• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka

[24-25/09/72] Ktoś napoczął mojego człowieka
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#1
12.07.2026, 17:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2026, 17:41 przez Helloise Rowle.)  

Nie zamykaj oczu


Suma przypadków || Helloise & Lucy


[Obrazek: imgproxy.php?id=cIBIZLI.png]

Idzie burza. Niebo ściemniało tak, że zza skłębionych, czarnych chmur trudno było rozpoznać porę dnia. W oddali pogrzmiewało, lecz nie poprzedzały tych grzmotów żadne błyski. Hulał tu ostry, zimny wiatr podwiewający obrus stolika zastawionego suto winem i smakołykami. Kobiety siedziały przy nim razem w centrum dzikiej polany ze wszech stron otoczonej nieprzeniknioną ścianą ciemnego lasu. Czarownica potrafiła przypomnieć sobie, jak stała na skraju tej puszczy i patrzyła na polanę, lecz nie miała w pamięci tego, kiedy pokonała drogę do stolika, kiedy przy nim usiadła, kiedy dołączyła do niej Lucy.
Jej spuszczona na piersi głowa podniosła się i niby obudzona ze snu Helloise obdarzyła wampirzycę uśmiechem. Wtedy też czarownica zrozumiała, że jest uwięzioną przy stole. Nie mogła wstać. Nie czuła pod bosymi stopami leśnego ziela, które powinno łaskotać jej nogi. Choć te nogi były na swoim miejscu, ciało zapomniało, że kiedykolwiek miało świadomość czegoś poniżej pasa.
Przejmowało na wskroś upiorne poczucie, że dzieje się coś złego. Powietrze na polanie było ciężkie nadchodzącą burzą, przesycone atmosferą elektryzującego niepokoju. Helloise czuła metaliczny zapach krwi, do wampirzycy również musiał docierać. Jego źródło detektyw odkryła, gdy Helloise ospale obróciła się przez ramię, aby ogarnąć wzrokiem polanę za sobą. Jej złote loki sklejała krew, poplamiona czerwienią koszula nocna lepiła się do pleców.
Czarownica na powrót wyprostowała się przy stole. Jej uśmiech nie zgasł. W brudne od czarnej, żałobnej ziemi palce ujęła filiżankę stojącą przed sobą i podniosła ją do ust, częstując się podwieczorkiem. Gdy odstawiła naczynie, na porcelanie kwitł czerwony odcisk ust. Helloise pochyliła się powoli nad filiżanką: wypiła krew zamiast ziołowego naparu.
Dłonią wytarła pomazane szkarłatem wargi.
— Musiałam przypadkiem wziąć twoje — wymamrotała niewyraźnie, marszcząc brwi, po czym spojrzała szeroko otwartymi oczyma prosto na Rosewood. Choć świszczał wiatr, to Lucy usłyszała jej szept wyraźnie, zupełnie jakby Helloise odezwała się tuż przy jej uchu: — On idzie za mną.
Wreszcie sobie przypomniała.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#2
02.08.2026, 21:58  ✶  
Nagle siedziała boso przy ustawionym na dzikiej polanie stole. Lucy rozejrzała się po okolicy, a gdy spojrzała na ciemniejące z każdą chwilą niebo, z pewnym pesymizmem zaczęła rozważać, czy najpierw poczuje zapach deszczu, czy może palonego od piorunu ciała. Co ona w ogóle tutaj robiła? Ubrana w jasną koszulę nocną z włosami raz po raz przyklejającymi jej się do twarzy przez silny wiatr? Przeniosła spojrzenie na swoją towarzyszkę, ale w pierwszej chwili nic w jej wyglądzie nie wydawało się alarmujące.

Zerknęła na podwieczorek. Ciasteczka, czekoladki, scones z bitą śmietaną i dżemem… Wszystko czym chętnie zagryzłaby porcję świeżej krwi. A jednak… Jednak coś jej nie pasowało. Uczucie niepokoju narastało w niej z każdą sekundą, gotowe aby uderzyć z siła kroczącej w ich stronę burzy.
No i ten zapach… Metalicznie jedyny w swoim rodzaju, znajomy, chociaż nie kosztowany zbyt często.
Tak pachniała krew Helloise.
– Hm… – mrukneła cicho, nagle obracając w czerwonych paznokciach jedną z czekoladek. Czyżby to była jej robota? Miałoby to sens zważywszy na okoliczności, ale nie… Ona nigdy nie zrobiłaby przy tym tyle bałaganu i co najważniejsze nie pozwoliłaby aby tyle krwi się zmarnowało. Nie lubiła przecież gdy jej przysmaki się marnowały, a zwłaszcza takie o wybitnym bukiecie smaków.

Nagle ostry powiew wiatru wytrącił jej z ręki czekoladkę. Gdzieś w oddali błysnęło. Cała zastawa zadrżała, chociaż nie było słychać huku.
Wciąż nieco otumaniona Lucy posłała Helloise uśmiech, a następnie chwyciła swoją filiżankę i rzeczywiście – ziołowy napar, który się w niej znajdował zdecydowanie bardziej wpasowywał się w gusta drugiej kobiety. Wampirzyca przekrzywiła głowę, wciąż wpatrując się w wypełnione płynem naczynie. Pływający w nim rumianek napawał ją dziwnym niepokojem, ale nie była w stanie określić dlaczego. Ostrożnie zastukała parę razy w porcelanę. Powierzchnia napoju zafalowała, a gdy wreszcie uspokoiła się Lucy mogła zobaczyć, że kwiatek wcale nie był kwiatkiem, a niewielką roślinną spódniczką należącą do utopionego w herbacie… Elfka? Wróżki jak z bajek dla mugolskich dzieci?
– Hm… – mruknęła ponownie i wyciągnęła za nóżlę ciałko z filiżanki. – Tego chyba też nie chciałabyś pić… – Dodała i uniosła wyżej swoje znalezisko, ale wtedy zamiast herbacianego denata, po jej nadgarstku popłynęła śmierdząca ziołami krew.
Kolejny powiew wiatru. Coś było naprawdę nie w porządku. I wtedy dotarły do niej słowa Helloise, a jej spojrzenie samo nabrało burzowych barw.
— Kto? – spytała, bo najwyraźniej ktoś marnował jej okazjonalne źródło krwi, które na dodatek było całkiem przyjemnym towarzystwem.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#3
10.08.2026, 14:18  ✶  
Lucy śliczna była jak zawsze w tej koszuli nocnej, w której koszmar Helloise wyciągnął ją… z łóżka? Czy ona sypiała?
Lucy Rosewood już nie żyła. Zdawać by się mogło, że jakiekolwiek zło czaiło się wewnątrz tego zwyrodniałego snu, nie mogło martwej dosięgnąć. O tyle lepsze było jej położenie względem oddychającego, żywego Dægberhta, którego Helloise pozostawiła za sobą, gdy uciekała z poprzedniej pętli koszmaru.
Jej wodniste oczy o nieodgadnionym, pustym wyrazie przesunęły się powoli po spływających krwią dłoniach wampirzycy zakończonych czerwonymi paznokciami. Lucy Rosewood była drapieżnego gatunku.
— Tak. Sądzę, że nie chciałabym — odparła Helloise, gdy i druga filiżanka okazała się równie makabryczna w zawartości.
Kobieta spojrzała w dal, na las rozszumiany ostrym szeptem mrowia niespokojnych liści. Pod szarpanymi wichrem gałęziami stał nieruchomy cień, którego sam widok wzbudził w niej lęk, mimo że nie wiedziała jeszcze, czym on jest. Pod drzewami zarysował się kształt zła. Malutki, skondensowany w czarną złowrogą plamę. Helloise zmrużyła oczy.
— On — odpowiedziała na pytanie Lucy, a wówczas, jakby usłyszał ich rozmowę, cień poruszył się, zwinny jak tłusty pająk, i biegiem ruszył w ich stronę przez polanę.
Oddech Helloise przyspieszył. Jej nogi wciąż spętane były odrętwieniem przez nieznaną siłę i nie mogła się poruszyć, choć całe jej istnienie rwało się do tego, aby się od nadciągającej maszkary oddalić. Gorszy był ów paraliż niż wcześniejsza wycieńczająca gonitwa przez zapętlający się w nieskończoność las. Wiedźma patrzyła bezradnie, jak zbliża się nieubłagane zło.
Wtem ciemna sylwetka zniknęła za mijanym po drodze wielkim krzewem. Nie wyłoniła się już zza niego. Helloise w napięciu badała wzrokiem kontur rośliny. W każdej chwili mógł spomiędzy tych gałązek wychynąć na powrót demon. Nad polaną zapadła cisza. Drzewa zamilkły, stanęły płuca wichru, aby się wszystko wokół mogło przysłuchiwać, jak wali o żebra serce czarownicy.
— Lucy? — Odwróciła do niej głowę, aby się upewnić, że i wampirzyca widziała to, co się stało.
Wtem coś ścisnęło ją za gardło — i nie lęk, a dłonie mocne jak imadło. Oczy wiedźmy rozszerzyły się w szoku. Ręce wyrwały się ku łapom zaciśniętym na białej szyi, żeby je oderwać — bezskutecznie.
Za nią wyrósł morderca goniący ją przez kolejny już sen. Człowiek niski i krępy, dziwacznie pokraczny, o odstręczająco brzydkiej twarzy. Oczka mężczyzny gnieździły się głęboko w cieniu wydatnego czoła, a zbyt szerokie usta rozciągał obłąkańczy uśmiech.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#4
17.08.2026, 13:38  ✶  
On.
Lucy przeniosła swoje spojrzenie we wskazanym kierunku i skrzywiła się nieznacznie. Cień w pierwszej chwili stał nieruchomo, po czym zaczał przemieszczać się z zaskakującą zwinnością w ich kierunku. Nie, nie w ich kierunku. W kierunku Helloise. Lucy zmarszczyła brwi i odruchowo wyszła przed czarownicę, bez słowa dając jej znak dłonią, aby została z tyłu. Zielone oczy wampirzycy, jak przystało na krwiopijczego drapieżnika, skupiły się teraz w pełni na drugim drapieżniku najwyraźniej próbującym właśnie zabić jedyną wiedźmę z lasu, której obecność naprawdę tolerowała.

I już… Już miała się zerwać do biegu. Już miała spotkać się z nim w połowie drogi i bezlitośnie wbić w niego swoje kły, kiedy…
Zniknął.
– Helloise? – zapytała cicho. Kolejny grzmot. Kolejny poryw wiatru. – Co tu się dzieje?
Niestety nie otrzymała odpowiedzi, a przynajmniej nie od samej kobiety. W końcu ciężko było, aby Helloise jakkolwiek jej odpowiedziała, gdy właśnie była duszona. I tak to już właśnie było z tymi śmiertelnikami! Zaczynała jakiegoś lubił, to ten umierał ze starości, choroby, lub jak w tym wypadku był duszony w czymś co chyba nawet nie było do końca jawą! I to jeszcze próbował zamordować ją jakiś przerośnięty gargulec! Bezczelność!
Szybko rzuciła się w stronę mężczyzny, zatapiając w jego karku śnieżnobiałe kły. Koszmar wydał z siebie chrapliwy odgłos, wampirzyca poczuła cieknącą po brodzie posokę, ale w jej ustach nie zagościł ten charakterystyczny posmak. Mężczyzna szarpnął się. Lucy nie dawała za wygraną. Wgryzła się jeszcze mocniej, na każdą próbę uwolnienia się odpowiadając kolejnymi ranami. Karl, szyja, dłonie. Powinien już coś poczuć. Powinien krzyczeć z bólu. I wreszcie, gdy rozważała, jak odgryźć mu ucho, wreszcie wtedy napastnik wypuścił Helloise i zataczając się wpadł na stolik. Dalej jednak był zaskakująco żywy.
– Porcelana – syknęła Lucy mając oczywiście na myśli, aby Heloise poharatała mu nia twarz. Teraz, trupio-blada, z rozwianym warkoczem i zabarwioną na czerwono koszulą, zapewne sama wyglądała jak istota z koszmarów, ale nieszczególnie jej to przeszkadzało.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#5
31.08.2026, 21:40  ✶  
Helloise chciałaby umieć odpowiedzieć na pytanie zadane przez Lucy. Ona również chciałaby wiedzieć, o co chodzi. W ostatnim czasie jej życie przeistoczyło się w pasmo klątw, których natura zwykle wykraczała poza jej pojmowanie. Rozumiała, że prawdopodobnie znajdowały się w tamtej chwili we śnie, lecz nie wiedziała, jak ze snu uciec ani czym jest istota przed nimi. Nawet więc gdyby jej gardło nie tkwiło w żelaznym uścisku, nie miałaby dla niej słów.
Wiedźma z nadzieją obserwowała kątem oka, jak Lucy rzuca się na mordercę. Poczuła szarpnięcie, gdy Lucy wbiła w niego zęby. Mężczyzna próbował walczyć z wampirzycą, nie wypuszczając jednocześnie swojej ofiary. Helloise nie pozostawała bierna: opierała się, drapała pazurami zaciśnięte na niej łapy, chcąc ujść oprawcy. Wśród tej szamotaniny zaczęło mroczyć ją szarpaną za szyję jak szmacianą kukłę. Pod atakiem wampira ugiął się jednak wreszcie i senny demon. Pokaleczony ugryzieniami, z których sączyła się krew, puścił upatrzoną ofiarę i wyrwał się spod kłów szlachetnej wszy drenującej go z życia. Stolik upadł wraz z nim, zastawa i poczęstunek rozsypały się po wysokich trawach. Upadła również Helloise. Wtedy wróciła w nogach wiedźmy władza, jakby lecące na spotkanie z glebą ciało przypomniało sobie, jak się ratować. Kobieta wylądowała na czworakach. Świszczał jej desperacki oddech, gdy do płuc powracało powietrze.
Nie miała czasu na wytchnienie. Maszkara zaczynała podnosić się z ziemi.
Helloise podążyła instynktownie za głosem Lucy.
Porcelana.
Na oślep wymacała między trawami filiżankę, którą rozbiła o kant stołu. Z szaleńczo bijącym sercem podpełzła do potwora i zamaszystym ruchem wbiła odłamek w jego miękki policzek. Maszkara zawyła, Helloise wycofała się pospiesznie. Wstała i rzuciła Lucy spojrzenie spłoszonego, dzikiego zwierza.
— Chodźmy — ponagliła swoją wybawicielkę-potworzycę o garniturze bielutkich zębów ociekających krwią.
Czarownica nie widziała w tamtej chwili innego wyjścia jak biec. Biec jak najdalej od morderczego stwora. Sen zdawał się nie mieć wyjścia, a bez różdżek były wobec niego bezradne.


dotknij trawy
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#6
15.09.2026, 00:15  ✶  
Porcelana.
Doświadczenie wynikające z obcowania z kolejnymi pokoleniami ludzi nauczyło ją, że istoty rozumne potrafiły odnaleźć satysfakcję w pozornie przyziemnych czynnościach. Na kogoś spływał błogi spokój, gdy tylko widział, że wszystkie książki na półce zgrywają się kolorystycznie. Ktoś z kolei w niespokojne noce zamiast nasennych ziółek, wspominał jak przed latami jednym machnięciem różdżki przywrócił zakurzonej figurce dawną biel. A inni jeszcze dostawali mikroekstazy na myśl o zanurzeniu łyżki w nienaruszonej tafli masła orzechowego. Lucy może nie użyłaby do określenia swojego stanu słowa takiego jak mikroekstaza, wątpiła też czy będzie myślała o tym zdarzeniu po nocach, ale musiała przyznać, że kiedy za sprawą Helloise porcelana przebiła skórę napastnika, wampirzyca odczuła wielką satysfakcję. Wyglądało na to, że jednak pomimo swojego wieku, wciśż patrafiła znajdować radość w prozaicznych czynnościach.

Nie cieszyło jej natomiast to, że czarownica dalej pozostawała w niebezpieczeństwie. Wampirzycza szybko wytarła zakrwawiony podbródek serwetką ze stolika, cisnęła ją w agresora po czym chwyciła Helloise za rękę i ruszyła z nią jak najdalej od tego przeklętego człowieka.
– Czemu on tu jest? – spytała, gdy wspólnie przedzierały się przez kolejne chaszcze. Chaszcze? W sumie to nie była taka pewna. Las, do którego wbiegły wydawał się być jednocześnie gęstą puszczą, jak i przyjemnym leśnym zakątkiem niczym z bajki, a wszystko to zmieniało się w mgnieniu oka. – Rozmawiałaś z nim wcześniej? Znasz go w ogóle? Mówił ci coś może czego nie słyszałaś? Dotykałaś dziwnym przedmiotów? A może zioła? Czy ty piłaś jakieś nowe zioła? Ktoś ci jakieś podał? Przysięgam, jeśli nabawiłaś się jakiejś klątwy przez wypicie podejrzanych chwastów to nie ręczę za siebie!
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#7
24.09.2026, 22:36  ✶  
Zranienie stwora było dla Helloise doświadczeniem niekoniecznie estetycznym, nie mogłaby rozkoszować się nim w pędzie i ferworze walki. Wiązało się to jednak z czymś uwalniającym, co z rzadka ostatnimi czasy odczuwała. Włożyła w ten gest całą swoją złość, gniew przemknął przez nią jak strzała i uszedł w tej manifestacji agresji. Odczuwała w tym brak czegoś, co wcześniej się w niej kotłowała. Agresja ją oczyszczała.
Nie miała jednakże czasu pochylać się nad tym, co zrobiła ani co się w niej zmieniło. Pozwoliła się pociągnąć wampirzycy w gęstwinę równie nierealną, co wszystkie okoliczności tego zdarzenia.
Helloise miała dość uciekania. Nie chciała więcej uciekać, lecz jakie było wyjście, gdy to pułapka decydowała o tym, kiedy swoją ofiarę wypuści. O ile wypuści.
— Nie wiem — wydyszała z ciężkim oddechem czarownica. — Nie wiem.
Nie wiem było odpowiedzią na wszystkie pytania postawione przez Lucy, lecz po chwili Helloise zdobyła się na sięgnięcie pamięcią odpowiednio wstecz.
— Cały dzień… cały dzień ktoś za mną chodził. — Głos czarownicy rwał się, lecz nie z paniki, nie z niepewności, a z fizycznego wysiłku, który wystawiał na próbę jej wątłych sił ciało. — Nie wiem, kto to. To sen. To sen. Chwilę wcześniej… próbował mnie zabić… był wtedy ze mną przyjaciel. To też był sen. Jak się obudzić? — Ostatnie pytanie rzuciła w milczącą przestrzeń.
Czarownica zaczęła rozglądać się w biegu, poszukując… czegoś. Jakiegoś punktu zaczepienia, który pomoże się im wyrwać z monotonnej scenerii koszmarnego lasu. Podejrzewała, że to jakaś klątwa lub zła siła, lecz jakżeby miała z nią walczyć, nie mając różdżki, nie mając czasu na zastanowienie. Czas był tylko na to, aby biec — wciąż czuła na karku obecność demona, którego porcelana bynajmniej nie powstrzymała na dobre.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (1274), Lucy Rosewood (974)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa