15.08.2024, 11:35 ✶
Ilu jasnowidzów potrzeba do przewidzenia posta w wątku z poprzedniego kwartału? Zapewne więcej niż tych dwóch.
Ujmujący jest majowy Peregrinus zastanawiający się, czy wciąż sprawdzałby, co u Vakela, gdyby przestała go wiązać umowa. W kwartale letnim nie ma ani jednej sesji, w której nie pomyślałby choć raz o Vakelu Dolohovie, a do pójścia na solo z Annie popchnął go z pewnością właśnie stosunek pracy, nie kiełkująca obsesja. Pytanie odpowiedziało się więc samo.
Co do tego, że koncertowo zepsuł passę mówienia Lyssie na pocieszenie właściwych słów: mea culpa, tak jednym okiem śledziłam wtedy akcję forum i zostałam zmanipulowana przejmującym się nią na początku sesji Vakelem. Niemniej ani kroku wstecz, gram tym, co mam, zatem:
Peregrinus postawił wszystko w swoim zapewnieniu na kartę dobrych intencji Vakela, a resztę zrobił nawyk pisywania do publiki o Dolohovie w najwymyślniejszych superlatywach dla podbudowania wizerunku. Bo przecież to głównie publice komunikowali jego osobę, nie było wiele miejsca na prywatne, rodzinne sprawy. Trelawney kreślił więc obraz Vasilija przez pochlebny biogram do gazety, układał do audycji radiowej wstęp mający przypomnieć słuchaczom o jego wspaniałości, a na skrzydełkach książek redagował sylwetkę największego jasnowidza i wróżbity chodzącego obecnie po ziemi. Tę dobrze znaną nutkę zagrał i teraz, w prywatnej sytuacji, lecz zabrzmiała ona Lyssie fałszem.
Choć technicznie niewychowywanie dziecka, o którym się nie wie, nie liczy się jako zostawienie go, Peregrinus nie mógł nie zauważyć, że wcale nie o takie szczegóły rozchodzi się w wybuchu Lyssy. Nie potrafił dziwić się jej reakcji; od razu zrozumiał, gdzie popełnił błąd. W przeciwieństwie do Vakela Peregrin był dzieckiem dokochanym i miał wyrobioną wrażliwość na około-rodzinne wątki.
Dostał w pakiecie ze szczęśliwą rodziną nie najgorszą inteligencję emocjonalną, lecz nie można tego samego powiedzieć o jego radarze romantycznym. Aby więc zachować spójność z ówczesnym stanem nierozgarnięcia, nie pozostaje zareagować na Vakela stającego w obronie tej niemoty inaczej niż: Och! Pracodawca Trelawneya dbał o to, aby nie dotykało go prześladowanie w miejscu pracy. Cóż za etyczne warunki zatrudnienia.
Peregrin powiódł wzrokiem za Vakelem, który szukał schronienia za biurkiem. Nie ulegało wątpliwości, że to zamykało rozmowę. I choć sam Dolohov nie miał mocy rozwiązania tego spotkania, jego asystent miał szersze pole manewru. Nic sobie bowiem nie zrobił z tego, jak naskoczyła na niego Lyssa. Nie wziął do serca jej insynuacji ani nie poczuł się jej laleczką. Wielkodusznie — a może po prostu wyrozumiale — zrzucił wszystko na szok i stres.
— Chodź — zachęcił cicho młodą czarownicę, wskazując ruchem głowy drzwi. — Najlepiej zrobi ci teraz kąpiel i sen.
Z tym troskliwym akcentem oficjalnie ogłaszam
Ujmujący jest majowy Peregrinus zastanawiający się, czy wciąż sprawdzałby, co u Vakela, gdyby przestała go wiązać umowa. W kwartale letnim nie ma ani jednej sesji, w której nie pomyślałby choć raz o Vakelu Dolohovie, a do pójścia na solo z Annie popchnął go z pewnością właśnie stosunek pracy, nie kiełkująca obsesja. Pytanie odpowiedziało się więc samo.
Co do tego, że koncertowo zepsuł passę mówienia Lyssie na pocieszenie właściwych słów: mea culpa, tak jednym okiem śledziłam wtedy akcję forum i zostałam zmanipulowana przejmującym się nią na początku sesji Vakelem. Niemniej ani kroku wstecz, gram tym, co mam, zatem:
Peregrinus postawił wszystko w swoim zapewnieniu na kartę dobrych intencji Vakela, a resztę zrobił nawyk pisywania do publiki o Dolohovie w najwymyślniejszych superlatywach dla podbudowania wizerunku. Bo przecież to głównie publice komunikowali jego osobę, nie było wiele miejsca na prywatne, rodzinne sprawy. Trelawney kreślił więc obraz Vasilija przez pochlebny biogram do gazety, układał do audycji radiowej wstęp mający przypomnieć słuchaczom o jego wspaniałości, a na skrzydełkach książek redagował sylwetkę największego jasnowidza i wróżbity chodzącego obecnie po ziemi. Tę dobrze znaną nutkę zagrał i teraz, w prywatnej sytuacji, lecz zabrzmiała ona Lyssie fałszem.
Choć technicznie niewychowywanie dziecka, o którym się nie wie, nie liczy się jako zostawienie go, Peregrinus nie mógł nie zauważyć, że wcale nie o takie szczegóły rozchodzi się w wybuchu Lyssy. Nie potrafił dziwić się jej reakcji; od razu zrozumiał, gdzie popełnił błąd. W przeciwieństwie do Vakela Peregrin był dzieckiem dokochanym i miał wyrobioną wrażliwość na około-rodzinne wątki.
Dostał w pakiecie ze szczęśliwą rodziną nie najgorszą inteligencję emocjonalną, lecz nie można tego samego powiedzieć o jego radarze romantycznym. Aby więc zachować spójność z ówczesnym stanem nierozgarnięcia, nie pozostaje zareagować na Vakela stającego w obronie tej niemoty inaczej niż: Och! Pracodawca Trelawneya dbał o to, aby nie dotykało go prześladowanie w miejscu pracy. Cóż za etyczne warunki zatrudnienia.
Peregrin powiódł wzrokiem za Vakelem, który szukał schronienia za biurkiem. Nie ulegało wątpliwości, że to zamykało rozmowę. I choć sam Dolohov nie miał mocy rozwiązania tego spotkania, jego asystent miał szersze pole manewru. Nic sobie bowiem nie zrobił z tego, jak naskoczyła na niego Lyssa. Nie wziął do serca jej insynuacji ani nie poczuł się jej laleczką. Wielkodusznie — a może po prostu wyrozumiale — zrzucił wszystko na szok i stres.
— Chodź — zachęcił cicho młodą czarownicę, wskazując ruchem głowy drzwi. — Najlepiej zrobi ci teraz kąpiel i sen.
Z tym troskliwym akcentem oficjalnie ogłaszam
Koniec sesji
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie