17.12.2025, 02:56 ✶
Był wczesny ranek, ale dom Bertiego już wypełniał po brzegi aromat gotowanych potraw i pieczonych słodkości. W końcu było Yule - święto, które starał się od zawsze dzielić z innymi, szczególnie że było coś takie w leżącym na ziemi śniegu, co nakłaniało do bycia dobrym. Jakby ta kołderka, którą okryty był teraz cały świat, podświadomie namawiała do tego by sięgnąć po taką prawdziwą i nakryć nią wszystkich potrzebujących i tych niedokochanych. A że Bott wychodził z założenia iż należało kochać wszystkich, nie oszczędzać nikogo, szykował dania nie tylko na 'rodzinne' spotkanie, ale także to o wiele bardziej wymagające, czyli dla biednych i potrzebujących. Gotował więc zupy w wielkich garach, marynował mięso, obierał ziemniaki i konstruował sałatki. Część potraw miał już ładnie zapakowane i gotowe do transportu, który miał pojawić się gdzieś około godziny ósmej, żeby zabrać cały dobrobyt do miejsca docelowego.
Dla rodziny, to znaczy Alastora i Millie przede wszystkim, miał już zapakowane prezenty, które leżały grzecznie pod choinką. Co roku Bertie nalegał, by otwierali je osobiście, w jego domu i pod jego czujnym okiem, chociaż poszedł na pewnego rodzaju ustępstwo i mogli to zrobić w dowolnym innym terminie po Yule, jeśli zdarzyło się że tego dnia mieli akurat dyżur w Ministerstwie.
Dla rodziny, to znaczy Alastora i Millie przede wszystkim, miał już zapakowane prezenty, które leżały grzecznie pod choinką. Co roku Bertie nalegał, by otwierali je osobiście, w jego domu i pod jego czujnym okiem, chociaż poszedł na pewnego rodzaju ustępstwo i mogli to zrobić w dowolnym innym terminie po Yule, jeśli zdarzyło się że tego dnia mieli akurat dyżur w Ministerstwie.