08.10.2023, 18:03 ✶
Alastorowi daleko było do percepcji godnej wybitnych wróżbitów, ale nie można było odmówić mu bycia człowiekiem spostrzegawczym i o dobrej pamięci. Potrafił odtworzyć z detalami wiele scen, podczas których jego współpracownicy byli zbyt skupieni na zagrożeniu i zawsze okazywało się, że były to wspomnienia prawdziwe - nie dopowiadał sobie nic, żeby uzupełnić niewyraźne luki lub niewygodne rzeczy. Jeśli by go ktokolwiek zapytał o to, co się stało tam wtedy, na ten wysepce pośrodku niczego, to przypominał sobie tylko strzępy.
Eden nadal żartowała. Ale nie pamiętał już, co mówiła, pamiętał tylko, że nie założyła na głowę tego diademu i nie wydarzyło się nic. Powinni wskoczyć do wody, ale ta poruszyła się raz jeszcze, aż wreszcie wynurzyła się z niej sylwetka okuta w płytową zbroję, dosyć charakterystyczne zabezpieczenie, wyjątkowo popularne wśród bogaczy bawiących się w nielegalne rzeczy. Rozbrojenie czego takiego było dla Aurora czymś wyjątkowo prostym, wystarczyło jedno proste zaklęcie rozpraszające na runę wyrytą na napierśniku, żeby cała ta konstrukcja zacięła się i opadła bezwładnie na ziemię. Alastor jednak machał i machał tą różdżką... i nic, jedynie zgasło wątłe światło Lumos, którego użył chwilę wcześniej. I wtedy usłyszeli stukot butów żelaznych butów, coraz szybszy, coraz intensywniejszy...
Później nie pamiętał już nic. Domyślał się tylko, że mimo usilnych prób rozdzielenia elementów zbroi siłą własnych mięśni dotarło do niego, że nie jest w stanie rozbroić pułapki w ten sposób. Nie mógł też zanurkować i poszukać wyłącznika, bo Eden też czarować nie mogła, była od niego wolniejsza i ciężej jej było unikać ciosów, a pułapka była z oczywistych względów wymierzona w osobę, która tę nieszczęsną tiarę podniosła. Miałby dać temu czemuś ją zgnieść? Nigdy, przenigdy w życiu nie dałby skrzywdzić w ten sposób kogokolwiek, ale że chodziło tu o nią, to tak naprawdę nie zastanawiał się zbyt długo. Cofnął się na ledwie dwa kroki, a później po sali poniósł się jego ryk.
Odzyskawszy pełną przytomność i władzę nad swoim ciałem, Alastor obadał sytuację pustym spojrzeniem. Eden leżała na ziemi, z tą błyskotką zaciśniętą w dłoni i mieczem wbitym pomiędzy rozkraczone nogi. Podparła się z tyłu rękoma, oglądając dantejską scenę w postaci Moody'ego wciąż zaciskającego palce, już nie pazury, na rozszarpanym, metalowym napierśniku, na którym jeszcze przed chwilą znajdowała się runa. Oddychał ciężko, ale nic mu nie było, na sprawie ucierpiały jedynie jego mundur i zgubiona w międzyczasie różdżka. Strzępy czarnego, przesiąkniętego śmierdzącą wodą materiału leżały na posadzce mniej-więcej w tym miejscu, w którym z desperacji przemienił się w wilkołaka.
- N-nic ci nie jest?
Pytanie zadał dla pewności, bo na pierwszy rzut oka odpowiedź znał, ale było tu wciąż tak pieruńsko ciemno, że ledwo widział jej sylwetkę.
Eden nadal żartowała. Ale nie pamiętał już, co mówiła, pamiętał tylko, że nie założyła na głowę tego diademu i nie wydarzyło się nic. Powinni wskoczyć do wody, ale ta poruszyła się raz jeszcze, aż wreszcie wynurzyła się z niej sylwetka okuta w płytową zbroję, dosyć charakterystyczne zabezpieczenie, wyjątkowo popularne wśród bogaczy bawiących się w nielegalne rzeczy. Rozbrojenie czego takiego było dla Aurora czymś wyjątkowo prostym, wystarczyło jedno proste zaklęcie rozpraszające na runę wyrytą na napierśniku, żeby cała ta konstrukcja zacięła się i opadła bezwładnie na ziemię. Alastor jednak machał i machał tą różdżką... i nic, jedynie zgasło wątłe światło Lumos, którego użył chwilę wcześniej. I wtedy usłyszeli stukot butów żelaznych butów, coraz szybszy, coraz intensywniejszy...
Później nie pamiętał już nic. Domyślał się tylko, że mimo usilnych prób rozdzielenia elementów zbroi siłą własnych mięśni dotarło do niego, że nie jest w stanie rozbroić pułapki w ten sposób. Nie mógł też zanurkować i poszukać wyłącznika, bo Eden też czarować nie mogła, była od niego wolniejsza i ciężej jej było unikać ciosów, a pułapka była z oczywistych względów wymierzona w osobę, która tę nieszczęsną tiarę podniosła. Miałby dać temu czemuś ją zgnieść? Nigdy, przenigdy w życiu nie dałby skrzywdzić w ten sposób kogokolwiek, ale że chodziło tu o nią, to tak naprawdę nie zastanawiał się zbyt długo. Cofnął się na ledwie dwa kroki, a później po sali poniósł się jego ryk.
Odzyskawszy pełną przytomność i władzę nad swoim ciałem, Alastor obadał sytuację pustym spojrzeniem. Eden leżała na ziemi, z tą błyskotką zaciśniętą w dłoni i mieczem wbitym pomiędzy rozkraczone nogi. Podparła się z tyłu rękoma, oglądając dantejską scenę w postaci Moody'ego wciąż zaciskającego palce, już nie pazury, na rozszarpanym, metalowym napierśniku, na którym jeszcze przed chwilą znajdowała się runa. Oddychał ciężko, ale nic mu nie było, na sprawie ucierpiały jedynie jego mundur i zgubiona w międzyczasie różdżka. Strzępy czarnego, przesiąkniętego śmierdzącą wodą materiału leżały na posadzce mniej-więcej w tym miejscu, w którym z desperacji przemienił się w wilkołaka.
- N-nic ci nie jest?
Pytanie zadał dla pewności, bo na pierwszy rzut oka odpowiedź znał, ale było tu wciąż tak pieruńsko ciemno, że ledwo widział jej sylwetkę.
fear is the mind-killer.