• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[10-11.07 Isaac & Anthony] Życie w mętnej płynie mgle

[10-11.07 Isaac & Anthony] Życie w mętnej płynie mgle
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
18.07.2024, 15:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:43 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—10-11/07/1972—
Anglia, Londyn
Isaac Bagshot & Anthony Shafiq
[Obrazek: oeX9WvF.png]

Rok za rokiem szybko mknie
Życie w mętnej płynie mgle
Znów się zalej, a co dalej
Wreszcie coś człowieka tknie

Alkoholik, alkoholik
Taka smutna uczepi się myśl
Alkoholik, alkoholik
Ach, nie będę już pić, tylko dziś źródło: https://poezja.org/wz/Julian_Tuwim/29756/Alkoholik



Przeskok był precyzyjny, wprost do węzła przelotowego i siecią Fiuu do eleganckiego księgozbioru należącego do rodziny Parkinsonów. Kominek znajdował się przy wyjściu na tyły kamienicy i para mężczyzn przeszła tam, nie niepokojona, ot skrzat domowy zanotował użycie przejścia i poinformował o tym jedną z ciotek. Posępna figura w czerni obejmowała teraz troskliwie kulącą się w ramionach istotę. Atak rośliny przebiegł równie sprawnie, co jej unieszkodliwienie, Anthony powątpiewał więc, aby to ona była przyczynkiem stanu Isaaca Bagshota, który wyglądał mizernie i odzywał się jak skopany przez rzeczywistość szczeniak. Pospiesznie dostali się do eleganckiej klatki schodowej, która doprowadziła ich na piętro, do jedynych drzwi otoczonych bujną zielenią. Apartament był niejako prezentem ślubnym od matki Shafiq'a i był to niewątpliwie najlepszy prezent, jaki otrzymał kiedykolwiek od rodziców. Przestrony hol przechodził płynnie w jasny, utrzymany w bieli pokój dzienny zachwycający kryształowymi kandelabrami i ogromnymi lustrami umieszczonymi pomiędzy pilastrami, których zwieńczenia trochę zaburzały minimalistyczny charakter pomieszczenia - głownie zdobne były w liście i winogrona, choć przy słabym oświetleniu ledwie kilku kinkietów, nie były tak dobrze widoczne.

– Pozostaw tutaj płaszcz. Jesteś głodny? Chcesz... chcesz się napić? – Pozbawił się swojego płaszcza, odwieszając go na smukły czarny stojak i obserwując przy tym czujnie młodszego mężczyznę. – Nawdychałeś się proszków z tej rośliny? Jesteś pewien, że nie potrzebujesz opieki lekarskiej? – był o krok od wezwania do siebie Basileusa Prewetta, nieświadom do końca stopnia znajomości obu mężczyzn. Oczywiście miał wgląd w hogwardzkie roczniki, wiedział z kim przez siedem lat Isaac dzielił swoją sypialnię, nie myślał o tym jednak zbytnio skupiając się na zadaniu. Odbił w prawo do pokoju, a konkretniej do sekretarzyka, który stał opodal drzwi. Machnięciem różdżki otworzył go, by wyciągnąć zeń dwie kryształowe szklanice, umieszczone pośród papeterii, piór i atramentów. Na stole w fantazyjnej karafce lśniła woda. Kolejne machnięcie różdżki i delikatny szron pokrył szkło. Gospodarz w milczeniu rozlał im w równej mierze i podszedł by podać swojemu gościowi ten niezbyt zobowiązujący apéritif.

– Ja też nie znoszę roślin. Nawet nie wiesz jak ucieszyły mnie wieści o tym, że tegoroczne Lammas odbędzie się w centrum Londynu. Wszystko tak łatwo się brudzi. – Krytycznie spojrzał na swój lekko lśniący, perfekcyjnie czarny strój, który wcale nie był taki czarny po tym jak Anthony tarzał się po ziemi, próbując uniknąć smagnięć macek i przy okazji uratować przyjaciela swojego, przyjaciółkę cudzą oraz gromadkę całkiem zaradnych dzieci. Zaraz potem powrócił uwagą do Isaaca i ściągnął brwi w zastanowieniu obserwując jego twarz. – Jak się czujesz Isaacu? Powiedz czego Ci potrzeba – poprosił, gestem wskazując w kierunku krzeseł, ale też może białej sofki, która stała pod ścianą otoczona doniczkowymi krzewami. Miesiąc temu na tej sofie łkała rozłożona obecna prawniczka OMSHM-u. Był ciekaw, czy i tego wieczoru czeka go podobna konieczność znieczulenia, tym razem już zatrudnionego stażysty.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#2
18.07.2024, 23:36  ✶  
Isaac nie pamiętał, jak trafił tu, gdzie właśnie się znalazł. Pamiętał tylko, że poprosił pana Shafiq'a, żeby zabrał go z sadu Abbotów. Bo tak właśnie było. Chyba? Czy aby na pewno był teraz z Anthony’m, który coś do niego mówił? Nie mógł być tego pewien. Przed oczami migały mu najróżniejsze obrazy. Migawki, niczym w mugolskim kinie, pojawiały się i znikały w ułamkach sekund. Raz widział przed sobą jasne wnętrze, a raz obrazy sprzed lat, które tak naprawdę mogły nigdy nie mieć miejsca. Podobnie było z dźwiękami, które docjoszilo do niego z różnych stron.
Jeśli tylko mógł, oparł się o ścianę i z całych sił starał skupić na słowach Anthony'ego.
-Głodny…?-Na ułamek sekundy wzrok mu się wyostrzył, żeby zaraz na powrót zmętnieć, jakby Shafiq'a już przed nim nie było. Tęczówki mu się rozszerzyły, bo nie znajdował się teraz w przestronnym salonie, a gdzieś zupełnie indziej. Przesunął dłonią po zimnej ścianie.-Przecież pada.-Zauważył i uniósł “mokrą” rękę na wysokość oczu, żeby spojrzeć jak kropelki wody spływały mu po nadgarstku. Przez palce dostrzegł Anthony'ego, a źrenice natychmiast mu się rozszerzyły.-Czy mógłby pan zgasić światło?-Poprosił, osłaniając ramieniem twarz. Coś bardzo go raziło, ale kiedy znów otworzył oczy, to zobaczył swoją skrzatkę, a blask powodujący dyskomfort zniknął. Zaśmiał się cicho pod nosem.-Mimciu, poproszę tatę, to kupi ci różdżkę i razem pojedziemy do Hogwartu.- Obiecał i zamilkną na chwilę. Przetarł rękawem spocone czoło, przez cały czas napierając plecami na ścianę. Schylił głowę i wypuścił głośno powietrze z ust. Odczekał dwie sekundy i zaczął ściągać z siebie płaszcz, tak jak wczesniej polecił mu to gospodarz.-To te rośliny. Za chwilę mi przejdzie.-Zapewnił i złapał palcami za ramię wieszaka, jakby chciał się upewnić, że mebel na pewno tam stał. Był bardzo skupiony, a jego ruchy były powolne. Zdawał sobie sprawę, że to co widział oraz słyszał mogło nie być prawdziwe, ale musiał udawać, że wszystko jest w porządku. Był tutaj z Anthony'm, a przecież nie mógł okazać przed nim słabości. Nie rozumiał go, nie chciał być mu niczego dłużny, ani się do niego przyzwyczaić. Uważał, że mężczyzna nie ma skrupułów, i trzyma go przy sobie tylko dlatego, że ma w tym interes. Tylko czy uda mu się teraz oszukać Shafiq'a? Czy przełożony zauważył już, że coś było nie tak? Był bystry, a Isaac wiedział, że w stanie w jakim aktualnie się znajdował, ciężko mu będzie kłamać.
Bagshot'owi udało się powiesić płaszcz, a jego kolejnym celem było odklejenie się od wieszaka i podążenie za gospodarzem. Tak właściwie to nie pamiętał już, dlaczego tutaj był, ale osoba Anthony'ego w tym momencie wydawała mu się najbardziej realna. I co on wcześniej powiedział? Opieka lekarska?
-Przecież dlatego tutaj jesteśmy, musimy pomóc, bo nie mają żadnego lekarza.-Powiedział, nie do końca wiedząc, czy ostatecznie przeszedł parę kroków, czy nie. Ale zaraz? Co on w ogóle gadał za bzdury?-Nie, nie, panie Shafiq, pomyliło mi się.- Przetarł pięścią oko i ponownie odetchnął, mając nadzieję, że podziała to na niego niczym kubeł zimnej wody. Rośliny... znał rośliny, które stały na parapecie, który nie istniał.
-Lilie kojarzą mi się z cmentarzem. A pamiętasz, jak płakała nad jego grobem? Nie mów jej, dlaczego zginął, okej? Powiedz, że byl bohaterem - to i tak niczego nie zmieni, a jej będzie lżej. Musi jakoś dalej żyć.- Zdał sobie sprawę, że odpowiedział na dialog, który w tym momencie wcale nie miał miejsca. Poszukał spojrzeniem Anthony'ego, a jego świadomość była na tyle łaskawa, że zarejestrował pomieszczenie w jakim się znajdowal, oraz szkło, które mu podano. Zacisnął palce na naczyniu, żeby mieć pewność, że było prawdziwe.
-Muszę chwilę odpocząć. Tylko chwilę. Już późno, prawda? A, a pan czegoś potrzebuje?- Zapytal, starając się brzmieć bardzo lekko i nie uciekać nigdzie wzrokiem.-Postoję, panie Shafiq. Nasiedziałem się dzisiaj na miotle na tren... w pracy.- Nie mógł usiąść na czymś, co mogło nie istnieć. I musiał sobie szybko przypomnieć, czego chciał od niego Anthony. Skupił wzrok na błękitnym ptaszku, który ćwierkał i latał pod sufitem. Nagle jednak zamknął oczy i drgnął - ktoś strzelił do zwierzęcia z broni palnej. Huk był niesamowicie głośny, a Isaac bardzo nie lubił tego dźwięku. Trochę whisky wylało się na posadzkę.


the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
29.07.2024, 21:56  ✶  
Anthony nie był magipsychiatrą i nigdy do końca nie interesował się tematyką post-traumatic stress disorder, szczególnie, że tak naprawdę opisano to schorzenie w 1980, więc nawet nie miało jak mu się obić o uszy, że tak może być. Czytał jednak na tyle dużo reportaży i książek historycznych, czytał wiele poezji i biografii, by wiedzieć, że wojna pozostawia w sobie ślad. W końcu czytał drugą książkę Isaaca Bagshota, która była okrutnym obrazem. Być może zbyt okrutnym do dość łagodnej, skrytej pod pokrywą bawidamka i lekkoducha duszy. Nie zamierzał jednak w tym wszystkim wzywać magipsychiatrę ze swojej sieci, Perseusz zbyt pewnie był pochłoniety przygotowaniem do swojego ślubu. Zamiast tego sięgnął po stare sprawdzone sposoby na bolączki duszy. Kadzidło, alkohol i w ostatecznej drodze sen, kojący pocałunek Morpheusa, który odbierał troski i regenerował zszarpane tkanki nie tylko ciała, ale też właśnie i umysłu.

Na prośbę Isaaca ruchem różdżki przesunął kotary, które przesłoniły światło, pozostawiając tylko kandelabry w ciepłym półmroku.
– Oni mają opiekę medyczną Isaacu. Przyjechali aurorzy, eliksiry leczące poszły w ruch. Jest dobrze. Świetnie się spisałeś. Dzięki Tobie większość osób nie odniosła uszczerbku na zdrowiu. – Informował go łagodnie, dolewając whisky, najskuteczniejszego środka nasennego jaki wymyśliła ludzkość.

Zaraz potem podniósł się i ruszyłdo sekretarzyka, by wyciągnąć figurę smoka trzymającego szafirową kulę. Z eleganckiego pudełeczka sięgnął po kadzidełko opisane jako wyciszające umysł. Powinien rozpoznać je po kolorze, niestety nie było to absolutnie możliwe. Szczęśliwie deskrypcje przychodziły z pomocą. Przez moment próbował rozpalić stożek splatając surową magię wokół myśli o małym płomieniu, ale jego czakry wciąż pozostawały przyblokowane. Za mało jogi. Za mało pogodzenia się z sobą. Za mało czasu być może, poświęconego na naukę, za dużo na utyskiwanie na swoją samotność. Stłumił jednak te myśli i już normalnie, różdżką, odpalił trociczek pozwalając bieli pokoju pokrywać się stopniowo dymem ulatującym z nozdrzy ceramicznego smoka wprost na kulę.

– Pij. Poczujesz się lepiej. Odrętwienie jest teraz Twoim sprzymierzeńcom – polecił miękko, żałując, że nie wyspecjalizował się jednak w urokach, bo w tym potrzaskanym stanie mógłby bez trudu wymusić na Isaacu posłuszeństwo prowadzące go wprost do potrzebnego snu i zadbać o to, żeby nie robił głupstw na drodze do finału tego scenariusza. To znaczy... już tego pilnował zabierając go do swojego mieszkania i pozwalając bełkotać w salonie. Lepiej tak, niż przy obcych ludziach w obcym miejscu. Choć czy rzeczywiście byli sobie znajomymi?
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#4
18.09.2024, 19:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2024, 23:29 przez Isaac Bagshot.)  
Isaac spojrzał na krzesło, które zostało mu podsunięte przez pana Shafiqa. Pomimo wcześniejszej odmowy, położył dłoń na oparciu mebla i usiadł. Wbił puste spojrzenie w zasłony. Przed oczami widniały mu sceny, które już przeminęły, ale z jakiegoś powodu chciano, aby oglądał je po raz kolejny.
-Bogowie mnie pokarali za moją ciekawość i już do końca życia będę widział rzeczy, których nigdy nie chciałem zobaczyć.- Powiedział bardzo niepasującym do siebie tonem.-Tata nie byłby zadowolony. Chciałbym, żeby teraz tutaj był.- Ciężko było stwierdzić, czy było to wyznanie, czy odpowiedź na wydarzenia, które działy się w jego głowie. Nigdy nie wspominał o rodzicach, ale kiedy mówił o ojcu, to zawsze z czułością i lekkim żalem w głosie. Przymknął na chwilę oczy. Kiedy z powrotem je otworzył, stał przy nim Anthony.
-Nie... nie spisałem się świetnie. Pan nie rozumie.- Pokręcił głową i tym razem udało mu się nie rozlać trunku, którym częstował go gospodarz.-Zrobiłem tyle... tyle złych rzeczy. Nawet nie wiem, kiedy to wszystko się zaczęło. Może... może już dawno? Ale teraz nie da się tego cofnąć. Nie ma drogi powrotu.- Napił się posłusznie tak jak mu kazano. Jeden łyk, a potem drugi i kilka kolejnych. Chciał odstawić pustą szklankę na stół, ale ten tak naprawdę istniał tylko w jego głowie, więc naczynie potoczyło się po dywanie.
-Gdyby tata mógł to zobaczyć... Nie, on nie... on nigdy by tego nie zrozumiał. Zawsze mówił, że trzeba być lepszym, że trzeba...- Podniósł na chwilę wzrok, ale nie był w stanie spojrzeć Anthony'emu w oczy. Jego ciało zadrżało, jakby coś w nim pękło. Bez słowa, szukając w tej chwili czegokolwiek na czym mógłby się oprzeć, powoli opuścił głowę i oparł ją o ciało pana Shafiqa. Czy zdawał sobie sprawę gdzie i z kim właśnie się znajdował? Ciężko było jednoznacznie to stwierdzić.
-Tata... on by patrzył na mnie tym swoim smutnym wzrokiem. Takim, jakim patrzył, kiedy coś było nie tak, ale nigdy nic nie mówił. Zawsze milczał. Bo chyba się bał… bał się powiedzieć cokolwiek. Może wiedział, że… że nic nie mógł zrobić.-Wszystko się w nim kruszyło, ale materiał do którego przytulał twarz był pachnący i przyjemny. Bliskość drugiej osoby dawała mu ukojenie i pozwoliła skupić się na opowiadanej historii. Isaac umysłem nie znajdował się w tym samym pomieszczeniu co Anthony. Wizje i przebłyski ustały, zamykając go w rzeczywistości w której mógł snuć swoją opowieść.
-Patrzył tylko… jakby już dawno mnie stracił, ale nie potrafił tego przyznać. Nie wiem… po prostu się poddał. Myślałem, że jest słaby na umyśle... ale miał takie przebłyski. Powiedział, że to on zabrał pieniądze... napisał...- Isaac zamilknął. Milczał przez kilka sekund i mogłoby się wydawać, że zasnął, jednak wyglądało na to, że zbierał po prostu myśli, albo umysł przeniósł go tym razem zupełnie gdzie indziej.
-Ma pan tyle pieniędzy... mógłby pan pomóc. Czarny Pan… to wszystko… moglibyśmy… pomóc nam… nie wiem, wszystko jest takie zamazane. Nie mogę… znaleźć… spokoju… jestem chory... moja skrzatka wie..- Zamarł nagle na krześle a jego ciało zaczęło drżeć w rytmicznych skurczach. Dzięki podporze jaką był Anthony, atak nie skończył się upadkiem z krzesła. Szkliste oczy bez wyrazu otworzyły się, a nieregularny oddech zaczął przyspieszać. Po kilku chwilach drżenie zaczęło ustępować, a jego mięśnie stopniowo się rozluźniały.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
03.10.2024, 20:48  ✶  
Słuchał. Do tego się nadawał. Zranione, złamane dusze. Kiedyś gdy był w Japonii zafascynował się sztuką kintsugi, ale jego ręce nie były dedykowane tego typu rzemiosłu. Z drugiej strony szybko odkrył pełnię satysfakcji, gdy nie miał w swoich dłoniach ceramiki, a małe, potrzaskane dzieci w ciałach dorosłych ludzi, którzy wciąż nie mogli się pozbierać, wzrosnąć, znaleźć sposobu by znów odetchnąć pełnią piersią przystosowaną do życia w magicznej społeczności. Oczywiście, swoje działania i potrzebę bycia mentorem w życiach poszukujących przesłaniał całkiem merkantylnymi potrzebami posiadania lojalnych pracowników o pełnym przekroju umiejętności.

Isaac był jednym z nich, choć ten eksperyment przebiegał w sposób chaotyczny. Nie przeszkadzało mu to w żadnej mierze, ryzyko utrzymania tej relacji wciąż nie było tak ryzykowne, jak możliwe zyski. Teraz jednak zastanawiał się, oceniał kawałki miski, którą za moment trzeba będzie posklejać złotem. Możliwe że Bagshot był za stary, że za późno trafili na siebie, by była przestrzeń na ingerencję.

Z drugiej strony był wobec niego szczery, pierwszy raz od Neapolu, którego ewidentnie nie pamiętał. Anthony zasłuchał się pozwalając wtulać twarz w okrywające go materie, kładąc dłonie na barkach, ojcowsko, niczym ucieleśnienie rodzica z rembrandtowskiego obrazu. Spijał każde słowo, które mogło go przybliżyć do informacji o tym, co podejrzewał już wcześniej, umiejętności, które balansują, albo wprost przekraczają granice prawa. Druga książka i informacje w niej zawarte... To był jeden z tropów. I teraz to, popękana dusza.

Rozmyślania przerwał mu atak... czegoś. Nie miał pojęcia co ma zrobić, jak zareagować, wezwanie skrzatki Isaaca też było niewykonalne - gdzie mogła się teraz znajdować. Na tym etapie Anthony nie znał miejsca zamieszkania swojego stażysty, research nie przebiegł tak głęboko, nie w pierwszej fazie przysposabiania.

– Wergiliuszu! – krzyknął jednak patrząc w przejęciu na drgającego czarodzieja. – Rychło! Natychmiast, po Prewetta! – sam odwrócił się pospiesznie do sekretarzyka, skąd wyciągnął niewielką zieloną fiolkę eliksiru wiggenowego. Nie miał prawa zaszkodzić. Najprawdopodobniej.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#6
29.10.2024, 22:00  ✶  
Isaac nie wiedział, co działo się potem. Wszystko, co pamiętał, było rozmyte, jakby otulone mgłą. Kolejne obrazy pojawiały się i znikały w jego świadomości, wywołując uczucie ulotności, które rozciągało się na całe wspomnienie. Widział siebie w szkole, spacerującego korytarzami Hogwartu, gdzie śmiechy przyjaciół - Milly i Erika,  rozbrzmiewały echem. Niosły za sobą wspomnienia chwil beztroskich i bezpiecznych, gdy problemy świata dorosłych były jedynie mglistą obawą gdzieś na horyzoncie.
Sen przeniósł go na wykopaliska w Norwegii. Czuł przenikliwe zimno, które jednak nie odbierało mu przyjemności z odkrywania tajemnic przeszłości. Surowość norweskiego krajobrazu miała w sobie coś niepokojącego, a jednocześnie pięknego. Coś, co przypominało mu o jego własnej fascynacji przeszłością.
Potem poczuł zapach wsi. Jesień malowała krajobraz złotymi i czerwonymi barwami, a pola pełne były dojrzałych zbóż, które lśniły w promieniach słońca. Powietrze pachniało mieszanką ziemi, wilgotnych liści i dymu unoszącego się leniwie z kominów drewnianych chat o słomianych dachach. Wzdłuż wyboistej drogi stały proste chaty, a przed nimi krzątały się kobiety w tradycyjnych chustach, zajęte przebieraniem plonów. Mężczyźni wracali z pola z narzędziami, a w oddali dzieci biegały boso, śmiejąc się w głos. Widział też starców, siedzących na ławeczkach, zatopionych w rozmowie i przyglądających się z dumą, jak życie toczy się zgodnie z rytmem natury. Krowy i konie dopełniały sielskiego obrazu, rycząc i szukając cienia pod rozłożystymi drzewami. Isaac chłonął każdy szczegół, urzeczony prostotą tego świata i spokojem, który z niego emanował - światem, w którym czas zdawał się płynąć wolniej, a każda chwila miała swój głęboki sens.
Gdy obrazy zaczęły się zacierać, poczuł, że uczucie sielanki zaczyna ustępować. Powrót do świadomości był powolny i niepewny, jakby jego umysł nie chciał rozstać się z tymi iluzjami.
Kiedy w końcu otworzył oczy, nie miał pewności, co było rzeczywistością, a co snem. Czuł miękkość łóżka pod sobą, choć nie miał pojęcia, czyje to było łóżko ani gdzie się znajdował. Zdezorientowany, próbował sobie przypomnieć ostatnie wydarzenia. Jego myśli natrafiły na obraz rozmowy z panem Shafiqiem, ale chwilowo nie był w stanie przypomnieć sobie, co działo się później. Popatrzył w sufit, po czym przekręcił głowę w bok, żeby przyjrzeć się miejscu, w którym się znajdował.


the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
08.11.2024, 18:43  ✶  
Pomieszczenie było niewielkie, łóżko niezwykle wygodne, pościel najmiększa z tych, w których dotąd przyszło mu leżeć. Nie był rozebrany zupełnie - pozostawiono na nim bieliznę i podkoszulek, z łatwością dostrzegł jednak swoje ubrania w których był na niefortunnym wydarzeniu, leżące pięknie złożone w kostkę na pobliskim krześle. Wokół pachniało przyjemnie - kadzidłem wspierającym sen - dopalona kulka stała na ceramicznej figurce łupiącego na Isaaca smoka. A potem smok mrugnął, choć przecież nie mógł, bo to tylko figurka.

Po chwili gdzieś w oddali rozbrzmiał niewielki dzwoneczek, którego dźwięk uchodził w niebyt, odlatywał gdzieś... w sobie znanym kierunku. Rozglądający się w ciemnym półmroku Isaac mógł zobaczyć mozaikę przedstawiającą Tezeusza walczącego z Minotaurem, mógł prześledzić ciąg labiryntu który ich otaczał, a który zdawał się bez wyjścia. Maligina nie pozwalała znaleźć rozwiązania zagadki, ale przecież bohater nie był sam. Miał nić od księżniczki... I ta ukazała się wraz z otworzeniem drzwi. Snop ciepłego światła i powiew lipcowej nocy zagościły w pomieszczeniu, ukazując złocistą linię, niewidoczną wcześniej, która rzeczywiście prowadziła do wyjścia, nawet w zwykłej, dekoracyjnej ścianie.

Tymczasem w drzwiach stał skrzat domowy, ale zdecydowanie inny niż wszystkie. Odziany w dopasowany elegancki frak, z możliwie estetycznie zaopiekowaną twarzą pozbawioną nieokrzesanych włosów, brodawek czy innych psujących obraz niedoskonałości, niósł srebrną paterę z parującym intensywnie rosołem.

– Uszanowanie. Znajduje się pan w Little Hangleton, w rezydencji pana Shafiqa w skrzydle gościnnym. Lekarz zalecił ciepły i kaloryczny posiłek płynny, pozwoliłem sobie panu przygotować zupę i wiem, że mój Pan nie przyjmie odmowy. W razie czego mogę pomóc jeść, jeśli nie może pan utrzymać łyżki – zaoferował lokaj, machnięciem dłoni przywołując stoliczek dedykowany jedzeniu w łóżku.

– Rano winien się pan już poczuć lepiej, na razie należy spożyć posiłek, wypić eliksir i powrócić do regenerującego snu. Ma pan za sobą bardzo ciężki wieczór i nie radziłbym wstawać – instruował dalej, z dystansem ale też łagodnością. Poprawił mu przy okazji poduszki, a potem wymienił kadzidło na smoczym strażniku na nowe. Oczywiście Isaac nie był więźniem tylko gościem, mógł w każdej chwili teleportować się do domu, Wergiliusz jednak mu to odradzał, uprzejmie odpowiadając na każde pytanie.

I tylko pytania o Anthony'ego, jeśli jakiekolwiek by się pojawiły, zbywał smutnym uśmiechem, wymijająco wspominając o niedyspozycji. Pozostawił dla siebie, w niezaprzeczalnej lojalności to co Isaacowi przesłoniła mgła, pozostawił dla siebie obraz bezsilności z jaką starszy czarodziej teleportował tu swojego stażystę, organizując natychmiastową pomoc. Pozostawił dla siebie ciche żałości wynikłe z oskarżeń rzuconych podczas ataku traumatycznych wspomnień, pusty stalowy wzrok, gdy Anthony szeptał odpowiedzi nad nieprzytomnym. Pozostawił to dla siebie, licząc mimo wszystko, że kiedyś mężczyźni będą mogli porozmawiać szczerze, bez masek, o tym dlaczego pan Shafiq postanowił zaryzykować i ściągnąć Bagshota na powrót do Anglii.


Dziś jednak nie był to ten dzień.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1652), Isaac Bagshot (1556)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa