11.12.2023, 23:32 ✶
- Och, wiesz, z kolorami to jest tak, że jeden powie, że to jest eleganckie i reszta za nim biegnie, zgadzając się z tą opinią, bo coś tam – skwitowała lekkim tonem; nawet niekoniecznie musiało to być prawdą, bo to po prostu była prywatna opinia Eunice. Ale też istniały jednak takie barwy… - Ale taka biel? Ona jest taka, taka… niewinna? A jednocześnie jakby zimna, wznosząca się ponad wszystko? – podzieliła się swoim skojarzeniem, myślą.
- No właśnie… pomyślałby kto, wychodzimy z Hogwartu i koniec nauki, prawda? A tu nie dość, że prawie drugie tyle, to i materiału z kilka razy więcej – dodała lekko rozbawionym tonem, decydując się na sięgnięcie po filiżankę. Och, to byłoby takie proste – parę lat Hogwartu i już możesz robić, co chcesz! Ale wciąż, istniały takie dziedziny życia, że nie dało się tego upchnąć w ciągu 7 lat edukacji, obok pozostałych zagadnień. Zaś medycyna jednak była obszerną dziedziną; i jeśli nie chciało się być konowałem, którego omija się szerokim łukiem, ewentualnie udaje się do niego dopiero wtedy, gdy wszystkie pozostałe opcje się skończyły, to… no, nie dało się inaczej niż przez naukę, naukę i jeszcze raz naukę, a nie bumelanctwo i pękate sakiewki.
Podziękowała, odbierając od chłopaka filiżankę. Nie od razu się napiła – najpierw wręcz zaciągnęła się zapachem herbaty, uśmiechnęła się do Darcy’ego i dopiero wtedy pociągnęła łyczek napoju.
- O, to świetnie! Byłaby jakaś szansa na zerknięcie na to? Wiesz, odrobina łaski dla największej fanki? – zażartowała, między wierszami przyrównując oczekiwanie na kolejną książkę Darcy’ego do tortur. W pewnym sensie: tak to właśnie było. No bo z jednej strony: chcesz przeczytać. Z drugiej: nawet jeszcze nie powstała, więc co dopiero marzyć o wsiąknięciu w przedstawiony świat i potem umieszczenie jej na półce, nie?
- A… w szpitalu w sumie jak zwykle, raz są lżejsze, raz poważniejsze przypadki, pacjenci też różni – tu powstrzymała się od skrzywienia. Wychowanie, jakie odebrała, wciąż było w niej silne, ale też obierając ścieżkę uzdrowiciela nie dało się uniknąć kontaktu z mugolakami… No i jednak ta głupia miłość podpowiadała, że może te wszystkie kwestie odnośnie krwi niekoniecznie mają sens…?
- Och, Darcy... – westchnęła cicho, decydując się na wyciągnięcie drugiej dłoni, żeby dotknąć ręki chłopaka. Nie powinna była. Naprawdę nie. Wiedziała to, ale… bynajmniej się tym, ostatecznie, nie przejęła – … nawet nie wiesz, jak żałuję, że mój ojciec nie widzi nic dalej poza „czystą krwią” – poskarżyła się ni z gruszki, ni z pietruszki – Wiesz, w szpitalu są różni, każdym się trzeba zająć, jakoś nie zauważyłam, żeby krew w żyłach była jakaś inna... – przygryzła wargę. Wahała się, co powiedzieć? Czy w ogóle powiedzieć? Jedno było pewne: coś jej w związku tym bardzo, bardzo ciążyło, a wzmianka o szpitalu tylko uwolniła.
Inna sprawa, że generalnie i tak chciała się poskarżyć i tak...
- No właśnie… pomyślałby kto, wychodzimy z Hogwartu i koniec nauki, prawda? A tu nie dość, że prawie drugie tyle, to i materiału z kilka razy więcej – dodała lekko rozbawionym tonem, decydując się na sięgnięcie po filiżankę. Och, to byłoby takie proste – parę lat Hogwartu i już możesz robić, co chcesz! Ale wciąż, istniały takie dziedziny życia, że nie dało się tego upchnąć w ciągu 7 lat edukacji, obok pozostałych zagadnień. Zaś medycyna jednak była obszerną dziedziną; i jeśli nie chciało się być konowałem, którego omija się szerokim łukiem, ewentualnie udaje się do niego dopiero wtedy, gdy wszystkie pozostałe opcje się skończyły, to… no, nie dało się inaczej niż przez naukę, naukę i jeszcze raz naukę, a nie bumelanctwo i pękate sakiewki.
Podziękowała, odbierając od chłopaka filiżankę. Nie od razu się napiła – najpierw wręcz zaciągnęła się zapachem herbaty, uśmiechnęła się do Darcy’ego i dopiero wtedy pociągnęła łyczek napoju.
- O, to świetnie! Byłaby jakaś szansa na zerknięcie na to? Wiesz, odrobina łaski dla największej fanki? – zażartowała, między wierszami przyrównując oczekiwanie na kolejną książkę Darcy’ego do tortur. W pewnym sensie: tak to właśnie było. No bo z jednej strony: chcesz przeczytać. Z drugiej: nawet jeszcze nie powstała, więc co dopiero marzyć o wsiąknięciu w przedstawiony świat i potem umieszczenie jej na półce, nie?
- A… w szpitalu w sumie jak zwykle, raz są lżejsze, raz poważniejsze przypadki, pacjenci też różni – tu powstrzymała się od skrzywienia. Wychowanie, jakie odebrała, wciąż było w niej silne, ale też obierając ścieżkę uzdrowiciela nie dało się uniknąć kontaktu z mugolakami… No i jednak ta głupia miłość podpowiadała, że może te wszystkie kwestie odnośnie krwi niekoniecznie mają sens…?
- Och, Darcy... – westchnęła cicho, decydując się na wyciągnięcie drugiej dłoni, żeby dotknąć ręki chłopaka. Nie powinna była. Naprawdę nie. Wiedziała to, ale… bynajmniej się tym, ostatecznie, nie przejęła – … nawet nie wiesz, jak żałuję, że mój ojciec nie widzi nic dalej poza „czystą krwią” – poskarżyła się ni z gruszki, ni z pietruszki – Wiesz, w szpitalu są różni, każdym się trzeba zająć, jakoś nie zauważyłam, żeby krew w żyłach była jakaś inna... – przygryzła wargę. Wahała się, co powiedzieć? Czy w ogóle powiedzieć? Jedno było pewne: coś jej w związku tym bardzo, bardzo ciążyło, a wzmianka o szpitalu tylko uwolniła.
Inna sprawa, że generalnie i tak chciała się poskarżyć i tak...