Dom Leviathana
Czekała. Zachciało się jaszczurowi jednemu wojaży. I żeby chociaż dał znak życia przez te trzy dni, to chociaż nie musiałaby się martwić. A tak? Siedział jej nieustannie z tyłu głowy, nawet jeśli powtarzała sobie, że to tylko wycieczka i nic złego nie może mu się stać. Po prostu dobrze się bawił i nie miał czasu na jakieś liściki. Prawda?
Nie miała ochoty krążyć po mieście ani wracać do własnych obowiązków, skoro wiedziała, że jego powrót z Włoch powinien nastąpić lada chwila. Znalazła się w jego salonie, wyrzucona z kominka przez krótki wir zielonych płomieni. Otrzepała ramiona i poprawiła materiał granatowej sukienki, następnie wyciągnęła różdżkę i oczyściła tkaninę z sadzy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, by wyłapać jakiekolwiek zmiany od jej ostatniej wizyty, ale nie zanotowała takowych. Przeszła więc do regału i wyciągnęła średniej grubości powieść dla zabicia czasu. Rozsiadła się wygodnie na kanapie i otworzyła książkę; myślami była jednak gdzie indziej. Zastanawiała się, jak wyglądała jego podróż. Czy znalazł tam coś interesującego, czy może cała ta wyprawa okazała się bardziej męcząca niż przypuszczał. Nie do końca rozumiała, dlaczego czuła jakiś wewnętrzny niepokój, kiedy o nim myślała. Zwalała to na karb wydarzeń ze Spalonej Nocy, z przepracowania i ogólnego stresu, nasilającego się od ponad miesiąca. Fakt, że na zewnątrz pozostawała opanowana sprawiał, że wszystko kotłowało się w środku czarownicy, a negatywne emocje nie znajdowały ujścia - w konsekwencji jej organizm reagował nadmiernym zmęczeniem, a serce niekiedy gubiło rytm (co nie powinno mieć miejsca, biorąc pod uwagę zażycie eliksiru na włochatość cztery tygodnie temu). Wiedziała, że powinna zwolnić, dać sobie czas na regenerację, a jednocześnie robiła dokładnie odwrotnie, co chwila nakładając na siebie nowe obowiązki. Westchnęła pod nosem, próbując skupić się na powieści, co rusz spoglądając w kierunku drzwi. Czekała.
then break some