• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[luty 1966 Anthony & Anthony] ...such as anthros "flower," anthropos "man"

[luty 1966 Anthony & Anthony] ...such as anthros "flower," anthropos "man"
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
08.06.2024, 21:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2024, 08:52 przez Anthony Shafiq.)  

—XX/02/1966—
Anglia, Londyn
Anthony Borgin & Anthony Shafiq
[Obrazek: 5xjLMR3.png]

Anthony
masc. proper name, from Latin Antonius, name of a Roman gens (with an unetymological -h- probably suggested
by many Greek loan words beginning anth-, such as anthros "flower," anthropos "man").



Karnawał trwał w najlepsze, a wysokie rody się bawiły.

To było oczywiste, że przyjęcia skąpane były w przepychu i bogactwie. Przyjęcia zarezerwowane dla prawdziwych czarodziei, czyli takich, których status rodu nie pozostawiał żadnych złudzeń. Przyjęcia na których z oczywistych względów, ktoś taki jak Nobby Leach nie był zapraszany, ale często pojawiał się na ustach innych.

Anthony Shafiq właśnie przyjął nominację na szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Czuł wiatr zmian, w głowie układał już sobie plan na to kogo wyciągnie z Francji i powoła na swojego zastępcę. Na swoje obecne miejsce, jeszcze kilka tygodni dzieliło go od przejęcia obowiązków. Czuł wiatr w swoich żaglach, dlatego po salonach przemieszczał się z dumnie uniesioną głowa, choć z jego ust nie schodził szarmancki uśmiech uniżonego sługi dam, oraz wybornego towarzysza konwersacji gentelmanów. Lubił to uczucie, gdy przemykał między nimi jak strumień orzeźwiającej chłodnej wody, w której nikt nie wyczuwał choćby posmaku trucizny. Szept, usłużne skienienie głową, delikatna sugestia...

Już nawet nie musiał ich judzić i namawiać, jak robił to u progu kariery pana Ministra Magii, niestety, a może bardzo stety mugolaka. Jak łatwo było od siebie odwrócić uwagę?
– Tak zdecydowano, nic nie możemy zrobić, skoro ludzie go popierają... nie jesteśmy redakcją Proroka Codziennego, by móc wyłuszczyć jego grzechy... Jakie? Och... z pewnością jest ich wiele, wszak to mugolak, a oni zawsze ocierają się o tę pokusę naruszenia cienkiej granicy obu światów, wykorzystania mocy do własnych mugolackich celów... z pewnością jest kibicem tej dziwacznej piłki toczącej się po trawie, nigdy nie widziałem go na meczu Quidittcha... gdyby tylko ludzie, zwykli szarzy obywatele wiedzieli to co my...– To było takie proste, nawet nie musiał się starać, nastroje i tak były jednoznaczne, bez względu na to czy ktoś otwarcie popierał czy ganił decyzję Mulciberów o opuszczeniu Ministerstwa. Anthony kilka lat temu krążył i podsycał, podpowiadał rozwiązania zawsze w dusznym aromacie niedopowiedzeń. On ręce miał czyste, wszak to nie jego dłonie rzucą złotem w dziennikarzy, to nie jego dłonie napiszą te słodkie paszkwile. Jego dłonie skupią się na pierścieniach, ciężkim indyjskim sari utkanym w pięknego złocistego smoka, którą kupił za majątek zbity na mugolskiej giełdzie. Leach był doskonałą okazją, żeby odwrócić od siebie uwagę na moment przed awansem. A Anthony Shafiq niezwykle rzadko wypuszczał okazję z rąk. Teraz mógł już tylko spijać śmietankę. On, smok na salonach.

Stanął teraz nieco z boku, patrząc jak grupki na bankiecie nieco wietrzeją. Część w zmęczeniu i pijaństwie już opuściła zdobny w temacie karnawałowego spotkania salon, część rozmawiała ściszonymi głosami, choć część był w stanie z ruchu ich warg wyczytać, nie chciał wpatrywać się impertynencko. Wsłuchiwał się w muzykę snująca się jak dym z palonej przez niego shishy. Cieszył się z doboru ubrania, wywołało w ludziach należytą zazdrość w poziomie, który nie przysporzył mu zbyt wielu wrogów, a odpowiednio oprószył jego rozpoznawalność nimbem ekstrawagancji. Musiał przyznać, że Tahira sprawiała się doskonale w swoich polowaniach na smoki... Nie wnikał za bardzo w to jak znajdowała licytacje, wystawy, jak dochodziła do prywatnych kolekcjonerów. Liczył się tylko efekt, a ten pięknie mienił się na jego ciele. Żałował tylko, że nie może rzucać zaklęć, choćby najdrobniejszych sztuczek, dzięki którym łuska wyszytego smoka mieniłaby się hipnotyzująco. Westchnął ciężko dotknięty nagle tym problemem, po czym z równym zaangażowaniem zassał dym z głośnym bulgotem wodnej fajki.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#2
12.06.2024, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 00:01 przez Anthony Ian Borgin.)  
Ojciec nie był zadowolony, że to właśnie Anthony ma go zastąpić podczas odbywającego się w socjecie wydarzenia, na które zaproszenie miały tylko najlepsze z rodów skorowidza. Te tradycyjne, pochwalające dbanie o czystość krwi i dobre geny, jak to powtarzał, więc gdzie najgorsze z jego dzieci miało niby błyszczeć? Był przecież nikim na tle innych znakomitości, ale nie mógł podważyć słów nestora rodu, a dziadka Tonyego. Upewnił się więc pięciokrotnie, że syn wygląda odpowiednio i dokładnie, dosadnie wytłumaczył mu, co ma mówić i jak się zachowywać. Musiał mieć pewność, że nie przyniesie wstydu, nie popełni gafy, przez którą nazwisko Borgin mogłoby ucierpieć.

Tak więc Antek był punktualnie, prezentując się nienagannie — dopasowany garnitur w kolorze butelkowej zieleni oraz czarna koszula sprawiały, że młodego komornika trudno było nie traktować poważnie. Nie zapomniał o odpowiedniej galanterii, uśmiechu i witaniu się z każdym o odpowiednim statusie, reprezentując maniery oraz klasę, jak na gentlemana przystało. Był pewien, że ojciec i tak dowie się wszystkiego o tym przyjęciu, nie chciał więc ryzykować kolejnej awantury i nowych blizn, bo ostatnie wciąż czuł pod drażniącym materiałem koszuli. Westchnął bezgłośnie, upewniając się, że miał w kieszeni papierosy. Merlinie, co on był zrobił bez nikotyny? Nie mógł nawet przyjechać motorem, bo było to niestosowne. Po znalezieniu się w sali dostrzegł grupę wysoko utytułowanych mężczyzn, do których podszedł się przywitać — uznał to za najlepsze rozpoczęcie, zwłaszcza że większość z nich kojarzył z Ministerstwa.

- Dobry wieczór Panowie, doskonale was widzieć. - przywitał się tonem pełnym energii i z charakterystyczną dla niego nutą elegancji, prezentując nienaganny akcent oraz wymowę. Przywitał się skinieniem głowy, a z kilkoma uścisnął dłonie, pozwalając, aby uśmiech tkwił na jego młodej twarzy. Miał z czego być dumny, bo wbrew temu, co ojciec mówił, szybko zdobywał w pracy awanse i miał niesamowity talent do mnożenia galeonów, nie wspominając o fałszerstwie. - Ludzie nie są świadomi, jakie konsekwencję wybór Pana Leacha może przynieść. Słyszałem, że chce wprowadzić nowe podatki dla osób z rodów czołowych w skorowidzu, aby zrównać sytuację materialną mugoli oraz pomogli, którzy wkraczają do naszego świata.
Skomentował z westchnieniem, a na twarzy zatańczył krótko grymas — bardziej na pokaz, bo w gruncie rzeczy, Tosiek miał teraz takie pierdoły gdzieś. Wprowadzanie nowych rzeczy w Departamencie Skarbu zawsze było trudne i czasochłonne, mnóstwo procesów akceptacyjnych było do przejścia, a Nobby pomimo poparcia, nie miał takiej władzy. Warto było jednak się odezwać, pokazać wsparcie w tej sprawie, to zaznaczył ojciec. Oh, jaka szkoda, że nie było tu z nim Stanleya. Omiótł wzrokiem towarzystwo, przytakując jednocześnie na jakieś stwierdzenie o końcu porządku w ich świecie i obrażaniu Bogów. Tylko co oni mieli do tego i do Leacha? Nie wiedział.

