Już od kilku dni myślał, w jaki sposób mógłby się wyrwać z tego emocjonującego wyjazdu, ale niestety nic nie wpadało mu do głowy. W przeszłości próbował już uciekać z domu (gdzie o dziwo zawsze znajdowali go bardzo szybko, zupełnie, jak gdyby było go widać z daleka), jak również buntować się i barykadować w pokoju. Sprawna alohomora zawsze obezwładniała jego blokady drzwi, a wyczarowane nad głową wiadro zimnej wody bardzo sprawnie wyciągało go spod kołdry. Samo wspomnienie tego przeżycia wywoływało w nim nieprzyjemne wspomnienia i dreszcze. Tak, zdecydowanie miał po tym traumę. Pozostały mu czas wolności postanowił poświęcić na rozmyślanie. I irytację. W tej chwili denerwowało go w sumie wszystko. Stojące nieopodal krzesło, stół, roślinki, książki, podręczniki, a w szczególności szafka nocna, na której stało to irytujące, tykające urządzenie. I chociaż na krótką chwilę przez jego głowę przemknęła myśl o buncie, wizja wiadra wody ostudziła ten zapał.
Tak, zdecydowanie najłatwiej było po prostu wstać i jakoś to przetrwać. W końcu jechali tylko na kilka dni, głównie dlatego, że z początkiem przyszłego tygodnia mieli wrócić do szkoły.
Z głośnym, pełnym bólu westchnieniem wypełzł spod pościeli i narzuciwszy na ramiona szlafrok, wyłączył budzik. Chociaż tyle, że nie będzie musiał słyszeć jego irytującego dźwięki. Gdy już się z nim rozprawił, zgarnął jedną ze swoich poduszek, po czym ruszył w stronę drzwi pokoju. Pomimo tego, że mieli sierpień, o tej porze było jeszcze zimno, także pierwsze zetknięcie z otoczeniem było dość niemiłe.
Gdy znalazł się na korytarzu, pierwsze kroki skierował w stronę pokoju Camerona. Uchyliwszy lekko drzwi, rzucił w stronę łóżka, wzięta ze sobą poduszką. Celował w twarz, ale liczył się z tym, że nie trafi. Nie był w tym najlepszy. Miał jednak nadzieję, że zdoła go tym obudzić. Czemu w ogóle to robił? Cóż, uznał, że woli się upewnić, że nikt z jego rodzeństwa nie będzie miał dzisiaj przykrego spotkania z wodą. Bo tak, nie tylko jemu zdarzyło się otrzymać taki prezent.
I chociaż przy bracie zachował się dość odważnie, pewność siebie opuściła go nieco, gdy stanął przed drzwiami do pokoju Cecily. Nie chciał, aby tato obudził ją z pomocą wiadra, ale z drugiej strony nie chciał być tym, który ją obudzi. Miał zdecydowanie zbyt dużo traumatycznych wspomnień z tym związanych. Właśnie dlatego odczekał, aż wybije odpowiednia godzina i dopiero wtedy zapukał, po czym lekko uchylił drzwi. Nie zaglądał do środka, nie chcąc przypadkiem najść na nią podczas przebierania się.
— Psssyt. Ceci? Żyjesz? Nie śpisz już? Tato zaraz będzie chodził po pokojach. Lepiej wstań, bo wczoraj mówił coś, że dopracował zaklęcie tak, żeby woda była zimniejsza. Okey? — rzucił przyciszonym głosem, a w przypadku, gdyby nie otrzymał odpowiedzi, wsunął głowę do środka, chcąc zbadać teren.