Josephowi chyba odpowiadało posiadanie domu odciętego pozornie od świata, ale wystarczająco blisko, żeby wrócić na Pokątną. Nie mieszkał tam na stałe - nawet zanim zamieszkał w posiadłości Rookwoodów to z tego, co zrozumiał Sauriel, to mieszkał na jakimś wypizdowie dolnym. Sauriel sobie zawsze wyobrażał, że to gotycki zamek i okoliczny wieśniacy nazywają go "Lord Dracula". Teraz wzruszył ramionami na pytanie Victorii, co sugerowało bezradność i nieświadomość. Jego nierozeznanie w temacie, jeśli chodzi o ten kominek. Lecz tak - to trzeba było zmienić... a gdy kobieta wspomniała o Louvaine to kąciki ust Sauriela nieco podniosły się ku górze. Starał się nie - ale nie był tak wprawnym aktorzyną, by to ukryć.
- Taaa... znam tego pedała. - Nie żeby jakoś wybitnie dobrze, ale w końcu należał do Bandy Borgina, więc siłą rzeczy nie mogli się nie znać. Bardziej znał go z innej działalności. Chciał za to powiedzieć, że co on będzie płacił, nie jego dom! Chwilka napięcia rozeszła się po kościach, bo w zasadzie... chciał za to płacić. Srał na te pieniądze któregokolwiek z Rookwoodów, nie po to zbierał te ciężkie kiesy, żeby teraz żydzić i jeszcze musieć się dopraszać czegoś czy wykłócać. - Jak to: po co się męczyć. Rozumiem, że ty byś ryzykowała pogubienie rzeczy po drodze, zresztą widzę, że nie przeszkadza ci wizja przypadkowego rozczłonkowania, ale ja nie. - Nawet gdyby Sauriel nie miał wybitnych obaw w tym temacie to raczej by się na to nie zdecydował. Owszem, wszystko pięknie fajnie - znikasz w jednym miejscu i jesteś w drugim, ale to zawsze było minimalne ryzyko. Wystarczyło się tylko trochę rozproszyć, zdekoncentrować. Umówmy się - Sauriel nie był mistrzem bycia oazą spokoju.
- Eeee taa, pamiętam! - Powiedział z całkowitym przekonaniem, że wcale nie widać, że kłamczy jak z nut. A to było wręcz oczywiste. Prychnął na to ściąganie koszulki i spojrzał na nią z rozbawieniem... po czym pocałował ją na pożegnanie w policzek. - To do... zlusterkowania się. - Pstryknął ją w nos, zanim wyszedł z domu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.