Minęło kilka dni od manifestu człowieka nazwanego Voldemortem, a ona nie potrafiła ani na moment pomyśleć o czymś innym. Zdawała się być nieobecna, miała problem ze skupieniem się w pracy - dostrzegł to jej przełożony, który uznał, że przyda jej się kilka dni wolnego i choć protestowała zażarcie, wysłał ją na przymusowy odpoczynek. Krążąc po posiadłości Longbottomów i Dolinie Godryka, nie potrafiła uspokoić kotłujących się w głowie obaw. Oczywiście, pogarda dla mugolaków nie była wyjątkowym zjawiskiem; w społeczeństwie czarodziejów istniało wiele rodów, dla których czystość krwi miała największe znaczenie i nie liczyło się poza tym absolutnie nic. Mimo, że nie popierała takiego podejścia, miała świadomość, że nie jest to nic nowego. Obawiała się, że kwestia czasu, aż sprawy przybiorą bardzo niebezpieczny obrót.
Uznała, że dłużej nie wysiedzi w domu. Najlepszym sposobem na radzenie sobie z takim natłokiem myśli, była rozmowa z kimś. Kimś, kto nie zbagatelizuje twoich problemów. Dani uznawała się za szczęściarę - posiadanie lojalnych przyjaciół w dzisiejszych, niespokojnych czasach, było niczym balsam na spierzchnięte dłonie. Jej widok w Miksturach Raven'a nie był żadną nowością; odwiedzała Avelinę często, bo miała pewność solidnie zrobionych eliksirów, które znacznie ułatwiały jej pracę i życie. Tym razem nie planowała dokonywać zakupu.
- Cześć Ave. - przywitała stojącą za ladą, uroczą szatynkę. Posłała jej krótki uśmiech, który dosyć szybko zgasł. - Słyszałam, że właśnie nadszedł czas twojej przerwy i masz ochotę wyjść do Dziurawego Kotła na jakiś dobry obiad i gorącą herbatę - oznajmiła tonem, jakby faktycznie była pewna, że Paxton ma takie plany, a nie, że właśnie otrzymuje propozycję wyskoczenia gdzieś w towarzystwie Longbottom.
- Przyda Ci się towarzystwo. Oto jestem - oznajmiła, obracając się wokół własnej osi i prezentując własne jestestwo.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final