Bez namysłu wymieniła koszyk na gałązkę.
Now I walk on them to tea.
Bez namysłu wymieniła koszyk na gałązkę.
Mimo to przyjęła nagrodę ze swoim zwykłym spokojem, bardzo uprzejmie podziękowała kapłankom, a potem wycofała się z dumnie uniesioną głową, jakby od samego początku z jakichś powodów postanowiła wygrać ten konkurs. Oddała pusty koszyk (jajka zabrała, z zamiarem ofiarowania ich później braciom) i skierowała się ku straganom, aby kupić parę rzeczy, zanim opuści okolicę.
Przewrócił rozbawiony oczami, wlokąc się za swoimi towarzyszkami do miejsca wymiany koszyków za gałązki.
- Ja mam z baziami – odpowiedział Mavelle. Z zainteresowaniem popatrzył na te, które otrzymały jego towarzyszki. – Dzisiaj sam sobie też nie podarowałbym niczego, co ma związek z ogniem – zażartował.
Regina przeoczyła jakoś całe to rozdawanie nagród i dopiero zaczepiona przez jedną z młodych kapłanek, przypomniała sobie o ściskanym w ręku koszyku i czekoladowych jajkach.
Te ostatnie przekazała popłakującemu dziecku, które stało nieopodal straganu z koszami. Najpewniej jego matka próbowała jakoś pocieszyć syna, że w przyszłym roku znajdą ze sto jajek, ale to nie pomagało. Dopiero dodatkowe trzy egzemplarze i wzmianka o tym, że przynoszą szczęście wszystkim nieustraszonym poszukiwaczom, wywołały uśmiech na dziecięcej buźce.
Jak się prędko okazało, Regina nie wyszła z poszukiwań, ani też oddania łakoci stratna. Koszyk można było wymienić, co od razu uczyniła.
Wręczona gałązka wprawiła Olbrzymkę w konsternację, która trwała z dobrych kilka minut. Przyglądała się wiechciowi, obracając go w każdą możliwą stronę, ale nadal nie widziała w nim nic specjalnego. Dopiero jedna z kapłanek pokazała jej, co tak naprawdę otrzymała.
Po przyłożeniu różdżki do gałązki ta zaczynała jarzyć się niebieskim światłem i w krótkim błysku zmieniała się w pochodnie. Regina mimowolnie zrobiła bezgłośne "wow" i podziękowała za pomoc. Schowała gałązkę do torby i postanowiła przejść się jeszcze pomiędzy straganami. Być może spotka kogoś znajomego lub zakupi coś, czego totalnie nie potrzebowała. Zresztą Cymbał zaczął się wiercić za kołnierzem, co znaczyło, że jest głodny.