Było w tym coś upajającego, kiedy traciła przed nim rezon. Wcale się jej nie dziwił, bo jemu samemu niewiele brakowało, żeby zakochał się w tym koleżce z lustra. Bo było to dla niego budujące, przyjemnie podgrzewało jego ego. Kiedy odbierał jej pewności siebie, swoją własną. Nie jednak w ten sposób jaki robił to zwykle, poprzez bycie agresywnym arogantem w stosunku do młodszych, słabszych, mugolaków, półkrwi i każdego kto mu się akurat nawinął pod pyskaty jęzor. Nie musiał być nawet złośliwy, wystarczyło że zagrał na bezpośredniości i przyprawił do odrobiną chłopactwa. I proszę, zamiast nastoletniej medium miał romans w tajemnicy przed świat.
Poczuł jak drży mu ona pod ramionami, jak w oczach zawirował jej świat. Potraktował to jak komplement, dlatego uśmiechnął się ciepło, kompletnie w jego stylu. Gdyby teraz jego mordę zobaczyłby któryś z jego kumpli, pewnie zdziwiłby się, że mięśnie twarzy Louvaina w ogóle potrafią coś takiego zrobić. Na jej słowa wzruszył tylko ramionami z uniesioną brwią. No ciężko mu było się z nią nie zgodzić, bo raz że myślał podobnie, dwa że znowu przyjemnie połechtała jego próżne ego. - Nie dbam o to... - rzucił z nieudawaną nonszalancją. Prawda jednak była taka, że starannie pielęgnował to, aby uchodzić właśnie za takiego w oczach nie tylko Effimery, ale też większości dziewcząt w Hogwarcie. - No bo mi się podobasz, szczawiku. Znowu rzucił jakby od niechcenia, jakby to co mówił było tak oczywiste, że po co w ogóle było o tym wspominać. W końcu przyłożył jej palec do ust, żeby już więcej nic nie mówiła. Bo po co gadać, skoro można się całować.
- Obrzydliwe i obsceniczne! Odezwał się znowu duch uczennicy, starając się przerwać im ten moment prywatności. Lestrange był jednak zbyt pochłonięty słodką buźką Trelawney, by znowu odszczekiwać jej jakieś groźby. Czerpał z tej studni spokoju i równowagi, nie mając zamiaru dawać się po raz kolejny prowokować. Zamiast tego, po prostu uniósł rękę w jej kierunku z wyciągniętym środkowym palcem, nie odwracając się nawet do niej twarzą. Właśnie tyle miał jej do przekazania. W łazience zrobiło się zbyt przyjemnie, by przejmować się takimi drobnostkami. Jednak wiedział, że ducha Marty to on raczej nigdy nie polubi.