• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[19.08 Elliot & Anthony] Wiec nieś mnie, wietrze chłodny, nie pytając po co

[19.08 Elliot & Anthony] Wiec nieś mnie, wietrze chłodny, nie pytając po co
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
21.07.2024, 00:20  ✶  

—19/08/1972—
Anglia, Londyn
Elliot Malfoy & Anthony Shafiq
[Obrazek: PcFvN6M.png]

Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci.
Com czynił - wszystko było pisane na wodzie.
Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie,
Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci.

Jednego pragnę dzisiaj: was, zimne powiewy!
Wiec nieś mnie, wietrze chłodny, nie pytając po co,
Pomiędzy stare ścieżki, zapomniane krzewy,
Które wszystkie rozpoznam i odnajdę nocą.



Kiedy było się politykiem wysokiego szczebla, Twoje życie wypełniała praca. Bez względu na to, czy było to nużące spotkanie w biurze, czy popołudniowa kawka ze znajomymi w pobliskiej magicznej klubokawiarni – ktoś zawsze słuchał, ktoś zawsze patrzył Ci na ręce, ktoś w końcu nieustannie oceniał Twoje kroki. Każdy. Jeden. Krok. Kiedy było się politykiem wysokiego szczebla, nigdy do końca nie wiedziało się, kiedy jakieś zapodziane słowo zrujnuje plany na najbliższe pół roku, ale też krążące koło fortuny, mogło przynieść nową okoliczność, falę, na którą tylko trzeba było się wspiąć i płynąć z jej nurtem. W tym życiu ciężko było o przyjaciół, ale można było uznać się za szczęściarza, jeśli wiedziałeś, że osoba z którą idziesz porozmawiać nie będzie zamierzała wbić Ci noża w plecy. Zaufanie w świecie bogaczy było bez mała walutą cenniejszą niż złoto.

Apartament Anthony'ego Shafiqa przy Alei Horyzontalnej, znajdował się na piętrze, tuż nad Księgozbiorem Parkinsonów. Elegancka klatka schodowa, pachnąca subtelnie mieszaniną białych kwiatów osadzonych na cedrowo-piżmowej kołdrze otulała świeżością odwiedzających, prowadziła do samotnych drzwi na piętrze, zaopatrzonych w pojedynczą złocistą klamkę, której Kanclerz Skarbu nie zdążył dotknąć. Otworzył mu sam gospodarz uśmiechając się na jego widok tym uśmiechem zarezerwowanym dla osób z którymi nie tylko pracował, ale z którymi pracowało mu się dobrze. Jego osoba mocno kontrastowała z białą przestrzenią klasycznego holu, który przechodził bezpośrednio do otwartego salonu, zachwycającego kryształowymi kandelabrami i ogromnymi lustrami wzmagającymi wrażenie przestrzeni nad głowami osób, które mogły zasiąść przy podłużnym stole lub na białych sofach stojących bliżej okien. Ów kontrast niosła czarna jedwabna koszula, o grubym złocistym hafcie na lewym mankiecie przedstawiającym złocistego chińskiego smoka. Dwa rozpięte guziki wskazywały na pełnię swobody mężczyzny, podobnie jak jedna z dłoni ukryta w kieszeni równie czarnych spodni.

– Elliocie, jak miło Cię widzieć. Chodź, przejdźmy od razu do gabinetu, nie mogę się doczekać aż spróbujesz mojego najnowszego nabytku. – Odstąpił dwa kroki wpuszczając go do mieszkania, pozostawiając za sobą przyjemną sugestię tytoniu i bursztynu, bardzo ciepłą, nie pasującą do gustownego, acz chłodnego otoczenia. Gość miał szansę odświeżyć się w czarno-złotej łazience dla gości, ostatecznie jednak Shafiq poprowadził go do serca mieszkania, miejsca w którym odbywał najwięcej semi-formalnych spotkań, a które nosiło kilka run utrudniających wstęp nieproszonym zmysłom. Przestrzeń była dobrze doświetlona, choć i tak zdawała się ciemniejsza - biały pozostał jedynie sufit oraz dywanik pod szerokim dębowym biurkiem. Reszta pokoju była czarna, z dekoracyjnymi pilastrami o złoconych głowicach. Książki znajdowały się za szklaną gablotą, stojąc tam wraz z kilkoma figurkami smoków. Gruba, ciężka kotara przesłaniała okno, a Anthony wskazał stojący po przeciwnej do katedry hebanowy, bogato rzeźbiony, trójnogi stolik, z przystawionymi doń dwoma fotelami. Na lśniącym blacie czekały dwie butelki wina, oraz podwójny zestaw kieliszków tak do białego, jak i czerwonego trunku.

– Ludzie najbardziej doceniają to, czego im zbraknie, nie sądzisz? Kiedyś widywaliśmy się codziennie, na wiele godzin wspólnej pracy, a teraz...? Kiedy to było? W połowie czerwca? Znalazłeś dla mnie ledwie kilka minut drogi Elliocie – mówił z dusznym ciężarem nostalgii, choć może to dogasające kadziło ustawione przy miedzianej misie zdobionej - a jakże! - w smoka, dawało gorzki posmak tęsknoty za tym co minione? Faktem jednak było, że przez ostatnie pół roku ich interakcje wyglądały nader żałośnie. Anthony wiosenny kwartał spędził w odosobnieniu od angielskich spraw, pogrążając się w żałobie po starszym bracie, choć ktokolwiek znał Anthony'ego bliżej wiedział, że Thomas nigdy nie był z nim aż tak blisko, by płakać po nim trzy miesiące. Z kolei letni... – Czasem mam wrażenie, że już spędziliśmy ze sobą niemal cały czas, który ofiarował nam los, a teraz łapiemy ostatnie okruchy. Choć może to błąd poznawczy, przez żałobę, która okryła nasze barki. Jak się czujesz? Jak Twój syn sobie radzi? – Pytania zdecydowanie wykraczały, poza te, które padały podczas ich poprzedniego spotkania. Cóż... to odbywało się w progach Ministerialnych, które nie sprzyjały choćby sugestiom tego typu spoufalania się. Tym razem jednak Anthony nalegał na zmianę otoczenia i wpuścił swojego dawnego protegowanego w progi własnego domu. To i kilka innych czynników nadawało od przekroczenia przez Malfoya progu zdecydowanie innej dynamiki wymiany między mężczyznami informacji.

Ciszę wypełnił cichy ciurkot nalewanego białego wina. Jego słomkowa barwa zdawała się nieco ciemniejsza wobec światła dawanego przez unoszącą się nad drugą częścią pokoju kulę. Krążące w jej wnętrzu magiczne świetliki przybrały ciepłe tony, rozbijane przez otulające je kryształowe więzienie, dając wrażenie przytulności. Mieli rozmawiać o czym innym, inny był cel, ale gospodarz najwidoczniej miał czas. Dużo czasu. Zasiadł na fotelu obok, ujmując kieliszek z apieritifem. Wesparł się swobodnie na podłokietniku i przypatrując się drugiemu mężczyźnie z łagodnym uśmiechem, czekał jego opowieści. 
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
30.07.2024, 00:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 00:56 przez Elliott Malfoy.)  
“Alone, I often fall down into nothingness. I must push my foot stealthily lest I should fall off the edge of the world into nothingness. I have to bang my head against some hard door to call myself back to the body.”
─·*·─

Obojętność wydawała się najbezpieczniejszą maską, gdy zmysły tęsknie lgnęły do wspomnienia rześkich poranków wśród szkockich jezior. Przemierzał korytarze Ministerstwa przypominając sobie pierwsze kroki stawiane na jego marmurowych posadzkach; odnalezienie własnego 'ja' malowało się ciemnymi barwami niemożliwego przedsięwzięcia, gdy już przy porodzie ktoś spisał skrzętnie całość twego życiorysu, nie zostawiając nawet miejsca na marginesach. Większość swego istnienia szlifował umiejętność ukrywania emocji za idealnie chłodną maską próbując zostawić ją na tyle życzliwą i wiarygodną, aby nie mienić się w cudzych oczach jako ktoś niegodny zaufania. Przedziwna wolność, która zdawała się wypełniać każdy minimetr jego duszy absolutnie go przerażała. Nie wiedział jak sobie z nią poradzić, jak zaaplikować w codziennym życiu - dlatego uciekł. Skrył się za murem Hadriana i zapragnął nigdy nie wracać. Zdawało mu się, że stał się lekki, a przy tym okropnie pusty. Wciąż odczuwał emocje, ale spoglądał na to jakby zza szyby. Nie słyszał swojego łkania, które zazwyczaj było o wiele bardziej donośnie, wręcz nieznośne.

Uśmiechnął się wyuczenie, gdy napotkał spojrzenie Anthony'ego. Mężczyzna wydawał się posiadać niewyczerpywalne źrodła energii, które zasilały każde jego przedsięwzięcie. Coś w jego osobie przypominało Elliottowi dziadka - lgnął do tej myśli, nie chcąc puścić, bo tęsknota za członkiem rodziny, z którym miał najpozytywniejszą relacje, doskwierała mu ostatnimi czasy nazbyt namacalnie.

- I wzajemnie, dobrze jest Cię zobaczyć poza murami Ministerstwa na dłużej niż pare minut. Mógłbym Cię oskarżyć o celowe omijanie mnie, ale strzeliłbym sobie tym w stopę, więc oskarżycielskie komentarze pozostawię na później, mam nadzieję, że starczy nam czasu? - nie powstrzymał się przed szybkim żartem, który zakomunikował spokojnym, acz finezyjnym tonem, unosząc jedną z jasnych brwi. W mimice pozostawał, jak zwykle opanowany, bo to jego słowa i ton miały grać pierwsze skrzypce.
- Ostatnie miesiące zlały mi się w jedno, ilość pracy popędzana gorącem lata nigdy nie działają dobrze na wydajność, ale cóż, ledwo wszedłem, a już się tłumaczę - dopowiedział, pozwalając, aby grzecznościowy uśmiech pozostał na jego twarzy. Pozytywne i naturalne grymasy nie należały do puli, którą los obdarzył Elliotta. W relacjach z ludźmi, na których choć odrobinę mu zależało, bądź których cenił (a można było zliczyć ich na palcach jednej ręki) starał się uwydatniać delikatne ruchy kącików ust, acz wychodziło rożnie - zwłaszcza, gdy sympatia była szczera. Fałsz i obłuda przychodziły mu z łatwością, popędzane rodzinnym wyrachowaniem.

Podążył za gospodarzem wgłąb mieszkania i skorzystał z możliwości odświeżenia się w łazience. Ciemnozielona koszula, którą podkreślały idealnie dopasowane w talii, beżowe spodnie, skropiła się drobinkami kropel wody. Podwinięte rękawy górnej części garderoby odsłaniały bladą cerę i przyozdobione sygnetami najmniejszy i serdeczny palec; rodowym oraz drugim, innego pochodzenia. Rzucało się w oczy, że nie posiadał na żadnym palcu obrączki.

Gdy znaleźli się w gabinecie, Elliott przyjął zaproszenie na fotel z wdzięcznością. Pakunek, który miał ze sobą położył na blacie stolika. Nie ogłosił jeszcze co takiego się w nim znajduje, wysłuchał kolejnych wypowiedzi Shafiqa i pozwolił lekkiemu dyskomfortowi przesunąć się cieniem po chłodnych tęczówkach. Nie chciał myślec o rodzinie. Nicholas był dla niego ostatnio bardziej obowiązkiem niż czymkolwiek innym i absolutnie się za to nienawidził - nie miał pojęcia jak odnaleźć się w roli rodzica.

- Jest wciąż bardzo młody i, jakkolwiek okrutnie może to z mojej strony zabrzmieć, dobrze, że cała ta sytuacja miała miejsce teraz, a nie za dwa czy trzy lata, gdy byłby o wiele bardziej świadomy. W ten sposób zapamięta jedynie najprzyjemniejsze chwile z matką. Co jeżeli w późniejszych latach jej stan by się pogorszył? Na pewno by to na niego wpłynęło - miał w głowie pare przećwiczonych wypowiedzi na pytania, które zadał mu Anthony. W końcu należy być wiarygodnym, jeżeli zaplanowało się śmierć własnej małżonki. Myślenie o tym, że się jej pozbył nie wzbudzało w nim wyrzutów sumienia, czuł się winnym względem Nicholasa, choć wiedział, że syn jest za młody, aby cokolwiek pamiętać za te pare czy paręnaście lat. 'Sprzedana' Shafiqowi odpowiedź była jedną z wersji, która posiadała w sobie najwięcej prawdziwych emocji, nie tylko dlatego, że od zawsze mieli pozytywną relację, ale też ze względu na zawód drugiego mężczyzny. Politykom kłamało się najtrudniej, Malfoy zdawał sobie z tego sprawę, w końcu jeden go wychował.

- Jeżeli żałoba zdołała mi coś uświadomić, to jest to fakt, iż należy cenić czas spędzany z innymi - podsumował, uznając za trochę nietaktowne wypytywanie Anthony'ego w jaki sposób on sobie radzi. Powściągliwość ubrana w wykwintnie rozbudowane wypowiedzi była jedną z domen Elliotta.

- A skoro już o tym, nie wypada przychodzić w gości z pustymi rękoma - zerknął mimowolnie na owleczony w skromny, acz definitywnie dobrej jakości, materiał pakunek - Mam nadzieję, że fakt, iż nie wybrałem wina, a postawiłem na inny napitek nie będzie gwoździem do mojej trumny. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że skorzystałem z notatek na temat herbaty, które zostawił po sobie Septimus - skinął głową dziękując za nalany do kieliszka trunek. Dotknął palcami chłodnego szkła i uniósł naczynie w stronę rozmówcy, oczekując aż ten przysunie doń swoje, aby stuknąć w toaście.

Fakt, że mieli rozmawiać o czym innym, rozmył się w powietrzu. Malfoy pozwolił chwili płynąć, rozluźnił zazwyczaj spięte w kontrolującym przyzwyczajeniu ramiona.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
07.08.2024, 11:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 11:55 przez Anthony Shafiq.)  
Anthony byłby bardzo rozbawiony znając myśli Elliota. Mimo różnicy wieku odebrali podobne wykształcenie i zestaw umiejętności przekazywany z ojca na syna. Emocjonalny dystans i niedostępność oraz pogarda do słabości okazywanej zeszklonymi oczyma czy drżeniem ramion znajdował się w podstawowej skrzynce narzędziowej kogoś, kto chciałby cokolwiek w polityce osiągnąć. Wrażliwość tylko czasem dobrze wyglądała na zdjęciach, ludzie potrzebowali pewności i silnej ręki, aby czuć się bezpiecznie. Ludzie nie podążali za kimś, kto w słowach i gestach jest niestabilny. Ludzie lgnęli do ekstrawertycznego światła osób, które decydowały za nich. Dlatego też Shafiq uciekł światu pół roku temu, uciekł mu przez niemal cały lipiec i złożyło się zupełnym przypadkiem, że powrócił do niego szybciej niż jego rozmówca. Inaczej zapewne... nie rozmawialiby dzisiaj. Nie lśniłby w rozmowie, a ukrywał się w Little Hangleton przed oceną i naruszeniem swojej reputacji.

– Czasu na oskarżycielskie komentarze mamy pod dostatkiem mój drogi, a i moje ucho chętnie posłucha Twoich dąsów w tej materii tak długo, jak nie odbije się to na mojej wypłacie – zażartował lekko, ciesząc się, że nie ma w okolicy jego zastępcy, którego frustracja powoli przekraczała dopuszczalne normy, coraz częściej więc ulewało mu się na temat chronicznej nieobecności Anthony'ego w biurze. Shafiq nazywał to co prawda "pracą w terenie" i rzeczywiście kilkanaście, czy kilkadziesiąt spotkań w sprawie Kambodży zostało przez niego zaaranżowanych i przeprowadzonych, wiele jednak czasu pożytkował na inne aktywności, niekoniecznie z ministerialną pracą związane.

Wsłuchiwał się w odpowiedź z uwagą i należycie okazywanym szacunkiem, nawet jeśli był pełni świadomy, że to wystudiowane kwestie. Nie miał w żadnej mierze swojemu gościowi tego za złe. Wręcz przeciwnie, lubił Elliota przez wzgląd na podobieństwa między nimi, wszystkie te które w nim dostrzegał, lub które życzeniowo chciał widzieć. Kształt masek, błysk w oku i ta chłodna kalkulacja przesłonięta wystudiowanymi gestami, ścieżkami dialogów rozmów, które odbyły się już wcześniej w ich głowach, a potem pozostawało tylko je odtwarzać dostosowując się do reakcji rozmówcy. Poruszali się w tej subtelnej grze świateł z gracją francuskich baletmistrzów, rozliczając jak w baroku wszelkie afekty ruchem palców, ułożeniem dłoni, profilowaniem uśmiechu, przekrzywieniem głowy pod odpowiednim kątem. Choć Shafiq dzięki magii dysponował wszystkimi językami świata, przy Malfoy'u czuł się o tyle komfortowo wiedząc, że w tym konkretnym przypadku realnie mówią tym samym językiem misternie ułożonego bukietu białych oleandrów.

– Jeśli czegokolwiek będzie Wam trzeba... – umilkł, w tej cichej obietnicy, którą rzeczywiście miał na myśli, ale która też kończyła temat, jeśli Elliot nie miałby ochoty go kontynuować. Nie zamierzał forsować zwierzeń, szukać sensacji. Dawał przestrzeń, dbał o komfort i aurę zaufania. Tak dawno nie rozmawiali ze sobą otwarcie.

– Tak jak wino zawiera w sobie prawdę, tak herbata niesie mądrość. Sądzę, że w dzisiejszych niespokojnych czasach zdecydowanie potrzebujemy obu. Może powinienem z tym poczekać, ale szalenie ciekawe jestem Twojego wyboru, a odniesienie do notatek Twojego dziadka tylko pobudziło moją ciekawość. Zaraz wezwę Wergiliusza ale najpierw... – Uniósł i swój kieliszek pochylając się ku Elliotowi. Zabawne, że mugole wiele dekad uważali, że uderzanie o siebie szkła było eleganckie. Nie mieli absolutnie świadomości, że gest ten rozładowywał energię, a przede wszystkim rozpraszał negatywne sploty, odsuwając od tych, którzy wznosili toast niepotrzebny nadmiar.

– Za owocne spotkanie.

Wino było przyjemne i stonowane. Pomimo swojej wytrawności niosło lekko brzoskwiniowy i morelowy posmak, pozostawiając po sobie aksamitny, maślany finisz. Wiekowe szczepy Viury i Malvasii dawały wrażenia pełni, choć też mogły wprawić w zakłopotanie, wszak winnica Anthony'ego leżała we Francji, nie Hiszpanii. Malfoy miał też przez lata dostęp do roczników wina z Domu Smoka i żaden z nich nie smakował w ten sposób. Być może był to tylko słoneczny kaprys gospodarza, chęć odmiany.

– Jest to jeden z aspektów, który preferuje ponad spotkania w biurze. Raz, że nikt tu nie wejdzie, nie przeszkodzi nam w rozmowie, ale dwa... zdecydowanie lepiej rozmawia się o czymkolwiek przy kieliszku dobrego wina. – Opuszkami palców przetarł dolną wargę, skupiając na moment wzrok na stalowym sygnecie z celtyckim symbolem ochronnym, na serdecznym palcu lewej dłoni, który ni jak nie pasował ani do tego w co był ubrany, ani do tego jakie błyskotki preferował. Na prawym najmniejszym palcu lśnił złotem pierścień z emblematem jego Departamentu, zamiast rodu. Cóż, Elliot wiedział z jakim chłodem Anthony wypowiadał się o swoim ojcu, czy nawet niechęcią, z chwilą osiągnięcia przez niego wyższego stopnia w ministerialnej hierarchii, nawet jeśli była to niechęć zarezerwowana tylko dla najbliższego kręgu.
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#4
19.09.2024, 00:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2025, 16:22 przez Elliott Malfoy.)  
Wino przyjemnie łaskotało kubki smakowe, harmonizowało się z sierpniowymi upałami i obdarzało przyjemnym finiszem; słodkość brzoskwini przeplatała się z cierpkością alkoholu pozostawiając podniebienie w ukontentowaniu i łaknieniu kolejnego łyka.

Pomimo faktu, że tak naturalnie przychodziła im idealnie wystudiowana komunikacja, że lawirowali pomiędzy faktami, a cienką linią fałszu w większości wypowiadanych zdań, Elliott czuł się odrobinę nie na miejscu. Nie była to jednak wina Anthony'ego, który od progu postępował jak idealny gospodarz. Narastająca warstwa brudu osadzała się na receptorach szczęścia, satysfakcji oraz innych, istotnych kwestii, dzięki którym człowiek mógł nazywać swoje istnienie funkcjonowaniem. Odizolowanie się od bliższych interakcji społecznych zepchnęło Malfoya w miejsce, z którego, pare miesięcy temu, udało mu się powoli zacząć wyczołgiwać. Beltane i nieszczęsny rytuał, który wtedy wydawał się przyjemnością i wybawieniem, okazały się zgubne; cała ta sytuacja udowodniła mu tylko, że satynowa miękkość wyrażanych, pozytywnych emocji jest jedynie ułudą, jaką z łatwością pożrą chłodne, uderzające o surowość skał, fale rzeczywistości. Nie była to nowa lekcja, ale jej ciągłe nawroty były jak przewlekła choroba, której od lat nie potrafił się pozbyć, bo nie miał pojęcia, że może być lepiej. Był przecież całkowicie zdrowy, nie potrzebował pomocy, a 'wziąc się w garść'. Towarzyszące słonemu zapachowi ostrego zawodu rozczarowanie sprawiało, że momenty spędzone w zasięgu wzroku dziadka bledły, ustępując miejsca ciosanym w marmurze rygorowi ojcowskiemu.

Elliott widział w Anthonym tą samą pewność siebie, postawione do pionu, idealnie zadbane zachowania, które malowały go człowiekiem, za którego tokiem rozmowy chce się podążać.

Wzmianka o mądrości otuliła jego umysł ciepłym, wełnianym kocem, który sprawiał, że w ciepłe, letnie dni, skóra swędziała od przegrzania. Czuł, że żadna z ostatnio podjętych decyzji nie stała nawet w odległości metra od słowa 'mądrość', a jeżeli już, to musiała ominąć ją i udać, że w ogóle jej nie zauważyła.

Wziął kolejnego łyka wina, chcąc aby wzburzone, lękliwe myśli osiadły w ten sam sposób, w który on sam usadowił się w wygodnym fotelu.

Przesunął dłonią po skroni, marszcząc skórę między jasnymi brwiami. Palce, wciaż chłodne od kieliszka, pozostawiły na twarzy ślad wilgoci.

- Wszystkiego mamy pod dostatkiem, dziękuję - jego głos był nienagannie wyważony, choć, niecodziennie, pozwolił odrobinie roztargnienia wkraść się na, zazwyczaj idealnie spowitej w skostniałym chłodzie, twarz - Przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Zapewne uznasz, że to co, teraz powiem jest nierozważne, że powinienem zatrzymać tego typu komentarze dla siebie, ale prawda jest taka, że odczuwam ogromny trud, aby powrócić do idealnie wystudiowanych konwersacji. A są one dużą częścią mojej pracy - uśmiechnął się półgębkiem, ledwo unosząc kącik ust. Był to gest szybki, wręcz wyblakły, zupełnie jakby kolory, które powinny się w nim zawierać miały znikać wraz z nieuchronnie nadchodzącą po lecie i jesieni zimą.

Chciał powiedzieć, że nie mógł pozbyć się ojcowskiego, ciepłego oddechu, który wciąż odczuwał na karku, że włosy jeżyły mu się za każdym razem, gdy spoglądał w lustro i widział w swoich rysach cień Fortinbrasa, że oddałby wszystko, aby wyrzucić tego człowieka ze swojego życia; śmierć żony, którą skrzętnie zaplanował rownież zrzucał na okowy ojcowskiej kontroli. Zaczął dochodzić do wniosku, że wpływ starszego Malfoya niszczyło każdą, zaktiwającą szczęściem i satysfakcją emocję w jego życiu.

Przekleństwo lęku, wyrachowania i wyuczenia nie pozwalało mu pociągnąć tematu, więc do pierwszego, uniesionego kącika dołączył drugi; oczy Elliotta przypominały zazwyczaj przestworze nieodgadnionej, mroźnej, morskiej głębiny, acz tego dnia, spotkawszy kłębiącą się, londyńską szarość spojrzenia Anthony'ego, niebieskie tęczówki zawierały w sobie wypalone gwiazdy straconych nadzieji.

- Herbata może poczekać, z czasem łaknienie wzrasta, więc jej smak będzie tylko przyjemniejszy, w momencie spróbowania. Poza tym, temu winu należy się całość uwagi kubków smakowych, jest naprawdę przyjemne, można by powiedzieć, że wychyla się z kieliszka skoncentrowaną energię końca lata - podsumował, w praktyce nie chcąc też wstawać co pare minut do toalety, bo tymże poskutkowałoby delektowanie się obydwoma napitkami na raz. eueue
eueueue
eueu

- Pozwól, że zrujnuję odrobinę atmosferę i zapytam - zżera mnie ciekawość - cóż za sprawa jest tak istotna, że zdecydowałeś się omawiać ją w wyjatkowej atmosferze? Jeżeli powiesz, że to nic nadzwyczajnego, pociągnę Ccę do odpowiedzialności za te słowa i będe wymagał, aby każda nasza, związana z pracą, rozmowa się tak odbywała - pozwolił sobie na uraczenie rozmowy żartem, a zarazem bezpośrednim, acz wciąż wyważonym wprowadzeniem do tematu rozmowy, który mieli dzisiaj podejmować.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
08.10.2024, 12:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2025, 21:05 przez Anthony Shafiq.)  
– Och, mój drogi, doskonale znam ten ból. Pierwszy miesiąc po moim powrocie przemykałem jak cień wzdłuż korytarzy, a sprawy umowy handlowej, którą teraz opracowujemy była nagląca. Przeniosłem wtedy część rozmów właśnie tu, w bezpiecznej przestrzeni mojego gabinetu, do którego żaden zbłąkany specjalista nie mógłby wejść z toną dokumentów do podpisania, którymi spokojnie mógłby się zająć mój zastępca, czy Velaris. – westchnął w duchu współodczuwania trudów bycia bogatym i uprzywilejowanym. Cierpienie duchowe i ciężar emocjonalny odpowiedzialności był zupełnie obcy dla maluczkich, takich, którzy biedowali i odnajdowali trudność w wypełnieniu żołądków swoich i swojej rodziny. Tymczasem oni, siedzieli rozpasani w miękkich fotelach, otoczeni bogactwem i melancholią ludzi u steru, których problemy wykraczały daleko poza kwestie utrzymania i opłacenia rachunków.

Oni odpowiadali za budżet państwa, a nie pojedynczego domu.

– Wiesz Elliocie, że Cię znam. Nie musisz przede mną trzymać gardy, jeśli nie masz na to sił i ochoty – uśmiech Anthony'ego był ciepły, niemal serdeczny, ale też odmienny od tego, który prezentował na salonach i w Ministerstwie. Ton głosu sugerował, że mówi szczerze, że zaprasza młodego Malfoya do uczestnictwa w innej relacji, niż ta która im przyświecała przez lata. Prawda? Czy odpowiednio rozegrana pułapka? To pozostawało pod ocenę Kanclerza. Nigdy jednak Shafiq nie był wcześniej jego przeciwnikiem politycznym, grali do tych samych obręczy. Obiektywnie nie było powodów, by nagle uznać, że zmienił front.

– Bynajmniej nie rujnujesz atmosfery swoim pytaniem. Okazja nie jest szczególna, widzę że współdzielimy niechęć do przestrzeni biurowych. Co trzeba zrobić teraz, czy później, to podpisać budżet na wrześniową delegację do Kambodży. Niestety, jak już wspominałem Alexandrowi, arcymag życzy sobie mojej osoby, co nie podoba się niektórym ludziom w Departamencie. Ponadto przy okazji tej wyprawy i całej logistyki przedsięwzięcia, chcę zabrać kilka dusz więcej, z moich rozmów z azjatycką dyplomatką, mogą się oni przydać i pomóc im rozwiązać pewien problem, który mógłby ugrać dla nas jeszcze dodatkowe 5%. – Tylko pięć, czy aż pięć? Gdy w grę wchodziły miliony, każda kropla nabierała na znaczeniu. O Kambodżańskiej Księżniczce Elliot być może przeczytał w czerwcu w gazecie. O tym, że Shafiq ukrywa ją w swojej piwnicy jak wojenną brankę, o tym, że nie brała ona udziału w żadnym oficjalnym spotkaniu. Na lipcowej konferencji pojawiła się kwestia szczepień i dopełnienia formalności medycznych, ale teraz? W sierpniu? Nadal nic. Kobieta była ukrywana przed opinią publiczną z zaskakującą pieczołowitością.

Rozmowa toczyła się płynnie swoim niespiesznym tempem, na które Shafiq bynajmniej nie narzekał. Warto było poświęcić ten czas, wypolerować srebrzystą nić relacji, dać wyraz swojemu przywiązaniu nie tylko na polu zawodowym. Nigdy nie wiadomo kiedy mogło się to przydać. Żaden z nich nie przypuszczał, że za niecały miesiąc każdy sojusznik zwłaszcza pośród czystokrwistej braci był na wagę złota...

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1983), Elliott Malfoy (1575)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa