• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[19 Kwietnia 1972) Lycoris x Cynthia

[19 Kwietnia 1972) Lycoris x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
02.03.2023, 01:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2023, 15:43 przez Cynthia Flint.)  
Słuchała urzędnika tylko jednym uchem, pochłonięta obserwowaniem ciemnego korytarza, który pokonywali. Blada buzia otulona całunem z jasnych włosów, wyjątkowo jeszcze rozpuszczonych wyglądała niewinnie i łagodnie, przytakiwała i obdarzała męczącego, irytującego jegomościa z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów uśmiechem zainteresowania oraz podziwu. Ludzie w Ministerstwie byli pyszni, łechtanie ich ego nie stanowiło absolutnie żadnego problemu. Dostrzegała już jednak swoją windę, widząc w niej szanse na ucieczkę oraz błogą ciszę. Trzymając w ręku kartonik z dwoma kawami, w których łyżeczki zawzięcie mieszały, mając raport pod pachą, przystanęła na chwilę i z rozpaczą w spojrzeniu pożegnała mężczyznę, mówiąc. że się śpieszy, szepcząc jakieś słodkie kłamstwa.
Wolność.
Odetchnęła, przybierając naturalny wyraz twarzy - dość chłodny, odrobinę nazbyt dumny. Z ulgą poczuła chłodne powietrze z prosektorium na policzkach, kolejny raz uświadamiając sobie, jak ludzie byli beznadziejni. Flintówna weszła do izby, zamykając za sobą drzwi, omiotła ją szybkim spojrzeniem i na widok Lycoris pozwoliła sobie na cieplejszy grymas na twarzy, podchodząc jednocześnie do biurka. Odłożyła na blat kawy oraz teczki, zsunęła z ramion lekki płaszcz w kolorze cappuccino, które dwa rzędy guzików przyszyte były ciemniejszą nitką. Złapała za biały fartuch, wsuwając go lekko na szczupłe i dość drobne ramiona, poprawiając kołnierzyk. Stalowo błękitne tęczówki krytycznie przesunęły po rękawach, przyglądały się niewidzialnym pyłkom. - Dzień dobry. - przywitała się z nią, odchylając głowę do tyłu i wyjmując z kieszeni frotkę, dzięki której okiełznała srebrne pasma w luźnego koka. - Taka, jak lubisz. Co mamy na dziś? Mam skończyć pracę nad Panną Goldsmith? Ah, ten wąsaty z Departamentu Wypadków Cię szukał.
Dodała jeszcze, łapiąc za kawę i robiąc kilka łyków. Było wcześnie, wciąż nieco mroźnie, a jeszcze niższa temperatura panująca w prosektorium sprawiła, że na bladych policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Usiadła na krańcu blatu, gdzie akurat nic nie tkwiło i złapała za metryczki osób, które tkwiły nieopodal, zamknięte w czarnych workach. Czekający na werdykt, milczący umarli, których przyczyny zgonu jeszcze nie wyjaśniono. Bardzo ceniła sobie swoją współpracownicę, mentorkę właściwie. Kobieta dużo ją nauczyła na samym początku, chociaż była piekielnie wymagająca. Niezależnie, jak Cynthia miała pokłute palce, zawsze mogła zrobić to zdaniem Lycoris lepiej. Szew musiał być idealny. I absolutnie nie miała jej za złe, była w gruncie rzeczy dość podobna.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#2
03.03.2023, 12:46  ✶  

Sylwetka porzucona ponad gargantuicznymi stosami papierów nikła w przestrzeni; zupełnie jakby nie była bytem, a marą zrodzoną z najszczerszych koszmarów – wory pod oczami świadczyły nieuniknienie o kolejnej nieprzespanej nocy, błogiej w rozmyślania, ciasny druk wypełniający książki oraz niepokorne wzdychanie. Gdyby tylko objęcia Morfeusza otulały ją mocniej, aniżeli na przestrzeń półsnu, który nie przynosił żadnego ukojenia, byłaby istotą bardziej przystępną; może nawet milszą. Bo choć charakter grał pierwsze skrzypce w obraźliwej osobowości, gniewnym marszczeniu brwi i grymasom, których nie dało się jakkolwiek przyrównać do uśmiechów – bezsenność zaskarbiała sobie także lwią część w oślizgłym usposobieniu.

Wisiała więc nad stosem kartek, a pojedyncze kosmyki grzywki przysłaniały wzrok; co rusz zakładała je za ucho, te jednak nieprzejednanie wracały na swoje pierwotne miejsce. Zacisnęła usta w wąską linię, zupełnie jakby złość ją trawiła, aby po chwili poprawić noski okularów umiejscowionych na bladym, wyzbytym z piegów nosie.

Zerknęła na zegar ścienny, pokazujący porę, w której Flint powinna być już na miejscu. Jego tykanie nieodzownie stanowiło kilkusekundowe spóźnienie, z którym ta pojawiła się w prosektorium. Przewertowała raz jeszcze raport, upewniając się, iż wszystko leży na swoim miejscu.

– Dziewięć sekund – wydusiła z siebie jedynie, głosem chłodniejszym niż powietrze wyściełające pomieszczenie, gdy drzwi otworzyły się, zwiastując obecność Cynthii.

Nie kontynuowała słownej potyczki, zamiast tego podnosząc się z ciężkiego fotela, aby po chwili poprawić spływający miękko z ramion fartuch – ubarwiony substancjami chemicznymi i formaliną.

Wzrok spłynął na kartonowy kubek z kawą, który prędko uniosła ku pełni warg – parząca ciecz, czarna jak te kwietniowe noce, rozlała się gorącem po krtani. Wyszkolenie dziewczyny w dostarczaniu odpowiednio doprawionej dawki kofeiny zajęło mnogość jej pierwszych dni na stażu – była to materia, w której Lycoris była bezwzględnie wymagająca.

– Panna Goldsmith jest gotowa. Trzykrotne dźgnięcie nożem w klatkę piersiową, nic spektakularnego – odparła.

Uniosła wysoko brwi na dalsze słowa kobiety, a spomiędzy jej warg wydobyło się prychnięcie śmiechem nieomal tak prawdziwe, jakby wypłynęło z ust istoty odrobinę przyjemniejszej w obyciu.

– Gdybym nie miała pamięci absolutnej, zapewne też nazywałabym go „tym wąsatym”. Jack Slughorn – wyjątkowo przebrzydły przypadek, ale radzę ci być dla niego miłą. Nie muszę chyba dodawać, dlaczego mnie nie lubi – odparła lekko.

Perfekcjonizm, który skalał ją na drodze pracy, przejawiał się także w wymogach wobec swojej uczennicy; niezależenie jak ta się starała, według Black zawsze mogła zrobić to lepiej. W gruncie rzeczy była taka także wobec siebie, napominając wielokroć każdy błąd, który mogła potencjalnie popełnić.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
08.03.2023, 02:55  ✶  
Gdyby ktoś zapytał Cynthię, kto był jej ulubionym pracownikiem w Ministerstwie Magii, wskazałaby Lycoris bez mrugnięcia. Nie umiała wyjaśnić i nazwać relacji, którą miały, ale dla Flintówny była ona w pewien sposób wyjątkowa, charakteryzująca się lojalnością i olbrzymimi pokładami szacunku. Na tyle ważna, że umiała być sobą i porzucać maski, które przywdziewała na twarz dla każdego innego człowieka, którego mijała na korytarzach lub na zewnątrz. Łączyła je też bezsenność, pracoholizm i miłość do trupów — niemych, zimnych, niemających żadnych oczekiwań.
Ostry niczym stal głos dotarł jej uszu szybciej, niż drzwi się za nią zamknęły i mimowolnie zerknęła w stronę zegara, pozwalając sobie na bezgłośne westchnięcie. Black nienawidziła, gdy spóźniała się, chociażby jedną i w pełni to rozumiała, bo Flint sama nienawidziła się spóźniać. Co było gorszego? Gdyby nie ten stary, zboczony idiota to z pewnością byłaby przed czasem, jak praktycznie zawsze.
- Poprawię to. - oznajmiła tylko równie chłodnym tonem, chociaż z odrobinę wyczuwalną nutą pokory i przyznania się do błędu. Rozpoczynając przygotowania do pracy, już cały czas zerkała na leniwie poruszające się wskazówki, których uderzenia dudniły jej w uszach. Cynthia wiedziała, że fartuch musi być nienagannie wyprasowany i pozbawiony zagnieceń przy rękawach, że nie mogą wystawać jej włosy nad zwłokami, że skalpel zawsze musiał być drugi na tacce z przyrządami. Zdawała sobie sprawę, z której kawiarni ma być poranna kawa i z jaką temperaturą powinna dotrzeć do biura, że kubek musiał być papierowy i łatwy do zutylizowana. Nie mogło być kropli mleka. Wszystko w tym prosektorium było w stanie tak doskonałym, utrzymane w tak wielkiej czystości, że nikt nie pomyślałby, że ktokolwiek kroił tu trupy. Tak już było, gdy dwie pedantki wrzucano do jednego biura.
Kiwnęła głową na słowa swojej przełożonej, żałując odrobinę, że ich towarzyszka miała śmierć dość nudną, prostą. Zawsze jednak zerkała w papiery trupów.. Może małe zwłóknienie wątroby świadczące o słabości do wina lub obite kolana, będące dowodem jej nieprzyzwoitych sprawunków? Cyna lubiła zgadywać, skąd mogły się brać najmniejsze blizny na ciele, czasem dopowiadać temu w głowie jakąś historię. Jej stalowoniebieskie tęczówki powędrowały w stronę Lycoris, obdarzając ją krótkim uśmiechem — będącym w istocie odpowiedzią na rozbawione prychnięcie, bo chyba obydwie niezbyt dobrze o Panu Slughornie myślały.
- Oczywiście. Dostosuję się do jego preferencji. - odpowiedziała bez cienia zawahania czy wstydu w głosie, bo przecież niewiele osób znało jej twarz równie dobrze, co Pani Black. Należała do grupy osób uprzywilejowanych w jej życiu, która miała lub będzie miała szansę przekonać się o tym, że Cynthia nie była aż tak lodową królową, jak większość przypuszczała. Nie licząc oczywiście urzędników, którzy dostawali to, co akurat umożliwiało jej otrzymanie profitów. Dostrzegając cienie pod oczyma szefowej, odłożyła na bok papiery i zrobiła łyk kawy. Znów zamierzała ciągnąć kolejną z rzędu zmianę? Godne podziwu. - Nie chciałabym Cię rozczarować, ale mówiąc o Tobie, nie wyglądał, jakby brak sympatii dominował w jego odczuciach względem Twojej osoby. Czym się mam zająć?
Kolejny łyk, rozgrzewający i przyjemny, uwieńczony zwilżeniem warg. Pozbyła się kartonowego kubeczka dokładnie pięć minut po czasie rozpoczęcia pracy, myjąc ręce i czekając na zadania.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#4
05.04.2023, 17:09  ✶  

