez nestorów. Pierścionek zaręczynowy, jedna z tych cennych złocistych obrączek wysadzanych jadeitami i szmaragdami, które krążyły w rodzie Blacków od pokoleń, został mu już przekazany i spoczywał teraz zamknięty w szufladzie jego biurka. Wsunięcie go na szczupły palec młódki i ogłoszenie umowy zawartej za ich plecami pozostawało zatem kwestią kilku tygodni, jeżeli nie dni.
— Panno Malfoy — jego głos brzmiał niezwykle klarownie, jak na stan, w którym się znajdował — Eunice — powtórzył, zaskoczony tym, jakże obco brzmiało mu jej imię, choć niebawem przecież dzielić miał z nią stół w jadalni, sypialnie i życie. Na myśl o obnażeniu się ze swymi słabościami przed inną osobą poczuł fale mdłości, zacisnął więc dłoń na srebrnej głowie kruka zdobiącej jego laskę; tak mocno, że aż zbielały mu knykcie i zszedł w dół wzgórza, ku czekającej u jego stóp kobiecie. — Czyżbyś również czuła się nieco… nieswojo w towarzystwie tak wielu par oczu? — zagaił z uśmiechem łagodnym niczym pierwsze podrygi wiosny — Pozwól proszę, że ci potowarzyszę.
Mówiąc to, zaproponował jej lewę ramię.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)