15.01.2025, 15:04 ✶
Peregrinus nie kłamał, gdy mówił, że Charles sprawia wrażenie sympatycznego chłopaka. Mulciber wydał mu się… pełen entuzjazmu, nadziei, energii… wszystkich rzeczy, którymi Trelawney nie był i na które patrzył ze skrzętnie skrywaną protekcjonalnością. Rzadko czuł się dobrze w towarzystwie takich osób — dynamicznych lekkoduchów czy jakkolwiek nazwać to, co reprezentował sobą nowy bywalec kamienicy. Peregrinusowy temperament za nimi po prostu nie nadążał.
— Nie jestem pewien, czy to tutaj pasuje. Mam wrażenie, że trochę ci jednak zależy na tym, żeby Charles o tobie mówił i myślał pozytywnie — zauważył, co nie było trudne do wydedukowania, biorąc pod uwagę jej oczy, rumieńce i sposób, w jaki krążyła wokół jego tematu.
Słowa o deptaniu słabszych przypomniały za to Peregrinusowi, że Scylla oprócz hipnotyzującego proroczego spojrzenia miała jeszcze nazwisko i dom: Greyback. Nazwisko, które nie kojarzyło się najlepiej i choć deklaratywnie Peregrinus stronił od uprzedzeń, to i on na ogół spoglądał na przedstawicieli tego rodu z rezerwą. Z tego powodu nazwisko Scylli na aplikacji początkowo nie wróżyło dobrze, lecz okazała się najlepszą spośród kandydatów i wróżbita bardzo szybko nabrał przekonania, że podjęli dobrą decyzję. Równie szybko zapomniał, skąd tak naprawdę przyszła i jakie ma korzenie. Wydawała się taka znajoma. Gdyby powiedziała, że nazywa się Trelawney i jest jego kuzynką z jakiejś bocznej linii, uwierzyłby bez mrugnięcia okiem. Być może zapomnienie o jej nazwisku było błędem. Pozwolił się zachwycić urokiem dziwacznej wróżbitki i nie dopatrywał się w niej już niczego poza nim.
Pogodny uśmiech na jego twarzy nieco przybladł, gdy dziewczyna snuła analogię o owadach. Po raz pierwszy udało jej się wprowadzić na jego twarz cień zaniepokojenia. Nie podobały mu się implikacje tego wywodu.
— Zatem znalazłaś się we właściwym miejscu. Tutaj osobliwe robaczki nie wywołują trwogi i zdziwienia, a nieznane jest zaletą — zaczął bezpiecznie, zastanawiając się w międzyczasie, czy rozsądnym będzie wchodzić głębiej w temat. Odebrał już jednak w ostatnim czasie lekcję na temat wartości zadawania pytań i konsekwencji zostawiania nadmiaru przestrzeni na niedomówienia. Nie zamierzał drugi raz wchodzić w tę pułapkę. — Kto chce cię rozgnieść, Scyllo?
W pierwszej chwili jego myśli powędrowały w stronę jakichś nieznanych mu greybackowych problemów, które mogły się za nią ciągnąć. Później — bardziej przyziemnie — kłopoty z rówieśnikami; parę minut wcześniej mówiła w końcu, że nie ma zbyt wielu przyjaciół. Tak czy inaczej Trelawney był przekonany, że część o zdeptaniu — choć wypowiedziana tak swobodnie i beztrosko — musiała mieć gdzieś swoje źródło.
— Nie jestem pewien, czy to tutaj pasuje. Mam wrażenie, że trochę ci jednak zależy na tym, żeby Charles o tobie mówił i myślał pozytywnie — zauważył, co nie było trudne do wydedukowania, biorąc pod uwagę jej oczy, rumieńce i sposób, w jaki krążyła wokół jego tematu.
Słowa o deptaniu słabszych przypomniały za to Peregrinusowi, że Scylla oprócz hipnotyzującego proroczego spojrzenia miała jeszcze nazwisko i dom: Greyback. Nazwisko, które nie kojarzyło się najlepiej i choć deklaratywnie Peregrinus stronił od uprzedzeń, to i on na ogół spoglądał na przedstawicieli tego rodu z rezerwą. Z tego powodu nazwisko Scylli na aplikacji początkowo nie wróżyło dobrze, lecz okazała się najlepszą spośród kandydatów i wróżbita bardzo szybko nabrał przekonania, że podjęli dobrą decyzję. Równie szybko zapomniał, skąd tak naprawdę przyszła i jakie ma korzenie. Wydawała się taka znajoma. Gdyby powiedziała, że nazywa się Trelawney i jest jego kuzynką z jakiejś bocznej linii, uwierzyłby bez mrugnięcia okiem. Być może zapomnienie o jej nazwisku było błędem. Pozwolił się zachwycić urokiem dziwacznej wróżbitki i nie dopatrywał się w niej już niczego poza nim.
Pogodny uśmiech na jego twarzy nieco przybladł, gdy dziewczyna snuła analogię o owadach. Po raz pierwszy udało jej się wprowadzić na jego twarz cień zaniepokojenia. Nie podobały mu się implikacje tego wywodu.
— Zatem znalazłaś się we właściwym miejscu. Tutaj osobliwe robaczki nie wywołują trwogi i zdziwienia, a nieznane jest zaletą — zaczął bezpiecznie, zastanawiając się w międzyczasie, czy rozsądnym będzie wchodzić głębiej w temat. Odebrał już jednak w ostatnim czasie lekcję na temat wartości zadawania pytań i konsekwencji zostawiania nadmiaru przestrzeni na niedomówienia. Nie zamierzał drugi raz wchodzić w tę pułapkę. — Kto chce cię rozgnieść, Scyllo?
W pierwszej chwili jego myśli powędrowały w stronę jakichś nieznanych mu greybackowych problemów, które mogły się za nią ciągnąć. Później — bardziej przyziemnie — kłopoty z rówieśnikami; parę minut wcześniej mówiła w końcu, że nie ma zbyt wielu przyjaciół. Tak czy inaczej Trelawney był przekonany, że część o zdeptaniu — choć wypowiedziana tak swobodnie i beztrosko — musiała mieć gdzieś swoje źródło.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie