Hrabstwo Kent, siedziba Magicznego Towarzystwa Herbologicznego
![[Obrazek: imgproxy.php?id=sRdIqJi.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sRdIqJi.png)
Teleportowali się więc do Kent, do siedziby Magicznego Towarzystwa Herbologicznego. Victoria domyślała się, że Atreus wcześniej tutaj nie był, bo i po co, skoro nie interesował się ani zielarstwem, ani roślinami w ogólności. Nawet Victoria, która zajmowała się hobbystycznie roślinami od lat, nie bywała tutaj często, póki w lipcu nie dołączyła do klubu, a i od tamtego czasu była tutaj pierwszy raz, bo… no cóż, miała inne obowiązki. Ten rok był w nie obfity. A teraz zresztą też nie była tu prywatnie, a z powodu pracy.
Atreus dobrze nadstawiał uszu, bo Brenna pomagała jej w tej sprawie nieco bardziej, ale chwilowo miała inne rzeczy na głowie, a Victoria była skupiona na przedstawieniu mu, na czym obecnie stoją i co potrzebuje, więc nie wspomniała, że Brenna ma jej jeszcze pomóc… A jakoś sama się nie domyśliła, że go to interesuje. To znaczy… mówił, że idzie z nią na wesele do Yaxleyów, a Victoria bardzo dobrze to zapamiętała, ale nie wiedziała jeszcze, czy to tak bardziej przyjacielsko, czy może mniej przyjacielsko…
– No dobra… Podejrzewam, że każdy tutaj plotkował o zdarzeniu… Pytanie tylko co będą chcieli powiedzieć i czy ktokolwiek wie coś konkretnego, a nie tylko co się usłyszało od koleżanki – westchnęła.
Póki co poprowadziła ich do wielkiego holu, z którego na przestrzał widać było przeszklone kondygnacje. Rośliny były tutaj absolutnie wszędzie: pięły się po kolejnych mniejszych szklarniach na parterze oraz tych, do których dostać się trzeba było schodami, w których panowały różne specjalne warunki, do hodowania roślin o odmiennych wymaganiach; bluszcz pokrywał ściany, z balustrad i barierek zwisały paprocie obsypane fluoroscencyjnymi kwiatami. Pod ścianami znajdowały się regały magicznie zabezpieczone przed wilgocią, zapewne zapełnione księgami dotyczącymi zielarstwu i hodowli przeróżnych roślin. Tutaj Victoria się zatrzymała, najwyraźniej nie do końca pewna, dokąd powinni się teraz udać, by kogoś znaleźć. I to kogoś, kto faktycznie mógłby im się przydać.
– Hmm… Nie znam tu za dużo ludzi, więc… Chyba chodźmy gdziekolwiek? Prędzej czy później chyba na kogoś trafimy. Chyba, że masz inny pomysł?