Łączyło je absurdalnie wiele – od podejścia do swojej pracy, aż po wory pod oczami wskutek kolejnej nieprzespanej nocy. Nie bez przyczyny to Cynthię przyjęła pod swoje skrzydła, spośród reszty rozemocjonowanych stażystów zdawała się być stoicko spokojna w swoich działaniach, przez jej oblicze nigdy nie prześlizgiwało się obrzydzenie, a swoiste oddanie pracy czyniło je niesamowicie zbieżnymi. Nie oczekiwała od niej iskry sympatii, wiedziała jednak, iż ta ją szanuję i traktuje nader poważnie swój zawód, w którym z wolna się specjalizowała. W jej fachu nie było miejsca na pomyłki i choć na szali nie stało życie pacjenta, była ta równie ważna jak robota uzdrowicielska; nie przyznałaby tego otwarcie, ale towarzystwo Cynthii było jej równie miłe jak to, którym obdarzały ją trupy.

Nawet jeśli była surowa, niekiedy zbyt stalowa w obejściu – miała w tym cel; każdorazowe wytknięcie kobiecie nawet kilku sekund spóźnienia miało swoje światłe przeznaczenie – wymagała od niej równie wiele, co wymagała od siebie. A cóż, swoją guwernantką była od okresu dzieciństwa, wszystko pojmując z dwoma emocjami – powagą lub bezkresną ironią. Niezrażona Cynthia była czymś nowym; reszta stażystów drżała przed nią jak tylko przekraczała próg prosektorium, a Flintówna, nawet jeśli cechowała się strachem, nie dawała tego po sobie poznać.

Ponadto, dziełem prób i błędów nauczyła się, gdzie znajduje się jej ulubiona kawa, ile razy wzmocniona kofeiną, brakiem cukru jak i mleka. Pojętna, uczyła się szybko i nigdy nie popełniła drażniącego faux pas w ich relacji – wciąż obdarzała Lycoris szacunkiem.

Poprawiła okulary, które nieznacznie zsunęły się z nosa, skinąwszy głową na jej słowa odnośnie poprawy. Nie uśmiechnęła się w żaden sposób, jednak sam ten gest zawierał w sobie sporą dozę przychylności. Zatonęła w papierach na jeszcze jeden moment – cyfry prędko wbiły się w kanwę umysłu, pozostając na niej nieodwołalnie.

Wrzucone do jednego biura, dwie pedantki, doskonale dogadywały się na płaszczyźnie czystości i tego, aby wszystko było na miejscu; wszystko było po kolei. W jej prosektorium nie było miejsca na bałagan, niedopowiedzenia i błędy w sztuce.

– Rano zostały dostarczone zwłoki pana Harrisona. Został potraktowany zaklęciem niewybaczalnym, jednak coś mi się nie zgadza w jego ciele. Zerknij na nie i powiedz mi co nietypowego widzisz – rzekła, wyciągając jedną z masywnych szuflad, aby po chwili odkryć ciało nieboszczyka.

Cofnęła się do biurka, unosząc papierowy kubek z kawą do ust, po czym spojrzała na Cynthię z niemym pytaniem rysującym się w tęczówkach.

– Przezabawne – rzekła, acz jej wargi nawet nie skłoniły się do drgnięcia, co dopiero pełni uśmiechu. – Co więc, według ciebie, dominuje w jego nastawieniu wobec mnie? – spytała, przerzucając wzrok na papiery.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
08.04.2023, 00:08  ✶  
Nie sądziła, że Lycoris zrobi na niej tak duże wrażenie już na samym początku. Ze wszystkich pracowników prosektorium, tylko ona zdawała się spełniać wszystkie pokręcone wymogi młodej stażystki, a z perspektywą czasu wiedziała, dlaczego: bo były do siebie faktycznie podobne. Ich relacja nie była otwarta i prosta, a jednak jasnowłosa umiała znaleźć w niej ciepło i zaangażowanie. Wiedziała, że szefowa chciała dla niej, jak najlepiej, a ona chciała zrobić wszystko, aby spełnić jej oczekiwania i jej nie rozczarować. Wielu było stażystów na jej miejsce, wielu chętnych na możliwość nauki pod bystrym spojrzeniem Black. Zawsze szukała jej aprobaty, otwierała się na nią zupełnie nieświadomie i kobieta sprawiła, że dla Flintówny przychodzenie do pracy, nadgodziny czy mozolne przyszywanie kończyn było wartościowym doświadczeniem. Gdy pasja łączyła się z pracą, było się prawdziwym zwycięzcą.
Nie zmieniłaby silnej, niezależnej i wymagającej Lycoris Black na nikogo innego. Nie czuła przed nią strachu, jedynie respekt, dostrzegając w każdej uwadze sens i podstawę. Mogła być lepsza, mogła ją doścignąć, jeśli będzie traktowała pracę poważnie i nie szła na łatwiznę. Praca z trupami wcale nie była prostsza, oni nie mieli głosu. Zalegali w ciszy, krzycząc bezgłośnie, aby ktoś opowiedział ich historię. Przesunęła wzrokiem po sylwetce przełożonej, a kąciki warg drgnęły bardzo delikatnie w jakimś cichym uśmiechu, uldze, że zawsze była tam, gdzie Cynthia chciała ją zobaczyć i poprawiała okulary lub wytykała jej kilkusekundowe spojrzenia. Zawsze miała się za osobę punktualną i słowną, ale przy towarzyszącej jej w kostnicy czarownicy była przeciętna, bo ta wprowadziła to na zupełnie inny poziom.
Uwielbiała sterylność ich pracy, pomieszczenia, a nawet raportów. Pióra nie miały jednego krzywo zagiętego skrzydełka, na próżno szukać było na podłodze śladów krwi czy soków wewnętrznych. Było nienagannie, można było konsumować posiłek, siedząc na kaflach lub z metalowych stołów do sekcji, a i tak było czyściej niż na stolikach kafeterii.
- Coraz więcej przypadków, które wiążą z zaklęciami niewybaczalnymi. - zauważyła, poprawiając rękawy w drodze do ciała, które zaraz ukazało się jej oczom. Pan Harrison był w średnim wieku, wyglądał przyzwoicie i schludnie, chociaż przy bliższym przyjrzeniu się, dostrzec można było ślady zaniedbania. Miał delikatną nadwagę, jego skóra była sucha, a palce, które Cynthia teraz oglądała, nosiły ślady nikotyny lub innych używek. Odchyliła nieco jego szyję, zaglądając mu do jamy ustnej. O zęby też nie dbał, miał zranienie na podniebieniu. Przyglądając się kolejnym rzeczom, podniosła wzrok znad trupa na Lycoris. Nie musiała przy niej udawać, mogła praktycznie być sobą, chowając już niewiele swojego charakteru za maskami. Ojciec wysyłał ją na przyjęcia, więc lawirowała w towarzystwie, a umiejąc się dostosować do tego, co ją otaczało, umiała również rozróżniać męskie spojrzenia. - Chęć posiadania. Chciałby, ale nie ma odwagi, bo go onieśmielasz. - odpowiedziała bez cienia zawahania się, a przed oczyma przemknął jej obraz czarodzieja, który na wzmiankę o jej przełożonej poprawił krawat i przesunął wzrok gdzieś w dół, a lica subtelnie zakrył rumieniec. Mężczyźni byli równie prości, co kobiety w większości przypadków i na każdą płeć była metoda. - Nie wyglądasz na zaskoczoną. Nie jestem pewna, czy to masz na myśli, ale mam wrażenie, że on zmarł, zanim oberwał zaklęciem niewybaczalnym, jeśli przyjrzeć się, chociażby temu zranieniu w podniebienie. Co mówi raport?
Żyły w czasach, gdzie dziwnych przypadków i prób zamaskowania zbrodni było coraz więcej. Przeszła niżej, przyglądając się spuchniętym kostkom, które mogły sugerować problemy z krążeniem. Choroba serca? Trucizna?
-
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#6
20.06.2023, 18:38  ✶  

