• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[18.10.1967r.] Testament Ojca | Robert & Richard

[18.10.1967r.] Testament Ojca | Robert & Richard
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#11
23.01.2024, 02:59  ✶  

Według Richarda, ojciec by raczej w niczym im nie pomógł. Zabrał pewne tajemnice i sprawy do grobu. Może za wcześnie do tego doszło i powinni pierw, przeprowadzić z nim "rodzinną" rozmowę? Jak ojciec i synowie? Jego psychiczny stan zdrowia nie pomagał już. Doszło więc do tego, do czego musiało dojść. Zostawiając swoim dzieciom więcej problemów na głowie. Mieszając bardziej, niż by tego się mogli spodziewać. Przeoczywszy sprawę testamentu.

Odpowiedź brata, wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie chce już tego tematu ciągnąć. Spadło na jego barki za dużo. Kamienica i sklep były od teraz jego własnością. Richard z tego nie dostał nic. Żadnego procenta. Jedynie coś z majątku pieniężnego rodziny. Siostry nie dostały w sumie nic. Może jedynie mają mieć zapewnione od nich wsparcie.

- Gdybyś nie dawał rady. Potrzebował wspólnika. Daj znać. Wezmę część obowiązków na siebie.
Tylko zaznaczył. Na zakończenie tego tematu. Robert miał dużo czasu na zastanowienie się. Richard jedyne czego potrzebował, to utrzymywać kontakt jako rodzina. Utrzymywać to, co wypracowali razem przez te lata. Współpracować dalej. Śmierć ojca nie powinna niczego zmieniać. Zrobiło się tylko puste miejsce. Dla młodszego Mulcibera było zrozumiałe, że jego starszy brat, mieszkając cały czas z ojcem, mógł przyzwyczaić się do jego obecności a teraz tej może mu brakować. Choć był wolny, to jednak nie do końca. Teraz to on miał pieczę nad wszystkim, nie Francis. Dlatego Richard widząc to jego podejście, potrzebę pomocy i jego obecności na miejscu, zgodzi się obciążyć go w prowadzeniu chociażby sklepu. Dlatego też zapytał przy okazji dyskusji o pracy, co Robert na początek planował. Praca w Ministerstwie dawała prestiż. A jako że Robert podsumował cały temat efektem domina, nawiązujący do Leacha, Richard tylko przytaknął. Tutaj już nie było co więcej komentować. Teraz na głowie mieli poważniejsze sprawy, związane z rodziną. Dlatego zaoferował, że weźmie wolne na miesiąc czasu. Jeżeli zajdzie potrzeba, w kolejnym będzie pojawiał się na weekendy.

Obaj zapewne mieli to do siebie, że nie wyrażali otwarcie podziękowań, uznając pewne sprawy za oczywiste. Doceniając to, co robili dla siebie wzajemnie. Mimo to, Richard chciał też zaznaczyć sprawę. Wiedział, że i brat miał dziecko, nie upragnionego syna, ale chociaż córkę. Jej także należało poświęcić uwagę. Cała ich czwórka dzieciaków, siedziała właśnie nad nimi w jednym z pokoi. Nie da się ukryć, że zmiana otoczenia dla Margaret, byłaby trudniejsza, niż w przypadku dzieci Richarda, które oba języki miały opanowane i przepisanie ich do Hogwartu nie stanowiłoby w sumie problemu. Ale skoro już mają dobrą i odpowiednią edukację bez ograniczeń, niech ją dokończą tam, gdzie się uczą.

- Wrócimy do tematu na dniach.
Zgodził się.
- Pójdę do dzieciaków i wyjaśnię im sytuację.
Oznajmił i jak powiedział, tak uczynił. Wstał i udał się na piętro, kierując do jednego z pokoi ich dzieci, trafiając po głosie ich dyskusji. Zostawił Roberta na moment samego z myślami, aby sobie w głowie uporządkował wszystko.

Zgodnie z tymi ustaleniami, Richard dnia następnego z dzieciakami wrócił do Norwegii. Po to, aby przypilnować, żeby uczęszczające jeszcze do Instytutu, dotarły na miejsce. W Ministerstwie, zakończył i przekazał koledze bieżące sprawy, wziął urlop na miesiąc w sprawach rodzinnych. O tyle było dobrze, że w miejscu gdzie pracował, miał wyrozumiałych ludzi nie robiących mu problemu. Każdy urodzony w czysto krwistej rodzinie, zrozumie problem wynikający ze śmiercią najważniejszej osoby w rodzinie - głowy rodu głównej czy bocznej gałęzi.

Richarda nie było tylko kilka, ale wrócił, pomóc bratu ogarnąć rzeczy ojca i papierologię. 


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (3082), Robert Mulciber (2428)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa