• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
Kwiecień 1972 | Kłopoty w raju...

Kwiecień 1972 | Kłopoty w raju...
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#1
06.01.2023, 18:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 14:01 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Fergus Ollivander - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"

Pracował cały dzień. Obudził się o piątej rano, o szóstej trzydzieści wyszedł z domu, o siódmej wychodził z poczty z paczką i siódma dwadzieścia już ją otwierał. Zabrał ją z banku do swojego gabinetu, tej klitce, którą wynajmował kiedy chciał w świętym spokoju popracować. Pochłonięty badaniami zapomniał o bożym świecie. Mało co jadł ale za to dużo pił. Siedział nieruchomo, coś przepisywał, sprawdzał, dopasowywał, a puzderko wielkości połowy męskiej dłoni oparte było na trzech iglastych pałąkach, tak trzydzieści centymetrów nad biurkiem. Okno ledwo co uchylone, a on nie potrafił się oderwać od czynności. Był już obolały, ileż można było siedzieć przy biurku. Obok płonącej świecy zebrał już dwadzieścia zapisanych pergaminów, na których nie brakowało ruchomych szkiców puzderka, pieczołowicie skopiowanej transkrypcji, której wzór udało się oddać po czterech godzinach prób przepisania. Artefakt był piękny, mimo że rdza gdzieniegdzie się już do niego dorwała pomimo zaklęć ochronnych nałożonych przez inne grupy klątwołamaczy. Ozdobne wygrawerowane węże miały w oczach osadzone turkusowe, hipnotyzujące kryształki. Wieczko zdawało się lśnić pomimo rdzy, a mała zamknięta kłódka miała wydrążone miejsce na opuszek kciuka. Przedmiot emanował wibracjami i gdy się nachylić to wydawało się, że wydzielał eliksir amortencji… ten przyjemny zapach aż kusił by przytulić puzderko do dłoni. Z tego też powodu Castiel miał na twarzy maseczkę, obejmującą nos i usta. Na dłoniach czarne lateksowe rękawiczki a pomiędzy palcami na krańcu rysika małą gąbeczkę. W buteleczce z dozownikiem miał eliksir rozrzedzający rdzę, której zapach nie potrafił zwyciężyć tego wydzielanego przez puzderko. Czyścił artefakt i dobrze, że nie robił niczego bardziej zaawansowanego bo nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Chwila!- odezwał się a jego głos był stłumiony przez maseczkę. Zsunął ją pod brodę i zdjął rękawiczki będąc już w drodze do drzwi. Łatwo było go znaleźć - wystarczyło zapytać kogokolwiek mu znajomego o pobyt Castiela jeśli nie ma go nad wodą, w domu i w pracy - właśnie w tym gabinecie. Otwierając drzwi nie spodziewał się zobaczyć…
- Fergus.- zamrugał, jakby dopiero co się ocknął. Ogólnie Cas wyglądał tak jak może wyglądać osoba, która spędziła cały dzień przy biurku. Pognieciona koszula, nierówno ułożony kołnierzyk, włosy niedbale zarzucone do tyłu, dezorientacja na twarzy charakterystyczna dla osób wybitych z długotrwałej koncentracji. Wpuścił Olivandera do środka, zamknął za nim drzwi i trzy sekundy później zrobił w jego stronę krok, aby przycisnąć usta do jego suchych warg w powitalnym i powolnym pocałunku. Pachniał papierosami, drewnem, deszczem… identycznie jak puzderko, które badał. Oderwał się po krótkiej chwili, nie zważając na ich wzajemne zdezorientowanie. Och, to było straszliwie krótkie ale cudowne.
- To, że jesteśmy sami i mamy mało miejsca nie znaczy, że możemy tu szaleć.- wyjaśnił, pocierając knykciami czoło aby odzyskać rezon. Uśmiechnął się, zmieniając mimikę pierwszy raz tego dnia na inną niż skupioną.
- Pracuję i to miejsce wymaga mniejszych wybuchów emocji. Nie wiem czy artefakt jest odporny na wpływ magii płynącej od silniejszych uczuć… czyli w sumie to niebezpieczne, że tu przyszedłeś.- na poparcie swoich słów poszedł z powrotem za biurko i upił zimną kawę z brudnego kubka. Nie wyganiał go tylko odsuwał się na odległość nie wzbudzającą silnych emocji. Póki co biurko musiało wystarczyć.
- Co ci potrzeba? Nie mam tu żadnego jedzenia i świeżego napitku. Sam widzisz, mało miejsca i bałagan. - z drogą utorowaną od drzwi do biurka. Wszędzie indziej walały się kartony, pudełka, góry książek, listów, a i nawet drewniany drążek na którym przysypiała jego stara jak świat sowa. Tym razem nie pochłaniał spojrzeniem Fergusa bo jego myśli były cały czas zakotwiczone przy pracy.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
06.01.2023, 21:04  ✶  
Znalezienie Castiela zdawało się graniczyć z cudem, zwłaszcza że nie mógł się spodziewać żadnej odpowiedzi z jego strony, wiedząc, że pracował nad starożytnym artefaktem, o którym z taką pasją mu wczoraj opowiadał. Owszem, uprzedzał go, że równie dobrze może nie dawać znaku życia przez kolejne dni, ale Fergus nie potrafił tak po prostu usiedzieć w miejscu, wiedząc, jak ryzykownej pracy Flint się podjął. Czy to źle, że się martwił? Chociaż cisza mogła oznaczać wyłącznie skupienie, uśmiech podpowiadał mu kłopoty. Zwłaszcza że Castiel ostatecznie nie pojawił się rano w jego sklepie, by mógł naprawić jego szwankującą różdżkę. A taka lekkomyślność zwiastowała kłopoty. Nie zdawała się domeną blondyna, prędzej Ollivandera, który podejmował się niedopracowanych działań i potem cierpiał nie tylko on, ale i wszyscy wokół. Ktoś pracujący z czarną magią powinien być rozsądniejszy. Gdyby Fergus sam nie zrezygnował, pewnie wykopaliby go z kursu klątwołamaczy już po pierwszym wyjściu w teren i próbach zdjęcia najprostszego uroku. Nie przeczytałby instrukcji do końca i spowodował jakiś wybuch, ewentualnie dorobił trzeciej ręki.
