25.01.2026, 14:07 ✶
– Nie wiem. Nie chciałem ryzykować – westchnął. Nie dodawał, że bez tej pracy tak naprawdę pozostałby bez niczego. Liczył na to, że poświęcenie podczas Spalonej Nocy skłoni redakcję do wdrożenia go w przyszłości do dziennikarskiej roboty. Jednocześnie nie czuł się z tym dobrze. Nie tylko przez złamaną rękę – po prostu Prorok bezczelnie go wykorzystywał. Żerował na jego marzeniach. Czy wszystkie instytucje działały w ten sposób? Czy taka była strategia w rządzeniu młodszym pokoleniem? Może najlepiej byłoby przyjąć zasadę "niczego nie oczekuj i nie miej żadnych pragnień"?
Wiedział, że nie powinien teraz o tym myśleć. Wolał skupić się na tym, by choć odrobinę ochłonąć. Ból w ręce trochę zelżał, a może po prostu się nie nasilał. Niebezpieczeństwo odrobinę opadło wraz z pyłem. Może niosło to choć odrobinkę nadziei na przyszłość?
Uśmiechnął się do Hestii, nawet cicho zachichotał. Dywagacje językowe były czymś tak... normalnym, że paradoksalnie, w tym momencie takie się nie wydawały. Bo jak można elementy zwyczajnego życia uwzględnić właśnie w takiej chwili? Chłopak przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie. Wywiad z Jęczącą Martą. Wszystko było wtedy tak niewinne, pozbawione powagi (choć wtedy naprawdę im na tym zależało). Coś pozytywnego, mimo wszystko, wynikło z nieudanego projektu gazetki szkolnej. Zyskał wtedy coś o wiele ważniejszego: przyjaciółkę na dobre i na złe.
– Będę pamiętał. – W jego głosie wybrzmiało lekkie rozrzewnienie. – Dziękuję, że tu ze mną zostałaś przez chwilę. I za pomoc ze sprawdzeniem mieszkania. Pamiętaj też, że... – To na moment cię zaciął. Nie miał pojęcia, co w tej sytuacji było odpowiednie. – Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia, jestem tu. Może marny ze mnie pocieszyciel, ale... kiedyś wrócimy do normalności. A jak było dziś tak źle, znaczy, że może być tylko lepiej.
Przy ostatnim zdaniu sam nawet nie wiedział, czy kłamał, czy mówił szczerze.
Wiedział, że nie powinien teraz o tym myśleć. Wolał skupić się na tym, by choć odrobinę ochłonąć. Ból w ręce trochę zelżał, a może po prostu się nie nasilał. Niebezpieczeństwo odrobinę opadło wraz z pyłem. Może niosło to choć odrobinkę nadziei na przyszłość?
Uśmiechnął się do Hestii, nawet cicho zachichotał. Dywagacje językowe były czymś tak... normalnym, że paradoksalnie, w tym momencie takie się nie wydawały. Bo jak można elementy zwyczajnego życia uwzględnić właśnie w takiej chwili? Chłopak przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie. Wywiad z Jęczącą Martą. Wszystko było wtedy tak niewinne, pozbawione powagi (choć wtedy naprawdę im na tym zależało). Coś pozytywnego, mimo wszystko, wynikło z nieudanego projektu gazetki szkolnej. Zyskał wtedy coś o wiele ważniejszego: przyjaciółkę na dobre i na złe.
– Będę pamiętał. – W jego głosie wybrzmiało lekkie rozrzewnienie. – Dziękuję, że tu ze mną zostałaś przez chwilę. I za pomoc ze sprawdzeniem mieszkania. Pamiętaj też, że... – To na moment cię zaciął. Nie miał pojęcia, co w tej sytuacji było odpowiednie. – Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia, jestem tu. Może marny ze mnie pocieszyciel, ale... kiedyś wrócimy do normalności. A jak było dziś tak źle, znaczy, że może być tylko lepiej.
Przy ostatnim zdaniu sam nawet nie wiedział, czy kłamał, czy mówił szczerze.
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.