Czas mijał głównie na rozmowach czy drinkach, musiał również raz lub dwa zatańczyć z jakąś panną, którą podsunęli mu inni goście, robiąc do tego doskonałą minę. Większość młodych kobiet była niestety mało interesująca, nijak się miały do pewnej iskry, która rozgrzewała jego serca. Musiał być jednak cierpliwy. Gdy udało mu się uciec i dostać w mniej okupowany róg sali, dostrzegł samotną jednostkę. Sięgnął więc z tacy kelnerów szklanki z alkoholem i ruszył w jego kierunku, chcąc nawiązać rozmowę. Nie mógł pominąć nikogo ważnego, a jegomość niewątpliwie na takiego wyglądał. Anthony stanął przed Shafiqiem, lustrując go wzrokiem. - Witam. Będzie miał Pan coś przeciwko jeśli dołączę i napijemy się razem? Można wznieść toast za rychły powrót do tradycji.
Zaproponował z delikatnym wzruszeniem ramion, a palona przez mężczyznę fajka sprawiła, że poczuł chęć na papierosa, które aż nabrały ciężaru w kieszeni. Zakładał z góry, że nie różnił się poglądami od reszty towarzystwa.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
24.06.2024, 18:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 13:35 przez Anthony Shafiq.)  
Już kiedy podchodził do stolika, Anthony miał już pewien pogląd na temat jego osoby. Kolor butelkowej zieleni niestety w jego percepcji był bardzo bagnisty, tego nie był w stanie docenić. Ale sprężystość ruchów, nienaganna sylwetka i ten błysk w oku, pewność siebie młodzika, który wiedział, że jeszcze nie jest rekinem, ale czuł prądy w tym morzu, wiedział gdzie podpłynąć, by się schronić w cieniu jakiegoś grubego cielska.

Znajdź swoją niszę.

Wykorzystaj ją.

Czyż nie był taki sam w jego wieku? Och, myśl równie szybko jak się pojawiła od razu zakuła trucizną. Miał dopiero 36 lat, był wciąż młody, był cały czas obrzydliwie bogaty, a jego pozycja? Cóż, najprawdopodobniej dożywotnia. Nie był pewien co musiałoby się stać, żeby spadł z tego stołka. Nie po tym ile już mu uszło na sucho, patrząc wstecz.

A teraz podchodził do niego on, młody gniewny, nienażarty. Z mlekiem pod nosem. Z ostrymi jadowymi kłami w ustach obleczonych miodem. Podobał mu się, na takie konie zwykle stawiał w tym wyścigu. Był przekonany, że właśnie po to upodlono uczniów spod znaku Salazara Slytherina siedmioma latami w podziemiach. Żeby po wyjściu nie marzyli o niczym innym niż zdobyciu szczytu.

– Absolutnie nie mam. – uśmiechnął się, z emfazą wskazując na miejsce przy stoliku, zupełnie tak, jakby to on zapraszał do siebie, choć ani jeden, ani drugi nie byli gospodarzem tego wydarzenia. Woda zabulgotała, gdy chwycił zdobną w smocze sygnety dłonią kielich pełen czerwonego wina. O ironio... zapraszać do toastu za powrót tradycji, ubranego w coś tak odległego od tradycji, przynajmniej anglosaskiej.

A jednak, Anthony wzniósł kielich.
– Nie martw się chłopcze, tradycja ma to do siebie, że ma się całkiem dobrze, pomimo zewnętrznych burz. Ludzie pozostają tylko ludźmi, bez względu na mody i przekonania. – zamyślił się na moment, po czym podał mu drugi wężyk wystający z shishy, w geście propozycji takiej z gatunku tych "nie do odrzucenia"

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#4
21.07.2024, 21:32  ✶  
Człowiek nie mógł wybrać rodziny, w której się urodził. Nie mógł wybrać rodziców. Kochał swoją rodzinę, ale ojciec wymagał od niego tak wiele, a każdy nietakt wypełniony był konsekwencjami, że młody Borgin zwyczajnie obawiał się go rozczarować, nawet jeśli nigdy by się do tego nie przyznał. Oczekiwał, że będzie się odnajdywał i budował karierę, bo do liczenia pieniędzy w Departamencie Skarbu to jedyne, do czego zdaniem staruszka się nadawał, to tak będzie. Zdawał sobie sprawę, że najlepszą reklamą w tego typu świecie była wyrazistość i pewność siebie, dlatego wybrał nietypowy odcień garnituru, przynoszący trochę na myśl Slytherina, co sugerowało — również daniem ojca — pewne poglądy i wiarę, w której owego człowieka wychowywano. Antek był młodziutki, temperamentny i często się buntował, ale faktycznie, łapał prąd i umiał się odnaleźć. Oczywiście po całym tym cyrku, zamierzał udać się na drinka lub dwa, wynagrodzić sobie trud — być może w towarzystwie pięknej kobiety. To była wizja napędzająca go optymizmem, wywołująca uśmieszek na twarzy i błysk w głębokim spojrzeniu.

Ocenianie ludzi po wyglądzie w ich środowisku było czymś normalnym, więc nic dziwnego, że Anthony uznał Anthonyego za kogoś wartego poznania, uwagi. Wyglądał na doświadczonego, mowa jego ciała sugerowała pewien rodzaj mało spotykanej przez niego swobody, przeplecionej wręcz z pewnością o tym, że był człowiekiem na właściwym miejscu. Swoim miejscu. Instynktownie się wyprostował, poprawiając prezencję. Może był kontaktem, który kiedyś zmieni jego życie?

- Doskonale. - odparł z uśmiechem, kłaniając się jeszcze z grzecznością i szacunkiem, bo chociaż butny, Tosiek znał przecież swoje miejsce w hierarchii biznesowej, do której wkraczał. Daleka i ciężka droga czekała go na szczyt, ale wcale nie oznaczało to, że był zrezygnowany, wręcz przeciwnie. Wizja sukcesu odrobinę go oślepiała, zbyt mocno pobudzała wyobraźnię. Przez chwilę zerknął na jego sygnety, za bajońską kwotę z pewnością. - Pozwoli Pan, że się przedstawię. Anthony Borgin, nowy nabytek Departamentu Skarbu.
Nim jeszcze usiadł, wyciągnął rękę w jego stronę, aby się przywitać. Znów przypomniał sobie ojca, który powtarzał, że uścisk powinien być pewny i mocny, ale nie miażdżący. Taki, który nakierowywał umysł do traktowania nowo poznanego człowieka poważnie, o ile w ogóle możliwe było takie traktowanie kogoś w jego wieku.
Usiadł wygodnie, wsuwając krzesło i skupił spojrzenie na rozmówcy. Jego twarz wyglądała dość pogodnie i uprzejmie, gentleman zawsze przejawiał ten rodzaj zainteresowania, który pozwalał czuć się swojemu rozmówcy ważnym i nieignorowanym. Diabeł jeden wiedział, jaki był z Tośka gentleman po godzinach, ale tutaj musiał przedstawiać obraz, którego Borginowie wymagali. Nudny.
- Burze były ostatnio zbyt gwałtowne, zwłaszcza w polityce. Odniosłem wrażenie, że nasze tradycje odrobinę się zachwiały. - wyjaśnił spokojnie, starając się przypomnieć sobie wszystkie istotne wydarzenia z ostatnich tygodni. Skinięciem głowy podziękował za wężyk i skorzystał z używki, przymykając oczy. Cholernie mocna, ale nawet nie kaszlnął, był dzielny. Byłaby to oznaka słabości wśród rekinów, która zrobiłaby z niego kolację. Po krótkiej chwili podał mu wężyk. - Ciężko mi się nie zgodzić ze stwierdzeniem na temat ludźmi. Aż ludźmi, czy może tylko ludźmi? - zastanowił się chwilę, chociaż marny był z niego filozof. Uśmiechnął się więc do mężczyzny, odszukując odważnie, aczkolwiek niezbyt nachalnie, jego spojrzenie.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
01.08.2024, 13:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2024, 10:32 przez Anthony Shafiq.)  
– Anthony J. Shafiq, Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. – Fakt, że w końcu otrzymał nominację na szefa Organu, mając nad sobą obecnie tylko Szefa Departamentu, pozostawił dla siebie, choć nie wątpił, że chłopak mógł doskonale wiedzieć z kim rozmawia, a tylko przez zwykłą kurtuazję dbać o wzajemne przedstawienie się. Powinien wiedzieć, jeśli chciał zajść daleko. – Nie będę ukrywać, że Departament Skarbu to mój ulubiony Departament, zaraz po moim własnym. W końcu obaj zajmujemy się obrotem pieniądza. – Wzniósł toast na powitanie swojego rozmówcy i umoczył usta w trunku.

Lubił takie sytuacje w których poznawał te narybki. Zwłaszcza kiedy wczorajszy stażysta mógł okazać się dzisiejszym Kanclerzem Skarbu. Czarodzieje w Ministerstwie, o ile nie pracowali w Departamencie Tajemnic, raczej byli przywiązani do swoich stołków i ich żywotność była całkiem długa, warto było więc budować sieć współzależności od pierwszych nieśmiałych ruchów płetw tych maleńkich rybek w stawie.

– Nie myśl o tym jak o jeziorze drogi imienniku – podjął może nieco zbyt protekcjonalnie, musiało ich dzielić kilka lat, wątpił również, aby Borgin był gnębiony przez swoją rodzinę do wzmożonej humanistycznej edukacji, gdy tylko ukończył trzy lata. W pewnym sensie, bez względu na status krwi, Anthony czuł się lepszy od pozostałych przez to, że tak szybko zaczął pochłaniać wiedzę. Nawet jeśli nadmiar informacji mu nie służył, a ukształtowany w ten sposób charakter był pełen ukieronkowanych, wciąż jednak sprzeczności. – Pomyśl o oceanie. Jego wzburzone fale pożerają statki, kilka metrów jednak w głąb panuje absolutna cisza. A te metry potrafią zamieniać się w kilometry spokoju i stałości. Chociaż nie dziwie się Twojemu zmartwieniu, jeśli kapitanem statku jest ktoś, kogo rodzice nie widzieli nigdy wody. Na szczęście większość załogantów to wciąż doświadczeni ludzie morza. – Obracał tę metaforę w dłoniach, kształtował ją jak koła dymu wypuszczane z ust. Zabawnym był fakt, że bał się wody, a jednak ta, na którą spoglądał przez karty książek była znośna i - nie dało się ukryć - bardzo plastyczna.

– A Ty Anthony? Czy chciałbyś kiedyś przejąć ster? – Stalowe oczy zalśniły zaciekawieniem, choć twarz wyrażała nic ponad uprzejmą życzliwość, którą obdarzyłby każdego zebranego w tym niewielkim saloniku.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#6
18.08.2024, 19:43  ✶  
Mężczyzna był jedną ze złotych rybek w Ministerstwie. Kimś, na kogo warto było zwracać uwagę i mieć dobry kontakt. Ogólnie rzecz biorąc, Ministerstwo przedstawiano mu, jako miejsce do rozłożenia sieci, w której powinien być malutkim pająkiem. Informacja była tam większą władzą niż wyszkolenie magiczne. Uśmiechnął się więc do niego kolejny raz, starając sobie przypomnieć wszystko to, co członkowie rodziny mu mówili.
- Co więc zdecydowało o tym, do którego dołączysz? Bo wnioskuję, że mogłeś mieć z początku dylemat. - zapytał zaciekawiony, bo on sam trochę się wahał. Borginowie mówili, że miał talent do galeonów i tego się trzymał, chociaż paskudnie kusiło go, aby zrobić im na złość i wybrać właśnie Departament Współpracy lub Aurorów, chociaż mag bojowy był z niego marny. Tosiek miał wiele talentów, bardziej polegających na jego własnej sile ducha i dłoniach, a także na umyśle, niż na różdżce. Wciąż był jednak młody, zbuntowany, a przez to, wizja przyszłości, która malowała mu się przed oczami, była całkiem inna niż ta, której od niego oczekiwano. Również upił, a przyjemny posmak rozlał się po jego ustach, unosząc kącik warg ku górze. Gdyby jednak się mu przyjrzeć, często się uśmiechał, przez co mógł sprawiać wrażenie łatwego w manipulowaniu i niewinnego, odrobinę bezbronnego na tle tego, co działo się w głównej instytucji magicznej.

Posłał mu pytające spojrzenie, jawnie zaskoczony stwierdzeniem ze strony Shafiqa, które chyba miało na celu go ostrzec. Chciał go chronić? Pokazać coś? Zasugerować, że skoro obydwaj nosili wspaniałe imię, to powinni trzymać się razem? Chłopak przekręcił głowę, a z trudem ulizany kosmyk brązowych, włosów znów opadł mu na czoło, łaskocząc skórę. To nie byłoby głupie, znaleźć sobie sojusznika już na samym początku, zwłaszcza w kimś o takich wpływach. A z drugiej strony, czy ojciec wyraźnie nie zaznaczył, aby nie ufał nikomu? Co zrobiłby Stanley, który był znacznie mądrzejszy od niego? A może tylko mu się wydawało. Upił kolejny łyk z trzymanego naczynia, kiwając jednak głową w odpowiedzi.
Ocean.
Jak na zawołanie, w jego uszach rozbrzmiał szum, który chyba był odpowiedzią jego wyobraźni na te fale, o których wspominał. Istotnie, żywioł był potęgą, ale czy Ministerstwo rzeczywiście mogło być aż tak groźne? Gdy mimowolnie rozejrzał się po twarzach gości dzisiejszego wydarzenia, nikt nie wydał mu się interesujący lub bardziej sprytny, od jego rozmówcy.
-Myślisz, że Tobie się uda wyjść z butów pierwszego generała statku?  - zapytał w końcu jakby sprowokowany przez Anthonyego do ściszenia głosu, przetwarzając w głowie zasłyszane słowa. Owszem, ojciec nie pracował nigdy w Ministerstwie, matka też nie. Był to pomysł dziadka i chyba trochę Staszka, aby go tu wysłali. Mógł mnożyć pieniądze i zdobywać dla Borginów informacje, jak to stary ujął — w końcu mógł być chociaż trochę użyteczny, a nie być kulą u nogi. Idąc za metaforą Shafiqa, ta kula bardzo chętnie pociągnęłaby go na dno i dała mu utonąć, ale to musiało pozostać w strefie jego marzeń. Musiał obejść się smakiem. Poprawił się na siedzisku, czując w ustach posmak dymu, który zażywali. Chwile błądził spojrzeniem, a gdy mężczyzna zapytał, wlepił w niego duże oczy. Tliło się w nich wiele emocji i nawet nie próbował się z tym ukrywać. Był chłopakiem impulsywnym, zachłannym, pewnym siebie. Cała ta mieszanka cech stwarzała koktajl skory do wybuchu, gdyby potrząsnęła nim niewłaściwa osoba.
- Ja przejmę ster. - odpowiedział bez zawahania, odważnie spoglądając mu w oczy, zupełnie, jakby chciał dotrzeć do otchłani jego duszy, jakby szukał odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w jego głowie, względem Shafiqa. - Dlaczego mam wrażenie, że szukasz członków dla swojej załogi? - dodał szeptem, nieco nachylając się w jego stronę. Kiedyś ta bezczelność wpędzi go do grobu.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
17.09.2024, 10:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2024, 10:32 przez Anthony Shafiq.)  
Anthony J. Shafiq miał ambiwalentny stosunek do osób urodzonych spod znaku ognia. Nie znał oczywiście daty urodzenia Borgina, to znaczy - jeszcze nie znał, ale widział te iskrę w oczach, jego popędliwość i zniecierpliwienie. Widział ekstrawertyczną erupcję pewności siebie, a świat kochał takich ludzi miłością niesamowicie bzdurną i spychającą chłodne kalkulacje introwertyków na dalszy plan, jako mało interesujące. Mało smaczne. To dlatego ambicja Ślizgonów zwykle przebijała, szczególnie w świecie polityki, nad roztropność Krukonów, czy opiekuńczość Puchonów. Byli najgłośniejsi. Najszybsi w zdobywaniu wpływów i zasobów. Przez te różnice właśnie wolał trzymać od nich dystans, ale... przez te różnice właśnie, chciał być bliżej nich w prymitywnej fascynacji tym, co tak odmienne.

Bardzo często mylono Shafiqa z absolwentem domu Slytherinu, nie tylko przez krew i ukierunkowanie rodziny przez ambasadora seniora, ale też przez zamiłowanie mężczyzny do gadów. Blisko jego serca leżały oczywiście dumne i majestatyczne smoki. Potężne, władne, zabójczo niebezpieczne, a jednak hipnotyzujące i wzbudzające uwielbienie. Łatwo było jednak gatunek pozbawiony odnóży pomylić z przerośniętym wężem, a Anthony'emu w jego kolekcji nie potrzebne były tylko okazy wyglądające jak typowo europejskie gatunki. Mężczyzna też, ponad wszelką wątpliwość, odznaczał się ambicją i głodem władzy. Podchodził do tego jednak zgoła inaczej...

I tak jak Borgin biegał po przyjęciu i swą charyzmą, swoim świętym szczeniackim oburzeniem sądził, że podburza ludzie przeciwko Leachowi, tak naprawdę nie osiągał wiele, ponad utrwalenie myśli, że młodzi też są niezadowoleni. Mógł też skutecznie utrwalić swoją osobistą markę osoby dedykowanej czystości krwi i konserwatywnemu podziałowi w świecie magów. Plus dla niego. Czy zmieniłby jednak tym sytuacje? Nie. Działania Anthony'ego były zorientowane na sterowanie tłumem, budowanie opowieści, podsycanie pytań o to co czarodziej może zrobić w mugolskim świecie, co chciałby, co byłoby zbyt wielką pokusą. Czy tak bardzo nie lubił Ministra? Bynajmniej. Nie ziębił go ni chłodził. Był jednak wybornym kozłem ofiarnym odwracajacym uwagę od działań Shafiqa i przede wszystkim gruntującym przekonanie że to mugolacy będą chcieli nadużywać magii w mugolskim świecie, a nie czarodzieje czystej krwi, którzy brzydzą się tymi robakami. I jedno proste rozwiązanie, słówko czy dwa szeptane redaktorowi Proroka, odpowiednio podsyłane sugestie ingerencji, prane wprost od sąsiadów z niemagicznego Londynu. To było tak proste, jak zabranie zabawki dziecku.

Anthony Borgin płonął, ale pożar można było zgasić.

Anthony Shafiq był cichą powodzią, zalewającą bezwzględnym nurtem, wżerającym się w ściany wilgocią. Wodą, która nie czyści, nie odkrywa, ale nanosi szlam i odór, by jak najskuteczniej przysłonić prawdę. Dla własnej wygody.

– Wybór był dość prosty, w końcu na świecie jest więcej złota niż w naszej małej starej Anglii... – skłamał lekko pociagając z shishy, swobodny uśmiech konwersacji błąkał się po przystojnej twarzy rzeźbionej arystokratycznym dłutem genetyki. W milczeniu obserwował swojego rozmówcę, oceniał go na tej przedziwnej rozmowie kwalifikacyjnej, na której było sporo wina, zamiast zbędnej biurokracji. Ten młody ogier podobał mu się w swej zapalczywości, choć stanowczo za dużo mówił. Och młodości, durna i bzdurna... Cudownie gięło się jego młody umysł wysycając go opowieścią o, och słodka ironio! największym lęku Shafiqa – otwartym morzu.

– Byłoby z mojej strony trochę nieroztropnie brać Cię do załogi, skoro planujesz przejąć ster. – wypunktował go bezwzględnie, ale z serdecznym uśmiechem na ustach, jak nauczyciel, który mimo dostrzeżonej pomyłki, pozwala na drugie podejście, obracając ją w żart. – Nie lubię buntów wśród załogi, to nigdy nie kończy się dobrze. Dla żadnej ze stron. Lojalność, zaufanie... to waluta cenniejsza niż galeony. A ja, jako szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego, mogę dla tej waluty znaleźć dobry, bardzo dobry kurs wymienny. Choć spekulantom mówimy oczywiście zdecydowanie nie. Inflacja i tak nas zabija przez te nieudolne rządy, czyż nie? – Słodkie słowa ociekały hipokryzją, sugerując drugie dno. Inflacja ich, bogaczy, nie dotykała prawie wcale. Nastroje ludzi trzeba było odpowiednio kształtować, ale był już kozioł, tylko czekać na bębny ofiarne.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#8
26.10.2024, 19:38  ✶  
Był zbyt młody, aby się nad tym wszystkim zastanawiać. Podniecenie wypełniało jego żyły szybciej, niż popijany tego wieczora alkohol — w głowie bowiem odbijały się echem słowa dziadka, który sugerował, że życie tak naprawdę zacznie się teraz. To, co zrobi i powie w okresie przejściowym — tym zaraz po Hogwarcie, a swoim pierwszym awansem, będzie najważniejsze. Tylko raz można było zrobić pierwsze wrażenie i tylko głupiec nie wierzył w prawdziwość słów, aby nie oceniać książki po okładce. Bo nie było tak, że im bardziej kolorowa, bardziej niepowtarzalna i emanująca całym wachlarzem emocji, tym częściej wpadała w dłonie potencjalnego czytelnika? Starał się być więc najlepszym wydaniem siebie, pewnym siebie i pozbawionym strachu, wierzącym w przyszłość — jasną i żywą, w której stanie na czele wybranego przez siebie departamentu i być może zostanie mężem Brenny. Musiał jej przecież pokazać, że będzie dość dobry. Borgin umiał zrobić wrażenie, gdy chciał i gdy panował nad swoją niewyparzoną często gębą, a za którą nie raz Stanley zdzierał go po głowie.

Shafiq wydawał się interesujący, być może przez sposób wypowiedzi, a być może przez inteligencję emanującą ze spojrzenia, ale Tosiek czuł, że mogło wyniknąć z tego coś większego, a przede wszystkim -mogło to przynieść mu korzyści. Pierdolenie o tym, że układy nie miały znaczenia, było równie prawdziwe, jak te wszystkie ropuchy zmieniające się w księżniczki lub w księcia po pocałunku miłości. Głupota. Szanse należało mocno łapać w dłonie, nie puszczać i taki miał plan. Dlatego też tak świdrował go wzrokiem, dlatego siedział prosto, dlatego uśmiech nie schodził mu z twarzy, bo wiedział, że nie tylko Anthony go ocenia, ale także każda obecna na tej sali osoba. I chociaż pełno było dookoła polityki — rozmów o głupim Leachu, który zupełnie zapomniał o tym, co powinno było być priorytetem dla magicznego świata, chodziło o coś więcej. Nie mógł zrobić wiele, okazanie niezadowolenia przez drobne komentarze było tym, co było smaczne. Nie mógł nazwać dziada idiotą lub przyszłym zabójcą potencjału magicznego czystych krwi, bo nie wypadało. Bo neutralność pozwalała na osiągnięcie najwyższych efektów. Silne stanowiska w sprawach tak ważnych, jak kierowanie ich światem, później odbijały się echem lub co gorsza — w gazetach. Mogły zostać wyciągnięte za dziesięć lat, użyte przeciwko niemu. Starał się więc w dobrym wieczorze pokazywać tę iskrę buntu, starał się być gentlemanem. Zasiać ziarenko. Przecież to oni, ludzie w jego wieku są przyszłością kraju, a nie Ci głupcy, których czasy dawno minęły i nie umieli połączyć tradycji ze współczesnością z dobrym smakiem. Westchnął cicho, pociągając ukradkiem łyka, przymykając na kilka sekund oczy. Nie mógł skupiać głowy na tym, jak ratować Wielki Świat, skoro jeszcze nie był jego częścią. Jeszcze zbyt wcześnie, nawet jeśli był w gorącej wodzie kąpany i temperamenty, to o tym wiedział. Niechętnie przypomniał sobie, że nie może również się upić, zostawił więc i alkohol i Leacha, skupiając się na swoim nowym, intrygującym znajomym. Mówił, jak typowy Krukon, ale zachowywał się, jak podstępny wąż.

Przytaknął na jego słowa odnośnie do złota. Świat był większy, niż Anglia i pewnie bardziej skomplikowany, ale jednocześnie skrywał tajemnice, kobiety i alkohole, o których nawet nie śnili. Longbottom też wyglądała na taką, co lubi podróżować. Jak to możliwe, że tak często, niezmiennie pojawiała się w jego głowie? Shafiq oceniał go, jak każdy i to nie było zaskoczeniem dla Borgina, ale miał to nieodparte wrażenie, że na zupełnie innych zasadach.
Pokiwał głową, pozwalając sobie na krótkie roześmianie się.
- Rozsądnie. Jednak czy nie jest bezpieczniej mieć wpływ na to, kto ten ster później przejmie i czegoś następców nauczyć? Powinni też kierować się tym w polityce. - zauważył lekko, nie mogąc powstrzymać wzruszenia ramionami w niedbałym geście. Nie uznawał tego za pomyłkę, a jego lekcji jeszcze nie mógł zrozumieć -z pewnością jednak do niego dotrze, może za dzień, może za miesiąc, ale pamięć miał dobrą i wyciągał wnioski, chociaż dopiero po opadnięciu emocji. Chyba dlatego młody Tosiek był niebezpieczny, bo najpierw robił,a potem dopiero zwykle myślał i analizował, przez co faktycznie mógł być porównany do nieprzewidywalnego ognia.
Galeony. W tym był równie dobry, co w skupianiu na sobie uwagi, umiejąc sobie dorobić już w czasach szkolnych, podczas gdy świadczył różne usługi — nie zawsze zgodne z regulaminem. Przytaknął, wzdychając ciężko. Nie kierował majątkiem ich rodziny, ale rozumiał, co decyzje rządu z nim robiły.
- Niektórzy mówią, że gorzej być nie może i dotknięcie... Hmm, powiedzmy, że dna, pozwoli odbić się ku górze naszej gospodarce. Warto teraz inwestować w posiadłości, bo to jedyny rynek, który jest względnie stabilny, mając zachęcić nowych.. Mieszkańców naszego Świata do osiedlania się po właściwiej stronie. - przesunął spojrzenie znów na Anthonyego, starając się — naprawdę kurwa mocno — dobierać słowa. I był przekonany, że ów dziwny i tajemniczy człowiek doskonale to rozumiał. - Zaufanie i lojalność są znacznie trudniejsze w zdobyciu, niż złoto, ale zgodzę się z tym, że najważniejsze. Moja rodzina kładzie na to duży nacisk. Powinniśmy więc za to wypić. I za znalezienie.. Dobrego kursu wymiany. - uniósł szklankę, uderzając nią zaraz w naczynie tego drugiego. Ludzie patrzyli, nie mogli sobie pozwolić na wiele słów, ale to, co ukryte było pomiędzy wierszami i w przelotnych spojrzeniach z pewnością przez każdego z dwóch Antków było odpowiednio interpretowane.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (2543), Anthony Shafiq (1861)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa