• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[11.06 Rita & Anthony] I'm making sure the table's made

[11.06 Rita & Anthony] I'm making sure the table's made
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
15.07.2024, 22:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:42 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—11/06/1972—
Anglia, Londyn
Rita Kelly & Anthony Shafiq
[Obrazek: T9gnPiQ.png]

Honey, I'm making sure the table's made
We can celebrate the good that we've done
I won't lie, if there's something still to take
There is ground to break, whatever's still to come



To było zaproszenie na późny lunch, niedziela rządziła się swoimi prawami, a jednak ciężko było ojcu chrzestnemu odmawiać, zwłaszcza jeśli nie widziało się go od ponad kwartału. Śmierć brata wywiała Anthony'ego z kraju, a jego powrót był powolny, przedłużającym się chorobowym zwolnieniem. Szczęśliwie miał tyle zasług, że jego stanowisku nic nie groziło, szczególnie, że jego zastępca tak skutecznie prowadził Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego, jak nie zamierzał wygryzać Anthony'ego z jego stanowiska. Jego plecy były więc zabezpieczone, a okoliczności polityczne i kryzys jaki spadł na społeczność po sabatach i rozerwaniu zasłony dzielącej światy sprawiał, że nikt za bardzo nie przejmował się biurem, które kluczową rolę odgrywało rocznymi raportami. Śródrocze było spokojne.

Pewien ruch w interesie zrobił powrót Anthony'ego z końcówką maja i wielki bum - Kambodża. Dawna francuska (!) kolonia, dla większości postronnych mylona z afrykańską Doliną Konga, miała ponoć do zaoferowania Anglii bardzo wiele i nagle sprawa została tak przedstawiona, żeby to małe biuro zajmujące się statystykami i reklamacjami celnymi ogarnęło co i w jakiej ilości potrzebne będzie do ściągnięcia z drugiego końca świata. Z oczywistych względów Anthony choć już w Londynie, miał bardzo mało czasu, żeby pojawić się w biurze choćby na moment więc zaproszenie na niedzielny lunch było tym milsze. Z resztą - nie lubił z nią rozmawiać w biurze. Wolał to robić w pieleszach swojego apartamentu, prezentu po ukończeniu szkoły od matki, gdy już jego brat okazał się szczęśliwie wydziedziczony. Gdyby nie ten fakt, zapewne Anthony spałby u ciotek piętro niżej - w bibliotece Parkinsonów.

Teraz jednak mógł podjąć swoją chrześnicę w przestronnym pokoju dziennym, do którego wchodziło się wprost z korytarza. Otwarty na hall salon był cały biały z dwoma drzewkami łagodzącymi strzeliste pilastry, między którymi pyszniły się perfekcyjnie czyste jak zawsze lustra i ogromne okna z widokiem na Aleję Horyzontalną.

– Moja droga, jak miło Cię widzieć! – powitał ją od progu serdecznie. Stojący podłużny stół został już zastawiony dla dwóch osób. Parujące misy kusiły zapachem kuminu, cynamonu, szafranu, z królującą wędzoną papryką. Zapach ten niósł ze sobą zdecydowanie więcej koloru niż pomieszczenie w którym się znajdowali, przywodząc na myśl półwysep iberyjski. Nie zabrakło pośród naczyń dwóch kieliszków i otwartej butelki wina pozbawionego etykiety. Dał jej się rozebrać, jeśli cokolwiek chciała odstawić przy rozgałęzionym stojaku na płaszcze oraz skorzystać z łazienki po lewej stronie od wejścia, by mogła odświeżyć się przed posiłkiem.

– Wybacz, że dopiero teraz, och... czekaj, czy dobrze widzę? Masz rzęsę na policzku! – Uśmiechnął się życzliwie, dla pomyślności wróżby przeskakując wzrokiem pospiesznie z jednego policzka na drugi, tak by nie dać jej od razu rozpoznać o których chodzi. – Cóż dzisiaj mamy? Niedzielę? Czyżbyś była z kimś umówiona na romantyczny wieczór? – Jego głos zabarwił się lekkim zaniepokojeniem, stalowe oczy na moment spochmurniały. Cóż, dla niego wciąż była małą dziewczynką, jego oczkiem w głowie, któremu zwoził prezenty z całego świata i okazjonalnie czytał do poduszki. Wiedział, że płynie w niej krew jej matki, a Charlotte dysponowała w jego oczach najbardziej męską energią z całej czwórki przyjaciół, ona ognista wojna dzierżąca ostry, przenikliwy miecz... Podejrzewał, że Rita z tej samej gliny jest ulepiona, niemniej ileż łatwiej było mu widzieć w tej dojrzałej już kobiecie słodką księżniczkę cieszącą się tak otwarcie na jego widok. Nostalgia zalewała go, więc szybko brwi rozluźniły się, a uśmiech powrócił. – No już... wybierz na który opadła policzek, chcę wiedzieć czy muszę skontaktować się z biurem aurorów aby prześwietlić tego delikwenta. – Trochę żartował, a trochę wcale nie.
Sunshine
Pretty brown eyes and a mind full of thoughts.
wiek
21
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Stażystka w MM
Promienny uśmiech zawsze zdobi jej twarz, wydawać by się mogło, że nigdy się nie smuci. Patrzy na świat bystrymi oczami w kolorze orzecha laskowego. Włosy ma zazwyczaj brązowe, chociaż latem gdzieniegdzie pojawiają się jasne pasemka, kiedy pozwoli słońcu je musnąć swoimi promieniami. Usta różane, nos lekko zadarty, twarz obsypana piegami. Jest szczupła, nie należy do wysokich kobiet, bo ma około 168 cm wzrostu.

Rita Kelly
#2
18.07.2024, 22:38  ✶  

Oczywiście, że nie wyobrażała sobie, że mogłaby odmówić swojemu ojcu chrzestnemu wspólnego zjedzenia posiłku. Stęskniła się za nim ogromnie, więc strasznie ucieszyło ją zaproszenie na ten lunch. Bardzo lubiła towarzystwo swojego wuja, zawsze potrafił ją czymś zaskoczyć, jego opowieści były naprawdę fascynujące. Miała ogromne szczęście, że to właśnie jego Charlotte wybrała jej na drugiego ojca. Zawsze był blisko, odwiedzał ją, poświęcał jej czas, szczególnie po tym, jak Ned odszedł. Naprawdę była mu za to wdzięczna, bo dorastające dzieciaki potrzebują męskiego wzorca, a ona nie mogła lepiej trafić, a przynajmniej tak się jej wydawało. Nie to, że pozostałym wujom czegoś brakowało, ale Anthony to był zawsze jej wujek, tylko i wyłącznie jej, znaczy ona tak go traktowała.

Oczywiście pojawiła się w jego mieszkaniu punktualnie. Bardzo ceniła sobie swój czas i innych, więc nie miała w zwyczaju się spóźniać. Weszła do środka z uśmiechem na twarzy, nie dało się nie zauważyć, że naprawdę cieszy się z tego spotkania, szczególnie, że zaprosił ją do siebie do domu, nie rozmawiał z nią w biurze, mogła więc liczyć na to, że spędzą ze sobą dłuższą chwilę. No i nikt nie będzie plotkował na temat tego, że ze sobą rozmawiali.

Ubrana w długą, błękitną suknię przemierzała jego apartament, aż wreszcie trafiła do tego jasnego salonu. Za każdym razem robił na niej wrażenie, mimo, że przecież bywała w tym miejscu stosunkowo często.

Skłoniła się grzecznie na przywitanie, po czym uniosła głowę i na niego spojrzała, posłała mu ciepły uśmiech. - Ciebie również, wujku. - Nie zamierzała odmówić sobie przytulenia go na wejściu, naprawdę się za nim stęskniła.

Uderzyły w nią zapachy unoszące się w pomieszczeniu, nie do końca chyba potrafiła je dopasować do tego czym były. Nie było to jednak ważne w tej chwili.

Nie rozpłaszczyła się, bo było dzisiaj na tyle ciepło, że pozwoliła sobie tutaj przyjść tylko w tej sukience, więc praktycznie od razu była gotowa do dalszej rozmowy.

- Nie przypominam sobie, żebym była umówiona z kimś poza tobą, ale nie podejrzewałam, że to ma być romantyczne spotkanie. - Dodała z uśmiechem. Czy on faktycznie próbował w ten sposób wyciągnąć z niej czy się kimś interesuje? Zmrużyła oczy i zaczęła przyglądać się wujowi uważnie.

- Lewy? - Rzuciła bez zastanowienia, miała nadzieję, że udało jej się trafić.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
24.07.2024, 14:07  ✶  
Był lekko zesztywniały w uścisku, jak zawsze gdy ktokolwiek to robił, ale nie odsunął się. Mogła poczuć pod swoim ciepłym objęciem, jak rozluźnia i oddaje jej nieco niezręcznie ten uścisk, jak osoba bardzo nienawykła do tego rodzaju uprzejmości. Oczywiście Anthony potrafił być wylewny, potrafił na francuską modłę całować policzki nieznajomych, poklepywać się po ramieniu i rozsyłać wszystkim wkoło wystudiowane gesty. To nie oznacza jednak, że było to z jego strony coś, czego pożądał w kontakcie i czego szukał z własnej woli. Raczej rutyna spotkań, bankietów mieniących się tombakiem.

Nie oznaczało to w żadnej mierze, że nie było w jego sercu miejsca dla bliskich. Dzieci jego przerażającej kochanej kuzynki miały w nim specjalne miejsce zarówno przez wzgląd na pokrewieństwo, ale przyjaźń która łączyła całą czwórkę jeźdźców. Po powrocie rodziny Kelly do Anglii cała trójka mężczyzn roztoczyła swoje opiekuńcze skrzydła tak nad matką jak i swoimi chrześniakami i tak też się złożyło, że Rita jako chrześniaczka Anthony'ego miała do niego najprostszy dostęp.

Była jego cudną księżniczką więc nic dziwnego, że teraz, gdy rozkwitała dla całego świata swoim delikatnym pięknem, co jakiś czas Anthony zamartwiał się jak to będzie, gdy jakiś kawaler pojawi się i zacznie stawać w konkury o jej rękę. Z racji skandalu i rysie na rodowodzie jej status mógł sprzyjać niestety niezbyt dobrym partnerom, choć Shafiq nie zamierzał być z tego powodu restrykcyjny. Po prostu się martwił, mając wciąż na uwadze jej dobro, patrząc na nie jednak przez pryzmat utrwalonych, konserwatywnych torów, które rządziły magicznym światem.

Zaśmiał się na jej sugestię, że obiad miałby być magiczny.
– Oczywiście, że nie jest to romantyczne spotkanie, wiesz, że kocham Cię jakbyś była własną moją córką – ucałował jej gładkie czoło, a potem twarz wykrzywiła się w uśmiechu ulgi, bo choć Anthony nie był wcale przesądny, to czasem jednak stare nawyki Parkinsonów z niego wychodziły. Jak chociażby wróżby z rzęs.

– Niestety nie – kciukiem łagodnie przejechał pod prawym okiem, zabierając opadły włos. – Czyli widzisz, dzisiaj spokój, chyba że wuj Jonathan gnębi Cię nadgodzinami? Chodź, usiądź, bo stygnie. Opowiesz mi jak radziliście sobie w biurze kiedy mnie nie było? – Podprowadził ją do stołu i odsunął krzesło, by łatwiej było jej usiąść. Jego skrzat domowy - Wergiliusz - najwidoczniej nie był proszony o udział w tym rodzinnym spotkaniu. Nieobecność powodowana śmiercią brata przeciągnęła się Anthony'emu, któremu nader trudno było opuścić Francję, w której dochodził do siebie, a tak na prawdę dobijał targu z synem arcymaga, który odpoczywał tam po ukończonej edukacji w Beauxbaton.
Sunshine
Pretty brown eyes and a mind full of thoughts.
wiek
21
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Stażystka w MM
Promienny uśmiech zawsze zdobi jej twarz, wydawać by się mogło, że nigdy się nie smuci. Patrzy na świat bystrymi oczami w kolorze orzecha laskowego. Włosy ma zazwyczaj brązowe, chociaż latem gdzieniegdzie pojawiają się jasne pasemka, kiedy pozwoli słońcu je musnąć swoimi promieniami. Usta różane, nos lekko zadarty, twarz obsypana piegami. Jest szczupła, nie należy do wysokich kobiet, bo ma około 168 cm wzrostu.

Rita Kelly
#4
03.08.2024, 16:19  ✶  

Zupełnie jej to zesztywnienie nie przeszkadzało. Wiedziała, że różnie ludzie odbierają dotyk, jedni go lubili inni mniej, ale nie mogła się powstrzymać przed tym, aby powitać swojego wuja w ten dosyć wylewny sposób. Naprawdę się za nim stęskniła i nie zamierzała udawać, że jest inaczej.

Może nie miała ojca, nigdy jednak nie dano jej tego odczuć. Zamiast tego jednego, który odszedł posiadała teraz trzech, którzy dbali o nią, jej braci i ich matkę. Wiadomo, strata ojca to był wielki cios, jednak dzięki nim było jej się dużo łatwiej z tym pogodzić. Wiedziała, że może przyjść ze wszystkim do swojego ojca chrzestnego, że zawsze jej pomoże i spróbuje znaleźć rozwiązanie każdego jej problemu, nawet tego najbardziej błahego.

Kelly w przeciwieństwie do swojego wuja jeszcze w ogóle nie interesowała się tematem zamążpójścia. Jej zdaniem miała jeszcze sporo czasu, przecież ledwo kilka lat temu skończyła, całe życie przed nią. Nie było sensu się ograniczać, przynajmniej jak na razie. Wierzyła w to, że kiedyś spotka odpowiednią osobę, że los jej będzie sprzyjał. Miała świadomość, że nie jest najlepszą partią, była w końcu córką mugolaka, jednak i tacy jak ona mogli być szczęśliwi.

Jej przyszły ewentualny kandydat na męża nie będzie miał wcale tak łatwo. Nie miała jednego ojca, a trzech, a do tego dosyć mocno despotyczną mamę i jeszcze braci w pakiecie. Mało kto pewnie byłby w stanie podołać spotkaniu z jej rodziną, wierzyła jednak, że kiedyś znajdzie się ktoś na tyle odważny, aby spróbować się w to zaangażować.

- Wiem, stąd nie do końca rozumiem to pytanie. Nie jestem nikim zainteresowana póki co, możesz spać spokojnie wujku. - Dodała z uśmiechem, jednym z tych bardziej uroczych.

- Mieć pięćdziesiąt procent szans i nie trafić... trochę szkoda. - Cóż, bywało i tak. Nie zamierzała się tym jakoś specjalnie przejmować.

- Nie gnębi, sama chętnie zostaję, kiedy pojawia się taka potrzeba. Nie sądziłam, że będzie mi się z wami tak przyjemnie pracowało, a do tego mogę spędzać z wami dużo czasu, praca marzenie. - Powiedziała jeszcze zadowolona. Zdecydowanie nie narzekała na swój los, wręcz przeciwnie, bardzo jej się tam podobało.

Anthony odprowadził ją do stołu, przysunął krzesło, w jego obecności czuła się niczym prawdziwa księżniczka.

- Myślę, że całkiem nieźle sobie radziliśmy, przynajmniej tak mi się wydaje, nic nie wybuchło, jak na razie. - Oczywiście, że wolała, kiedy jej ojciec chrzestny był na miejscu i miał na wszystko oko, pewnie w przeciwieństwie do większości pracowników, bo oni trochę się go bali.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
30.08.2024, 22:13  ✶  
Niby uspokajała go, ale wcale nie. Może właśnie powinna mieć kogoś, kto by się nią zajął? Zaopiekował? Może powinien wymusić na Blatcheyu umieszczenie jej w zagranicznej placówce przy jednym z ambasadorów? Anthony byłby gotowy nawet oddać ją pod skrzydła swojego ojca, jeśli tylko miałby gwarancję, że to zapewni jej bezpieczeństwo. Bał się. Ignorował i ośmieszał terrorystyczną grupę osobnika każącego zwać się lordem (ach, jakieś to płytkie!), ale wiedział, że rozmawiająca z nim perła oficjalnie jest półkrwi. Charlotte nie mogła tego przewidzieć dwadzieścia lat temu, gdy uciekała z Nedem, teraz jednak Anthony wiele by dał na profetyczne zioła Morpheusa, by przepowiednią przestrzegł ją przed losem, na który skazała swoje dzieci.

Oczywiście, świat nie powinien drżeć przed bandą przebierańców.

Niemniej, martwił się.

– Ależ oczywiście gołąbeczko, tak to jest już z tymi rzęsami, ja swoich nigdy nie potrafiłem dobrze określać, dlatego widzisz, nie ma nikogo więcej tu, aby dotrzymał nam towarzystwa. – Był rozbawiony i nie przemawiała przez niego gorycz. Po powrocie z Francji myślał dużo o Eriku, przechadzał się tymi samymi ścieżkami, którymi spacerowali dwa lata temu, kiedy chciał zebrać się w sobie aby odsłonić przed nim szczerość swoich uczuć. Chwila przeminęła, lecz teraz gnany nostalgią rozważał, czy może dobrze byłoby podjąć chociaż jedną próbę... Nie były to jednak sprawy, którymi chciałby obciążać główkę swojej pupilki.

– Rad jestem niezwykle, że Ci się podoba. Alexander jest urzeczony Twoją osobą, z pewnym żalem muszę przyznać się przed Tobą, że chciałbym, abyś po zakończeniu stażu przeniosła się pod jego skrzydła. Fotel ambasadorski najłatwiej osiągnąć będąc tuż przy głowie zarządzającej tym naszym całym grajdołkiem, a nie u wujków pośród księgowych. – Wierzył, że jego protekcja wystarczy, och! jakże byłoby łatwiej, gdyby status jej krwi był nie do podważenia... Zmartwienie zasłonił jednak uwielbieniem i szczerym zapatrzeniem w równie piękną co matka twarz. – Rozmyślałem ostatnio o nowej rzeźbie. Nie miałabyś ochoty zostać modelką w tym przedsięwzięciu? Wynagrodziłbym Ci ten czas oczywiście, rzeknij jeśli tylko zmieniły Ci się gusta, tak aby w zasięgu Twej dłoni były najznamienitsze londyńskie łakocie. Myślę, że Twoje rysy doskonale oddałyby łagodność Psyche. Znasz tę opowieść? – zapytał miękko zaczynając posiłek.
Sunshine
Pretty brown eyes and a mind full of thoughts.
wiek
21
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Stażystka w MM
Promienny uśmiech zawsze zdobi jej twarz, wydawać by się mogło, że nigdy się nie smuci. Patrzy na świat bystrymi oczami w kolorze orzecha laskowego. Włosy ma zazwyczaj brązowe, chociaż latem gdzieniegdzie pojawiają się jasne pasemka, kiedy pozwoli słońcu je musnąć swoimi promieniami. Usta różane, nos lekko zadarty, twarz obsypana piegami. Jest szczupła, nie należy do wysokich kobiet, bo ma około 168 cm wzrostu.

Rita Kelly
#6
04.09.2024, 20:21  ✶  

Rita doceniała to, że wujkowie się o nią martwili. Szczególnie jej ojciec chrzestny. Miała świadomość, że najchętniej zamknęliby ją w złotej klatce, aby nie narażać jej na żadne niebezpieczeństwo. Nie miała jednak zamiaru na to pozwolić. Chciała wieść normalne życie, zresztą na tym świecie były przecież osoby, które w tej chwili znajdowały się w większym zagrożeniu od niej. Jej matka była czystokrwista, dzięki czemu nie była mugolakiem, a tylko półkrwi. Nie musiała się martwić o to, że zamaskowani osobnicy pojawią się przed ich drzwiami i postanowią odebrać im życia. Tylko, czy aby na pewno? Charlotte mogła być uznana przez nich za zdrajcę, właściwie to już była, na całe szczęście ten cały skandal wydarzył się dawno temu. Może mało kto pamiętał o tym, jakiego pochodzenia był jej ojciec.

- Myślisz, że przez to, że nie znalazłam swojej rzęsy nie znajdę również swojego szczęścia? - Wydawała się być zmartwiona sugestią swojego ojca chrzestnego. Nie, żeby spieszyło jej się do związania z kimkolwiek, ale świadomość, że mogłaby skończyć wiodąc żywot w samotności nieco ją martwiła. Zawsze marzyła o tym, że kiedyś pozna kogoś, na kim faktycznie będzie jej zależeć, kogoś kto będzie traktował ją jak księżniczkę i zakocha się w niej na zabój. Chciała sprawdzić, czy te wszystkie opowieści o miłości są prawdziwe, czy to możliwe, aby przy jakiejś osobie serce przyspieszało swój rytm, no i te motyle. Czy faktycznie istniały? Czy wręcz przeciwnie, to było przereklamowane.

- Naprawdę jest mną urzeczony? - Zapytała z entuzjazmem. Miała ogromne szczęście, że wuj chciał się tym z nią podzielić. Oznaczałoby to, że to jak pracuje ma sens. - Myślisz, że mogłabym kiedyś zostać ambasadorką?? - Spojrzała na niego spod swojej firanki długich rzęs. Nie zakładała, że w ogóle miała takie szanse. Może powinna mierzyć wysoko, ale podchodziła jednak do wszystkiego bardziej realnie. Wiedziała, że jej wujkowie mają koneksje w różnych miejscach, ale wolałaby osiągnąć sukces bez ich pomocy.

- Ja, modelką? - Oczy jej się zaświeciły, była to interesująca propozycja. - Jeśli myślisz, że się nadaję, to bardzo chętnie skorzystam z propozycji. - Wiedziała, że jej uroda jest ponadprzeciętna, nie była też przesadnie skromna, aby udawać, że jest inaczej, aczkolwiek jeszcze nigdy nikt nie poprosił ją o coś takiego. - Zrobię to z przyjemnością i nie potrzebuję żadnej zapłaty, wiesz wujku, najważniejsze, że cię to uszczęśliwi. - Posłała mu ciepły uśmiech, który byłby w stanie roztopić najbardziej zimne serce.

- Nie znam, ale chętnie wysłucham tej opowieści. - Anthony często raczył ją ciekawymi historiami, których uwielbiała słuchać już jako dziecko. Sięgnęła po szklankę, aby napić się wody, powoli zaczynała również jeść. Szkoda by było, aby posiłek się zmarnował.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
16.09.2024, 22:45  ✶  
Zaśmiał się na pytanie o rzęsę i machnął lekceważąco serwetką, którą z gracją ułożył na swoich kolanach, nawet jeśli ani odrobinka jedzenia nigdy nie opuściła jego widelca.
– Absolutnie nie Gołąbeczko. Rzęsa to tylko wróżba na dziś, kto wie co przyniesie jutro? – z niemałym sentymentem wspominał swój czas początków w Ministerstwie, jego zapalczywości i niepewności, żarłoczności uwolnienia się spod ojcowskiego kieratu. Czy tak właśnie działali Ślizgoni? Był o tym przekonany. Loch miał ich utwierdzić w pragnieniu, ale Anthony'emu wystarczyła wieża i słodkie listy od ojca, sączące jad, jątrzące jego ambicję, która zaprowadziła go w miejsce w którym był. Szczęśliwie nie wychował się w lochu, nie marzył więc o szczycie. Miejsce w którym się znalazł było wprost idealne.

– Tak, wierzę. Choć oczywiście trzeba będzie wybrać odpowiedni kraj. Skandynawowie i słowianie mają niezbyt przychylny stosunek do osób bez odpowiedniego rodowodu, niemniej Włochy, czy Hiszpania z pewnością przywitałyby Cię z otwartymi ramionami. W grę wchodzi również Egipt... – sam zaczął jeść, a wypowiadając nazwę swojego ulubionego i w takiej samej mierze znienawidzonego miasta, z impetem przeciął mięso. Oczywiście, jego impet oznaczał dotknięcie srebra o talerz, bez grama dźwięku ani zgrzytu, była to jednak rzecz, która nie powinna mieć miejsca. Ojciec nie wybierał się na emeryturę. Ale coraz częściej, zwłaszcza w okolicach lipca, zwłaszcza po śmierci Thomasa, Anthony rozważał, czy mu w tym nie dopomóc. Nie były to jednak zmartwienia na złocistą aurolę i umieszczoną w niej serdeczną twarzyczkę Rity. Shafiq znał jej matkę. Wiedział, że ten kwiat będzie zabójczy. Być może już był...

– Uszczęśliwi ponad miarę drogie dziecko, takie piękno trzeba zachowywać dla potomności, niestety nie każdy z nas jest Dolohovem, czy pozbawionym krwi wampirem – dywagował swobodnie, ciesząc się tak jej towarzystwem, jak i wykwintnością dania. Lubił jeść na mieście, ale nie mógł odmówić Wergiliuszowi kulinarnego kunsztu.

–Υπήρχε κάποτε ένας βασιλιάς ο οποίος είχε τρεις πανέμορφες κόρες. Η μικρότερη κόρη ονομαζόταν Ψυχή και η ομορφιά της έκανε όλους τους νεαρούς άντρες να την ερωτεύονται. – podjął, gdy poprosiła go o opowieść. Mówił wprawnie, jakby urodził się nad basenem Morza Śródziemnego, choć w rzeczywistości wiele lat poświęcił na naukę Greki. Była to jedna z pierwszych opowieści, którą przetłumaczył. A teraz... którą zapomniał tłumaczyć, oddając się w lekkim rozkojarzeniu językowi, w którym oryginalnie powstała.
Sunshine
Pretty brown eyes and a mind full of thoughts.
wiek
21
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Stażystka w MM
Promienny uśmiech zawsze zdobi jej twarz, wydawać by się mogło, że nigdy się nie smuci. Patrzy na świat bystrymi oczami w kolorze orzecha laskowego. Włosy ma zazwyczaj brązowe, chociaż latem gdzieniegdzie pojawiają się jasne pasemka, kiedy pozwoli słońcu je musnąć swoimi promieniami. Usta różane, nos lekko zadarty, twarz obsypana piegami. Jest szczupła, nie należy do wysokich kobiet, bo ma około 168 cm wzrostu.

Rita Kelly
#8
29.09.2024, 21:36  ✶  

Anthony ją uspokoił. Wypuściła z ulgą powietrze z płuc, naprawdę się zmartwiła, że to wróżba na dłużej.

- To dobrze, przejęłam się, że to może być długotrwałe. - Na szczęście chrzestny rozwiał jej wątpliwości. Jak zawsze zresztą, potrafił ją uspokoić, kiedy pojawiały się u niej jakiekolwiek obiekcje. Mało kto był w stanie tak na nią działać.

Tak naprawdę to nawet nie wiedziała, co mogłoby ją uszczęśliwić. Właściwie to przecież miała wszystko, czego potrzebowała. Kochających ją bliskich, staż, który przecież lubiła, czy czegoś więcej jej było potrzeba? Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Nie miała prawa narzekać, bo przecież wiodło się jej nie najgorzej, zdecydowanie wiele osób mogło jej tego wszystkiego pozazdrościć.


- Włochy, czy Hiszpania brzmią naprawdę dobrze, czy twoim zdaniem powinnam zacząć się uczyć, któregoś z tych języków? - Wolałaby się naprawdę dobrze do tego przygotować, to nie powinno być takie trudne, Rita miała smykałkę do nauki, więc wystarczyło trochę chęci, poświęconego czasu i mogłaby to zrobić. Potrzebowała tylko upewnić się, że faktycznie powinna to zrobić, nie chciała wyjść na nadgorliwą. Wszystko, co związane z pracją traktowała naprawdę poważnie.

Na pewno odnalazłaby się w roli ambasadorki, zresztą skoro ojciec chrzestny w nią wierzył, to na pewno nie rzucał słów na wiatr. Nie pozwoliłby się jej skompromitować - tego była pewna, więc może faktycznie czekał ją zawodowy sukces. Zresztą nie oczekiwała go zbyt szybko, wiedziała, że musi wypracować swoją pozycję, bo dopiero była na stażu. Potrzebowała czasu, ale wierzyła, że prędzej, czy później uda jej się osiągnąć cel. Tak już miała, że jeśli widziała możliwości, to robiła wszystko, aby je osiągnąć. Jako, że lubiła się uczyć, poszerzać swoją wiedzę, to zamierzała zaangażować się naprawdę mocno, żeby udało jej się zdobyć to stanowisko. Matka byłaby z niej dumna, a na tym przede wszystkim jej zależało. Na jej uznaniu.

Rita jadła powoli, nigdzie się nie spieszyła, chciała jak najdłużej cieszyć się towarzystwem swojego wuja, naprawdę lubiła przebywać obok niego. Słuchać tego, co miał do powiedzenia, chciałaby kiedyś potrafić tak czarować słowem, jak on. Miała naprawdę świetnego nauczyciela.

Zarumieniła się nieco, kiedy wspomniał o jej pięknie. Naprawdę doceniała te komplementy, wiedziała bowiem, że są szczere, wiele dla niej znaczyły. - W takim wypadku powiedz tylko gdzie i kiedy mam się pojawić, a na pewno to zrobię. - Oczywiście, wszystko, aby w pełni uszczęśliwić wujaszka.

Nie chciała mu przerywać opowieści, ale w końcu musiała to zrobić, bo nie rozumiała z niej ani słowa. Niestety Greki nie znała, poprosiła go więc o powtórkę, tyle, że w przystępnym dla niej języku.

Później słuchała z ogromną fascynacją tego co mówił, odpłynęła w marzenia. Wyobrażała sobie Psyche, której historię jej opowiadał.

Całkiem przyjemnie minął jej ten dzień, była nieco rozczarowana, kiedy musieli się rozstać, jednak wiedziała, że nie mogła tutaj tkwić w nieskończoność. W końcu pożegnała się z wujem, podziękowała za posiłek i ruszyła do domu, nadal bardzo mocno rozmarzona.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1755), Rita Kelly (1684)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa