Nigdy by nie powiedziała, że Aidan nie nadawał się do tej pracy. Zgoda, może i razem ze Stanleyem, kiedy przebywali razem, to osiągali zawrotne 20 IQ na metr kwadratowy (Lestrange miała bardzo jasne poczucie, że to Borgin tak działał na niektórych samców, gwałtownie obniżając ich iloraz inteligencji i zdrowego myślenia; tak się śmiesznie składało, że dwójka takich mężczyzn ukończyła Hogwart w domu Ravenclaw, a więc tym, gdzie z kolei trafiali najbystrzejsi uczniowie, i w tym momencie już nie uważała tego za przypadek, a za właściwość Stanleya), może i migał się od raportów i zdawał się niechlujny w swojej pracy, ale wiedziała też, że ma serce po właściwej stronie. Że gdy przyjdzie co do czego, to stanie na wysokości zadania i zachowa się tak, jak powinien prawdziwy brygadzista, który na swojej warcie nie da skrzywdzić tych, którzy nie potrafili się sami obronić.
Wykłady wykładami – niestety bez otworzenia drzwi lub okien, nie dało się wydobyć uwięzionych w budynku ludzi. Teoria swoje, a praktyka swoje. Fakt był taki, że pożar Victoria chciała ugasić, tylko, że jej zaklęcie okazało się zbyt słabe, ewidentnie źle dobrała jego moc do buchającego ognia – i nie dało to oczekiwanego efektu. Skup się, Lestrange – skarciła się w myślach, bo to nie był czas i miejsce na popełnianie takich idiotycznych błędów, za które być może przyjdzie zapłacić komuś innemu. Sam fakt, że ogień był jej niestraszny i mogła w niego po prostu wejść bez uszczerbku dla swojego zdrowia, mocno powiększał szanse na powodzenie takiej akcji, nadal jednak uwięziony tu mężczyzna raczej nie posiadał takiej zdolności, inaczej już by go tu nie było. Tym niemniej BHP swoje – a jak inaczej mieli go stąd wyciągnąć? Teleportowanie się po płonącym, nieznajomym budynku było jeszcze głupsze.
Aidan na całe szczęście był znacznie bardziej skoncentrowany na zadaniu niż ona i jego zaklęcia przynajmniej wychodziły. Ciemnowłosa z pewną ulgą przyjęła, że nie muszą dalej szukać po tym domu, bo facet, po którego tu wpadli, już został znaleziony, a kuzynowi udało się go przynajmniej tymczasowo osłonić od ognia. Victoria wahała się tylko przez moment, nim wkroczyła do pomieszczenia, nic sobie nie robiąc z tego ognia. A wszystko po to, by dać mężczyźnie choć odrobinę odwagi, by się podniósł. Nie był tutaj sam. Byli tu, by mu pomóc. A chwalić Aidana będzie, gdy już będzie po wszystkim…
– Proszę wstać, osłonimy pana. Musimy się pospieszyć! – rzuciła i spróbowała raz jeszcze ugasić ogień stojący na drodze, by uwięziony tu mężczyzna mógł stąd wyjść. Bo to wyciągnięcie go z tego pokoju, swoistej pułapki, było tu kluczowe. Gdy już będą na korytarzu… Wtedy będą się martwić co dalej, ale istniała szansa, że schody jeszcze się trzymały.
// Kształtowanie ◉◉◉◉○ na wodę do ugaszenia ognia pomiędzy mężczyzną a wyjściem z pokoju, w którym się chowa
Sukces!