Bo istotnie robiła wrażenie w całej swojej wysokiej, szczupakowatej personie; chuda jak tyczka, wysoka jeszcze bardziej, o tych splątanych kaskadach ciemnobrązowych włosów, dłonią ogółu spiętych w niedbały kok, tym przenikliwym spojrzeniu zionącym z piwnych tęczówek, skrytych w pracy za szkłami okularów – całą swoją osobą nakazywała posłuszeństwo. Zdawkowe urywki słów, którymi obdarzała Cynthię; jej chłodne wyrachowanie, z którym unosiła podbródek i nade wszystko nauką, którą była gotowa się dzielić; wiedzą, która odnalazła swoje miejsce przylegania w umyśle – nie musiała nigdy się uczyć, nie musiała być pilna, gdyż choroba Milfroda czyniło ją absurdalnie absorbującą nauki osobą. W gruncie rzeczy to praktyka uczyniła sobie z niej młodą kochankę, zaszczepiając istną pasję, wyrażającą się nawet w ruchach. Praktyka była czymś, co nie przyszło jej tak łatwo; tym większą dumą obdarzała swoją biegłość w sztuce, która przecież była jej zaklętą w martwe ciała obsesją.

W kostnicy odnajdywała Cynthię jako partnerkę i współpracownicę; nie traktowała jej z góry, ani nie przylepiała łatki stażysty – jej zdaniem był to niechybny klucz do sukcesu we wzajemnym działaniu. Nigdy nie dawała odczuć, iż umniejsza jej wiedzy czy umiejętnościom, a Flintówna przekuwała to w rosnącą biegłość i umiejętności – nigdy nie zachowywała się w stosunku do niej poufale bądź arogancko, była świadoma tego, czego nie wie i chłonęła wiedzę, którą chętnie Lycoris się dzieliła. Stażyści, którzy pojawili się w jej prosektorium wcześniej, nie osiągali tego typu wyników; niejednokrotnie wypraszała ich ze swojego swoistego atelier, kończąc współpracę po niespełna miesiącu.

Cynthia Flint jej pasowała.

Poprawiła ostatnim ruchem dłoni okulary, podchodząc do nieboszczyka. Oceniła jego wygląd naprędce, stwierdzając niejasne kwestie – cechował się nadwagą, delikatnym zaniedbaniem, wzrok jednak zatrzymała na zdjęciu przedstawiającym jego odzienie.

– To bez wątpienia pracownik ministerstwa, spójrz w co był ubrany – rzekła, skłaniając dłonią Cyntię do przyjrzenia się. – To, co widzisz na nadgarstku, nie jest śladem siniaków, jak mógłby pomyśleć niewprawiony badacz. To ślad po biżuterii, w dodatku złotej. Co zatem wnioskujemy – albo używał maści zawierającej tlenek cynku, albo miał poważne niedobory. On był chory, Cynthio, a jednak zmarł ugodzony zaklęciem niewybaczalnym. To dopiero ironia losu – zakończyła, marszcząc niejasno brwi.

Kąciki jej ust prędko się uniosły, na słowa uzupełniające stażystki.

– Ironia losu, która nie miała miejsca. Myślę podobnie, jak ty. Więcej, myślę, że był podtruwany – dokończyła, rozpromieniając się, jakby rozwiązała skomplikowaną w swej materii zagadkę.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
04.07.2023, 22:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 00:18 przez Cynthia Flint.)  
Nie chodziło o prezencję, o wzrost lub otaczającą Lycoris aurę, a właśnie o spojrzenie. Przenikliwe, błyszczące oczy, które z surowością spoglądały na każdego, kto przemykał po Ministerskim Prosektorium. Nie było chyba stażysty lub krócej pracującego koronera, lub antropologa, który nie bałby się oczu Panny Black — poza Cynthią rzecz jasna, bo ta miała zaburzone odczuwanie strachu. Jasnowłosa szanowała przełożoną, wiedząc, że są w gruncie rzeczy dość podobne, ale przede wszystkim za to, jak inteligentną i silną kobietą była, jak wiele rzeczy mogła ją nauczyć, o których nie pisano w opasłych tomiskach z bibliotek lub księgarni, prawiących o sztuce obchodzenia się ze zwłokami i ustalania przyczyn śmierci.
Ciemnowłosa miała swoje zasady i wymagała posłuszeństwa, ale Flintówna była wychowana w taki sposób, że nie sprawiało to żadnego problemu. Obserwowała każdy jej ruch, starała się skopiować nawet sposób trzymania igły, gdy ta zszywała rozcięte płaty skóry. Chłonęła każde jej słowo, pozwalając im rozbrzmiewać echem w swojej głowie, byle lepiej i szybciej przyswoiła to, co kobieta chciała jej przekazać.
Znała swoje miejsce, chociaż nigdy nie czuła się gorsza lub traktowana z góry, jeśli pracowały przy ciele. I nie miała nic przeciwko najdrobniejszym uwagom ze strony przełożonej, zapamiętując, na jakich płaszczyznach w pracy powinna się podciągnąć. Czasem inni spoglądali z zazdrością na uwagę i szansę, którą dostała od Lycoris, ale blondynka zdawała się nic z tego sobie nie robić. Nie obchodzili jej inni, doskonale wiedziała, że chce osiągnąć i co trzeba poświęcić, jeśli chciało się być jednym z najlepszych w tej branży. Wielu tego nie umiało, nie byli w stanie zrezygnować z uciech życia i dobrej zabawy dla nocy spędzonej nad pergaminami, pokłóć sobie palce, gdy tysięczny raz jednej dobry trzeba było poprawić szew na skórze, bo nadal nie był perfekcyjny. A musiał być. Zarówno szefowa, jak i Cyna nie znosiły niczego, co perfekcją i doskonałością, zupełnym oddaniem dla sprawy, nie było.
Obserwowała jej ruchy niczym wprawiony prześladowca lub też naśladowca, odnotowując w pamięci to, na co zwracała uwagę i w jaki sposób wyciągała wnioski. Nie chciała być tym niewprawionym badaczem, o którym mówiła. Na usta cisnęły się jej słowa aprobaty, uznania, które odnalazło ujście w błękitnych tęczówkach, które tonęły w piwnych oczach Blackówny, niczym w najlepszym kufrze piwa. - Nie zbadane są jego wyroki. Jeśli mogę, jak zaawansowana była jego choroba? Nie wygląda, jakby w ogóle miał pojęcie o swoich niedoborach i jej rozwoju. - odparła, przesuwając wzrok na twarz zaniedbanego nieboszczyka. Gdyby tylko trochę o siebie walczył, mogło przecież być inaczej.
Kąciki ust dziewczyny drgnęły ku górze, serce załomotało w piersi podekscytowaniem, które zawsze przy takich sprawach było zaraźliwe i im towarzyszyło. Postronny obserwator uznałby je za dwie wariatki, które cieszą się nieprzyzwoicie nad martwym ciałem, jak fetyszystki. Ktoś to nie był w stanie odnaleźć się wśród objęć śmierci, nie był jednak w stanie zrozumieć ich obsesji. - Sądzisz, że znajdziemy wskazówkę w krwi, czy już zbyt dużo czasu minęło? Są jeszcze jelita oraz żołądek, może tam warto zajrzeć. - podniosła na nią spojrzenie ponownie, gdy zasugerowała kolejne metody działania, jakby Lycoris nie oczekiwała niczego innego. Praca z nią to zawsze była przyjemność, czas płynął szybko. Nim się obejrzała, musiała iść i przygotować z tego raport.

Postać opuszcza sesję
-
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (1939), Lycoris Black (1213)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa