Mruknęła coś niezrozumiale pod nosem, gdy pierwsza próba rzucenia zaklęcia jej nie wyszła. Nie była zadowolona z takiego przebiegu sytuacji, powinna chyba nieco popracować nad takimi zaklęciami, zdecydowanie. Na szczęście za drugim razem wszystko się udało, może nawet nieco lepiej niż zakładała. Chmura dymu, która pojawiła się w powietrzu była dosyć spora. Nieznajomy mógł się w niej schować bez problemu. Kobieta nie powinna go dostrzec. Nie zmieniało to faktu, że na pewno dostrzeże ten dym, więc tak, czy siak wypadałoby, aby się stąd jak najszybciej zawinęli. Ktoś na pewno będzie szukał sprawców tego zamieszania. Bletchley miała tego świadomość.
Liczyła na to, że jej nowy kolega całkiem szybko i zgrabnie zejdzie z tego balkonu. Nie powinien mieć z tym problemu, zwłaszcza, że wspinanie się na górę szło mu całkiem ekspresowo, schodzenie wydawało się być prostsze? Zawiesiła się na moment i zaczęła zastanawiać się nad tym, czy faktycznie tak było. Odtwarzała w myślach najróżniejsze sytuacje, powroty zawsze były prostsze, tak, tak musiało być i teraz.
Gdyby kobieta go dostrzegła mieliby przejebane, tak, na pewno powiadomiłaby jakieś służby, pomyśleliby sobie, że są jakimiś wspólnikami i że razem planowali kogoś okraść. To wszystko przecież składało się w całość, ona go asekurowała na dole, a on właził na górę, próbował się dostać do czyjegoś mieszkania. Zdawała sobie sprawę, że to nie wyglądało najlepiej, ba, każdy na pewno sam dołożyłby do tego swoją historyjkę, wiedziała, że muszą się stąd zmyć jak najszybciej, póki jeszcze ich ktoś nie zauważył. Na szczęście dziewczynka ich posłuchała i spierdoliła z tym kotem w podskokach. Nie będą musieli się więc przejmować dzieckiem i zwierzakiem, chociaż tyle dobrego.
Nie chciała go popędzać, bo jeszcze by się potknął, ale naprawdę mógłby się nieco pospieszyć, wydawało jej się, że to schodzenie trwa co najmniej dwa razy dłużej od wspinaczki.
W końcu się zsnunął i runął na ziemię, zeskoczył? To lądowanie nie wyglądało na szczególnie bezpieczne z perspektywy Prudence, ale to chyba nie był odpowiedni moment na to, aby upewniać się, że mężczyzna jest w jednym kawałku.
Najwyraźniej zgodzili się co do tego, że najlepiej by było, gdyby się jak najszybciej stąd zmyli. Był dosyć dosadny w swoich słowach, którymi ją uraczył.
Nie miała nawet szansy zareagować, gdy znalazł się blisko niej. Nie mogła sobie pozwolić na swoje zwyczajowe kalkulowanie tego, co powinna zrobić. Bez żadnego oporu dała się złapać pod rękę i pociągnąć w stronę wyjścia z zaułka. Rychło w czas, bo wyczarowana przez nią zasłona dymna zaczęła znikać.
Trudno jej było za nim nadążyć, bo przecież był od niej sporo większy, miał długie nogi, na szczęście Prudence nie nosiła butów na wysokim obcasie, bo była pewna, że gdyby tak było nie wyszłaby z tej uliczki w jednym kawałku, na pewno zarysowałaby sobie kolana, czy wybiła zęby. Nie była jakoś wyjątkowo sprawna fizycznie, ale starała się dorównać mu kroku, jej nogi poplątały się kilka razy, na szczęście trzymał ją pod rękę, więc nie wywinęła się w żadną stronę.
Dopiero kiedy wyszli z tej nieszczęsnej alejki złapała oddech. Sytuacja nie była dla niej szczególnie komfortowa, bo nieznajomi ciągnął ją ze sobą, jasne, zdawała sobie sprawę, że miał dobre zamiary, jednak nie zmieniało to faktu, że się nie znali, że nie miała pojęcia kim jest i czego może się po nim spodziewać. Niby pomógł jej uratować kota, ale co jeśli miał złe zamiary?
Przystanęła w końcu pewniej na nogach i zatrzymała się w miejscu, oddalili się już dosyć sporo od alejki, nikt nie powinien powiązać ich z tym, co się tam wydarzyło.
- Wystarczy. - Mruknęła cicho. Po czym spróbowała się wysunąć spod jego ramienia. Gdy w końcu jej się to udało, to przesunęła dłonią po swojej czarnej koszuli, musiała ją wygładzić, nie mogła pojawić się w takim stanie w pracy. Na pewno ktoś zwróciłby na to uwagę, bo Prudence należała do tych schludnych osób.
- Dziękuję. - Chyba wypadało podziękować za to, że postanowił jej pomóc, chociaż nie musiał. Mimo wszystko zainteresował się sprawą, chociaż przecież tego nie oczekiwała.
- Różdżka, moja różdżka. - Nie miała jej, musiał pomieszać ich rzeczy, kiedy uciekali stamtąd w podskokach. Nie mogła pozwolić sobie na taką stratę. Mierzyła go wzrokiem, bo chciała się upewnić, że nic mu się nie stało, nie miała pewności, czy faktycznie tak było, bo dosyć spektakularnie zsunął się z tego balkonu.
- Czy coś ci się stało? No wiesz, jak spadłeś na ziemię. - Spadł, czy zeskoczył, właściwie nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Próbowała domyślić się, czy na pewno wszystko było z nim w porządku.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)