Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Ogień nadal rozprzestrzeniał się po okolicy. Nie wydawało się, aby to miało się szybko zakończyć. Na niebie widać było łunę światła, która unosiła się nad Londynem. Dym nadal nie opadał, unosił się w powietrzu niczym mgła. Popiół nie przestawał sypać się z nieba. Aura która panowała wokół nich przypominała taką kojarzącą się z końcem świata.
Tłum ludzi nadal przepychał się przez główną ulicę, każdy chciał znaleźć się w bezpiecznym miejscu, tylko, czy gdziekolwiek faktycznie było bezpiecznie? Wydawało się, że całe miasto zajęło się ogniem. Pozostawało szukać przystani gdzieś poza nim. Najwyżej wrócą na zgliszcza, czy faktycznie Londyn miał zostać spalony do ostatniej kamienicy? Aktualnie nie znała odpowiedzi na to pytanie, wszystko wokół wydawało się o tym świadczyć.
Znaleźli się w końcu w miejscu, w którym powinni. Tuż przed kamienicą w której mieszkali Ambroise i jego przyjaciele. Mogli więc sprawdzić, czy ich bliscy byli bezpieczni. Astaroth był z nimi, dzięki czemu już niedługo Yaxleyówna mogła mieć pewność, że wszyscy na których jej zależy opuszczą miasto. To było najważniejsze, musieli stąd jak najszybciej spieprzać. Powinnością wydawało się być sprawdzenie tego, czy ich chrześniak jest bezpieczny. Wiedziała, że Cornelius nie pozwoliłby na to, aby stała mu się krzywda, jednak nie mogli tego odpuścić. Musieli to sprawdzić.
Wiedziała, że czeka ich pogawędka o tym, co stało się po drodze. Ona i Astaroth, cóż zachowali się całkiem naturalnie dla siebie, co na pewno nie obejdzie się bez komentarza Roisa, jednak tym będzie się martwić później. Miała jedynie nadzieję, że nie zawiodła go tak bardzo postępując instynktownie, najwyraźniej nigdy nie miała się pozbyć tych swoich odruchów.
Udało im się umknąć przed mężczyznami, którym nie do końca spodobało się to, że próbowali odwrócić ich uwagę. Na szczęście każde z nich było zwinne, bez mniejszego problemu więc opuścili ich pole widzenia, dotarli w końcu do kamienicy, w której mogli być ich najbliżsi.
Gdy znalazła się przed drzwiami odwróciła się jeszcze, aby skontorlować, że faktycznie Ambroise i Astaroth są tutaj z nią. Nie mogłaby sobie wybaczyć, gdyby zgubiła któregoś z nich w tłumie. Wyciągnęła dłoń w stronę Ambroisa, zupełnie bez słowa, chciała, aby razem weszli do środka. Musieli sprawdzić, czy faktycznie wszystko było w porządku.
- To tutaj. - Rzuciła jeszcze w stronę brata, chociaż pewnie zdołał się już tego domyślić, bo nie bez powodu zatrzymywała się akurat przed tym budynkiem. - Chyba możemy wejść do środka, nie wygląda jakby miała się zaraz zawalić. - Płomienie może i pojawiły się również przy tym budynku, chyba jednak nie zdążyły go jeszcze całego pochłonąć, to oznaczało, że mieli czas, aby skontrolować sytuację.