Przetrwanie całego ranka w pracy było ciężkim orzechem do zgryzienia, zwłaszcza gdy zorientował się, że Flint rzeczywiście u niego nie zawita. Sam z siebie zgłosił się nawet, żeby załatwić interesy z Meadowsami, co wzbudziło lekkie podejrzenia ze strony jego ojca. Zignorował to dociekające uniesienie brwi, które – jak ostatnio się zorientował – chyba po nim odziedziczył i spędził większość dnia wykłócając się ze starcem o ceny mahoniu. Pozwoliło mu to choć na chwilę oderwać myśli, które raz po raz powracały do Castiela. Czasem podświadomość podpowiadała mu jego uśmiech, który sprawiał, że Fergusowi robiło się ciepło na sercu i miał wrażenie, że czuje dotyk jego dłoni na policzku, innym razem były to mroczniejsze wizje rykoszetu zaklęcia, wywołujące obrzydliwą gulę w gardle. Oczywistym było, że wolał te pierwsze, ale niepokój wręcz zżerał go od środka. Jak zatem nie miał o szukać od razu po tym, jak zamknął sklep?
Gdy Baldur otworzył mu drzwi, dla niepoznaki zapytał go zarówno o Castiela, jak i Cynthię, dzięki czemu dowiedział się, że jedno z nich jest w pracy w szpitalu, a drugie w swoim gabinecie. Zresztą najmłodszy z Flintów szybko go zbył, chyba niepocieszony, że mu w czymś przerwano.
Odnalazł tę klitkę, którą Cas zdawał się nazywać swoim gabinetem i zapukał do drzwi, poprawiając torbę na ramieniu, która wyjątkowo mocno mu ciążyła, przepełniona po brzegi różnymi – w jego mniemaniu potrzebnymi – przedmiotami. Usłyszał przytłumiony głos, odczuwając ulgę na fakt, że najwyraźniej nic mu się nie stało i znajdował się w ferworze pracy. Sekundę później drzwi otworzyły się.
Castiel wyglądał… bardziej jakby dopiero podniósł się z łóżka, niż spędził pół dnia na pracy. Pogniecione ubrania, rozczochrane włosy, mrugające w zdziwieniu oczy i zaróżowione policzki. Uśmiechnął się na jego widok. Upuścił na ziemię torbę, tą samą ręką obejmując go w pasie, gdy ten przyciągnął go do pocałunku. W tym miejscu mieli więcej swobody, na którą nie mogli sobie pozwolić dzień wcześniej, spacerując po Londynie. Aż kusiło, by rozpiąć mu tę bezużyteczną koszulę. Smakował kawą, a wokół pachniało morzem, najwyraźniej znajdowało się gdzieś za oknem, ale Fergus nie mógł stwierdzić, bo nie zdążył rozejrzeć się po pomieszczeniu.
- Najpierw sam się na mnie rzucasz, a potem mnie upominasz? – zaśmiał się, gdy odsunęli się od siebie i miał chwilę, by zwrócić uwagę na miejsce pracy Castiela. Panował tu istny chaos, który skupiał się wokół artefaktu ustawionego na biurku. Przedmiot przyciągał wzrok, przez moment nie mógł oderwać od niego oczu jak zahipnotyzowany, ale słowa Flinta wyrwały go z tego odrętwienia niemal natychmiast.
- Jeśli uważasz, że nie powinienem tu być, mogę pójść – odparł, a w jego głosie dało się usłyszeć nutę zawodu. Mimo to cofnął się dwa kroki i sięgnął po swoją torbę, wyciągając z niej zawiniątko w papierowej torbie i butelkę soku dyniowego. – Przyniosłem ci coś do jedzenia – dodał, podając mu kanapki i napój. Tak mu się wydawało, że Castiel mógł zapomnieć o tym, żeby się posilić, kiedy skupił się na tłumaczeniu tekstów z zaklęciami. I nawet jeśli Flint poprosiłby go, żeby teraz wyszedł, by go nie rozpraszać, cieszyłby go sam fakt, że do niego zajrzał.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#3
06.01.2023, 21:48  ✶  
Omiótł go wzrokiem, żałując, że nie spotkali się w lepszym miejscu gdzie nie musiałby przejmować się reakcją otoczenia.
- Nazywasz to rzucaniem się na ciebie? Tak słabo mnie oceniasz?- zapytał, unosząc jedną brew. Może warto się deportować gdzie indziej… dopiero widząc Fergusa przed sobą uzmysłowił sobie jak bardzo go właśnie potrzebował. Czuł, że coraz bardziej zbiera się w nim potrzeba wylewnego okazania stęsknienia. Dotarły do niego wyrzuty sumienia kiedy uzmysłowił sobie, że artefakt pochłonął wszystkiego jego myśli - nawet te stałe, czyli dotyczące Fergusa. Źle mu z tym było, nie powinien aż tak wsiąkać i zapominać o bożym świecie. Było mu wstyd zwłaszcza teraz kiedy poczuł jak bardzo chciał być blisko niego.
- Nnie. Zostań. Przepraszam. Źle zabrzmiałem, jestem jak naćpany tą pracą. - odstawił kubek na blat i wrócił do Fergusa, ganiany wyrzutem sumienia za swoją niedbałość i brzydkie słowa. Uniósł rękę żeby go dotknąć ale nagle zgłupiał bo nie wiedział nawet ile czasu minęło odkąd zajął się artefaktem. Ręce zanurzył w swoich włosach i odgarnął je do tyłu. Nie zdawał sobie sprawy, że miał przekrwione oczy. Spojrzał na butelkę soku i tajemniczą paczuszkę. Zdjął spod brody maseczkę i odłożył ją na jeden z kartonów.
- Jesteś dla mnie taki miły a ja tak się zachowuję. Do licha, przepraszam. - wyciągnął w jego stronę rękę i wsunął kciuk w szlufkę jego spodni, przyciągając go do siebie i siebie do niego. Ułożył dłoń na jego włosach i przytulił czoło do jego głowy.
- Muszę się zatrzymać na tu i teraz bo moja głowa eksploduje od nawału informacji i planów, które chciałem jeszcze dziś uzyskać. - zamknął na moment oczy i napawał się jego ciepłem i spokojem. Docelowo miał go za chwilę puścić ale zdał sobie sprawę, że nie potrafi. Przysunął się do niego jeszcze bliżej, obejmując całego.
- Dziękuję. Masz rację, nie pomyślałem o jedzeniu. Za bardzo wsiąkłem.- przesunął palcami po całej długości jego pleców i jeszcze znalazł jego usta, całując go w ramach przeprosin. Lekko, bez presji, ciepło.
- Może być takie powitanie?- zapytał ciszej i po uzyskaniu odpowiedzi odplątał z niego ręce po to, aby sięgnąć po papierowe zawiniątko. Widząc kanapkę jego żołądek bardzo zabulgotał, co było nader słyszalne w tak małym metrażu i tak miłej odległości.
- Zdrajca.- mruknął, zakrywając ręką burczący brzuch. Wziął się za kanapkę, a zjadł ją w mgnieniu oka bo wiedział, że byłby w stanie zjeść takich sto.
- Na brodę Merlina, w końcu mięsna kanapka, czyli taka jak powinna być. - odezwał się z błogością na twarzy bo była to najlepsza kanapka na świecie - pierwsza tego dnia, z dużą ilością wędlin a akurat Castiel nie najadał się niczym, co nie miało w sobie choć odrobiny mięsa. Otworzył butelkę soku i połowę wypił duszkiem. Powoli odzyskiwał trzeźwość umysłu i porządkował myśli w osobne kategorie, wysuwając na pierwszy plan Fergusa, a nie ciekawy artefakt. Udało mu się wywnioskować, że to nieco inny rodzaj pułapki niż z początku "mówiły" o tym repliki. Nie dotyczyły pułapki duszy a pułapkę ciała. Nie wiedział jeszcze dokładnie jaki miała konkretny cel ale wydawało mu się, że wie w którą stronę powinien pójść, gdyby miał ją unieszkodliwić. Do tego jednak potrzebował pełnosprawnej różdżki a z tego co Fergus mówił, przydałoby się jej zaleczenie rysy, której dotychczas nigdy nie widział.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
07.01.2023, 18:39  ✶  
Kurz, całe mnóstwo kartonów, wypełnionych dziwacznymi przedmiotami, zwitki pergaminu pod stopami i rzymska szkatuła w samym centrum tego wszystkiego. Nieprzyjemny odór eliksiru czyszczącego mieszający się z czymś, co w niespokojny sposób nęciło zmysły i sprawiało, że wzrok sam zatrzymywał się na antycznym przedmiocie. Bardziej niż gabinet, to miejsce przypominało kryjówkę szalonego naukowca, który planował opanować umysł każdego, kto tylko zechce przeszkodzić mu w jego planie.
- Lubię dodawać dramatyzmu sytuacji – powiedział ze śmiertelną powagą, ale zaraz wybuchnął śmiechem, psując efekt swoich słów. Nie potrafił nawet wysilić się na podniosłość, widząc go takim roztrzepanym i wyrwanym z ferworu pracy. Castiel potrzebował przerwy i Fergus znalazł się tutaj właśnie po to, by tego dopilnować. Do tej pory się martwił, ale kiedy zorientował się, że Flintowi nic się nie działo, a jedynie zbyt mocno pochłonęły go badania, odnalazł sobie kolejną misję polegającą na dopilnowaniu, by trochę odpoczął.
- Powinieneś ją chyba odstawić, skoro tak na ciebie wpływa – zauważył, unosząc brew, ale nadal się uśmiechał. Już nawet nie panował nad tym, że jego usta same wyginały się w górę, a oczy rozświetlały na jego widok. Tak jakby natura chciała go upokorzyć, wystawiając na światło dzienne uczucia. – Przyda ci się mały odwyk.
W jego głowie już rodził się plan wyciągnięcia stąd Flinta, nawet jeśli miałby to być krótki spacer. Na zewnątrz było całkiem ciepło, dało się wyczuć to, że wiosna powoli zmierzała w kierunku lata. Nawet jeśli w okolicach morza wiało, nadal była to przyjemna bryza, a nie porywisty wicher.
- Nie możesz się przemęczać, bo wtedy łatwiej o głupi błąd – zauważył, wiedząc o tym ze swojego własnego doświadczenia. Kiedy działał automatycznie, wykończony zbyt długim ślęczeniem nad książkami lub obolały po pochylaniu się nad różdżkami, stawał się bardziej lekkomyślny i przez to powodował wypadki, głównie coś rozbijając albo przypadkiem podpalając. A wątpił, by Castiel chciał w tak beznadziejny sposób zaprzepaścić swoje starania. Sam plułby sobie w brodę, niszcząc coś tak cennego.
Przymknął oczy, wdychając znajomy zapach morskiej soli i gorzkiej kawy, wymieszany z czymś gryzącym, co musiało być eliksirem na rdzę. Ich oddechy mieszały się, gdy opierali się o siebie. Przesunął rękę na plecy Castiela, przyciągając go jeszcze bliżej, gdy ich usta złączyły się w pocałunku. Drugą gładził go po policzku, ostatecznie wplątując palce w jego włosy. Przy drugim razie wciąż smakował zimną kawą.
- Mówiłeś, że to niebezpieczne – powiedział cicho, gdy po chwili odsunęli się od siebie. Gdyby to on miał decydować, pewnie w końcu doprowadziłby do jakiegoś wybuchu z powodu skumulowanej energii. Miał dziwne wrażenie, że coś brzęczało mu w uszach, ale ignorował ten przebrzydły dźwięk, wsłuchując się w głos Castiela. – Może być – odpowiedział w końcu, przechylając głowę z drobnym uśmiechem na ustach. – Gdybym wiedział, przyniósłbym ci cały obiad – dodał jeszcze, znów wyraźnie zmartwiony stanem Flinta, który najwyraźniej zaniedbał wszystkie swoje potrzeby na rzecz bardzo drogiej i – najwyraźniej – bardzo niebezpiecznej błyskotki.
Oparł się o stojące najbliżej kartony, starając się przy tym nie naciskać na nie zbyt mocno, by nie ugięły się pod jego ciężarem. Uśmiechał się, widząc radość Castiela z posiłku, jednak jego wzrok raz po raz uciekał w kierunku biurka. Skoro blondyn tak bardzo fascynował się tym przedmiotem, Fergus tym bardziej chciał mu się przyjrzeć z bliska. Coś go do niego ciągnęło, jakaś niewyjaśniona siła przepełniona ciekawością i pragnieniem wiedzy. Nie ruszał się jednak z miejsca, pewnie tylko dlatego, ze Flint blokował mu przejście, bo niezmiernie mocno kusiło go przyjrzenie się jego pracy, tym wszystkim transkrypcjom, przez które zapomniał o istnieniu świata i przede wszystkim głównej przyczynie jego zniknięcia.
- Powinieneś się przewietrzyć – stwierdził w końcu, przeczesując palcami włosy, przez co zaczęły mu sterczeć w różne strony. – Przy okazji opowiesz mi, co już odkryłeś.
Im dłużej tu przebywali, tym większą duchotę odczuwał. Zapach morskiej bryzy przyciągał go, kusząc spacerem po kamienistej plaży. Może przekona Castiela, żeby trochę popływał, rozprostował kości i odświeżył umysł, nim powróci do tego miejsca.
- Mówiłeś, że praca nad tym może ci zająć kilka miesięcy, chyba nie zamierzasz ich tu spędzić jednym ciągiem, co? – dopytał jeszcze, spoglądając na niego z zaciekawieniem. Obawiał się, że Cas rzeczywiście mógł zabunkrować się tutaj na dobre, choćby miał uschnąć od siedzenia nieruchomo na krześle. A na to nie mógł pozwolić, nie potrafił. Sam chyba umarłby z tęsknoty za spędzaniem z nim czasu, tak bardzo przywykł do jego obecności.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#5
08.01.2023, 16:45  ✶  
Powoli odzyskiwał jasność umysłu. Zgadzał się z Fergusem w kwestii przerwy więc gotów był przystać na wszelkie propozycje. Gdy miał przed sobą wyzwanie potrafił zapomnieć o wszystkim a w głowie mieć tylko rozkładanie przedmiotu na czynniki pierwsze. Najpierw warstwa ochronna, potem warstwa magiczna - jedna za drugą, niczym wyszkolony saper manewrował między nitkami klątwy i próbował poznać naturę małego artefaktu. Tym razem miał na sobie zaklęcie odpychające potencjalne ataki magiczne - wizyta u uzdrowicielki Balustrode dała mu do myślenia. Nie chodziło o pójście po rozum do głowy a zminimalizowanie ryzyka trafienia na jej oddział. Uwielbiał swoją pracę, czasami wypełniała większość jego życia. Z tego powodu potrzebował takiego Fergusa, który przypomni mu, że przerwa oznacza przyjemność a nie obowiązkowy oddech dla organizmu przed dalszym męczeniem oczu, dłoni, magii płynącej w trzewiach.
- Wyjątkowo się z tobą zgadzam. Artefakt nie jackalope, nie ucieknie. - uśmiechnął się do jego uśmiechu i odwinął rękawy koszuli, co było niezawodnym znakiem, że nie będzie szukał wymówek.
- Mówisz do mnie mądre słowa. - uniósł lekko brwi i oparł się udem o biurko. Spodziewałby się po nim prędzej diabelskiego szeptu aniżeli anielskiej porady. Miło odkrywać tę stronę Fergusa. Dotychczas myślał, że tylko on sam miał dwadzieścia różnych wersji siebie co mogłoby powoli zakrwawiać o jakąś chorobę psychiczną.
- Bo jest niebezpieczne ale czasami igram z losem. - wzruszył ramionami i choć brzmiał jakby przyszło mu to łatwo to jednak wiedział w głębi duszy, że nie mogli przesadzić. Ot, załagodził gorzkie słowa, które wymsknęły się z jego ust bez konsultacji z przyćmionym mózgiem.
- To chodźmy na obiad albo do tej klubokawiarni o której mówiła mi Brenna. Smak tych pączków cały czas za mną chodzi... - lekko się rozmarzył bo jednak wybierał się tam i wybierał, a kiedy przypominał sobie o tym miejscu to było ono albo zamknięte albo nie miał sił na nic poza pójściem spać.
- O to się nie martwię bo wiem, że mnie stąd wyciągniesz. - położył rękę na jego policzku, kciuk trzymając tuż przy płatku ucha i popatrzył mu ciepło w oczy.
- Umyję twarz i ręce i będziemy mogli wyjść. - widział wcześniej jego lekko rozbiegany wzrok. Przypomniał sobie o jego aspiracjach na klątwołamacza i roztopniał.
- Możesz rzucić na to okiem ale w maseczce. Całe dwie minuty i zaraz do ciebie wracam. - podał mu nieużywaną maseczkę, jeszcze w opakowaniu. Ufał mu, że będzie ostrożny. Skoro miał za sobą kurs to był przekonany, że znał podstawy obchodzenia się z takimi przedmiotami. Poza tym, miał na to dwie minuty, ledwo kilka mrugnięć okiem.
Wyszedł do ciasnej łazienki, gdzie jedna osoba to już tłok. Odkręcił duży strumień wody i wyszorował ręce po rękawiczkach, które miał na sobie dobre parę godzin. Tak samo schłodził sobie głowę, kark, zmoczył trochę włosy i popatrzył w odbicie w lustrze. Widział człowieka trochę zmęczonego ale gotowego jeszcze góry przenosić. Poprawił kołnierzyk, guziki w koszuli i nagle zesztywniał słysząc bardzo przerażający dźwięk dobiegający z gabinetu. Jeszcze nigdy tak szybko nie pokonał tych pięciu metrów...
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
09.01.2023, 16:15  ✶  
Gdyby tylko Fergus potrafił w podobny sposób skupić się na swojej pracy, pewnie wiele by osiągnął. Jego myśli jednak łatwo odbiegały od tego, czym powinien się zająć. Dłonie wycinały w drewnie misterne wzory, podczas gdy duchem znajdował się w zupełnie innym miejscu i czasie, aż w końcu uświadamiał sobie, że całkowicie odpłynął, kończąc z czymś, co nie było planem, albo z pociętymi palcami. Denerwował się na samego siebie, obiecując sobie, że poćwiczy koncentrację, ale za każdym razem kończyło się tym samym. Nie potrafił nawet usiedzieć nieruchomo, bo zaraz coś go gryzło lub drapało, a nogi i ręce same prosiły się o jakiś gest.
- Naprawdę jesteś zmęczony, albo czymś się tutaj podtrułeś, skoro stwierdzasz, że powiedziałem coś mądrego – zauważył, z jednej strony żartując, ale z drugiej sam sobą zdziwiony, że w ogóle musiał upominać Castiela Flinta. Przesadzał z ilością poświęconego badaniom czasu, choć Ollivander naprawdę go rozumiał. To podchodziło już pod pracoholizm, zwłaszcza że nie pierwszy raz zastał go w podobnym stanie, choć wtedy nie przykuwał do tego aż takiej uwagi. Pewnie gdyby sam doczekał się czegoś, o co tak bardzo walczył, nie wynurzyłby się z zaplecza albo swojego pokoju przez pół dnia. Albo i dłużej, skoro potrzebował przerw choćby po to, by zagapić się w okno.
- I ty próbowałeś mi wmówić, że jesteś nudnym człowiekiem – prychnął na jego słowa. Igranie z losem, z ogniem. Nie powiedziałby tego o nim, gdyby nie zdołał się przekonać, że ukrywał się pod maską względnego spokoju. Wiedział, że Castiel potrafił skrywać emocje, to samo robiła Cynthia. Najwyraźniej jednak przestał się tym przejmować przy Fergusie, co było dziwnym, aczkolwiek miłym zaskoczeniem. Wciąż jednak pozostawało dla niego tajemnicą, z jaką jego wersją będzie miał do czynienia przy kolejnym spotkaniu.
- Mówisz o Norze? – dopytał, ale połączenie Brenny i pączków mogło oznaczać tylko i wyłącznie przybytek należący do ich wspólnej przyjaciółki. Ciągle zapominał, że Castiel przyjaźnił się z Longbottomami, co oznaczało, że mógł też natrafić na pannę Figg. Poczuł, jak żołądek wykręca mu się nieprzyjemnie na samą myśl, że mieliby tam razem pójść. Nie żeby nie chciał, bo na pewno świetnie by się bawili. Przerażała go myśl, że Nora zauważy, jak patrzy na Castiela i zacznie pytać. A jej jedynej (tak mu się przynajmniej wydawało) nie potrafiłby skłamać.
Skinął głową, uśmiechając się pod dotykiem dłoni Flinta. Słuchał go, ale słowa wpadały jednym uchem, a wypadały drugim, gdy zapatrzył się w jego oczy, już wędrując myślami poza to pomieszczenie, gdzie nie musiałby się pilnować. Wziął w rękę maseczkę, którą wręczył mu Castiel i przyglądał się, jak znika za drzwiami. Odgłos jego kroków stawał się coraz cichszy, aż Fergus został całkiem sam w miejscu, które aż się prosiło o przejrzenie wszystkiego, co tylko wpadnie mu w ręce. Mimo to odwrócił się w kierunku szkatułki, o której tyle już słyszał i której obejrzenie tak go kusiło. Zbliżając się do biurka, majstrował przy opakowaniu, ale niespecjalnie mu to wychodziło. Okno okazało się zamknięte, więc nie miał pojęcia, skąd dochodził wyczuwany przez niego zapach morza, który stał się dziwnie intensywniejszy, gdy blondyn wyszedł. Tak, jakby zwracał na niego większą uwagę, gdy w gabinecie nie znajdowało się nic, co by rozpraszało. Nie potrafił już oderwać oczu od artefaktu, który całkowicie omotał jego umysł. Zapominając o maseczce, którą nieświadomie zgniótł w dłoni, pochylił się, szukając źródła tego przyjemnego zapachu, tej mieszanki bryzy i czegoś dziwnie znajomego, co sprawiało, że robiło mu się cieplej na samą myśl i co jego umysł normalnie połączyłby z Castielem, ale zmysły kompletnie odmawiały mu posłuszeństwa. Przymknął oczy, wciągając powietrze i opierając się o biurku, niemalże mógł się na nim położyć. Świat jakby zaniknął, tylko on i ta szkatułka, która ani trochę nie wydawała się groźna. Przyciągała go, mamiła… A gdyby uchylił jej wieko, czy poczułby się szczęśliwszy? Uśmiechał się, czuł to, a jednocześnie nie był tego świadomy.
Szczęknięcie zębatek sprawiło, że powrócił do rzeczywistości, otwierając gwałtownie oczy i niemal podskakując w miejscu. Kiedy znalazł się przy tym biurku? I dlaczego trzymał kłódkę przedmiotu, do którego nie miał się zbliżać? Nieprzyjemny syk rozdarł jego uszy, sprawiając, że miał ochotę zwymiotować, o ile wcześniej by nie zemdlał. Dopiero teraz zauważył, że na szkatułce znajdowały się węże o błyszczących oczach, które wciąż pozostawały w miejscu, ale ich srebrzyste łuski zdawały się poruszać. Brzydziło go to, przerażało, a jednocześnie był na siebie wściekły, że w ogóle się do tego zbliżył, ignorując polecenia Castiela. A jeśli coś w tym zepsuł?
Kolejne szczęknięcie zębatek, jeszcze głośniejszy syk. Instynktownie przesłonił dłońmi twarz, gdy coś ze świstem zbliżyło się w jego stronę, gdy wciąż opierał się o biurko. Coś wbiło się w jego nadgarstek, sprawiając, że przed oczami zrobiło mu się ciemno. Nawet nie zorientował się, że krzyknął, skupiając jedynie na tym, jak pulsowała mu ręka.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#7
09.01.2023, 18:42  ✶  
Będzie mógł przekomarzać się z nim przez resztę wieczoru. Mogą porozmawiać na temat posiadania nudnej osobowości, przepracowania i omawiania w jaki sposób można wykorzystać czas przerwy od pracy. Czuł w kościach, że ich plany mogą się ze sobą pokrywać a skoro najwyraźniej Fergus też ma wolne popołudnie to będzie można zaczerpnąć z reszty dnia należyty odpoczynek. Im dłużej o tym myślał tym chętniej się stąd zbierał. Posłał mu pełne obietnic spojrzenie i ruszył do łazienki aby się obmyć, ocucić i przywrócić do pełnej świadomości. Powinien w końcu pozbyć się schematu działania dotyczącego artefaktu. Nie ucieknie mu, ma na to cały rok a dziś był pierwszy dzień. Z lekkim uśmiechem na ustach spędził w łazience całe dwie minuty. Co mogłoby się stać w tym czasie? Nie spodziewał się, że ten dźwięk krzyku Fergusa mógłby go tak zmrozić. Nie pamiętał w jaki sposób wydostał się z łazienki, słyszał tylko dźwięk trzaskających o ścianę drzwi. Wzrok zakotwiczył w Fergusie, na którego ręku wisiała… szkatuła.
- Kurwa, nie.- dopadł do niego w dwóch susach i rozbieganym wzrokiem wodził od otwartego wieczka, które od spodu skrywało szpikulce przypominające zęby do bladej twarzy Olivandera. Aktualnie były zatopione w nadgarstku Fergusa, z którego zaczęła cieknąć krew.
- Kurwa. Usiądź. Powoli, ostrożnie usiądź. - jedną ręką przytrzymał jego łokieć a drugą przysunął krzesło, pomagając mu bez paniki usiąść. Krwistoczerwona krew brudziła już ubranie i to go przerażało. Zgiął jego łokieć tak, aby szkatułka opierała się dnem o jego mostek, a nadgarstek był powyżej serca - podstawowe zasady tamowania krwotoku.
- Słuchaj mnie. Słyszysz? To ważne.- pochylił się i położył dłoń na jego policzku.
- Nie możesz ruszyć ręką. Mów mi, jeśli ból będzie silniejszy albo słabszy. Rozumiesz? - mówił śmiertelnie poważnie, przesuwając dłoń na jego szyję, zauważając, że bardzo szybko się nagrzał.
Podwinął rękaw jego koszulki i przyjrzał się miejscu ugryzienia. Szkatułka do połowy miała zatopione "zęby" w skórze. Nasłuchiwał i wyodrębnił od dźwięku zębatek cykanie. Przez chwilę liczył szeptem te piknięcia a gdy nastąpiła pauza (wieko zacisnęło się wówczas mocniej) i nastąpiło kolejne odliczanie, to go zmroziło. Do złudzenia przypominało mu to czas aktywacji. Sięgnął po różdżkę i z zaciśniętymi mocno ustami omiótł jasnym światłem zaklęcia łapczywie wczepiony w Fergusa artefakt. Zaklęcie diagnozujące podpowiadało, że to nie jest pełna aktywacja przedmiotu. Sęk w tym, że nie wiedział co będzie dalej. Nie zdążył go rozpracować, ledwie zaczął!
- Kurwa.- zaklął kolejny raz bo w życiu nie przypuszczał, że będzie musiał z kogokolwiek - zwłaszcza z bliskiej osoby zrywać artefakt! Podniósł z biurka lampkę a resztę jednym zamaszystym ruchem całej ręki zrzucił na podłogę. Lampkę przysunął na środek blatu.
- Ostrożnie wyprostuj rękę. Połóż ją z tym na biurku. Wytrzymaj, muszę to z ciebie zdjąć. - ale to, że nie wie jak to mu nie mówił. Pomagał mu, trzymał jego ramię i starał się nie spanikować na widok gęstej cieczy.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#8
09.01.2023, 19:38  ✶  
Plany i wyobrażenia miały to do siebie, że zazwyczaj nigdy się nie ziszczały. Mogłeś stworzyć milion scenariuszy w swojej głowie, a ostatecznie los sprawiał, że i tak żaden z nich nie doszedł do skutku. Nawet nie chodziło o to, że mogłeś się zająknąć, wygłaszając przemówienie, które w myślach brzmiało perfekcyjnie – czasem po prostu zdarzały się takie wypadki, których ludzki umysł nie był w stanie przewidzieć. Jak inaczej określić to, że szkatułka rzuca się z zębami, gdy nawet nie wiesz, że istnieje możliwość otwarcia jej? Kiedy nawet nie planujesz jej dotykać, ale zapach i zaklęcie zadziałały mamiąco na umysł, niczym syrena wciągająca pod wodę, by zabić nieszczęśnika, który wpadnie w jej ramiona.
Fergus właśnie tak się czuł, jakby ktoś go wrzucił do akwarium i kazał spoglądać na świat nie tylko przez wodę, ale również szybę, które na dodatek nie pozwalały niczego dosłyszeć. Wiedział, że Castiel coś do niego mówił, widział poruszające się usta, ale słowa zlewały się w niezidentyfikowaną całość. Szumiało mu w uszach, a w oczach miał mroczki. Najmniejszy ruch wywoływał mdłości, a jedyne, co do niego docierało, to ból tak silny, jakby coś rozszarpywało mu rękę.
- Cas, nie wiem, co się stało, to samo tak wyszło – jęczał cicho, gdy ten sadzał go na krześle. Na chwilę pomogło, odzyskał ostrość widzenia. Trząsł się, czuł dreszcze, choć jednocześnie pocił się z gorąca. Najgorsze palenie wciąż pozostawało jednak na ręce. Nadal nie rozumiał, jak to paskudztwo się tam znalazło, jak mógł dać się tak łatwo omotać. Nawet jeśli nie doszedł do żadnych konkretów podczas kursu klątwołamacza, logika nakazywała stosować się do zaleceń bardziej doświadczonych osób. A on je zignorował, pozwalając omotać się antycznej zabawce, która nie była wcale tak nieszkodliwa, jak z pozoru sądził. Był słaby, skoro w tak łatwy sposób coś wpłynęło na jego umysł. Ale w tym wszystkim najbardziej bał się reakcji Castiela, przeklinającego i próbującego opanować sytuację. Zawiódł go, zjebał po całości. A przecież Flint zostawił go samego na zaledwie dwie minuty.
Syknął z bólu, wciąż trzymając zgiętą rękę. Krew wsiąkała mu w koszulę, którą miał na sobie. Gdy szkatułka przestała brzęczeć, modlił się w duchu, że się dezaktywowała, ale ona zamiast tego zacisnęła się mocniej. Na tyle, że miał wrażenie, że za chwilę wbije mu się w kość.
- Boli bardziej – wymamrotał i zacisnął zęby, jakby to miało w jakikolwiek pomóc. Nie wpływało na polepszenie jego sytuacji, zupełnie jej nie zmieniało. – Czy to odgryzie mi rękę? – zapytał przerażony, zagłuszając swoimi słowami kolejne cykanie. Ufał Castielowi, chciał mu ufać, ale z tyłu głowy siedziało mu to, że miał nad tym pracować długimi miesiącami. Nawet jeśli twierdził, że zdejmie to z Fergusa, nie mógł mu bezwarunkowo uwierzyć. Nie wiedzieli, z czym mają do czynienia. Była to paskudna, bardzo stara magia. I chociaż nie chciał, jego umysł odpłynął w kierunku starej wróżki, do której poszedł dla żartu i która pokazała mu w filiżance ponuraka. Wyśmiał ją, twierdząc, że pewnie straszy w ten sposób wszystkich. A jeśli los się na nim za to mścił? Czy umrze właśnie tak, zagryziony przez jakiś rupieć w zakurzonej klitce Castiela?
Nie pamiętał, w jaki sposób jego ręka znalazła się na biurku. Podejrzewał, że to Flint ją tam przełożył, mówiąc do niego, ale świat znów zaczął mu się zamazywać. Znów krzyknął, gdy szkatułka po raz kolejny się zacisnęła, jak żywy ogień palący jego mięśnie. Zamknął oczy, zacisnął szczękę i oparł głowę na biurku, szukając jakiegoś wytchnienia, ale zupełnie nic nie działało. Już nawet pozwoliłby mu uciąć tę rękę, byle przestało boleć.
Ja pierdolę, wyrwało mu się tak cicho, że zostało to stłumione przez drewno biurka, o które się opierał. Miał wrażenie, że poczuł na ustach ciepłą ciecz, która musiała być jego własną krwią płynącą z ręki. Im więcej jej było, tym bardziej zamroczony się czuł.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#9
09.01.2023, 20:05  ✶  
- Wierzę ci.- odpowiedział bez pomyślunku bo to była ostatnia rzecz o jakiej myślał. Nie chciał dokładać mu zmartwień skoro mieli zdecydowanie poważniejsze problemy. Kiedy wszystko skończy się dobrze - a musi! - wrócą do tego tematu. Teraz Fergus nie może się załamać, Castiel też musiał zapanować nad emocjami i dłońmi, próbując potraktować sytuację z dystansem. Niech to szlag, nie potrafił. To Fergus. Do jasnej avady, to Fergus. Musiał ułożyć go tak, aby mieć pełen dostęp do wbitego w jego nadgarstek wieczka. Wgryzło się w najgorszym miejscu - tam gdzie skóra jest cienka i gdzie goi się najdłużej. Próbował to zdiagnozować czarem ale efektem było wzmocnienie naporu wieka. Niech to szlag, ma pracować nad bombą…
- Nie odgryzie ci ręki. Dziabnęło kawałek nadgarstka. Nie dotrze do kości.- próbował go uspokoić jednak sądząc po artefakcie to miał wielkie możliwości aby dostać się do kości. Nie podobało mu się, że ten zaczyna tu mdleć.
- Nie zasypiaj.- pochylił się nad szkatułką, oświęcając ją lampą. Analizował na szybko wszystkie możliwe uniwersalne zaklęcia, które mogłyby pomóc. Kiedy Fergus krzyknął z bólu, coś w nim pękło. Przytrzymał zgięcie jego łokcia i wycelował tuż obok wbitych szpikulców zaklęcie spowalniające - nie tylko napór ale i być może trochę przepływu krwi. Mimo wszystko krew wypłynęła nieprzyjemnym bulgotaniem na biurko. Rzucił się do szuflady, wyciągnął zapakowanego wyjca i zapisał głosem w nim wiadomość do Brenny. Dobiegł do sowy, przymocował zwitek do jej nogi i błagalnie pospieszającym tonem poprosił Cholerę aby czym wiatr w skrzydłach znalazła Brennę. Tylko ona przyszła mu teraz do głowy. Wypuścił sowę na zewnątrz, patrząc sekundę jak ta zrywa się gwałtownie do lotu. Wrócił do Fergusa, który prawie spadł z krzesła. Złapał go chyba w ostatniej chwili i poprawił aby cały ciężar ciała był na biurku.
- Fergus, ocknij się. Mów do mnie. Powiedz mi gdzie będziesz chciał iść ze mną na randkę jak to z ciebie zdejmę. Mów! - próbował go ocucić i wrócił do jego ręki. Nie mógł zająć się dezaktywacją artefaktu póki nie przyjdzie pomoc. Póki co wtłaczał w szkatułkę zaklęcie zakłócające, konfundujące. Raz za razem, bo większość razy nie działała. Na dziesięć prób tylko dwie na kilka chwil wyciszyły dźwięk poruszających się zębatek. Wciąż trzymał dłoń w zgięciu jego łokcia, a różdżkę miał wycelowaną w artefakt. Cały się wewnątrz siebie trząsł. Był blady ale skupiony, zaciskał mocno palce na ciemnoszarym drewnie i inkantował zaklęcia zamiennie spowalniające, zakłócające i schładzające.

Nie wiedział ile czasu minęło zanim usłyszał kroki. Podniósł głowę i popatrzył blady na Brennę, a potem na ledwie przytomnego Fergusa. Biurko przesiąkło kałużą krwi, tak samo jak ich ręce.
- Szybko, przejmij go. Czary spowalniające i zakłócające obok wieka. Muszę to z niego zdjąć zanim się ostatecznie aktywuje.- rzucił do dziewczyny, jak nigdy ciesząc się, że ją widzi. Zamienił się z nią miejscami i przysunął lampę do wgryzionego w nadgarstek wieka. Wpadł na pomysł jak to unieszkodliwić ale nie wiedział na ile mu się uda.
- Fergus, do jasnej avady, nie zasypiaj. Zaraz poczujesz ulgę. Wytrzymaj.- cedził z nerwami w głosie i nachylił się z różdżką do zawiasów łączących wieko z dnem.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#10
09.01.2023, 20:40  ✶  
Choćby bardzo chciał, nie mógł stracić przytomności. Modlił się o to w tych przypływach świadomości, kiedy jego myśli łapały kontakt z rzeczywistością i nie skupiały się tak bardzo na bólu. Gdy jednak tak się działo, szkatułka zaraz przypominała o swoim istnieniu. Nawet nie musiała się zaciskać, wystarczało, że Castiel poruszał jego ręką, a czuł, jak kolce wbite w jego skórę się przesuwają.
Naprawdę starał się mu wierzyć, że to paskudztwo nie odgryzie mu ręki. Ale patrząc na to, jak bardzo nieprzywykły był do bólu i jak bardzo intensywny on był, chyba wolałby już stracić kończynę. Pewnie później żałowałby tej decyzji. Teraz jednak to jedyna myśl, która potrafiła przynieść jakąkolwiek ulgę.
Uniósł zdrową rękę i ścisnął palcami brzeg koszulki Castiela, szarpiąc ją lekko, by pokazać, że nadal był przytomny. Zaciskał zęby tak mocno, że bał się, że w przypływie kolejnego bólu mógłby odgryźć sobie język, gdyby tylko zdecydował się coś powiedzieć. Nie podobało mu się to. Jak zresztą by miało?
Przez moment czuł, jak odpływa, ale szarpnięcie ze strony Flinta przywróciło go do życia. Opierał się wciąż o biurko, wsłuchując w cykanie tej durnej szkatułki, która wciąż zaciskała się na jego nadgarstku. Zaczęło przypominać mu to świerszcze, choć żadnego nie było w pobliżu. Zniknęły, tak samo jak zapach morza. A może nigdy ich tutaj nie było? Sam już nie wiedział, ogłupiały przez utratę krwi.
- Pójdziemy na te pieprzone pączki – wymamrotał przez zaciśnięte zęby, wciąż oparty głową o biurko, przez co dźwięk był stłumiony. Jeśli to przeżyje, naprawdę z ogromną radością pójdzie do knajpy Nory, nawet jeśli miałaby zadawać mnóstwo pytań.
Znów zrobiło mu się słabo, ponownie znalazł Castiela, ściskając w palcach jego ubranie, jakby to miało pozostawić go przytomnym. Uścisk ten jednak malał i wzmacniał się w zależności od tego, jak bardzo kręciło mu się w głowie.
W końcu zarejestrował tylko, że ktoś wchodzi, a po głosie rozpoznał Brennę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2402), Castiel Flint (4947), Danielle Longbottom (1814), Fergus Ollivander (3491)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa