― Mark Twain
♫
02 lipca 1972, południe
– Jackie & @Vincent Prewett –
Jackie pracowała w New Forest już od dwóch tygodni i musiała przyznać, że bardzo jej się praca podobała. Na początku podążała krok w krok za Laurentem oraz innymi pracownikami rezerwatu, słuchając i ucząc się wszystkiego co było jej niezbędne w pracy przy abraksanach. Poznawała kolejne konie, ich zwyczaje, preferencje, specjalne zalecenia i sposoby postępowania. Czasami praca była ciężka, bo osprzęt abraksanów sporo ważył, dużo aspektów jej pracy wiązało się z pracą fizyczną a rąk do pracy nigdy nie było zbyt wiele. Dawała jej jednak wiele satysfakcji, szczególnie kiedy Vincent lub jeden z innych, starszych doświadczeniem pracowników, doceniał jej wysiłek.
Co więcej, Jackie czuła się przez ostatnie dwa tygodnie lepiej niż przez poprzedni rok. Nie była pewna, czy była to zasługa psychicznego spokoju płynącego z posiadania stałej, konkretnej pracy, obecności abraksanów czy może przebywania całymi dniami na świeżym powietrzu. Prawdą jednak było, że jej policzki nabrały zdrowej, rumianej barwy a blada skóra zaczęła przybierać brązowawy odcień pod wpływem promieni słonecznych.
Tego dnia wykonała wszystkie swoje obowiązki, wynikające z jej porannego przydziału i siedziała właśnie na ogrodzeniu jednego z padoków w towarzystwie karej klaczy, która poruszała z ciekawością chrapami. Dziewczyna otworzyła na kolanach tobołek - zawierał dwie kanapki z serem żółtym, ciastko z granolą i duże, dorodne jabłko. Od kilku dni zaczęła tutaj spędzać swoje przerwy na lunch. Za każdym razem klacz o wdzięcznym imieniu Sariel zbliżała się do niej nieco bardziej, szczególnie że Jackie rzucała jej połowę jabłka. Dzisiaj Sariel stała już tuż za dziewczyną, górując nad nią a jednak wciąż nieco niepewnie wyciągając łeb i przestępując z nogi na nogę.
Jackie odgryzła parę kęsów jabłka, po czym położyła je na otwartej dłoni i wyciągnęła ją do tyłu, oferując owoc klaczy. Ta najpierw odsunęła się nieco, ale już po chwili wróciła bliżej. Bardzo powoli i ostrożnie wyciągnęła łeb, po czym delikatnie falując wargami zabrała z dłoni dziewczyny podarek. Jackie uśmiechnęła się, słysząc za sobą zadowolone chrupanie. Powoli zabrała dłoń i wytarła ją o poprzecierane, jeansowe ogrodniczki - razem ze zwykłym mugolskim T-shirtem stanowiły jej roboczy strój. Z zadowoleniem podniosła kanapkę do ust i odgryzła jej kęs.